środa, 16 września 2009

bobr ( :-( )

siedze i rycze
jak bobr
jestem wykonczona ,przedewszystkim psychicznie.
do d. ze mnie mama.
dzis dalam klapa mlodemu na pupe .
strasznie mi wstyd i zal.
rano wstalam o szostej i po oporzadzeniu siebie i tadeuszka
gotowalismy razem zupe -ja przy kuchence, tadeusz na stoleczku obok.
potem bylismy w grupie zabaw.
maly caly czas biegal w koleczko i nie mogl usiedziec jak inne dzieci 5 minut podczas spiewania piosenek – wiec ja sie z nim bawilam na boku i caly czas uwazalam ,zeby nie zrobil sobie krzywdy,potem bylo lepienie i malowanie.
droga powrotna do domu wygladala tak , ze maly nie chcial siedziec w wozku
byl juz za bardzo zmeczony ,zeby chodzic wiec stal co chwile ,a ja staralam sie go zmotywowac,zeby szedl dalej.w koncu sie na mnie zezloscil i zaczal uciekac na ulice.
raz,drugi , trzeci – zrobilo sie za niebezpieczine,wiec wcisnelam go w wozek.
przeszlismy pare krokow,maly sciagnal pasy i zaczal wyskakiwac z wozka – wiec ja tlumacze,ze moze isc ,ale przy mamie – a on znow w dluga- wozek ,wyskok,wozek,wyskok…
przyszlismy do domu byla 12 w poludnie- przekazka i do lozeczka, a ja do lozka- plecy mnie tak bolaly ,ze nie moglam usnac.zamknelam w koncu oczy i uslyszalam – mama !- maly spal godzine.
blady byl i co chwile sie przewracal – plakal i nie pozwalal sie utulic.
chcialam dac mu obiadek – zupe ktora gotowalismy rano- ja mu lyzke do buzi ,a on pluje i w placz.
w koncu po dodaniu przyprawy magi na jego oczach zjadl pare lyzek.
chcialam troche w domu posprzatac – nie dalam rady – z placzacym i zloszczacym sie malcem u boku.
poszlismy wiec na spacer- na jeden plac zabaw, na drugi, do lasu i na zakupy.
przyszlismy o 18-tej(maz musial dzisiaj zalatwic pare spraw i wiedzialam ,ze wroci pozno)i wtedy zaczela sie jazda.to znaczy kolacje zjedlismy sobie razem ,poczytalismy pana tralalinskiego,i lokomotywe, i murzynka bambo.
po czym maluch zaczal powtarzac pa pa pa – co oznacza kapiel ,wode lub plywanie i zaczal rozbierac sie do rosolu. ja napuscilam wody do wanny ,a on w placz ,rzut na podloge i nie pozwoli sie dotknac.po zalagodzeniu sprawy przyniosl mi  golusienki plywaczki i mnie olsnilo ,ze chcialby pojsc na basen!
tlumacze,ze moze do wanny ,i ze pozno juz itd.
histeria
potem zaproponowalam mu jeszcze raz wanne i jak rykiem odmowil to stwierdzilam dobitnie ,ze idziemy sie ubrac w pizamke(byl juz lodowaty)
ja go na przewijak – on czerwony od krzyku , ja staram sie mu zalozyc pampersa – on go z siebie zrywa,w koncu zaczal mnie kopac – histeria taka ze ja juz sily nie mialam i mu dalam klapa…
jak on zareagowal?- zaczal sie bic po buzi!!!
w koncu przytrzymalam maluszkowi raczki i go na sile do mnie przytulilam – wtedy pomalu zaczal sie uspokajac.
tego wieczoru jeszcze 2 razy wpadl w histerie, mimo ,ze bylo wszystko tak jak zwykle , poza tym ze meza nie bylo przy wieczornym kladzeniu spac- no wlasnie – maluch zasnal dopiero jak papa przyszedl-
a ja placze
jak bobr
z bezsilnosci.
dzieje sie cos znow zlego w glowce tadeuszka ,czy to ja jestem mama do d…?

poniedziałek, 14 września 2009

jesien

jakos tak jesiennie sie bardzo zrobilo,dzieci zaczely szkole,
drzewa zaczely sie przebarwiac, kwiaty przekwitac, a przed domami leza pieknie udrapowane dynie roznych rodzajow.
dzis rano maluch w swojej pregowanej czapeczce biegal w parku od drzewa do drzewa i zbieral kasztany. wolal przy tym za kazdym razem O!
 i pakujac kolejnego kasztana do wozka bil sobie brawo.
tak zdecydowanie zaczyna sie jesien.

sobota, 12 września 2009

„brudne”dziecko

est taka zasada u nas na placu zabaw – dzieci bawia sie wszystkie przyniesionymi zabawkami – foremkami itd jezeli mali wlasciciele akurat sie nimi nie bawia  – generalnie zasada – jak ty sie bawisz moimi zabawkami to ja sie bawie twoimi.
mamy sie specjalnie nie wtracaja(na szczescie) do zabaw dzieci- ot poprostu pilnuja co by sie pociechy nie pozabijaly wzajemnie i za duzo piasku nie zjadaly, sa jednak sobie i innym dzieciom zyczliwe, np. jak przynosimy np.owoce na plac zabaw to inne dzieci sa tez czestowane, a i tadeuszek czasami podchodzi do ktorejs z mam i mowi am i czesto jakas drobnostke dostaje – taka niepisana umowa.mile to bardzo i
bardzo mi ten uklad odpowiada.
to tak – gwoli wstepu ;-)
na jednym placu zabaw – najwiekszym i jednym z najladniejszych w naszej dzielnicy zaobserwowalismy nietypowe specjalnie tu zjawisko.
przychodza tam pewne panie – nazwalismy je (maz i ja)- big mama`s,
jak sama nazwa wskazuje sa one przeogromne – w rozowych sweterkach ,z gromadka dzieci(takie” towarzystwo z wesolego miasteczka”) , koszami pelnymi slodyczy , piwkiem i papierosami, zasiadaja lub zaleguja stolik i lawki na samym srodku placu zabaw – najczesciej juz rano,rozkladajac tony zabawek dookola siebie – dyryguja dzieci od czasu do czasu na odleglosc- (najczesciej bardzo nieprzyjemnym tonem) co by nie musiec wstawac.
dzieci te bawia sie tylko miedzy soba i maja wyrazny zakaz dotykania zabawek innych dzieci, a jak ktores z obcych dzieci zbliza sie do ponetnego(zabawki i slodycze na wierzchu)obozowiska sa natychmiast piorunowane wzrokiem,a mamy owych mierzone od stop do glow z pogarda.
dzis dzieci wielkich mam przyszly z rozowym ,swiecacym wozkiem dla lalek z cekinami – czyli wszystko to co moj synek po prostu kocha.
podchody do tego wozka robil rozpaczliwe – nikt sie tym wozkiem nie bawil , az w koncu maz moj powiedzial ,zebysmy pozwolili maluchowi podejsc i obejrzec ten wozek(stal na uboczu placu zabaw).
maluch podszedl i poglaskal jednym paluszkiem lale lezaca w tym wozku – od razu zawirowalo w obozowisku – big mamas.
jedno dziecko,dziewczynka zostalo zawolane – tadeuszek wytkniety palcem ,ja zmierzona wzrokiem, dziewczynka odepchnela malucha i powiedziala – iii on dotknal moich zabawek swoimi brudnymi lapami – teraz bedziemy musieli wszystko myc.
tadeuszek sie przestraszyl i zaczal plakac.
ot taka sobotnia historia ,ktora mnie baardzo zadziwila i powiem szczerze zrobilo mi sie przykro .i choc wiem ,ze takie zachowania sa normalne niestety i tak jest mi przykro! O!
maly juz napewno o wszystkim zapomnial i i tak mielismy fajny dzien.
zawsze sie chyba takim zachowaniom dziwic bede i juz.

czwartek, 10 września 2009

hip hip hurrraaaa!

mezowi mojemu wlasnemu ,madremu i kochanemu przedluzono umowe o prace na czas nieokreslony!!!!!
dostal pochwaly i premie !!
niby taka przyziemna sprawa ,ale od wczoraj fruwamy pod sufitem z radosci
:-) )))

środa, 9 września 2009

podsumowanie wakacji i przedszkole cd.

jakie byly nasze wakacje ?
powiem tak ,
las,
gory,
cisza ,nasza trojka,
hotel dla rodzin,
wyrozumiala obsluga,
cudowne jedzenie,
atrakcje dla dzieci,
odprezony maluch,
odprezeni i my,i mimo przeziebienia i zapalenia dziasel moich i meza,
wakacje byly suuuuper!
moze przez to ,ze sobie zupelnie odpuscilismy, nie nastawialismy sie na nic i niczego nie planowalismy – ot tak zycie z dnia na dzien. :-)
dzis poszlam zapisac maluszka do jeszcze jednego przedszkola.
lista oczekujacych na przyjecie dzieci jest taka dluga , ze pani nie mogla nam obiecac ze znajdzie sie miejsce dla tadeuszka na przyszly rok.
wspomnialam pani o naszej sytuacji, jako ze to jest przedszkole integracyjne- i wspomnialam ze nam (na razie) nie przysluguje miejsce integracyjne, i ze wisimy pomiedzy- bo do normalnych przedszkoli – na normalne miejsce nie chca malego przyjac .pani szepnela mi na uszko ,ze istnieje jeszcze wyjscie pomiedzy- ze jezeli pani z urzedu do spraw nieletnich uwaza ,ze maly jest potrzebujacy „specjalnej opieki”to ma nam przepisac ta dodatkowa opieke w postaci chlopaka odrabiajacego wojsko lub wolontariusza ktory zostanie wcielony w zycie przedszkolne,ktory bedzie mial za zadanie pomoc tadeuszkowi w razie potrzeby.
swietnie ,co?
wtedy dostalibysmy takie miejsce od reki! – tylko dlaczego nam nikt o tym wczesniej nie powiedzial?
zamierzamy isc wiec za ciosem i postarac sie wywalczyc sprawe.

niedziela, 6 września 2009

nowonarodzeni :-)

jestesmy,
jeszcze nie ochlonelam,przeziebiona,opalona,z odciskami na stopach,szczesliwa,spokojna,optymistyczna,zalujaca,ze to juz po- czyli tak jak byc powinno po wakacjach!
bylo suuper!cale dnie spedzalismy razem ,jedlismy dobre rzeczy, duzo spalismy i chodzilismy po gorach,plywalismy w basenie(maluch zuch nauczyl sie sam z plywaczkami plywac!- moj dzielny dwulatek -a my puchniemy z dumy :-) )
c.d.n…jak ochlone:-)
 

czwartek, 20 sierpnia 2009

„sloneczka”

poznalam wczoraj telefonicznie pewna mame chlopca z epilepsja – o wiele silniejsza od tadeuszka.
przechodzila ona ta sama odyseje przadszkolno-szpitalno -lekarsko – nianiowa.
dowiedzialam sie od niej mnostwo przydatnych rzeczy. min. takiej ,ze ta klinika w ktorej dotychczas malego leczylismy jest pod  wzgledem neuro- pediatrycznym katastrofalna. dostalismy namiary na klinike specjalistyczna oddalona tylko o 35 km. od nas
tak wiec dzis robimy tam termin i prawdopodobnie czeka nas 6-cio tygodniowy pobyt w tej klinice – tzw. diagnozujacy.
wtedy bedziemy miec dwa zdania na ten sam temat i bedziemy pewni co i jak.
z naszej kliniki nie dostalismy jeszcze papierow od ostatniego pobytu w szpitalu.
nowopoznana mama powiedziala nam tez, ze jezeli bedziemy mieli diagnoze czarno na bialym ,to dostaniemy legitymacje dla osob niepelnosprawnych , ktora upowaznia nas min. do miejsca integracyjnego w przedszkolu.
tamta mama dzwonila juz do pani urzedniczki ktora sie zajmuje przydzielaniem takich miejsc w przedszkolach dla zdrowych dzieci,i pani urzedniczka odpowiedziala jej ,ze ma wyslac swoje dziecko do przedszkola dla dzieci z ciezkimi uposledzeniami ,bo oni chetniej przyjmuja dzieci z zespolem downa ,bo to takie sloneczka.
 Aaa

środa, 19 sierpnia 2009

zalamka

juz jakis czas temu pisalam ,ze maly ma pojsc do niani od pazdziernika (cos jak mini przedszkole z jedna wychowawczynia).ja z niania rozmawialam ,bylam u niej i sie umowilam na koniec sierpnia na poczatek okresu przyzwyczajania ,ktory mia<l potrwac ok. 6. tygodni.
w miedzy czasie wyszla cholerna sprawa z epilepsja ,a niania byla na urlopie i nie sposob sie bylo z nia skontaktowac ,zeby obgadac co i jak.
na placu zabaw inne mamy slaszaly o taseuszku i radzily mi sie dowiedziec czy prawnie jest to w ogole mozliwe ,zeby taka niania zajmowala sie chorym dzieckiem (chodzi o ubezpieczenie itd.).
zadzwonilam wiec do urzedu do spraw nieletnich z pytaniem o to, a tam na mnie prawie nakrzyczano,ze chce dziecko oddac do niani za ich plecami,i dla czego sie jeszcze u nich nie przedstawilam.poczulam sie jak przestepca, umowilam sie z pania urzedniczka na termin ,poszlam – spieszylam sie z tadeuszkiem, doszlam i okazalo sie ,ze pani jest chora,i dostalam termin na dzis.
mowilam juz ze tadeuszek ma ciezki okres akurat?jezeli nie to powiem co nastapilo.
moje dziecko plakalo ,rzucalo sie na ziemie ,nie interesowalo sie zadnymi zabawkami ,a z  glupia urzedniczka w ogole nie chcial miec nic doczynienia. chcial caly czas do tletletle (toalety znajdujacej sie na koncu korytarza),byl blady i umeczony ,a ja pocac sie ,pocieszajac malucha jak moglam i tlumaczac ,ze zaraz wyjdziemy ,wypelnialam formularze i odpowiadalam na pytania pani pt. czy on sie zawsze tak zachowuje. koniec koncow uslyszalam ,ze moje dziecko sie do zadnej niani nie nadaje – ze go skrzywdze oddajac do nawet najlepszego przedszkola,ze mam dziecko specjalnej troski z deficytami wymagajace indywidualnej opieki,i ze niania bylaby nieodpowiedzialna biorac go do siebie – slowem mam uposledzone jej zdaniem dziecko i ona nam nawet szans nie dala ,zeby pokazac jak moj maluszek pieknie sie bawic potrafi i jaki jest kochany!!!
po powrocie do domu zadzwonila do nas niania i mowila,ze pani urzedniczka do niej dzwonila i jej odradzila brania tadeuszka na 3! godziny dziennie!
nie bede pisala co jeszcze sie wydarzylo i czego sie jeszcze dowiedzialam ale czuje sie zdruzgotana i pokrzywdzona i strasznie mi przykro.
jestesmy w sytuacji:
za bardzo uposledzony ,zeby pojsc do normalnego przedszkola /niani , za malo zeby dostac miejsce integracyjne!

wtorek, 18 sierpnia 2009

2 dni galopem

glowa w mur – tak trzeba by nazwac zachowanie ostatnich dni malucha.
spi malo ,je jeszcze mniej, porusza sie ciagle biegiem i ciagle sie zlosci.
bilans wczorajszego dnia- dwa guzy na glowie,rozbite czolo, zjechany lokiec i kolano.
w niedziele wieczorem wyskoczyl na glowke z lozeczka!
nic sie na szczescie nie stalo ,ale my sie strachu najedlismy.
dzis wstal juz o 5.30 i galopik dookola mieszkania.juz o osmej z nim w domu wytrzymac nie moglam ,bo go energia rozpychala, i wyszlismy na mega spacer.chodzilismy,biegalismy ,bylismy na jezynach ,na rynku i na placu zabaw.kopalismy pilke ,ogladalismy robale i cieszylismy sie z much.
wrocilismy do domu o 11-stej ,mlody sie popluskal w wannie na balkonie ,zjadl dwa pulpeciki drobiowe i padl.
ja pije kawe i szykuje sie mentalnie na dalsze galopy,ktore napewno bardzo niedlugo sie zaczna.

sobota, 15 sierpnia 2009

sobota

jest rano.
ja stoje pod prysznicem i z odzywka na wlosach myje zeby.maz stoi przed umywalka i sie goli.pod umywalka na stoleczku stoi tadeusz i z powazna mina pedzlem do golenia  mydli sobie uszy i wlosy :-)

środa, 12 sierpnia 2009

lawina ruszyla

nareszcie!!
zadzwonili do mnie godzine temu z centrum socjalno- pediatrycznego!
po obejzeniu przez lekarzy tamtejszych wszystkich wynikow badan i stosow papierow wypelnionych przez nas juz przed dwoma miesiacami chyba uchwalono,ze
pazdziernik bedzie naszym miesiacem badan i poczatku terapii roznych.
i tak na poczatku pazdziernika maly ma badanie okulistyczne, dwudziestego wizyte u logopedy i fizykoterapeutow,a dwudziestego szostego kontrole eeg i wizyte u neurologa.
uff duzo tego i mam nadzieje ,ze maluch to dzielnie zniesie.
ale w koncu sie znow cos w naszym kierunku dzieje i mam nadzieje, ze nam powiedza ,ze wszystko bedzie dobrze i ze tak naprawde to on tych wszystkich terapii nie potrzebuje(jesli potrzebuje to sie oczywiscie dostosuje)i maluszek jak dotychczas nie bedzie szpikowany lekarstwami.

fajnie

fajnie sie rano obudzic i stwierdzic ,ze ktos sie bardzo cieszy tylko z tego faktu ,ze juz nie spie.
fajnie jak maly ktos proponuje mi z rana swoja swietosc – swoj smoczek :-) )

dmuchawiec

idziemy sobie chodnikiem – tadeuszek i ja.ja pcham wozek obladowany wiaderkiem,lopatkami,piciem,pilka itd. – tadeuszek pcha rozowy wozek dla lalek w misie.
nagle maluch zauwaza dmuchawca i sliniac sie straszliwie probuje go zdmuchnac.
w koncu psuje go raczkami i probuje spowrotem wsadzic w ziemie.

niedziela, 9 sierpnia 2009

rodzinnie i magiczne majtki

mielismy bardzo fajny weekend.
taki rodzinny, spokojny.upalno- letnio- parny :-) ,
spedzilismy go bez zadnych specjalnych gwozdzi programu. ot tak na ciaglym spacerze, placu zabaw, piciu kawy w nowoodkrytej kawiarni i kapieli w jeziorze- gliniance.
obejzelismy pierwszy raz od niepamietnych czasow dwa filmy w dwa kolejne wieczory.
wypralam tony zaleglych rzeczy w pralce i narzute na kanape usmarowana jogurtem.
zalozylam jednak nowozakupione majtki – ot tak bez zadnego specjalnego powodu (bo przez jakis czas nam nie wolno nie powiem )
no i co? – czary – czuje sie kobieco ,fajnie,mlodo i zgrabnie  hehe ,- no ale tak na serio-
ladna bielizna pod ubraniem poprawia humor i podnosi w jakis dziwny sposob poczucie wlasnej wartosci  oczko
pa

sobota, 8 sierpnia 2009

jest parno

jest parno
synek slodki choc bardzo meczacy.
jest naprawde kochany ,tylko wisi na mnie akurat non stop.
mam wrazenie ,ze zaniedbuje psychicznie moje koty ;-) (no ale nie wszystko naraz prosz)
mam za soba polroczne zycie w strachu
mam za soba bardzo nieprzyjemne i bolesne badanie ,a przed soba nieprzyjemna terapie i antybiotyki przez 2 tygodnie.
juz wiem ,ze moje wykonczenie nie bralo sie z niczego.
mam troche dosc opowiadania ,ze znow mi cos jest
wypadaja mi wlosy- bo nie mam odwagi zmienic mojego lekarstwa ktore biore od marca (to jego skutki uboczne),a inne moze ma inne skutki uboczne?
mam przed soba wakacje tygodniowe w hotelu z basenem i przyrode w okol.
mam fajnych przyjaciol i fajnego meza z ktorym zrobilismy sobie wczoraj wieczor filmowy i zasmiewalismy sie do lez przy filmie futurama (ktos moze zna ten serial?- to to samo tylko w wersji pelnometrazowej)
mam bolacy zeladek (znow)i glowe jak bania
mam fajny widok z okna
mam nowe majtki!(az 3 sztuki z koronka)(czekaja na lepsze czasy ,-),
mam brudne stopy – od biegania boso po lesie.
mam dobrze , naprawde – mam dobrze.

slowniczek synka

     papa
mama-   mama :-)
kotek- kokok
kotek wersja 2   – ja–aaaaa!
kura,ptak-   ko ko ko
tadeusz -   tadeja
tadeusz wersja 2-   teda
jesc- am!
pic – ach!
poduszka papy – papa- ci (z paluszkiem przykladanym na nos)
piesek – u u (basem)
kroliczek – hu hu (bardzo cienkim glosem)
mucha- zzzzzzzz
plac zabaw – ba
pilka(ball) – ba
toaleta- tletleitle, tetelete,tetelele
rybka – (mlaskanie buzia)
but,skarpetka – (tupanie noga)
motylek- (glaskanie sie po policzku)
smoczek- (wytkniety jezyk)

niedziela, 2 sierpnia 2009

jestem jestem

czuje sie jednak tak,jakby po mnie walec przejechal – fizycznie i niestety tez psychicznie.
sil i energii i usmiechow starcza tylko dopuki maly nie pojdzie spac.
potem padam jak detka na kanape i zasypiam w polowie wiadomosci.
martwie sie ,ze maly to wyczuwa bo wisi na mnie akurat non stop ,i chce tylko do mnie na raczki.
a moze to tylko taka faza u niego – mam nadzieje.
troche sie zakopalam znow w poczuciu winy i strachach.
wiec do niedlugo ,bo jakos nie potrafie akurat o tym pisac.
xbw – wybacz zaleglosci moje u ciebie na blogu , ale chwilowo jestem – powiedzmy niedysponowana ;-)

niedziela, 26 lipca 2009

blond zobowiazuje

no wlasnie.
dzisiaj bylismy w trojke na sniadaniu klasycznym – tak to sie tu nazywa.-
co roku tradycyjnie w naszym miescie odbywa sie wielki koncert open air za darmo . przybywa mnostwo ludzi, trwa to trzy dni i grany jest przede wszystkim ,rock,pop,troche punk i metal ,ale zawsze w niedziele rano – ostatni dzien festiwalu mozna przyjsc rano z kawa ,sniadaniem ,kocykiem itd.rozlozyc sie i posluchac muzyki klasycznej.
jako ze tlumy byly dzikie,a tadeuszek po szybkosciowym wciagnieciu w siebie (jak nigdy)paroweczki i tony owocow,nie mial cierpliwosci siedzenia na kocyku i zaczal sie oddalac,.
wzelismy kawe w reke – mlodego do wozka – co by sie nie zgubil i zaczelismy sie wycofywac.
po drodze oferowano mnostwo atrakcji- min. mozna bylo kupic kaczke gumowa ,ktora bedzie brala udzial w wyscigach kaczek na pobliskiej rzeczce.
pieniadze szly z tego dla chorych dzieci ,a i fajne nagrody mozna bylo wygrac.
z powyzej opisanych powodow:-),nie moglismy zostac jednak do wyscigow kaczek i dowiedzielismy sie ,ze mozna wyniki wyscigow w internecie zobaczyc.
po powrocie do domu przeczytalismy wszystko na naszym kuponie i zabralismy do rejestrowania nas na odpowiedniej stronie internetowej.
mijalo popoludnie – obiadek,zabawy,wyglupy ,plac zabaw i oczekiwanie na wyniki…
w koncu wieczorem – sa wyniki – tylko- … gdzie jest nasz los?
no wlasnie -wzial sie i zgubil

jestem juz duzy

tak zapewne chcial dzis wielokrotnie tadeuszek powiedziec.
jestem juz taki duzy ,ze nie musze spac dzis w poludnie o!
jestem juz taki duzy,ze chce akcji i atrakcji , a ze rodzice mowia ,ze nozki zmeczone i dlatego sie tyle przewracam i duzo placze -to tylko zludzenie.
jestem juz taaki duzy ,ze zapragnalem caly dzien dzis bez pieluchy chodzic – na golasa oczywiscie (zasikane lozko rodzicow ,dwa krzesla,i narzuta na kanape), a ze w nocniku klocki drewniane podlane woda z konewki sie mocza – tak musi byc – w koncu od czego jest nocnik.
jestem juz taki duzy ,ze wykorzystalem dzis chwile nieuwagi i przysunalem sobie krzeslo do blatu kuchennego ,wszedlem na nie i wyjadlem caly cukier z cukierniczki.
jestem juz taki duzy ,ze zasnalem w drodze powrotnej ze spaceru w ciagu 5 minut i bez smoczka i kolacji – rodzice przeniesli mnie do lozeczka a ja sie nawet nie obudzilem i spie(chyba juz na noc) jest godzina 18.18 .-))

piątek, 24 lipca 2009

oczy na zapalki

napisalam krociutkiego posta,ale sie zmyl.
napisalam ,ze mlody jest przeziebiony,ja tez ,ze nie spi – dzis byl az przezroczysty ze zmeczenia- mial maly atak dzis przedpoludniem i ze ja wysiadam.
no moze bardziej z troski niz braku sil – a moze z obu powodow jednoczesnie.

środa, 22 lipca 2009

na wakacje chce!!!:-)

kurcze- postanowilismy sobie w tym roku nie jechac do polski - bo za daleko ,za meczaco - za stresujaco - po przeprowadzkach ,szpitalach i innych,
jednak tak mi sie troche teskno zrobilo do puszczy noteckiej i pol i lak, i spiewow przy ognisku. i hamaka w ogrodzie i czeresni z drzewa u moich rodzicow i kawy z moja mama.troche te obrazy w mojej glowie xbw rozbudzila,swoimi opisami.
nic to -  oczko - w przyszlym roku na pewno!- a tym czasem przegladamy oferty z biura podrozy i mamy zamiar wybrac sie na wakacje najdalej 2 godziny od nas samochodem(pod koniec sierpnia ,na poczatku wrzesnia) ,zeby w razie czego szybko moc z maluszkiem do domu wrocic.
nasz wybor padl na gory schwarzwaldu- jestem baardzo ciekawa jak bedzie.
teraz musimy trzymac kciuki ,zeby miejsca jeszcze wolne byly, i zebysmy kogos znalezli kto sie naszymi kotami przez ten czas zajmie.

wtorek, 21 lipca 2009

plotki o tesciowej

po napisaniu poprzedniego postu zaczelam od razu zalowac ,ze go napisalam ;-) - no ale coz - napisane - zaklepane.
wlasciwie to chcialam troche o mojej tesciowej poplotkowac,ktora tak naprawde ma dobre serce,i dobre checi ,lecz czasem niestety brak dobrego rozumu.
i tak na przyklad - ciagle sie do mnie porownuje wagowo i robi uwagi odnosnie tego co i jak ja jem.
rozmawia i opowiada mi w tramwaju o tym jaki krem najlepiej smarowac na wargi sromowe , gdy cos tam swedzi.
na lodach w kawiarni opisuje mi problemy intymne mojego tescia .
jest zachwycona tadeuszkiem ,ale od jakiegos czasu powtarza wszystkim w okol jakie to maly ma deficyty i robi z niego opoznionego umyslowo chlopca- porownujac go do innych dzieci - i zupelnie nie zdajac sobie z tego sprawy co tak wlasciwie wygaduje.
powtarza mi w kolko ,i moim znajomym , ze matce jest taaak ciezko jak syn sie zeni,
ze traci go dla innej kobiety - zupelnie tak jakby powtarzala slowa zaczytane w pismach ilustrowanych dla pan w podeszlym wieku!
gdy tak naprawde to sie zupelnie nie zgadza , bo ma caly czas dobry kontakt z synem wnukiem,ktorego w koncu tak ubostwia ,i znosny kontakt ze mna.

tym razem o mnie (wstyd)

jak juz wiadomo wszem i wobec zmagam sie z potworem -depresja i stanami lekowymi - na ktore biore lekarstwa ,zeby latwiej mi bylo zyc.
trudna to sprawa - naprawde .jako,ze z natury jestem wszedobylska ,bardzo optymistyczna osoba, nie bardzo chce mi sie w glowie pomiescic,ze mnie cholera dopadla.
z pobytow na plaszczyznie gorskiej wpadam w taka przepasc, ze wydaje mi sie ,ze sie z niej juz nigdy nie wydostane - a jednak wydostaje sie - za kazdym razem.czasami kilka razy dziennie.najgorsze sa wieczory, kiedy ciemnosc i zmeczenie nie pozwalaja na walke ze strachami i smutkami.
do tego dochodzi wstyd i wyrzuty sumienia - w stosunku do najblizszych -
i brak ochoty na sex - a co za tym idzie jakis podswiadomy lek o nasz zwiazek.
nie znaczy to ,ze chodze smutna i przygnebiona caly dzien,usmiecham sie, jestem pelna nadzieji i planow na przyszlosc - gdyby nie te czarne dziury i hipochondria w stosunku do mnie i wszystkich w okol.

niedziela, 19 lipca 2009

:-))

   

relacja po :-)

no wiec jak to bylo :-)
bylo bardzo fajnie.
ale zacznijmy od tego ,ze pare dni przed urodzinkami maluszka nie bylo wcale tak fajnie- najpierw tadeuszek mial 3!- male ataki jednego przedpoludnia, potem dowiedzialam sie ,bardzo smutnej rzeczy ,ktora mnie niesamowicie przygnebila i spowodowala jeszcze wiekszgo stracha i stresa o maluszka.
potem na szczescie przyjechala tesciowa i nie mialam juz specjalnie czasu ,zeby sie martwic.
w dzien urodzin tadeuszek wstal juz bardzo wczesnie rano i pobiegl do duzego pokoju ,gdzie byly prezenty i baloniki i slodycze - byl baaardzo podekscytowany -
myslalam ,ze bedzie rozpakowywal prezenty i nie bardzo sie im przygladal ,tylko biegl do nastepnych, ale nie - bylam bardzo zdziwiona - ogladal kazdy papier,kazda wstazeczke i kartke z zyczeniami (dostal paczke od babci i dziadka i cioci i wujka z polski)
po czym wsiadl na swoj rowerek i nie rozstawal sie juz z nim do wieczora - caly czas pokazywal ,zeby mu zalozyc kask na glowe i zapiac pod broda :-).
czasami sobie sam kask na glowe zakladal (odwrotnie) i wygladal jak maly luzak ,-)
bylo i dmuchanie swieczek i plac zabaw w urodziny i niemoc spania z nadmiaru wrazen.
wczoraj byla powtorka ciastowo - swieczkowa(przyjechal tesc) i pyszny pourodzinowy obiadek i przyjaciel antos w odwiedzinach.
dzis jest katar kapiacy z nosa i podwyzszona temperatura (u moich obu facetow)
mam nadzieje ,ze mnie przeziebienie tym razem ominie.
z tesciowa bylo fajnie (pomogla mi w domu) i niefajnie (gadala glupoty)ale o tym innym razem.
pa

niedziela, 12 lipca 2009

wspomnieniowo zdjeciowo

jezeli mi sie uda to wkleje tu zaraz trzy zdjecia - na pierwszym jestem ja dokladnie dwa lata temu z wieelkim brzuchem (dzis waze 35 kilo mniej :-),
i tadeuszek krotko po urodzeniu i aktualnie :-)       

przedurodzinkowo ,odwiedzinowo

melduje poslusznie ,ze mam gosci w domu, dlatego mnie tu mniej.podekscytowana jestem bardzo przed urodzinkami tadeuszka ,wspominam jak to bylo dwa lata temu ,jak bylo goraco ,a ja wazylam ponad 100 kilo i mialam spuchniete nogi . czekalam wtedy z utesknieniem na cesarke ktora sie miala odbyc nastepnego dnia i mialam nadzieje ,ze dzidzius wytrzyma jeszcze w srodku.i ze bedzie zdrowy!
pamietam,ze prosilam meza ,zeby nie zaspal nastepnego dnia i przyszedl do mnie jak najwczesniej(nie wiedzialam ,ze z przejecia nie spal cala noc) kocham .
dzis pakujemy prezenty - jutro beda cukierki czekoladowe na sniadanie  hehe .
tesciowa zostanie do przyszlego weekendu wiec bede sie rzadziej odzywac , relacje z urodzin bedzie oczywiscie okraszona zdjeciami :-)

piątek, 3 lipca 2009

notesik

upaly u nas sa straszne wiec mniej mnie tu ,bo mozg mi sie lasuje ;-),
wychodzimy na plac zabaw wczesnym rankiem i poznym popoludniem ,bo inaczej to padamy jak muchy.popoludniami maluch moczy dupke w misce na balkonie,a i ja sie ciagle prysznicuje co by nie uschnac zupelnie.
jak bylismy w szpitalu to powiedziano mi ,ze mam koniecznie kupic sobie notesik i zapisywac w nim wszystko , co mnie niepokoi, czyli ,jezeli maluszek zacznie mi sztywniec ,czy wykrecac oczy , czy jak sie bedzie jakos inaczej zachowywal , mam to skrupulatnie notowac i zapisywac w jakiej kolejnosci sie wszystko dzieje.
pomoze to lekarzom sklasyfikowac napady tadeuszka.
dostalam tez mnostwo innych polecen - miedzy innymi formularz do wypelnienia na 20 stron chyba z wywiadem dochodzacym jeszcze do pradziadkow - odnosnie chorob ,uposledzen itd.-wszystko wypelnilam ,dostalam skierowanie do centrum dla dzieci przewlwkle chorych i z zaburzeniami rozwoju,gdzie beda sie nami zajmowac przez caly czas ,az do skonczenia szkoly przez tadeuszka. - i to wszystko zrobilam z duzym luzikiem,wszystko ,poza kupieniem notesika.
bylo to dla mnie jakas taka bariera psychiczna - to tak jakbym caly czas nie mogla zaakceptowac tego ,ze naprawde cos z malym nie tak.
troche jak wyrok podpisany na nas.
wczoraj kupilam notesik...

niedziela, 28 czerwca 2009

po pierwsze,drugie i trzecie

jako ,ze na razie nie chce mi sie opisywac przygod szpitalnych i przezyc z tym zwiazanych - nie zeby byly one przesadnie drastyczno - dramatyczne ,ale porzadnie daly nam w kosc - psychicznie i fizycznie, opisze weselsze rzeczy ,ktore rownolegle w naszym zyciu maja miejsce.
po pierwsze :
 - przygotowujemy sie do urodzinek tadeuszka ,ktore co prawda nie hucznie ,ale beda wyprawiane 2 razy - a co! - wiec beda dwa razy balony i ciasto i dmuchanie swieczek. raz w dzien urodzin ,ktory wypada w poniedzialek razem z mama,papa oma i kolega tadeuszka vincentem, a raz w weekend po urodzinach z mama ,papa ,oma ,opa i kolega antosiem.
musielismy imprezy podzielic bo co za duzo gosci to nie zdrowo ,a poza tym opa (tutejszy dziadek )pracuje i nie moze byc na wlasciwych urodzinkach maluszka.
no i oczywiscie pochwale sie co od nas wszystkich dostanie - bo juz sie ciesze-
dostanie rowerek - taki do odpychania sie nozkami od ziemi(jeszcze z dwoma kolkami z przodu i dwoma z tylu)z dzwonkiem czerwonym i misiem na nim (wszystko jak przystalo na profesjonalnego rowerzyste ,-),
i kask na rower  w pieski :-) - sama ciesze sie jak dziecko i mam nadzieje ,ze on tez sie bedzie cieszyl.
no i oczywiscie ciasto z truskawkami - juz kupilam ozdobki - swieczki i misie z marcepanu.
mam nadzieje ,ze mi ciasto wyjdzie i malemu bedzie smakowac!
po drugie:
maluch cwanizna przytula sie na zawolanie i rozdaje caluski - szczegolnie wtedy jak robi cos nie po mojej mysli ,a ja wolam groznie - ty,ty ,ty!- smieje sie ,przedrzezniajac mnie pokazuje paluszkiem - tak samo jak ja - i leci sie do mnie przytulic i dac mi buzi- huchajac w policzek- strasznie jest przy tym slodki.
po trzecie - staramy sie wykozystywac kazda wolna chwile na zabawach,wycieczkach,wyglupach ,jedzeniu lodow i czeresni.nauczylam malego nosic kolczyki czeresniowe na uszach i przyklejaniu "noskow"na nos - i tym sposobem maly wie ktore znajome drzewo gdzie rosnie i musimy je odwiedzac :-))

piątek, 26 czerwca 2009

jestesmy!

maluszek spi ,a ja zaraz zasiade z kawa - spokojnie bez krecacych sie pielegniarek dookola ,brzeczacych alarmow i placzu dzieci.
musielismy zostac troche dluzej niz myslelismy .
malego przebadano wzdluz i wszerz- no i cholerna epilepsje potwierdzili żal .
jestesmy pod dobra opieka - w koncu!!!trafilismy na jakis sensownych lekarzy.
maly byl mocno straumatyzowany badaniami ,kluciem,monitorem,  itd.
napisze wiecej jak troche ochlone i zbiore mysli.
wszyscy byli tam dla nas bardzo mili- mielismy pokoj dla siebie z lazienka.
byla przedszkolanka i pokoj zabaw - ktore choc na chwile przywracaly usmiech na buzce.

poniedziałek, 22 czerwca 2009

jutro szpital!

w zeladku klucha,mega bol glowy i niemoznosc pakowania torby na jutro.
denerwuje sie co nas czeka, czy tylko eeg czy tez mrt pod narkoza, czy beda kluc maluszka,
czy bedzie sie bardzo bal i znow pare miesiecy przezywal szpital .
z drugiej strony ciesze sie,ze juz niedlugo sie wszystko wyjasni.
idziemy do szpitala bo po tym jak szanowny szpital do nas nie zadzwonil, nasza pani doktor zrobila awanture i od razu sie okazalo ze to wszystko tylko wina balaganu w papierach i ze mamy sie stawic od razu jutro najlepiej i zostac 2- 3 dni.
no to idziemy - prosze trzymac kciuki :-)

wczoraj :-) i dzis :-(

no wlasnie wczoraj mielismy bardzo mila ,rodzinna niedziele z szalenstwami basenowymi, popoludniowa wizyta na placu zabaw, wspolnymi lodami u stop fontanny i po polozeniu dziecia spac kapiel w wannie (wspolna cmok )
jak juz wczesniej pisalam dzis odbyly sie badania u7 - to chyba jest bilans dwulatka.
maz specjalnie sie na przedpoludnie zwolnil z pracy ,zeby pojsc z nami.
pani pediatra poswiecila nam ponad godzine.
rozwoj malucha w normie poza opoznieniem mowy sceptyk .jest wysoki ponad norme i wazy ponizej normy - ale to tez jest w pozadku.
wyniki eeg z naszego pobytu w szpitalu dotarly dopiero!!! 3 dni temu.
no i lekarka byla zbulwersowana tym ,ze nas w ogole wtedy do domu wypuscili ,a nie przeniesli od razu na neurologie Aaa .
poszly w ruch telefony i faksy i zrobilo sie wokol nas goraco.
teraz siedze w domu ,maluszek spi ,a ja czekam na telefon z kliniki dzieciecej kiedy mamy isc do szpitala  żal
jestem rozzalona i zdenerwowana i mam nadzieje ,ze wszystko sie teraz szybko potoczy.
troche nieskladny ten moj wpis ,ale mam chaos w glowie .
pa
wasza probujaca z calych sil bycia supermama
ania

środa, 17 czerwca 2009

troska czy branie rodzicow za idiotow ?

wczoraj i przedwczoraj widzialam na telefonie ,ze ktos w czasie mojej nieobecnosci probowal sie do nas dodzwonic.numer miejscowy - mnie nie znany - pomyslalam ,ze jak ten ktos bedzie chcial to sie dodzwoni.
dzis rano o godzinie osmej dzwoni telefon ,a w sluchawce pan z kliniki dzieciecej milym glosem sie przedstawia i mowi ze jakis czas temu lezalam z synkiem w szpitalu i czy zrozumialam , ze synek ma prawdopodobnie powazna chorobe i dlaczego sie jeszcze z nim w klinice nie stawilam do ponownego badania eeg.
ja odpowiedzialam ,ze wedle ich zalecen poszlam do naszej lekarki dzieciecej i pytalam co dalej itd .
okazalo sie wtedy ,ze klinika nie raczyla wyslac jeszcze wtedy wynikow badan do naszej lekarki ,a bez wynikow eeg i zalecen szpitalnych lekarzy nie mogla podjac zadnych decyzji dotyczacych dalszego postepowania.umowilysmy sie wtedy ,ze jak sie cos bedzie dziac to mam od razu do szpitala jechac ,a jezeli nie to mam przyjsc do niej w nastepny poniedzialek - wtedy mamy i tak badania okresowe a i pewnie papiery ze szpitala wtedy do niej dotra.
pan wysluchal moja historie ,podal numer telefonu i powiedzial ,ze mamy sie dosc szybko stawic na badaniach, bo to nie ma zartow.
ja panu bardzo podziekowalam za troske i w pierwszej chwili ucieszylam sie ,ze sie tak o nas zatroszczyl, w drugiej poczulam sie jak wyrodna matka co to sie o dziecko nie troszczy.
nie mogli oni wczesniej wyslac papierow do naszej lekarki?
jezeli to na prawde takie pilne to dlaczego powiedzieli nam w szpitalu wczesniej ,ze mamy sie za trzy miesiace stawic?
dlaczeko nie dali szczegolowych instrukcji dalszego postepowania?
i w koncu dlaczego wczesniej do nas nie zadzwonili?
normalnie zaraz wybuchne ,albo sie zaplacze - jeszcze sie nie zdecydowalam!!!

wtorek, 16 czerwca 2009

pan mnie rozumie?- bo ja siebie nie ;-)

weszlam sobie dzis tak poprostu na pierwsza strone blogow "o dzieciach"i zucilo mi sie w oczy ,ze ktos nazwal swojego synka tadzikiem. jak wiadomo wszem i wobec moj synek ma na imie tadeusz i- tu wlasnie zaczyna sie - problem? ,nie to zle slowo - dziwne uczucie.imie tadeusz ma dla mnie osobiscie bardzo wazne znaczenie i kojazy mi sie z najwazniejszym ,najodwazniejszym i najwspanialszym czlowiekiem mojego dziecinstwa - ktorego opisalam w poscie 06.01.09.roku.
imie tadeusz jest pieknym imieniem - i - chociaz wszyscy sie i w polsce - jak przyjezdzalismy w odwiedziny do moich rodzicow i tutaj dziwili,nadalismy je maluchowi. tu sie dziwia - ze to bardzo nieznane i dziwne imie - przede wszystkim pisane po polsku - a w polsce ,ze takie staroswieckie i niemodne.
i jakos tak sie do tego przyzwyczailam ,ze tadeusz jest tylko nasz - jeden jedyny ,ze chyba mnie jakas dziwna zazdrosc kluje jak kto inny tak nazwie swoje dziecko.
ba nawet jak slysze ,ze czyjs tato sie tak nazywa.
-dziwne ,co?

czwartek, 11 czerwca 2009

"napisz do kasi"


pamietacie listy w gazecie mlodziezowej popcorn " napisz do kasi"? mam takie wlasnie odczucie piszac tego posta  hehe - no wiec zaczynamy:
mam nadzieje ,ze nikt mnie zle nie zrozumie - taka sobie oto refleksja :-)
od jakiegos czasu chodze na fizykoterapie w zwiazku z moimi bolami glowy ,ktore sa bolami napieciowymi od karku - mniejsza z tym - wazne to ,ze jestem masowana ,naciagana i wygrzewana przez calkiem niczego sobie mlodego wysportowanego i interesujacego fizykoterapeute  hehehe .
rozmawiamy sobie o tym i owym - zawsze na interesujace tematy i mam takie dziwne wrazenie ,ze nie jestem chlopakowi calkiem obojetna.
zachowuje sie on jednak calkiem profesjonalnie - a mnie oczywiscie do glowy nie przyjdzie dac do zrozumienia panu ,ze cos zauwazylam ...
nie mniej jednak delektuje sie tym zainteresowaniem i zaprzata to z lekka moja glowe - ktora przestala juz nota bene bolec i juz tylko trzy posiedzenia u pana fizykoterapeuty zostaly .mojemu mezowi opowiadam oczywiscie o chlopaku - a maz jest lekko zazdrosny - a jak mu powiedzialam ,ze ostatnio lezac na brzuchu zapomnialam rozpiac stanika do masazu plecow i chlopak przyszedl i rozpial mi go w ciagu pol sekundy diabełek - maz zrobil sie czerwony na twarzy - a ja poczulam sie baaardzo dobrze  hi hi...
droga kasiu ,czy jestem normalna?
(przypis polistowny - zeby az tak goraco nie bylo - najczesciej rozmawiam z moim masazysta o moim synku i wyprawach na ktore sie z mezem udajemy - ale ciiicho - nie wszyscy o tym musza wiedziec.)

środa, 10 czerwca 2009

pfff

mlody nie spal dzis w nocy od 2 - 5 rano.
rzeski byl jak skowronek i za nic w swiecie nie chcial zostac w lozeczku.krzyczal strasznie.za to jak meza wygonilam do duzego pokoju na kanape i wzielam malego do lozka byl wniebowziety - robil wszystko byle by nie spac. w koncu zszedl z lozka i biegal w spiworku po ciemnym mieszkaniu , znalazl swoja lopatke do piasku i walil nia o podloge.
o wpol do czwartej paleczke przejal maz i maly po poltorej godzinnej zabawie i awanturowaniu sie zasnal.
teraz zjadl obiadek (dobre i to) i zasnal a ja zaraz sie tez poloze.
na szczescie jutro zaczyna sie dlugi weekend - moze choc troche odpoczne.
gdzie sie podzial moj grzeczny(przynajmniej czasami ) synek?

wtorek, 9 czerwca 2009

burza

burza za burza, nie tylko na dworze ,ale i w domu,
burza emocji mamino - synkowych i ustalanie czy jak dzis spsoce to samo co wczoraj to mama tez zareaguje?
nie pisze wiec wiecej do czasu ustabilizowania emocji:-)
chyba ,ze sie cos nieoczekiwanego wydazy - choc mam nadzieje ,ze nie.
ach - za osiem dni bede mezatka od czterech lat,a partnerka od dziewieciu - ojojojoj! (tego samego faceta oczywiscie ;-))

sobota, 6 czerwca 2009

spokojna sobota

po dwoch meczacych dniach sam na sam z zabkujacym prawie dwulatkiem wymarzylam sobie sobote - sobote ,w ktorej pospie conajmniej do osmej ,wykapie sie w spokoju ducha,zjem pyszne sniadanie z synem i mezem i rowniez z nimi spedze sloneczny dzien na luzie.
dzis - sobota - pobudka o godz 5.30 - maluch nie wierzy ,ze jest srodek nocy ,maz spi jak zabity ,a ja wstaje.
dzidziol przesikany az po pachy ,bo zapomnialam mu wieczorem wyciagnac butli z woda i wytrabil cala.
rozpoczyna sie walka na przewijaku z wierzgajacym kurczakiem - w koncu sie udaje - sciagnac pizamke i pieluche na lezaco , a czystego pampersa musze zakladac juz na stojaco jakos podtrzymujac mlodego zeby nie spadl.
reszta ubierania odbywa sie w biegu,pomiedzy jednym fikolkiem a drugim.
szybka kawa,przedtem prysznic ,bo cala sie potem oblalam przewijajac malucha.
po prysznicu znow przebieranie malucha bo wszedl do polowy pod moj prysznic.
w miedzyczasie wstaje maz- i szybkie postanowienie ,bo mlody wciaz piszczy ,biadoli i miejsca sobie znalezc nie moze pomiedzy takimi zajeciami jak :wylanie na dywan mojej niedopitej kawy, a wyciagnieciem wszystkich czasopism z regalu w duzym pokoju
 - ja mam wybyc z mlodym gdzies - a maz posprzata w mieszkaniu.
szybkie sniadanie - w miedzyczasie ja ,albo maz musimy koniecznie obejzec z mlodym 100 ksiazeczek ,dac buzi,wytrzec nos,uratowac kota z objec malucha ,ubrac go na nowo bo sie rozebral do rosolu itd.
o godz. 9.30 siedzialam z malym w tramwaju ,lekko podmeczona i zirytowana wydawalam odglosy pociagu ,a maly ruszal do taktu raczkami rozczulajac wszystkich naokolo.
wysiedlismy juz w lepszych nastrojach i udalismy sie do sklepu z zabawkami , w poszukiwaniu czarnego malego drewnianego jamnika z zotymi uszami na gwozdzikach i sprerzynka zamiast ogonka- takiego na kolkach ze sznureczkiem do ciagniecia- dokladnie Takiego jakiego ma dziewczynka na placu zabaw i z ktorym tadeuszek najchetniej udalby sie na koniec swiata.ku uciesze wszystkich dostalismy w tym sklepie takiego i byl niedrogi wiec maly musial natychmiast wydostac sie z wozka i ciagnac na sznurek isc przez cale miasto.
wytrwaly byl bardzo - szedl daleko ,jednak za nic w swiecie nie dal sie wzac za reke czy sterowac tam gdzie ja chce isc - co oznajmial glosnym krzykiem,a ze ja nie mialam w tym momecie nic innego do roboty podazalam za malym popijajac kawe "to go".
po dluzszym jednak czasie mlody opadl z sil ,a i czas obiadu sie zblizal, wiec postanowilam pokierowac malego w kierunku przystanku tramwajowego ...
i wtedy byl koniec - koniec moich i jego sil - odbyl sie taki teatr z rzucaniem na ziemie ,ciskaniem psa w powietrze - a ze on  na sznurku - wrocil spowrotem uderzajac malego w glowe - wtedy ryk byl poprostu ogluszajacy.
nie mogac go utrzymac na rekach wcisnelam go do wozka, psa wsadzilam do torby i z czerwonym ,spoconym malcem wracalam w zastraszajacym tepie do domu.
mieszkanie blyszczace- maluch odmieniony -uff... czas drzemki poobiedniej slodkiego juz prawie-dwulatka.
w planie mielismy polozyc sie w tym samym czasie... rumieniec
zdazylismy sie do siebie przytulic ,gdy z sasiedniego pokoju dobieglo mnie - maaamaaa.- spal 15 min.
byla godzina 12.30
tak podopnie wygladala druga polowa dnia - humory malucha zmienialy sie jak w kalejdoskopie - po kazdej scenie rozpaczy ,krzyku zlosci i lamentu nastepowal moment slodki i rozbrajajacy...
jest 21.52 po sprzatnieciu mieszkania nic juz nie widac ,maly spi jak aniolek ,a ja jak zwykle padam na nos - tylko ciekawe  dlaczego?

piątek, 5 czerwca 2009

to chcialam napisac zanim sie zmylo ;-)

chcialam napisac ,ze schematy sie powielaja -
schematy zachowan ,pytan i odpowiedzi.
dotyczy to w najwiekszej mierze ,"przyjacolek"od serca i zyczliwych sasiadow - tych z przyklejonymi usmiechami do twarzy.
zaczelo sie jak bylam w ciazy - czy juz kopie?? - nie!!?? nie powiem
jak maly sie urodzil - czy juz sie usmiecha?- oj juz powinien ,
czy juz sie potrafi obracac?
czy juz siedzi,raczkuje ,chodzi- NIe??? Aaa - o , na pewno nie ma powodow do obaw ALE...
teraz doszlismy do punktu - czy juz mowi???
czy robi na nocnik?
co juz potrafi?
i powatpiewajace kiwanie glowami z lekkim politowaniem .
nosz cholera jasna mnie trzepie - bo moj slodki lobuz, moja mala madrala jest Moja i to co robi robi swoim tempem i co komu do tego?
jest sliczny ,a ja strasznie dumna z niego!
to co ,ze nie potrafi tego czy tamtego - ale potrafi chodzic na pietach i skakac po kanapie i przytulac swoja pluszowa kure wolajac ko ko ko.
i potrafi wlezc wszedzie z szybkoscia swiatla ,i tanczyc i chlapac woda i robic smieszne miny i kochac mnie z calego serca .
maly jest wiekszy od swoich rowiesnikow o glowe czesto i mam juz dosc tlumaczenia ,ze nie ma jeszcze dwoch lat i dlatego jezdzi w wozku i ma jeszcze czasami smoczek w buzi.
a ze prawie nie mowi  - to co - ja go rozumiem i to najwazniejsze -
tylko serce mi peka jak widze spojrzenia innych matek.
no - i prosze mnie pocieszyc ;-)

poniedziałek, 1 czerwca 2009

co bylo jak mnie nie bylo :-)

- czyli impresje z dlugiego weekendu :)
wlasnie zainstalowalam program ,ktorym pewna fajna babka oprawia swoje zdjecia od niedawna :-))
-rewelacja!
oto zdjeciowa relacja dzidziulowa z minionych dni - ktore byly baardzo fajne.
odwiedzili nas nasi byli sasiedzi z synkiem w wieku naszego urwisa i pobyli u nas przez piec dni.pojezdzilismy po okolicy , odwiedzilismy mnostwo placow zabaw i bylismy na chwile we francji.pojedlismy dobre rzeczy ,nagadalismy sie do syta .,dzieci sie wybawily za wszystkie czasy ,a teraz delektujemy sie cisza :-))

 

niedziela, 24 maja 2009

uf jak goraco

no wlasnie - dzis temperatura przekroczyla 36 stopni po poludniu,
a my zamiast moczyc tylki w wodzie na przyklad na basenie wybralismy sie na wycieczke by po godzinie zlani potem i czerwoni jak buraczki zawrocic i udac sie na zacieniony plac zabaw z woda i taplalismy sie z maluchem w blocie.
juz raz sie dzis wieczorem z maluszkiem kapalam w wannie ,teraz siedze w bieliznie ,juz po dziewiatej i nadal jest ponad 30 stopni - zaraz ide pod prysznic - i siup do lozka.
na trudniejsze tematy nie mam dzis sily filozofowac :-) - chyba mi madre mysli z mozgu wyparowaly :-))

piątek, 22 maja 2009

rewelacja (krotka relacja)

dzis rano maluszek wdrapal sie na nasze lozko
pokazal paluszkiem na tate i powiedzial - papa,
pokazal paluszkiem na mnie i powiedzial - mama ,
pokazal paluszkiem na siebie i powiedzial - tadeja!!!
a my podskoczylismy z radosci- nowe slowko - pierwsze od czasu szpitala ,a to oznacza ,ze z glowka napewno wszystko ok, maly rozwija sie dalej  hehe ,
wszoraj nam lekko zesztywnial po tym jak sie przewrocil, ale szybko doszedl do siebie,jest bladziutki i troche bardziej plaksiwy, ale kochany rozrabiaka jak zawsze, a ja dumna i blada.
lekarka mowi ,ze musimy cierpliwie czekac do badania kontrolnego eeg.no to czekamy!
dzis bylismy w zoo i bylo baaardzo fajnie,chcielismy porobic pare nowych zdjec ,ale niestety tadeuszek zrzucil nam aparat na ziemie i po aparacie.zrobilismy pare zdjec telefonem ,ale jak wiadomo wszem (wszom)i wobec, maja niefajna jakosc.

czwartek, 21 maja 2009

nie ma to jak...

... wdepnac w kupe na dywanie w swoim wlasnym duzym pokoju Aaa  -
pomyslalam dzis rano(po fakcie) dziesiec minut po sciagnieciu pieluszki mlodego w celu przewietrzenia jego dupki.
chcialam zaczac "trening" nocnikowy - ale widze ,ze na razie nic z tego bo maly nic z calej procedury nie rozumie , a do nocnika pakuje klocki i jezdzi po calym mieszkaniu. hehe
dzis zaczal sie u nas dlugi weekend wiec mam troche czasu na poleniuchowanie ,a maly czas na zabawy z tata.
ja znowu troche wymiekam i zloszcze sie sama na siebie ,ze ostatnio do ginka nie poszlam, bo chyba cos tam nie wporzadku jest :-(.siedze teraz z termoforem na brzuchu i pije herbatke i mam nadzieje ,ze do jutra mi przejdzie bo planujemy mila wycieczke.
na prawde nie mialam na celu tu narzekac na moje zdrowie ,bo to cos pachnie stara babcia - ale sobie mysle ,ze lepiej sie tu wyzalic niz biadolic wszystkim dookola.
mowilam juz ,ze wybralam sie na sport?
pewnie nie - ale jestem z siebie dumna ,a jeszcze dumniejsza bede jak wytrwam i bede regularnie tam chodzic - znow dowiedzialam sie ,ze posiadam miesnie w miejscach ,w ktorych bym ich nie przypuszczala.
no wiec kobitki - za pol roku bede znow jedrna zwiewna i powabna  luzak 

sobota, 16 maja 2009

o machaniu nogami,zielonej konewce i innych..

jak juz pisalam byla u nas tesciowa przez tydzien i sporo sie dzialo.
przede wszystkim bylo mi latwiej bo byla dodatkowa para rak do wycierania zasmarkanego nosa,ukladania wierzy z klockow,sciagania malego z mebloscianki ,wyciagania z mokrych lapek szczotki do czyszczenia kibelka i robienia herbaty.byla tez dodatkowa para oczu do uwazania na wszedobylskiego rozrabiake.

chodzilysmy na zakupy , na sport dla maluszkow i grupe zabaw dla dzieci ( chce i staram sie bardzo postepowac z maluszkiem normalnie i nie megaostroznie),
mielismy gosci i -
 tu gwozdz programu bylam z moim mezem na poltorej - godzinnej randce.

a bylo to tak: babcia uwazala na maluszka , a my trzymajac sie za rece! bez wozka i stu tysiecy zabawek do piaskownicy! poszlismy do miasta na pyyyszne lody z bita smietana i sosem czekoladowym. siedzielismy chwile w sloncu na murku i po prostu rozmawialismy i machalismy nogami w powietrzu -  tak po prostu - ptaszki spiewaly - dziki bez pachnial , a my sobie opowiadalismy kawaly i bylo fajnie!
w drodze do domu wdepnelismy do zabawkowego i kupilismy malemu zielona konewke ktora po prostu uwielbia.
smieszne ,co? byc po latach pierwszy raz we dwojke gdzies i kupowac prezenty dla dziecka ...hmm - czy jestesmy normalni?
chyba tak, bo po raz pierwszy od dluzszego czasu mimo tesciowej spiacej w sasiednim pokoju zrobilo sie baardzo goraco i namietnie hehehe  rumieniec .

nie obylo sie jednak i bez niemilych przygod.
jedna z nich bylo to ,ze maluszek nam sie znow przewrocil i uderzyl w tyl glowy i jak go bralam na rece to wywrocil oczami na druga strone i mial odruch wymiotny.
w poniedzialek wiec marsz do pediatry i zobaczymy co i jak - napiecie jednak nam przez caly czas towarzyszy i powiem szczerze ,ze sie troche tego wszystkiego boje.
druga przygoda na z tych niemilych przydazyla mi sie przed chwila.
mielismy dzis gosci - naszych przyjaciol polakow z malutkim synkiem - przyjacielem naszego synka. bylo bardzo milo i sympatycznie.
zegnajac sie z nimi zeszlam na dol zeby jeszcze z nimi dwa slowa zamienic i nagle w bramie staje jakas baba ,ktora pierwszy raz na oczy widze - jedna reka na biodrze - juz widze ,ze cala kipi ze zlosci -
i mowiac do mnie a la kali chciec ,kali miec (w koncu jak inaczej z glupia polka rozmawiac)czy ja tutaj mieszkam w tym domu . ja odpowiedzialam ,ze tak - a ona na mnie zaczyna krzyczec ,ze od kiedy ja tutaj mieszkam jest tu tylko syf i brud i ze ona tu od 31 lat mieszka i ,ze jeszcze nigdy takiego brudu nie bylo(musze do tego dodac ze jest naprawde bardzo czysto na klatce schodowej).ja zbaranialam
baba sie nawet nie przedstawila ani nic - ja cos odbaknelam ,ze jak sie ma male dzieci to czasami sie cos nabrudzi i odwrocilam sie do niej plecami i pozegnalam z przyjaciolmi i poszlam do domu.
czulam i czuje sie taka upokorzona i bezpodstawnie okrzyczana i tak nacjonalistycznie i podskornie zbluzgana ,ze az mi niedobrze.
oczywiscie natychmiast sie z mezem poklocilam ,bo stwierdzilam ,ze baba by sie nie odwazyla przy nim nic powiedziec i ,ze on ma zejsc na dol i na babe nakrzyczec.on zszedl a i owszem , ale baba mu grzecznie dzien dobry powiedziala ,to jej nic nie powiedzial , a ja mu scene z tego powodu zrobilam.
w miedzy czasie sie juz przeprosilismy i wszystko jest ok. ale gorzki smak po salej sprawie z baba pozostal.
jeszcze godzine wczesniej mowilam do przyjaciolki jak ja sie ciesze ,ze tam mieszkamy gdzie mieszkamy i jakich milych sasiadow mamy i bylam taka radosna , a teraz sie wsciekam i bez sensu dogadalam mezowi ,ktory bogu ducha byl winny i ktorego naprawde pardzo kocham i podziwiam za jego spokoj i pogode ducha

sobota, 9 maja 2009

trzeba sie cieszyc,pokory nam trzeba:-)

jak wrocilismy ze szpitala ,to wlaczajac moj blog spojzalam troche wstecz na poprzednie tematy , i pomyslalam ,jakie to wszystko - male , codzienne troski i zmartwienia staja sie trywialne wobec wiekszych zmartwien i trosk.
wracamy do normalnosci - uszy do gory i przygladamy sie jak maluch  hichocze bo mucha przelatuje kolo glowy :-)
takie to dziwne ,ze tyle problemow stwarzamy sobie sami i przeslaniaja one radosci dnia codziennego.tyle rzeczy zlych  dzieje sie niezaleznie od nas i przychodza tak nagle ,ze kurcze blade ,trzeba wykorzystywac spokojne chwile -pomiedzy - na porzyteczniejsze rzeczy niz na uzalanie sie nad soba.
prawda stara jak swiat, ale zawsze przychodzi po fakcie (jakims )
przed szpitalem chcialam juz notke napisac o tym jak to mnie juz tydzien glowa boli i
o niani i uwierajacych butach i znow o balaganie
ale napisze o tym ,ze slonce swieci i margaretki kwitna przy drogach i moj synus biegnie i wpada w moje objecia jak zawolam - kto przyjdzie do mamuuusssiii..
i ze jak tylko sie maluch obudzi to idziemy na plac zabaw potaplac sie w blocie.
(a jeszcze w nawiasie napisze ,ze najchetniej zalozylabym mu kask na glowe zeby sie nic nie stalo)

czwartek, 7 maja 2009

poszpitalnie (czyli jak nie urok to sraczka)

melduje poslusznie ,ze padam na twarz.
wlasnie przyjechalismy do domu ze szpitala ,gdzie spedzilam z maluszkiem dwa dni i dwie noce.spalam moze razem z piec godzin,i troche sie nadenerwowalam.
we wtorek wszystko bylo ok - dzien jak co dzien - gdyby nie to ,ze po poludniu maluch sie nagle przewrocil ,po czym wstal odwrocil do mnie i stracil na chwile przytomnosc.gdy ja odzyskal zaczal strasznie wymiotowac i leciala mu krew z nosa.
zadzwonilam po pogotowie i jak przyjechali to sie maluszek znow zaczal wyglupiac i skakac po kanapie.zawiezli nas do kliniki dzieciecej - diagnoza - wstrzas mozgu.
no wiec musielismy zostac .maly mial co dwie godziny mierzone cisnienie i sprawdzane odruchy zrenic i byl monitorowany przez 48 godzin. dzis mial badanie eeg ,na ktorym musial byc uspiony i ktore nie wyszlo za dobrze(wyszlo ,ze ma skonnosci padaczkowe- stad przypuszczenie ,ze te jego drgawki goraczkowe z wczesniej i ten upadek wtorkowy maja ze soba cos wspolnego). bedziemy musieli sie zglosic za 3 miesiace do powtorki.
no wiec mielismy przygody ,ze ho ho !
a moje proby nie martwienia sie o wszystko szlag znow trafil.
jutro przyjezdza tesciowka na tydzien - ciekawe czy bedzie mi to pomoca ,czy meka.
zaraz maluch zasnie ,a ja zjem frytki z keczupem:-) i majonezem - a co!

piątek, 1 maja 2009

ojej!

no wlasnie ojej!
chyba mamy nianie - to znaczy maz rozmawial z jedna u ktorej sie zwolnilo nagle jedno miejsce.- tutaj to wyglada tak ,ze sie dzieci do takiej niani przywozi do domu i one maja najczesciej pare dzieci pod domowa opieka - troche jak takie mini przedszkole.
jak juz wczesniej pisalam - tutaj o miejsce w przedszkolu dla dzieci do lat trzech lub u niani bardzo trudno.ciesze sie ,a za razem mam straszna kluche w zeladku.
moj maluszek!
wiem ,ze to dla nas bardzo wazny krok - krok milowy do mojego wyzdrowienia i w ogole wszystkim to na dobre wyjdzie ... mam nadzieje -chlip chlip
a jesli ta niania to potwor straszliwy? - jak sie o tym dowiem? - przeciez maluszek jeszcze mowic nie potrafi?!!!
nic to- w poniedzialek jestesmy umowione na wstepna rozmowe ,zeby sie poznac i zdecydowac w ta czy we w ta !
ojej ojej ojej.
normalnie spac nie moge!

wtorek, 28 kwietnia 2009

zastanawiam sie

zastanawiam sie ,jako ,ze duzo mi w glowie siedzi ,o czym mam dzis napisac .

a)czy o tym jak panikuje i boje sie swinskiej grypy

b)o tym jak mocno padal dzis deszcz

c)czy moze o tym jak to mnie dzis pewien facet wkurzyl ,a ja jak zwykle zadnej glupiej odzywki nie moglam z siebie wycisnac,

d)a moze o tym ,ze mojemu dziecku nadal jest niedobrze i smarka i ,ze jutro z nim w koncu ide do lekarza ,bo chudy jest jak szczapka

e)a moze o tym jak to kupilam maluszkowi kurtke i spodenki przeciwdeszczowe i kalosze i jak skakalismy sobie po kaluzach ,a ludzie dookola MILO SIE USMIECHALI;

f)a moze tez o tym ze jestem piekielnie zmeczona i w moim mieszkaniu nie nadazam znow za najprostszymi pracami domowymi.

g)czy w koncu o tym,ze zamowilam sobie dwie ksiazki przez internet i juz sie na nie ciesze :-)
no wiec jako ,ze nie moge sie zdecydowac ,pojde chyba spac (patrz f)

ps. h) i w koncu moze o tym ,ze zdaje sobie z tego sprawe, jakie straszne bledy ortograficzne tutaj popelniam i jak sie z tego powodu wstydze - no coz - potrzeba pisania silniejsza jest od wstydu...

poniedziałek, 27 kwietnia 2009

zapach laczki pelnej kwiatow ;-)

dzis na spacerze przedpoludniowym zatrzymalam sie z maluszkiem przy lace by mlody pohasal i powachal sobie kwiatki(stokrotki i blawatki;-)
nachylajac sie nad dmuchawcem ,zeby go malemu pokazac poczulam przykry zapach i pomyslalam - acha - mlody puszcza baki...

idziemy dalej - ja zatrzymuje sie i kucam kolo wozka,zeby zawiazac buta.przechodzi obok nas pan - znow cos smierdzi - pomyslalam ,ze kiepsko u pana z higiena.

gdy doszlismy do placu zabaw , wyciagnelismy foremki ,lopatke i wiaderko i gotowi do robienia babek z piasku zasiedlismy pupami na ziemi- znow cos poczulam. wiec jak nic sciagam dziecku spodenki ,rozpinam body (maly protestuje bardzo glosno),zagladam do pieluchy - a tam.. nic!

i wtedy mnie oswiecilo i zajzalam pod mojego gleboko profilowanego buta do wedrowek  ble  rumieniec

sobota, 25 kwietnia 2009

slowa

jak bylam mala to lezac w lozku rozmyslalam nad przeroznymi rzeczami.
jedno z przemyslen bylo takie:
dlaczego nos sie nazywa nos?
zastanawialam sie kto to wymyslil ze taki a nie inny zbior literek twozy takie a nie inne slowo o takim a nie innym znaczeniu.
i zastanawialam sie jak by to bylo gdyby nos nazywal sie na przyklad "ano" - czy inaczej bym go wtedy odczuwala?
moje podzielenie sie dzieciecymi przemysleniami nawiazuje do jednego postu antycznej :) - calusy

o grzecznym synku

moj synek byl wczoraj bardzo grzeczny - musze go naprawde pochwalic.
wczoraj przedpoludniem musialam jednak pojechac do lekarza bo zaba nadal siedzi mi w brzuchu i nie chcialam z tym fantem na weekend zostac .
no wiec dziecie pod pache - wozek ,torba z pieluszkami ,prowiant,ciuchy do przebrania (bo to nigdy nie wiadomo),dokumenty,klucze,komorka...
i do lekarza.
w tramwaju mlody wywijal,nie chcial siedziec w wozku ,zdejmowal sobie buty itd - wiec ja z nieco bladymi policzkami myslalam z przerazeniem jak to u lekarza bedzie .
a tu niespodzianka .w poczekalni maluch flirtowal ze starszymi paniami ,ogladal ksiazeczki i tulil sie do mnie.u pana doktora mial mine troche niepewna ,ale jak odkryl ,ze to nie on badany bedzie to od razu humor wrocil.
i tak w dobrych humorach wrocilismy do domu.
ja kupilam lekarstwa i wszystko byloby dobrze gdyby nie to ,ze  razem z lekarstwami ktore teraz biore sie one nie toleruja.
no wiec pozostalo mi nadal pic herbatke i przeczekac sprawe.

środa, 22 kwietnia 2009

o ksiazce

zaraz po narodzinach tadeuszek dostal od babci i dziadka z polski kolekcje literatury dzieciecej z serii "cala polska czyta dzieciom".
jest to kolekcja ponad dwudziestu ksiazek - ladnie wydanych ,ktore stoja u nas na polce i czekaja na "doroslejsze"czasy maluszka,a przynajmniej na czas w ktorym nie bedzie juz darl kartek.
wiekszosc tych ksiazek czytalam juz jako dziecko, ale paru jeszcze nie znalam.
na kazdej z ksiazek jest rekomendacja - w jakim wieku powinny byc dzieci conajmniej ,by dana ksiazke przeczytac.
ostatnio w weekend jako ,ze zle sie czulam - mialam ten zaszczyt polezec w lozku i siegnelam po jedna z nieczytanych przeze mnie jeszcze ksiazek z tej serii - taka dla dzieci od lat dziesiecu ;-)
i co ? i plakalam jak bobr nie mogac sie uspokoic przez pol wieczoru.
ksiazka naprawde bardzo ladna ,ale tez bardzo smutna i przedewszystkim ze smutnym zakonczeniem.
czy moj pierdzioszek naprawde bedzie juz na takie smutki gotowy jak bedzie mial dziesiec lat?
tak bardzo chcialabym mu wszystkich przykrosci oszczedzic ,a zarazem wiem ,ze mu te ksiazke podsune jak bedzie na to gotowy - bo jak lepiej dowiedzisiec sie o przeciwnosciach losu i nie tak kwitnacej stronie zycia ,jezeli nie z ksiazek?
dla zainteresowanych - ksiazka autorstwa katherine paterson o tytule: "most do terabithii"

wtorek, 21 kwietnia 2009

czas na zale

od soboty walcze z mdlosciami i zawrotami glowy. jestem tym zdeprymowana,no i nie wiem czy to grypa ,czy mi psychika znow siada- ale dlaczego mialaby siadac?- przeciez juz wszystko bylo na jak najlepszej drodze!
mlodemu tez bylo niedobrze ,wiec mam nadzieje ,ze to rzeczywiscie tylko jakis wirus i ,ze niedlugo bedzie mi lepiej.
do lekarza nie mam za bardzo jak pojsc ,bo maz pracuje od rana do wieczora i nie mam z kim mlodego zostawic.
okolo osmego maja przyjedzie tesciowka na tydzien to wtedy polaze po doktorach;-) - musze pojsc znowu do ginka bo ostatnim razem bylam poltorej roku temu na kontrolnej wizycie po porodzie - no wiec przydalo by sie pojsc i zobaczyc co w trawie piszczy.
maluszek nie je za wiele ,ciagle sie poklada i ma smarki w kolorze radioaktywnym - jak mu sie do piatku nie poprawi to pojde z nim do pediatry.
dzis spotkalam znajoma na placu zabaw i chcialam z nia chwile pogadac ,tadeuszek byl juz mocno zmeczony i marudny wiec go wzielam na rece -
a on co na to?
-ugryzl mnie w ramie tak ,ze mam siniaka -
oczywiscie nakrzyczalam na niego i powiedzialam ,ze tak nie wolno ,na co on rozplakal sie tak zalosnym placzem ,ze mi go do teraz szkoda.
teraz spi,ma lekka goraczke , a ja zagladam do niego co piec minut.
wszystko bedzie dobrze,prawda?

piątek, 17 kwietnia 2009

bzy , kasztany i gile po pas

moje dziecie ma gile do pasa - jak to mowi moja kolezanka sara,
a i mnie niestety gardlo pobolewa . zobaczymy ,pozyjemy - albo bede chora ,albo nie bede ;-)
to jak zwykle kolo zamkniete - zarazamy sie od siebie ciagle nawzajem.
pogoda sie cosik odmienila i pada,wieje i temperatura spadla do 15 sttopni .-(.
od paru dni sie czuje jakby mnie ktos w leb walnal,taka jakas nieswoja chodze i niepewnie sie z tym czuje . moze dlatego nie pisalam od paru dni?
moze po prostu dlatego ,ze bylo tak pieknie ,ze cale dnie spedzalismy z mlodym na dworze , a wieczorem bylam wykonczona.
...
dzis sie przemoglam i zadzwonilam do kogos do kogo sie nie odzywalam az cztery lata - ten ktos mimo wszystko bardzo sie ucieszyl - a ja jestem tak przejeta ,ze chyba spac nie bede mogla.
zobaczymy czy kontakt z ta osoba - a wlasciwie osobami sie odnowi i czy nie wyjda kiedys jakies stare zale na wierzch?
...
zaczynaja kwitnac bzy i kasztany
i jak zawsze o tej porze roku mysle o mojej maturze :-)
do dzis twierdze ,ze byl to najtrudniejszy egzamin w moim zyciu - bo pierwszy taki wazny.
nigdy potem na studiach nie mialam takiego poczucia waznosci jak wtedy i pamietam moja dume i poczucie wolnosci a jednoczesnie leku przed nieznanym...
kto by wtedy pomyslal jak przelomowy
byl to czas.

poniedziałek, 13 kwietnia 2009

siadam do komputera, zagladam na znajome mi blogi.jesli mam wiecej czasu przegladam wpisy na linkach u znajomych znajomych mi blogow.
jesli mam naprawde duzo czasu i ochote wchodze na glowna strone onetowych blogow i czytam wpisy w "poleconych"badz tez "najpopularniejszych".
pstrykam guzikiem myszki tak , jak czasami siedzac na kanapie przelacza sie kanaly w telewizji.
tu czytam jak komus minal tydzien,tam , ze ktos umarl, tam ze dziecku wyszly w koncu zabki, gdzie indziej poogladam zdjecia,obrazy ,(poczytamopowiedanieerotyczne rumieniec ).
stop!!!
-jezu przeciez za kazdym takim blogiem jest czyjes zycie, egzystencja,prawdziwe kosci i mysli.
czy to nie okropne,ze omamia mnie taka znieczulica(nie wiem jak to inaczej nazwac),
ze tak interesuje mnie ,badz nudzi czyjes zycie?dziwi mnie to i niepotrafie jakoc tego ogarnac ,ze w takiej malej puszce - tu mysle o komputerze,internecie - skatalogowanych jest tyyyle informacji o tylu ludziach - ich historie - nawet te zmyslone - ich krzyki o pomoc, ktore zostana byc moze zauwazone - bo wyjatkowo dramatycznie opisane , badz ladnie zilustrowane.
to sobie ostatnio uswiadomilam i trudno w mojej lepetynie to ogarnac.
...
swieta minely nam bardzo milo.
spedzalismy wiekszosc czasu na dworze , siedzac pod kwitnacym drzewem wisniowym u znajomych.
maluch taplal sie w blocie , gonil muchy i spedzal godziny na hustawce.my chodzilismy na spacery po lesie, jedlismy dobre zeczy i mielismy troche czasu ,zeby pogadac.
musze sie pochwalic ,ze dostalam od zajaczka torebke !!! - pierwszy raz w zyciu dostalam cos tak "dziewczynskiego;-)"i jestem zachwycona.
troche walcze ostatnio znowu ze skutkami ubocznymi lekarstwa ,ktorego dawke musialam podwyzszyc.jezeli jednak bede sie lepiej czula po 10 dniach to koniec tych podwyzek - i bede na tej dawce do okolo pazdziernika- dzis czwarty dzien - jeszcze szesc .
potem zobaczymy - moze nie bede go juz potrzebowac w ogole?- fajnie by bylo.
na razie kreci mi sie w glowie jak ch.olera i troche sie obawiam czy dam rade jak maz jutro do pracy pojdzie - na pewno dam rade - w koncu nie z takich opresji juz sie wychodzilo.
bylabym jednak spokojniejsza jezeli mielibysmy w koncu miejsce w przedszkolu ,lub u opiekunki.

środa, 8 kwietnia 2009

piaskowy potwor i kapiel w blocie

tadeuszek je piasek. - nagminnie - calymi lopatkami laduje piach z piaskownicy do buzi . wszedzie mamy pelno piasku . maly robi kupy z piaskiem a wycieranie pupy przypomina wycieranie papierem sciernym ;-),
wyraznie mu to jednak nie przyszkadza bo powtarza te czynnosc codziennie i na kazdym placu zabaw.
na zdrowie syneczku !
...
wczoraj musialam pojsc do lekarza na  badanie radiologiczne i maz musial wyjsc wczesniej z pracy zeby przejac malego.
spotkalismy sie w centrum i maz poszedl z mlodym do zoo.
ja mialam po badaniu do nich przyjsc.
wracam - dzwoni telefon -
w sluchawce maz - sluchaj  - mamy cos na przebranie dla mlodego? ,bo na placu zabaw odkrecili juz wode w pompie i zdazyl nam sie drobny wypadek...
ja przychodze - moje dziecie tylko w body, kapeluszu slonecznym i pieluszce mokre od stop do glow i cale w blocie nie powiem
mialam cos na przebranie : pieluszke ,koszulke z krotkim rekawkiem i spodnie przeciwdeszczowe !
maz w koszuli i eleganckich spodniach - umorusany w blocie i na boso :-)
tak wracalismy do domu przez cale miasto  hehehe  hehe