czwartek, 7 maja 2009

poszpitalnie (czyli jak nie urok to sraczka)

melduje poslusznie ,ze padam na twarz.
wlasnie przyjechalismy do domu ze szpitala ,gdzie spedzilam z maluszkiem dwa dni i dwie noce.spalam moze razem z piec godzin,i troche sie nadenerwowalam.
we wtorek wszystko bylo ok - dzien jak co dzien - gdyby nie to ,ze po poludniu maluch sie nagle przewrocil ,po czym wstal odwrocil do mnie i stracil na chwile przytomnosc.gdy ja odzyskal zaczal strasznie wymiotowac i leciala mu krew z nosa.
zadzwonilam po pogotowie i jak przyjechali to sie maluszek znow zaczal wyglupiac i skakac po kanapie.zawiezli nas do kliniki dzieciecej - diagnoza - wstrzas mozgu.
no wiec musielismy zostac .maly mial co dwie godziny mierzone cisnienie i sprawdzane odruchy zrenic i byl monitorowany przez 48 godzin. dzis mial badanie eeg ,na ktorym musial byc uspiony i ktore nie wyszlo za dobrze(wyszlo ,ze ma skonnosci padaczkowe- stad przypuszczenie ,ze te jego drgawki goraczkowe z wczesniej i ten upadek wtorkowy maja ze soba cos wspolnego). bedziemy musieli sie zglosic za 3 miesiace do powtorki.
no wiec mielismy przygody ,ze ho ho !
a moje proby nie martwienia sie o wszystko szlag znow trafil.
jutro przyjezdza tesciowka na tydzien - ciekawe czy bedzie mi to pomoca ,czy meka.
zaraz maluch zasnie ,a ja zjem frytki z keczupem:-) i majonezem - a co!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz