jak juz wiadomo wszem i wobec zmagam sie z potworem -depresja i stanami
lekowymi - na ktore biore lekarstwa ,zeby latwiej mi bylo zyc.
trudna
to sprawa - naprawde .jako,ze z natury jestem wszedobylska ,bardzo
optymistyczna osoba, nie bardzo chce mi sie w glowie pomiescic,ze mnie
cholera dopadla.
z pobytow na plaszczyznie gorskiej wpadam w taka
przepasc, ze wydaje mi sie ,ze sie z niej juz nigdy nie wydostane - a
jednak wydostaje sie - za kazdym razem.czasami kilka razy
dziennie.najgorsze sa wieczory, kiedy ciemnosc i zmeczenie nie pozwalaja
na walke ze strachami i smutkami.
do tego dochodzi wstyd i wyrzuty sumienia - w stosunku do najblizszych -
i brak ochoty na sex - a co za tym idzie jakis podswiadomy lek o nasz zwiazek.
nie
znaczy to ,ze chodze smutna i przygnebiona caly dzien,usmiecham sie,
jestem pelna nadzieji i planow na przyszlosc - gdyby nie te czarne
dziury i hipochondria w stosunku do mnie i wszystkich w okol.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz