wtorek, 21 lipca 2009

tym razem o mnie (wstyd)

jak juz wiadomo wszem i wobec zmagam sie z potworem -depresja i stanami lekowymi - na ktore biore lekarstwa ,zeby latwiej mi bylo zyc.
trudna to sprawa - naprawde .jako,ze z natury jestem wszedobylska ,bardzo optymistyczna osoba, nie bardzo chce mi sie w glowie pomiescic,ze mnie cholera dopadla.
z pobytow na plaszczyznie gorskiej wpadam w taka przepasc, ze wydaje mi sie ,ze sie z niej juz nigdy nie wydostane - a jednak wydostaje sie - za kazdym razem.czasami kilka razy dziennie.najgorsze sa wieczory, kiedy ciemnosc i zmeczenie nie pozwalaja na walke ze strachami i smutkami.
do tego dochodzi wstyd i wyrzuty sumienia - w stosunku do najblizszych -
i brak ochoty na sex - a co za tym idzie jakis podswiadomy lek o nasz zwiazek.
nie znaczy to ,ze chodze smutna i przygnebiona caly dzien,usmiecham sie, jestem pelna nadzieji i planow na przyszlosc - gdyby nie te czarne dziury i hipochondria w stosunku do mnie i wszystkich w okol.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz