piątek, 17 kwietnia 2009

bzy , kasztany i gile po pas

moje dziecie ma gile do pasa - jak to mowi moja kolezanka sara,
a i mnie niestety gardlo pobolewa . zobaczymy ,pozyjemy - albo bede chora ,albo nie bede ;-)
to jak zwykle kolo zamkniete - zarazamy sie od siebie ciagle nawzajem.
pogoda sie cosik odmienila i pada,wieje i temperatura spadla do 15 sttopni .-(.
od paru dni sie czuje jakby mnie ktos w leb walnal,taka jakas nieswoja chodze i niepewnie sie z tym czuje . moze dlatego nie pisalam od paru dni?
moze po prostu dlatego ,ze bylo tak pieknie ,ze cale dnie spedzalismy z mlodym na dworze , a wieczorem bylam wykonczona.
...
dzis sie przemoglam i zadzwonilam do kogos do kogo sie nie odzywalam az cztery lata - ten ktos mimo wszystko bardzo sie ucieszyl - a ja jestem tak przejeta ,ze chyba spac nie bede mogla.
zobaczymy czy kontakt z ta osoba - a wlasciwie osobami sie odnowi i czy nie wyjda kiedys jakies stare zale na wierzch?
...
zaczynaja kwitnac bzy i kasztany
i jak zawsze o tej porze roku mysle o mojej maturze :-)
do dzis twierdze ,ze byl to najtrudniejszy egzamin w moim zyciu - bo pierwszy taki wazny.
nigdy potem na studiach nie mialam takiego poczucia waznosci jak wtedy i pamietam moja dume i poczucie wolnosci a jednoczesnie leku przed nieznanym...
kto by wtedy pomyslal jak przelomowy
byl to czas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz