środa, 17 czerwca 2009

troska czy branie rodzicow za idiotow ?

wczoraj i przedwczoraj widzialam na telefonie ,ze ktos w czasie mojej nieobecnosci probowal sie do nas dodzwonic.numer miejscowy - mnie nie znany - pomyslalam ,ze jak ten ktos bedzie chcial to sie dodzwoni.
dzis rano o godzinie osmej dzwoni telefon ,a w sluchawce pan z kliniki dzieciecej milym glosem sie przedstawia i mowi ze jakis czas temu lezalam z synkiem w szpitalu i czy zrozumialam , ze synek ma prawdopodobnie powazna chorobe i dlaczego sie jeszcze z nim w klinice nie stawilam do ponownego badania eeg.
ja odpowiedzialam ,ze wedle ich zalecen poszlam do naszej lekarki dzieciecej i pytalam co dalej itd .
okazalo sie wtedy ,ze klinika nie raczyla wyslac jeszcze wtedy wynikow badan do naszej lekarki ,a bez wynikow eeg i zalecen szpitalnych lekarzy nie mogla podjac zadnych decyzji dotyczacych dalszego postepowania.umowilysmy sie wtedy ,ze jak sie cos bedzie dziac to mam od razu do szpitala jechac ,a jezeli nie to mam przyjsc do niej w nastepny poniedzialek - wtedy mamy i tak badania okresowe a i pewnie papiery ze szpitala wtedy do niej dotra.
pan wysluchal moja historie ,podal numer telefonu i powiedzial ,ze mamy sie dosc szybko stawic na badaniach, bo to nie ma zartow.
ja panu bardzo podziekowalam za troske i w pierwszej chwili ucieszylam sie ,ze sie tak o nas zatroszczyl, w drugiej poczulam sie jak wyrodna matka co to sie o dziecko nie troszczy.
nie mogli oni wczesniej wyslac papierow do naszej lekarki?
jezeli to na prawde takie pilne to dlaczego powiedzieli nam w szpitalu wczesniej ,ze mamy sie za trzy miesiace stawic?
dlaczeko nie dali szczegolowych instrukcji dalszego postepowania?
i w koncu dlaczego wczesniej do nas nie zadzwonili?
normalnie zaraz wybuchne ,albo sie zaplacze - jeszcze sie nie zdecydowalam!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz