wczoraj i przedwczoraj widzialam na telefonie ,ze ktos w czasie mojej
nieobecnosci probowal sie do nas dodzwonic.numer miejscowy - mnie nie
znany - pomyslalam ,ze jak ten ktos bedzie chcial to sie dodzwoni.
dzis
rano o godzinie osmej dzwoni telefon ,a w sluchawce pan z kliniki
dzieciecej milym glosem sie przedstawia i mowi ze jakis czas temu
lezalam z synkiem w szpitalu i czy zrozumialam , ze synek ma
prawdopodobnie powazna chorobe i dlaczego sie jeszcze z nim w klinice
nie stawilam do ponownego badania eeg.
ja odpowiedzialam ,ze wedle ich zalecen poszlam do naszej lekarki dzieciecej i pytalam co dalej itd .
okazalo
sie wtedy ,ze klinika nie raczyla wyslac jeszcze wtedy wynikow badan do
naszej lekarki ,a bez wynikow eeg i zalecen szpitalnych lekarzy nie
mogla podjac zadnych decyzji dotyczacych dalszego
postepowania.umowilysmy sie wtedy ,ze jak sie cos bedzie dziac to mam od
razu do szpitala jechac ,a jezeli nie to mam przyjsc do niej w nastepny
poniedzialek - wtedy mamy i tak badania okresowe a i pewnie papiery ze
szpitala wtedy do niej dotra.
pan wysluchal moja historie ,podal
numer telefonu i powiedzial ,ze mamy sie dosc szybko stawic na
badaniach, bo to nie ma zartow.
ja panu bardzo podziekowalam za
troske i w pierwszej chwili ucieszylam sie ,ze sie tak o nas
zatroszczyl, w drugiej poczulam sie jak wyrodna matka co to sie o
dziecko nie troszczy.
nie mogli oni wczesniej wyslac papierow do naszej lekarki?
jezeli to na prawde takie pilne to dlaczego powiedzieli nam w szpitalu wczesniej ,ze mamy sie za trzy miesiace stawic?
dlaczeko nie dali szczegolowych instrukcji dalszego postepowania?
i w koncu dlaczego wczesniej do nas nie zadzwonili?
normalnie zaraz wybuchne ,albo sie zaplacze - jeszcze sie nie zdecydowalam!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz