Mam dzis Urodziny !!!!
przypomniano mi o tym gromkim i radosnym happy birthday o 2 nad ranem ;-) (mlody z przejecia nie spal od 2-5 rano , a o 6 musielismy wstac, a ja o 12 polozylam sie spac , po wieczornej szkole i 3 godzinach pisania klasowek)ale bylo mi bardzo milo!:-D
potem bylo (w tajemnicy przez moich 2 panow upieczone) jedzenie ciasta na sniadanie - i zaraz lece do pracy. wszystkie zyczenia przyjmuje na klate- uwielbiam miec urodziny!
w rolach glownych : Tadeuszek nieZwyczajny chlopiec urodzony w piatek trzynastego :-) latem 2007 roku, Ja czyli ania mama t.(dumna mama Tadeuszka), moj maz , kot Findus, w pozostalych rolach - autyzm,epilepsja i inne czyli pelna chata
piątek, 30 listopada 2012
niedziela, 25 listopada 2012
maly problemik
w niemczech mieszkam juz ponad 13 lat . i w tym czasie moze raz na 2 minuty wylaczono nam prad.
w polsce zawsze mielismy w pogotowiu swieczki , latarki , no i kuchenke gazowa.
3 dni temu wylaczono u nas prad - jak sie pozniej okazalo na cale 4 godziny , co w warunkach jesiennych fajne nie jest , bo szybko sie ciemno robi i przy kuchence elektrycznej, i takowym czajniku na herbate fajne nie jest , przy dziecku , ktore niektore rzeczy musi miec "jak zawsze"
tyle wstepu - jak zareagowal tadeuszek?
jak nam wylaczyli prad , lezalam akurat z mlodym na lozku ogladajac "bylo sobie zycie".
powiedzialam mu , ze wylaczyli prad- najpierw zaczal sie smiac, potem ten smiech zaczal sie robic coraz bardziej histeryczny , potem zaczal biegac od pokoju do pokoju sprawdzajac wszystkie pstryczki elektryczki wolajac - ojej! mamy maly problemik - ojej mamy maly problemik! ( i tak wolal od czasu do czasu przez te 4 godziny) w pewnym momencie podbiegl do mnie z buzia w podkowke i trzesaca sie broda -
kiedy zapytalam - boisz sie? - odpowiedzial boisz sie?
( juz dawno tak nie odpowiadal, ale w ekstremalnych dla niego sytuacjach tak jeszcze robi.)poczym popatrzyl przez okno i powiedzial "na szczescie mamy jeszcze nasze drogie sloneczko"
i mu nieco ulzylo.
jak sloneczko zaszlo chodzilismy od pokoju do pokoju z jego pochodnia swietomarcinska , spiewajac w kolko te same piosenki.
teraz tadeuszek co rano nam mowi - jakie szczescie , ze mamy prad!
-
w polsce zawsze mielismy w pogotowiu swieczki , latarki , no i kuchenke gazowa.
3 dni temu wylaczono u nas prad - jak sie pozniej okazalo na cale 4 godziny , co w warunkach jesiennych fajne nie jest , bo szybko sie ciemno robi i przy kuchence elektrycznej, i takowym czajniku na herbate fajne nie jest , przy dziecku , ktore niektore rzeczy musi miec "jak zawsze"
tyle wstepu - jak zareagowal tadeuszek?
jak nam wylaczyli prad , lezalam akurat z mlodym na lozku ogladajac "bylo sobie zycie".
powiedzialam mu , ze wylaczyli prad- najpierw zaczal sie smiac, potem ten smiech zaczal sie robic coraz bardziej histeryczny , potem zaczal biegac od pokoju do pokoju sprawdzajac wszystkie pstryczki elektryczki wolajac - ojej! mamy maly problemik - ojej mamy maly problemik! ( i tak wolal od czasu do czasu przez te 4 godziny) w pewnym momencie podbiegl do mnie z buzia w podkowke i trzesaca sie broda -
kiedy zapytalam - boisz sie? - odpowiedzial boisz sie?
( juz dawno tak nie odpowiadal, ale w ekstremalnych dla niego sytuacjach tak jeszcze robi.)poczym popatrzyl przez okno i powiedzial "na szczescie mamy jeszcze nasze drogie sloneczko"
i mu nieco ulzylo.
jak sloneczko zaszlo chodzilismy od pokoju do pokoju z jego pochodnia swietomarcinska , spiewajac w kolko te same piosenki.
teraz tadeuszek co rano nam mowi - jakie szczescie , ze mamy prad!
-
środa, 21 listopada 2012
siedzimy w domu(raport w skrocie)
-tadeuszek ma zapalenie oskrzeli - na razie wirusowe - inhalujemy i zbijamy goraczke i spimy na siedzaco.
-ja pewnie mam to samo, ale nie mam czasu isc do lekarza.
- siedzimy z mezem na zmiane w domu , bo ja musze pisac klasowki w szkole 2 razy w tygodniu, wiec nie moge nic opuscic
- bylismy w miedzyczasie w kehl kork - naszej klinice epilepsii - nic tak tragicznego sie nie dzieje , zebysmy musieli polozyc sie do szpitala teraz - nastepna kontrola neuro w kwietniu , szpital z badaniami i rezonansem , jak w tym roku - przelom maja i czerwca.
- mamy kotke na probe w domu - w nilansie strat- materac mlodego - kiedy ja na nim spalam , kotka zestresowana zmiana domu i tym , ze nie oswoila sie jeszcze z nasza kotka osikala mi piety ... - pomijam szczegoly - nowy materac kosztowal 80 euro
bilans zyskow - mlody usmiechniety od rana do nocy , bo marie (tak sie kotka nazywa czyt.mari ) daje sie mu przytulac i glaskac i karmic itd...
do uslyszenia kiedys (jeszcze nie wiem kiedy bede miala wiecej czasu ;-) ) ( .. i sily...)
-ja pewnie mam to samo, ale nie mam czasu isc do lekarza.
- siedzimy z mezem na zmiane w domu , bo ja musze pisac klasowki w szkole 2 razy w tygodniu, wiec nie moge nic opuscic
- bylismy w miedzyczasie w kehl kork - naszej klinice epilepsii - nic tak tragicznego sie nie dzieje , zebysmy musieli polozyc sie do szpitala teraz - nastepna kontrola neuro w kwietniu , szpital z badaniami i rezonansem , jak w tym roku - przelom maja i czerwca.
- mamy kotke na probe w domu - w nilansie strat- materac mlodego - kiedy ja na nim spalam , kotka zestresowana zmiana domu i tym , ze nie oswoila sie jeszcze z nasza kotka osikala mi piety ... - pomijam szczegoly - nowy materac kosztowal 80 euro
bilans zyskow - mlody usmiechniety od rana do nocy , bo marie (tak sie kotka nazywa czyt.mari ) daje sie mu przytulac i glaskac i karmic itd...
do uslyszenia kiedys (jeszcze nie wiem kiedy bede miala wiecej czasu ;-) ) ( .. i sily...)
niedziela, 11 listopada 2012
dlugi jesienny post
ostatnio zostalam wyrozniona przez mame Magdalenki i tym samym zaproszona do zabawy - dziekuje:-D - postaram sie o tym napisac w niedlugim czasie!
za nami bardzo mily , choc nie do konca zdrowy weekend.
wczoraj rano przed cotygodniowym sobotnim wyjsciem tadeuszka na sport integracyjny - kiedy to dzieci sie "sportuja" a rodzice na laweczce przed sala gimnastyczna popijajac kawke "to go" plotkuja , czy odsypiaja z lekka nie myslac przez chwile o niczym,tadeuszek mnie zaskoczyl.
najpierw z kubkiem polecial do lazienki , poczym nalewajac do niego wody poszedl bardzo ostroznie do pokoju.
po chwili przybiegl
- potrzebuje pedzel! - gruby
postanowilam poobserwowac i nie wkraczac do akcji
po chwili przybiegl i powiedzial , ze potrzebuje 2 kartki
poczym pobiegl do pokoju.
po 5 minutach slysze - gotowe!!!
to dla pani - ( kazde dziecko na sporcie ma opiekunke ktora za nim biega)
ja wchodze do pokoju - pudelko z farbkami stoi na jednej kartce na podlodze , na drugiej pomalowane - na czerwono i pomaranczowo - przed dzielem siedzi dumny tadeuszek i mowi -
- zrobilem wszystko jak trzeba !!! - teraz skonczylem!
peklam z dumy - dziewczyny!!
po jakims czasie w drodze na sport z obrazkiem dla pani w reku pytam mlodego co na tym obrazku jest,
co namalowal
odpowiedzial bardzo spokojnie i z duma w glosie :
czerwone i pomaranczowe - bo to jest normalny obrazek ,mamo
popoludniu lalo jak z cebra , wiec pojechalismy .... do zoo i bylismy , poza zwierzetami w nim ...
tadaaaam - sami ! ;-D
i bylo tak FAJNIE!!! widzielismy jak sa karmione foki , mlody caly nieprzemakalnie i cieplo ubrany tarzal sie dowoli w kaluzach, lisciach i panierowal z luboscia w blotku, a my wdychalismy wilgotne jesienne powietrze i bylo nam milo.
a dzis bylismy w muzeum techniki w speyer http://speyer.technik-museum.de/ ( ok 45 km od nas)
czyli robilismy to co tadeusz uwielbia - moglismy wejsc do lodzi podwodnej i roznych samolotow , ale co najwazniejsze - widzielismy mnostwo lokomotyw parowych , moglismy ruszac kolami , porownywac odglosy roznych lokomotyw itd . muzeum ogromne - my je obejzelismy w 1,5 h choc pisza , ze do obejzenia muzeum potrzeba conajmniej 5 h . My jestesmy jednak zawsze w biegu i trzepoczemy rekami - "bo to takie ekscytujace".
na koniec w sklepie muzealnym zdobylam przeceniona ksiazke o lokomotywach parowych ze wszystkimi technicznymi szczegolami - czyli blogostan w oczach tadeuszka :-)))
po wycieczce - byla godzina 11.30 rano (ale my jak zwykle ok 5 na nogach i o 8.40 bylismy juz w drodze) tadeuszek zasnal od razu w aucie , poczym padlam i ja - oslabiona jeszcze mocno i z bolaca glowa i koscmi (wiem zrzedze) i spalam do czasu az podjechalismy pod dom mojej kolezanki , gdzie zjedlismy pyszna zupe dyniowa , a tadeuszek radosnie godzine pogalopowal za kolezanki kotem - a co, niech obce koty tez troche ruchu maja, nie tylko nasz , i wrocilismy do domu .
wieczor byl jeszcze dlugo , mlody niespozyte poklady energii mial , wiec odetchnelam z ulga , gdy po jego zasnieciu wreszcie usiatam z herbatka w reku i termoforem na plecach i poczelam zameczac was tym tlugim opowiadaniem
za nami bardzo mily , choc nie do konca zdrowy weekend.
wczoraj rano przed cotygodniowym sobotnim wyjsciem tadeuszka na sport integracyjny - kiedy to dzieci sie "sportuja" a rodzice na laweczce przed sala gimnastyczna popijajac kawke "to go" plotkuja , czy odsypiaja z lekka nie myslac przez chwile o niczym,tadeuszek mnie zaskoczyl.
najpierw z kubkiem polecial do lazienki , poczym nalewajac do niego wody poszedl bardzo ostroznie do pokoju.
po chwili przybiegl
- potrzebuje pedzel! - gruby
postanowilam poobserwowac i nie wkraczac do akcji
po chwili przybiegl i powiedzial , ze potrzebuje 2 kartki
poczym pobiegl do pokoju.
po 5 minutach slysze - gotowe!!!
to dla pani - ( kazde dziecko na sporcie ma opiekunke ktora za nim biega)
ja wchodze do pokoju - pudelko z farbkami stoi na jednej kartce na podlodze , na drugiej pomalowane - na czerwono i pomaranczowo - przed dzielem siedzi dumny tadeuszek i mowi -
- zrobilem wszystko jak trzeba !!! - teraz skonczylem!
peklam z dumy - dziewczyny!!
po jakims czasie w drodze na sport z obrazkiem dla pani w reku pytam mlodego co na tym obrazku jest,
co namalowal
odpowiedzial bardzo spokojnie i z duma w glosie :
czerwone i pomaranczowe - bo to jest normalny obrazek ,mamo
popoludniu lalo jak z cebra , wiec pojechalismy .... do zoo i bylismy , poza zwierzetami w nim ...
tadaaaam - sami ! ;-D
i bylo tak FAJNIE!!! widzielismy jak sa karmione foki , mlody caly nieprzemakalnie i cieplo ubrany tarzal sie dowoli w kaluzach, lisciach i panierowal z luboscia w blotku, a my wdychalismy wilgotne jesienne powietrze i bylo nam milo.
a dzis bylismy w muzeum techniki w speyer http://speyer.technik-museum.de/ ( ok 45 km od nas)
czyli robilismy to co tadeusz uwielbia - moglismy wejsc do lodzi podwodnej i roznych samolotow , ale co najwazniejsze - widzielismy mnostwo lokomotyw parowych , moglismy ruszac kolami , porownywac odglosy roznych lokomotyw itd . muzeum ogromne - my je obejzelismy w 1,5 h choc pisza , ze do obejzenia muzeum potrzeba conajmniej 5 h . My jestesmy jednak zawsze w biegu i trzepoczemy rekami - "bo to takie ekscytujace".
na koniec w sklepie muzealnym zdobylam przeceniona ksiazke o lokomotywach parowych ze wszystkimi technicznymi szczegolami - czyli blogostan w oczach tadeuszka :-)))
po wycieczce - byla godzina 11.30 rano (ale my jak zwykle ok 5 na nogach i o 8.40 bylismy juz w drodze) tadeuszek zasnal od razu w aucie , poczym padlam i ja - oslabiona jeszcze mocno i z bolaca glowa i koscmi (wiem zrzedze) i spalam do czasu az podjechalismy pod dom mojej kolezanki , gdzie zjedlismy pyszna zupe dyniowa , a tadeuszek radosnie godzine pogalopowal za kolezanki kotem - a co, niech obce koty tez troche ruchu maja, nie tylko nasz , i wrocilismy do domu .
wieczor byl jeszcze dlugo , mlody niespozyte poklady energii mial , wiec odetchnelam z ulga , gdy po jego zasnieciu wreszcie usiatam z herbatka w reku i termoforem na plecach i poczelam zameczac was tym tlugim opowiadaniem
wtorek, 6 listopada 2012
pytanie
tadeuszek za kazdym prawie razem jak chodzi do lekarza ma jakies tam badanie pod katem neurologiczno - rozwojowym (to tak w woli wstepu;-)
dzis rano poszlam do lekarza, ten mnie poslal do laryngologa, wiec dosc zestresowana (mlody dzis mial podwyzszona temperature, gile po kostki i kaszel wiec zostal w domu , a maz czekal z nim tam na mnie , zeby po moim powrocie moc pojsc do pracy) jestem.
siedze i siedze - bez terminu (siedzialam az pol godziny i niczego specjalnego sie nie dowiedzialam), i tak mnie tknelo , zeby spojzec na telefon czy ktos do mnie dzwonil , badz wiadomosc jakas napisal
i tak oto czytam :
"tadeusz pyta - czy tez musisz skakac na jednej nodze"
:-)))))))))))))))))))))))))))))))))))))
dzis rano poszlam do lekarza, ten mnie poslal do laryngologa, wiec dosc zestresowana (mlody dzis mial podwyzszona temperature, gile po kostki i kaszel wiec zostal w domu , a maz czekal z nim tam na mnie , zeby po moim powrocie moc pojsc do pracy) jestem.
siedze i siedze - bez terminu (siedzialam az pol godziny i niczego specjalnego sie nie dowiedzialam), i tak mnie tknelo , zeby spojzec na telefon czy ktos do mnie dzwonil , badz wiadomosc jakas napisal
i tak oto czytam :
"tadeusz pyta - czy tez musisz skakac na jednej nodze"
:-)))))))))))))))))))))))))))))))))))))
poniedziałek, 5 listopada 2012
niedziela, 4 listopada 2012
dywan i nadal goraczka
pare dni temu przejezdzalismy kolo wysokiej wierzy.
- w tym zamku kiedys mieszkala ksiezniczka - mowi tadeuszek
ale juz nie zyje - dedukuje mlody dalej
i ryceze , i krol,ale oni tez juz nie zyja,
a krol musi siedziec i sie nie ruszac
i ma taki duzy czerwony dywan
...
...
...
napewno , zeby sie nie sliskal po podlodze !
napewno!
napewno tadeusz - dokonczyl (tysieczny juz tego dnia)monolog tadeuszek
temperature mam nadal.
wczoraj naszpikowalam sie roznymi cholerstwami i poszlam do knajpy z mezem i przyjaciolka, a potem na impreze - ale tylko do 11 , bo potem musialam wracac do lozka i zostalam w nim az do wieczora ,
jutro w zwiazku z tym nie ide do pracy
ja jako ze znana panikara wszem i wobec jesztem , juz snuje podejzenie , ze to mi nigdy nie przejdzie buuu
;-P
- w tym zamku kiedys mieszkala ksiezniczka - mowi tadeuszek
ale juz nie zyje - dedukuje mlody dalej
i ryceze , i krol,ale oni tez juz nie zyja,
a krol musi siedziec i sie nie ruszac
i ma taki duzy czerwony dywan
...
...
...
napewno , zeby sie nie sliskal po podlodze !
napewno!
napewno tadeusz - dokonczyl (tysieczny juz tego dnia)monolog tadeuszek
temperature mam nadal.
wczoraj naszpikowalam sie roznymi cholerstwami i poszlam do knajpy z mezem i przyjaciolka, a potem na impreze - ale tylko do 11 , bo potem musialam wracac do lozka i zostalam w nim az do wieczora ,
jutro w zwiazku z tym nie ide do pracy
ja jako ze znana panikara wszem i wobec jesztem , juz snuje podejzenie , ze to mi nigdy nie przejdzie buuu
;-P
piątek, 2 listopada 2012
kurcze
wlasnie czekam na przyjazd kolezanki z wloch. nie widzialysmy sie od 3 lat jutro mielismy pojsc(maz, kolezanka i ja) na impreze do naszego bylego akademika.anowalismy to wyjscie juz od bardzo dawna - opiekunka zamowiona ...
i co ? wlasnie dostalam temperatury, kosci lamia - dupa blada :-((((
i co ? wlasnie dostalam temperatury, kosci lamia - dupa blada :-((((
czwartek, 1 listopada 2012
1 listopad
ten post napisalam kilka lat temu( mialy byc 2 , ale jednego niestety znalezc nie moge na moim starym blogu:-(, jak znajde to jeszcze wkleje ) - wiele z nich je jeszcze pamieta , ale jako , ze dzis wyjatkowy dzien ( takze urodziny mojego brata ;-) ) to je przypomne
dziadek
chlopcy jezdzili czesto z rodzicami w gory ,bawili sie z goralskimi dziecmi,mamusia im spiewala, a tatus opowiadal rozne historie.ktoregos wyjazdu w gory maly tadeusz po przebytym zapaleniu pluc ,byl mocno oslabiony i nie wolno bylo mu kapac sie w stumieniu;tatus z bratem mieli jednak na to wielka ochote.zadaniem jego bylo wiec bieganie wzdluz brzegu i wolanie - ach,ach jaka zimna woda:-),
byla polowa lat trzydziestych. chlopiec chodzil do szkoly.co niedziele tatus zabieral go na dlugie spacery i opowiadal piekne bajki.
mamusia zajmowala sie pisaniem elementarza dla dzieci.
brat byl zawadiaka bardzo kochajacym tadka.
byl koniec lat trzydziestych,tatusia gdzies zabrano,
dzieciom nie wolno bylo sie nagle bawic z sasiadami.
byl poczatek lat czterdziestych
mamusie i babcie zamykaja w gettcie warszawskim,brat nie chcac wyjawic waznych informacji popelnia samobojstwo na oczach tadeusza.
on sam trafia do obozu w oswiecimiu.
tu zaczyna sie pieklo.
koniec lat czterdziestych - oslabiony mlody mezczyzna dowiaduje sie ze wlasciwie jako jedyny z najblizszej rodziny pozostal przy zyciu.uzyskuje informacje ,ze siostra cioteczna jest gdzies w rosji w domu dziecka i brat cioteczny jest gdzies ukryty we francji.udaje mu sie odnalezc te dzieci i zapewnic im dom.
jest poczatek lat piecdziesiatych
najprzystojniejszy oficer - nauczyciel historii i polityki idzie aleja jednostki wojskowej.przez okno wyglada dziewczyna pracujaca tam jako maszynistka.
trzy miesiace pozniej biora slub.
sa lata szescdziesiate -tadeusz wozi zone na kierownicy roweru z pracy,sam uczy w liceum.zawsze kladzie dzieci do lozka i wstaje w nocy gdy czegos im brakuje.co wieczor dzieci zasypiaja przy slowach :dobranoc pchly na noc, karaluchy pod poduchy , a szczypawki do zabawki -jak was beda gryzc-prosze do mnie przyjsc!
pare razy traci prace ze wzgledu na pochodzenie,nie przejmuje sie tym jednak zabardzo poniewaz jak mowi zawsze sa wazniejsze zeczy na tym swiecie.
sa lata osiemdziesiate
wnuczka prowadzi z tadeuszem wielogodzinne dyskusje,on jej podsuwa ciekawe ksiazki,zabiera na spacery, opowiada bajki,zagadki i historie.
to on jezdzi z wnukami na wczasy .pozwala spac w hamaku przed namiotem.
jest poczatek lat dziewiecdziesiatych
otwieraja sie granice .tadeusz zaczyna uczyc sie niemieckiego.
jest polowa lat dziewiecdziesiatych
bardzo bardzo chory wcale nie stary czlowiek lezy w szpitalu onkologicznym.
mlode pielegniarki wiozac go na badanie zauwazaja tatuaz z numerem obozowym na przedramieniu - jedna z nich mowi -pan to chyba musi niemcow nienawidziec!-on odpowiada - nie , ja nienawidze ludzkiej glupoty.
jest rok dwutysieczny osmy
w duzym miescie gdzies w swiecie mamusia malego tadeuszka przed snem mowi:dobranoc pchly na noc, karaluchy pod poduchy , a szczypawki do zabawki -jak was beda gryzc-prosze do mnie przyjsc!
Subskrybuj:
Posty (Atom)