przede wszystkim bylo mi latwiej bo byla dodatkowa para rak do wycierania zasmarkanego nosa,ukladania wierzy z klockow,sciagania malego z mebloscianki ,wyciagania z mokrych lapek szczotki do czyszczenia kibelka i robienia herbaty.byla tez dodatkowa para oczu do uwazania na wszedobylskiego rozrabiake.
chodzilysmy na zakupy , na sport dla maluszkow i grupe zabaw dla dzieci ( chce i staram sie bardzo postepowac z maluszkiem normalnie i nie megaostroznie),
mielismy gosci i -
tu gwozdz programu bylam z moim mezem na poltorej - godzinnej randce.
a bylo to tak: babcia uwazala na maluszka , a my trzymajac sie za rece! bez wozka i stu tysiecy zabawek do piaskownicy! poszlismy do miasta na pyyyszne lody z bita smietana i sosem czekoladowym. siedzielismy chwile w sloncu na murku i po prostu rozmawialismy i machalismy nogami w powietrzu - tak po prostu - ptaszki spiewaly - dziki bez pachnial , a my sobie opowiadalismy kawaly i bylo fajnie!
w drodze do domu wdepnelismy do zabawkowego i kupilismy malemu zielona konewke ktora po prostu uwielbia.
smieszne ,co? byc po latach pierwszy raz we dwojke gdzies i kupowac prezenty dla dziecka ...hmm - czy jestesmy normalni?
chyba tak, bo po raz pierwszy od dluzszego czasu mimo tesciowej spiacej w sasiednim pokoju zrobilo sie baardzo goraco i namietnie
.nie obylo sie jednak i bez niemilych przygod.
jedna z nich bylo to ,ze maluszek nam sie znow przewrocil i uderzyl w tyl glowy i jak go bralam na rece to wywrocil oczami na druga strone i mial odruch wymiotny.
w poniedzialek wiec marsz do pediatry i zobaczymy co i jak - napiecie jednak nam przez caly czas towarzyszy i powiem szczerze ,ze sie troche tego wszystkiego boje.
druga przygoda na z tych niemilych przydazyla mi sie przed chwila.
mielismy dzis gosci - naszych przyjaciol polakow z malutkim synkiem - przyjacielem naszego synka. bylo bardzo milo i sympatycznie.
zegnajac sie z nimi zeszlam na dol zeby jeszcze z nimi dwa slowa zamienic i nagle w bramie staje jakas baba ,ktora pierwszy raz na oczy widze - jedna reka na biodrze - juz widze ,ze cala kipi ze zlosci -
i mowiac do mnie a la kali chciec ,kali miec (w koncu jak inaczej z glupia polka rozmawiac)czy ja tutaj mieszkam w tym domu . ja odpowiedzialam ,ze tak - a ona na mnie zaczyna krzyczec ,ze od kiedy ja tutaj mieszkam jest tu tylko syf i brud i ze ona tu od 31 lat mieszka i ,ze jeszcze nigdy takiego brudu nie bylo(musze do tego dodac ze jest naprawde bardzo czysto na klatce schodowej).ja zbaranialam
baba sie nawet nie przedstawila ani nic - ja cos odbaknelam ,ze jak sie ma male dzieci to czasami sie cos nabrudzi i odwrocilam sie do niej plecami i pozegnalam z przyjaciolmi i poszlam do domu.
czulam i czuje sie taka upokorzona i bezpodstawnie okrzyczana i tak nacjonalistycznie i podskornie zbluzgana ,ze az mi niedobrze.
oczywiscie natychmiast sie z mezem poklocilam ,bo stwierdzilam ,ze baba by sie nie odwazyla przy nim nic powiedziec i ,ze on ma zejsc na dol i na babe nakrzyczec.on zszedl a i owszem , ale baba mu grzecznie dzien dobry powiedziala ,to jej nic nie powiedzial , a ja mu scene z tego powodu zrobilam.
w miedzy czasie sie juz przeprosilismy i wszystko jest ok. ale gorzki smak po salej sprawie z baba pozostal.
jeszcze godzine wczesniej mowilam do przyjaciolki jak ja sie ciesze ,ze tam mieszkamy gdzie mieszkamy i jakich milych sasiadow mamy i bylam taka radosna , a teraz sie wsciekam i bez sensu dogadalam mezowi ,ktory bogu ducha byl winny i ktorego naprawde pardzo kocham i podziwiam za jego spokoj i pogode ducha
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz