wtorek, 28 kwietnia 2009

zastanawiam sie

zastanawiam sie ,jako ,ze duzo mi w glowie siedzi ,o czym mam dzis napisac .

a)czy o tym jak panikuje i boje sie swinskiej grypy

b)o tym jak mocno padal dzis deszcz

c)czy moze o tym jak to mnie dzis pewien facet wkurzyl ,a ja jak zwykle zadnej glupiej odzywki nie moglam z siebie wycisnac,

d)a moze o tym ,ze mojemu dziecku nadal jest niedobrze i smarka i ,ze jutro z nim w koncu ide do lekarza ,bo chudy jest jak szczapka

e)a moze o tym jak to kupilam maluszkowi kurtke i spodenki przeciwdeszczowe i kalosze i jak skakalismy sobie po kaluzach ,a ludzie dookola MILO SIE USMIECHALI;

f)a moze tez o tym ze jestem piekielnie zmeczona i w moim mieszkaniu nie nadazam znow za najprostszymi pracami domowymi.

g)czy w koncu o tym,ze zamowilam sobie dwie ksiazki przez internet i juz sie na nie ciesze :-)
no wiec jako ,ze nie moge sie zdecydowac ,pojde chyba spac (patrz f)

ps. h) i w koncu moze o tym ,ze zdaje sobie z tego sprawe, jakie straszne bledy ortograficzne tutaj popelniam i jak sie z tego powodu wstydze - no coz - potrzeba pisania silniejsza jest od wstydu...

poniedziałek, 27 kwietnia 2009

zapach laczki pelnej kwiatow ;-)

dzis na spacerze przedpoludniowym zatrzymalam sie z maluszkiem przy lace by mlody pohasal i powachal sobie kwiatki(stokrotki i blawatki;-)
nachylajac sie nad dmuchawcem ,zeby go malemu pokazac poczulam przykry zapach i pomyslalam - acha - mlody puszcza baki...

idziemy dalej - ja zatrzymuje sie i kucam kolo wozka,zeby zawiazac buta.przechodzi obok nas pan - znow cos smierdzi - pomyslalam ,ze kiepsko u pana z higiena.

gdy doszlismy do placu zabaw , wyciagnelismy foremki ,lopatke i wiaderko i gotowi do robienia babek z piasku zasiedlismy pupami na ziemi- znow cos poczulam. wiec jak nic sciagam dziecku spodenki ,rozpinam body (maly protestuje bardzo glosno),zagladam do pieluchy - a tam.. nic!

i wtedy mnie oswiecilo i zajzalam pod mojego gleboko profilowanego buta do wedrowek  ble  rumieniec

sobota, 25 kwietnia 2009

slowa

jak bylam mala to lezac w lozku rozmyslalam nad przeroznymi rzeczami.
jedno z przemyslen bylo takie:
dlaczego nos sie nazywa nos?
zastanawialam sie kto to wymyslil ze taki a nie inny zbior literek twozy takie a nie inne slowo o takim a nie innym znaczeniu.
i zastanawialam sie jak by to bylo gdyby nos nazywal sie na przyklad "ano" - czy inaczej bym go wtedy odczuwala?
moje podzielenie sie dzieciecymi przemysleniami nawiazuje do jednego postu antycznej :) - calusy

o grzecznym synku

moj synek byl wczoraj bardzo grzeczny - musze go naprawde pochwalic.
wczoraj przedpoludniem musialam jednak pojechac do lekarza bo zaba nadal siedzi mi w brzuchu i nie chcialam z tym fantem na weekend zostac .
no wiec dziecie pod pache - wozek ,torba z pieluszkami ,prowiant,ciuchy do przebrania (bo to nigdy nie wiadomo),dokumenty,klucze,komorka...
i do lekarza.
w tramwaju mlody wywijal,nie chcial siedziec w wozku ,zdejmowal sobie buty itd - wiec ja z nieco bladymi policzkami myslalam z przerazeniem jak to u lekarza bedzie .
a tu niespodzianka .w poczekalni maluch flirtowal ze starszymi paniami ,ogladal ksiazeczki i tulil sie do mnie.u pana doktora mial mine troche niepewna ,ale jak odkryl ,ze to nie on badany bedzie to od razu humor wrocil.
i tak w dobrych humorach wrocilismy do domu.
ja kupilam lekarstwa i wszystko byloby dobrze gdyby nie to ,ze  razem z lekarstwami ktore teraz biore sie one nie toleruja.
no wiec pozostalo mi nadal pic herbatke i przeczekac sprawe.

środa, 22 kwietnia 2009

o ksiazce

zaraz po narodzinach tadeuszek dostal od babci i dziadka z polski kolekcje literatury dzieciecej z serii "cala polska czyta dzieciom".
jest to kolekcja ponad dwudziestu ksiazek - ladnie wydanych ,ktore stoja u nas na polce i czekaja na "doroslejsze"czasy maluszka,a przynajmniej na czas w ktorym nie bedzie juz darl kartek.
wiekszosc tych ksiazek czytalam juz jako dziecko, ale paru jeszcze nie znalam.
na kazdej z ksiazek jest rekomendacja - w jakim wieku powinny byc dzieci conajmniej ,by dana ksiazke przeczytac.
ostatnio w weekend jako ,ze zle sie czulam - mialam ten zaszczyt polezec w lozku i siegnelam po jedna z nieczytanych przeze mnie jeszcze ksiazek z tej serii - taka dla dzieci od lat dziesiecu ;-)
i co ? i plakalam jak bobr nie mogac sie uspokoic przez pol wieczoru.
ksiazka naprawde bardzo ladna ,ale tez bardzo smutna i przedewszystkim ze smutnym zakonczeniem.
czy moj pierdzioszek naprawde bedzie juz na takie smutki gotowy jak bedzie mial dziesiec lat?
tak bardzo chcialabym mu wszystkich przykrosci oszczedzic ,a zarazem wiem ,ze mu te ksiazke podsune jak bedzie na to gotowy - bo jak lepiej dowiedzisiec sie o przeciwnosciach losu i nie tak kwitnacej stronie zycia ,jezeli nie z ksiazek?
dla zainteresowanych - ksiazka autorstwa katherine paterson o tytule: "most do terabithii"

wtorek, 21 kwietnia 2009

czas na zale

od soboty walcze z mdlosciami i zawrotami glowy. jestem tym zdeprymowana,no i nie wiem czy to grypa ,czy mi psychika znow siada- ale dlaczego mialaby siadac?- przeciez juz wszystko bylo na jak najlepszej drodze!
mlodemu tez bylo niedobrze ,wiec mam nadzieje ,ze to rzeczywiscie tylko jakis wirus i ,ze niedlugo bedzie mi lepiej.
do lekarza nie mam za bardzo jak pojsc ,bo maz pracuje od rana do wieczora i nie mam z kim mlodego zostawic.
okolo osmego maja przyjedzie tesciowka na tydzien to wtedy polaze po doktorach;-) - musze pojsc znowu do ginka bo ostatnim razem bylam poltorej roku temu na kontrolnej wizycie po porodzie - no wiec przydalo by sie pojsc i zobaczyc co w trawie piszczy.
maluszek nie je za wiele ,ciagle sie poklada i ma smarki w kolorze radioaktywnym - jak mu sie do piatku nie poprawi to pojde z nim do pediatry.
dzis spotkalam znajoma na placu zabaw i chcialam z nia chwile pogadac ,tadeuszek byl juz mocno zmeczony i marudny wiec go wzielam na rece -
a on co na to?
-ugryzl mnie w ramie tak ,ze mam siniaka -
oczywiscie nakrzyczalam na niego i powiedzialam ,ze tak nie wolno ,na co on rozplakal sie tak zalosnym placzem ,ze mi go do teraz szkoda.
teraz spi,ma lekka goraczke , a ja zagladam do niego co piec minut.
wszystko bedzie dobrze,prawda?

piątek, 17 kwietnia 2009

bzy , kasztany i gile po pas

moje dziecie ma gile do pasa - jak to mowi moja kolezanka sara,
a i mnie niestety gardlo pobolewa . zobaczymy ,pozyjemy - albo bede chora ,albo nie bede ;-)
to jak zwykle kolo zamkniete - zarazamy sie od siebie ciagle nawzajem.
pogoda sie cosik odmienila i pada,wieje i temperatura spadla do 15 sttopni .-(.
od paru dni sie czuje jakby mnie ktos w leb walnal,taka jakas nieswoja chodze i niepewnie sie z tym czuje . moze dlatego nie pisalam od paru dni?
moze po prostu dlatego ,ze bylo tak pieknie ,ze cale dnie spedzalismy z mlodym na dworze , a wieczorem bylam wykonczona.
...
dzis sie przemoglam i zadzwonilam do kogos do kogo sie nie odzywalam az cztery lata - ten ktos mimo wszystko bardzo sie ucieszyl - a ja jestem tak przejeta ,ze chyba spac nie bede mogla.
zobaczymy czy kontakt z ta osoba - a wlasciwie osobami sie odnowi i czy nie wyjda kiedys jakies stare zale na wierzch?
...
zaczynaja kwitnac bzy i kasztany
i jak zawsze o tej porze roku mysle o mojej maturze :-)
do dzis twierdze ,ze byl to najtrudniejszy egzamin w moim zyciu - bo pierwszy taki wazny.
nigdy potem na studiach nie mialam takiego poczucia waznosci jak wtedy i pamietam moja dume i poczucie wolnosci a jednoczesnie leku przed nieznanym...
kto by wtedy pomyslal jak przelomowy
byl to czas.

poniedziałek, 13 kwietnia 2009

siadam do komputera, zagladam na znajome mi blogi.jesli mam wiecej czasu przegladam wpisy na linkach u znajomych znajomych mi blogow.
jesli mam naprawde duzo czasu i ochote wchodze na glowna strone onetowych blogow i czytam wpisy w "poleconych"badz tez "najpopularniejszych".
pstrykam guzikiem myszki tak , jak czasami siedzac na kanapie przelacza sie kanaly w telewizji.
tu czytam jak komus minal tydzien,tam , ze ktos umarl, tam ze dziecku wyszly w koncu zabki, gdzie indziej poogladam zdjecia,obrazy ,(poczytamopowiedanieerotyczne rumieniec ).
stop!!!
-jezu przeciez za kazdym takim blogiem jest czyjes zycie, egzystencja,prawdziwe kosci i mysli.
czy to nie okropne,ze omamia mnie taka znieczulica(nie wiem jak to inaczej nazwac),
ze tak interesuje mnie ,badz nudzi czyjes zycie?dziwi mnie to i niepotrafie jakoc tego ogarnac ,ze w takiej malej puszce - tu mysle o komputerze,internecie - skatalogowanych jest tyyyle informacji o tylu ludziach - ich historie - nawet te zmyslone - ich krzyki o pomoc, ktore zostana byc moze zauwazone - bo wyjatkowo dramatycznie opisane , badz ladnie zilustrowane.
to sobie ostatnio uswiadomilam i trudno w mojej lepetynie to ogarnac.
...
swieta minely nam bardzo milo.
spedzalismy wiekszosc czasu na dworze , siedzac pod kwitnacym drzewem wisniowym u znajomych.
maluch taplal sie w blocie , gonil muchy i spedzal godziny na hustawce.my chodzilismy na spacery po lesie, jedlismy dobre zeczy i mielismy troche czasu ,zeby pogadac.
musze sie pochwalic ,ze dostalam od zajaczka torebke !!! - pierwszy raz w zyciu dostalam cos tak "dziewczynskiego;-)"i jestem zachwycona.
troche walcze ostatnio znowu ze skutkami ubocznymi lekarstwa ,ktorego dawke musialam podwyzszyc.jezeli jednak bede sie lepiej czula po 10 dniach to koniec tych podwyzek - i bede na tej dawce do okolo pazdziernika- dzis czwarty dzien - jeszcze szesc .
potem zobaczymy - moze nie bede go juz potrzebowac w ogole?- fajnie by bylo.
na razie kreci mi sie w glowie jak ch.olera i troche sie obawiam czy dam rade jak maz jutro do pracy pojdzie - na pewno dam rade - w koncu nie z takich opresji juz sie wychodzilo.
bylabym jednak spokojniejsza jezeli mielibysmy w koncu miejsce w przedszkolu ,lub u opiekunki.

środa, 8 kwietnia 2009

piaskowy potwor i kapiel w blocie

tadeuszek je piasek. - nagminnie - calymi lopatkami laduje piach z piaskownicy do buzi . wszedzie mamy pelno piasku . maly robi kupy z piaskiem a wycieranie pupy przypomina wycieranie papierem sciernym ;-),
wyraznie mu to jednak nie przyszkadza bo powtarza te czynnosc codziennie i na kazdym placu zabaw.
na zdrowie syneczku !
...
wczoraj musialam pojsc do lekarza na  badanie radiologiczne i maz musial wyjsc wczesniej z pracy zeby przejac malego.
spotkalismy sie w centrum i maz poszedl z mlodym do zoo.
ja mialam po badaniu do nich przyjsc.
wracam - dzwoni telefon -
w sluchawce maz - sluchaj  - mamy cos na przebranie dla mlodego? ,bo na placu zabaw odkrecili juz wode w pompie i zdazyl nam sie drobny wypadek...
ja przychodze - moje dziecie tylko w body, kapeluszu slonecznym i pieluszce mokre od stop do glow i cale w blocie nie powiem
mialam cos na przebranie : pieluszke ,koszulke z krotkim rekawkiem i spodnie przeciwdeszczowe !
maz w koszuli i eleganckich spodniach - umorusany w blocie i na boso :-)
tak wracalismy do domu przez cale miasto  hehehe  hehe

piątek, 3 kwietnia 2009

jest pieknie!!

25 stopni
ptaszki spiewaja, wszystko kwitnie,dzidziol przez hulanki podworkowe w koncu znosny,slodki i zadowolony.
kupilam karte wstepu do zoo na caly rok i juz cztery razy bylismy.
czas by zakupic grilla na nasz balkon i wyczarowac cos pysznego ciepla wieczorowa pora.
dzis wieczorem tesciowie przyjezdzaja w odwiedziny na weekend - jako ,ze maz mial wczoraj urodziny.
zaraz sie rzuce w wir sprzatania choc strasznie mi sie nie chce - wolalabym od razu poleciec z maluchem do parku i posiedziec tam do wieczora.
z okazji urodzin dalam mezowi w prezencie dwie ksiazki - jedna to jego ulubiony terry pratchet, a druga nazywa sie viva polonia! i opowiada o niemieckim juz nie studencie a jeszcze nie producencie filmowym , ktory w 1992 roku pojechal do krakowa na kurs jezyka polskiego na dwa tygodnie i zostal dwanascie lat.fajna ksiazka, interesujaca,komiczna i mila  opisujaca polske i polakow z troche innej perspektywy niz zazwyczaj.
zaczelam wczoraj czytac (o ja niedobra podwedzilam meza prezent)i pewnie przez weekend skoncze.
lece sprzatac dopuki maluch spi.

środa, 1 kwietnia 2009

praca,wiosna i jeszcze raz przedszkole

psssst
moj maz idzie dzis pierwszy raz do nowej pracy - jest bardzo przejety :-)
a ja mam nadzieje ,ze podolam psychicznie samotnosci domowej, przez to wszystko mam wrazenie ,ale to tylko wrazenie ogromnej zaleznosci od niego i niemocy bez niego
trudno to tu wytlumaczyc - nie ma to uczucie bynajmniej nic wspolnego z naiwnym kokietowaniem.
wczoraj moj rozmowny wujek stwierdzil ze zrobilam ogromny krok do przodu !
dumna jestem z siebie!
...
juz wczesny wieczor -dalam rade!
najgorszy byl dla mnie czas drzemki poobiedniej malucha -
mialam za duzo czasu na myslenie.
padam na nos
jestem zmeczona psychicznie walka z moimi lekami ale i dumna jak paw ,ze dalam rade.
teraz juz tylko z gorki.
pisalam juz ,ze u nas wszystko kwitnie pieknie i pachnie i zielenieje?
nie - no wlasnie zachwycam sie tym bardzo :-)
zonkile i tulipany sa super - po szarosciach zimowych znow wiosna!!! - 20 stopni na plusie - czego wiecej chciec :-)
a ja wracam do tej wiosny z dlugiego snu w cieniu!!
moje dziecko przechodzi taki bunt dwulatka ,ze mi normalnie czasami mowe odejmuje - ciekawe jak dlugo to potrwa .hmm
...
zajmuje sie w tej chwili intensywnie poszukiwaniem przedszkola dla malego
-jedno wymarzone juz mamy - jestesmy na liscie  i potrzebujemy jakiegos wyjscia przejsciowego
wypytujemy sie znajomych i oto co uslyszelismy o jednym przedszkolu:
znajomy poszedl do niego by uzyskac jakichs informacji -o programie nauczania ,formach opieki itd.
ponoc dzwonil dlugo do drzwi i nikt mu nie otwieral - przez jakies 15 min!
w koncu drzwi otworzylo jakies dziecko i spytalo sie czego on chce ,znajomy odpowiedzial ,ze przyszedl po informacje , a dziecko na to :
-czy twoje dziecko ma na imie informacja?
smieszne i tragiczne - no bo przeciez on moglby to dziecko ze soba zabrac i nikt by sie nie zorientowal!!!
normalnie  dreszcze po pleckach jak sobie pomysle ,ze do takiego przedszkola moglabym maluszka wyslac.