jak wrocilismy ze szpitala ,to wlaczajac moj blog spojzalam troche
wstecz na poprzednie tematy , i pomyslalam ,jakie to wszystko - male ,
codzienne troski i zmartwienia staja sie trywialne wobec wiekszych
zmartwien i trosk.
wracamy do normalnosci - uszy do gory i przygladamy sie jak maluch hichocze bo mucha przelatuje kolo glowy :-)
takie
to dziwne ,ze tyle problemow stwarzamy sobie sami i przeslaniaja one
radosci dnia codziennego.tyle rzeczy zlych dzieje sie niezaleznie od
nas i przychodza tak nagle ,ze kurcze blade ,trzeba wykorzystywac
spokojne chwile -pomiedzy - na porzyteczniejsze rzeczy niz na uzalanie
sie nad soba.
prawda stara jak swiat, ale zawsze przychodzi po fakcie (jakims )
przed szpitalem chcialam juz notke napisac o tym jak to mnie juz tydzien glowa boli i
o niani i uwierajacych butach i znow o balaganie
ale
napisze o tym ,ze slonce swieci i margaretki kwitna przy drogach i moj
synus biegnie i wpada w moje objecia jak zawolam - kto przyjdzie do
mamuuusssiii..
i ze jak tylko sie maluch obudzi to idziemy na plac zabaw potaplac sie w blocie.
(a jeszcze w nawiasie napisze ,ze najchetniej zalozylabym mu kask na glowe zeby sie nic nie stalo)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz