jako ,ze na razie nie chce mi sie opisywac przygod szpitalnych i przezyc
z tym zwiazanych - nie zeby byly one przesadnie drastyczno -
dramatyczne ,ale porzadnie daly nam w kosc - psychicznie i fizycznie,
opisze weselsze rzeczy ,ktore rownolegle w naszym zyciu maja miejsce.
po pierwsze :
-
przygotowujemy sie do urodzinek tadeuszka ,ktore co prawda nie hucznie
,ale beda wyprawiane 2 razy - a co! - wiec beda dwa razy balony i ciasto
i dmuchanie swieczek. raz w dzien urodzin ,ktory wypada w poniedzialek
razem z mama,papa oma i kolega tadeuszka vincentem, a raz w weekend po
urodzinach z mama ,papa ,oma ,opa i kolega antosiem.
musielismy
imprezy podzielic bo co za duzo gosci to nie zdrowo ,a poza tym opa
(tutejszy dziadek )pracuje i nie moze byc na wlasciwych urodzinkach
maluszka.
no i oczywiscie pochwale sie co od nas wszystkich dostanie - bo juz sie ciesze-
dostanie
rowerek - taki do odpychania sie nozkami od ziemi(jeszcze z dwoma
kolkami z przodu i dwoma z tylu)z dzwonkiem czerwonym i misiem na nim
(wszystko jak przystalo na profesjonalnego rowerzyste ,-),
i kask na rower w pieski :-) - sama ciesze sie jak dziecko i mam nadzieje ,ze on tez sie bedzie cieszyl.
no i oczywiscie ciasto z truskawkami - juz kupilam ozdobki - swieczki i misie z marcepanu.
mam nadzieje ,ze mi ciasto wyjdzie i malemu bedzie smakowac!
po drugie:
maluch
cwanizna przytula sie na zawolanie i rozdaje caluski - szczegolnie
wtedy jak robi cos nie po mojej mysli ,a ja wolam groznie - ty,ty ,ty!-
smieje sie ,przedrzezniajac mnie pokazuje paluszkiem - tak samo jak ja -
i leci sie do mnie przytulic i dac mi buzi- huchajac w policzek-
strasznie jest przy tym slodki.
po trzecie - staramy sie wykozystywac
kazda wolna chwile na zabawach,wycieczkach,wyglupach ,jedzeniu lodow i
czeresni.nauczylam malego nosic kolczyki czeresniowe na uszach i
przyklejaniu "noskow"na nos - i tym sposobem maly wie ktore znajome
drzewo gdzie rosnie i musimy je odwiedzac :-))
w rolach glownych : Tadeuszek nieZwyczajny chlopiec urodzony w piatek trzynastego :-) latem 2007 roku, Ja czyli ania mama t.(dumna mama Tadeuszka), moj maz , kot Findus, w pozostalych rolach - autyzm,epilepsja i inne czyli pelna chata
niedziela, 28 czerwca 2009
piątek, 26 czerwca 2009
jestesmy!
maluszek spi ,a ja zaraz zasiade z kawa - spokojnie bez krecacych sie pielegniarek dookola ,brzeczacych alarmow i placzu dzieci.
musielismy zostac troche dluzej niz myslelismy .
malego przebadano wzdluz i wszerz- no i cholerna epilepsje potwierdzili
.
jestesmy pod dobra opieka - w koncu!!!trafilismy na jakis sensownych lekarzy.
maly byl mocno straumatyzowany badaniami ,kluciem,monitorem, itd.
napisze wiecej jak troche ochlone i zbiore mysli.
wszyscy byli tam dla nas bardzo mili- mielismy pokoj dla siebie z lazienka.
byla przedszkolanka i pokoj zabaw - ktore choc na chwile przywracaly usmiech na buzce.
musielismy zostac troche dluzej niz myslelismy .
malego przebadano wzdluz i wszerz- no i cholerna epilepsje potwierdzili
.jestesmy pod dobra opieka - w koncu!!!trafilismy na jakis sensownych lekarzy.
maly byl mocno straumatyzowany badaniami ,kluciem,monitorem, itd.
napisze wiecej jak troche ochlone i zbiore mysli.
wszyscy byli tam dla nas bardzo mili- mielismy pokoj dla siebie z lazienka.
byla przedszkolanka i pokoj zabaw - ktore choc na chwile przywracaly usmiech na buzce.
poniedziałek, 22 czerwca 2009
jutro szpital!
w zeladku klucha,mega bol glowy i niemoznosc pakowania torby na jutro.
denerwuje sie co nas czeka, czy tylko eeg czy tez mrt pod narkoza, czy beda kluc maluszka,
czy bedzie sie bardzo bal i znow pare miesiecy przezywal szpital .
z drugiej strony ciesze sie,ze juz niedlugo sie wszystko wyjasni.
idziemy do szpitala bo po tym jak szanowny szpital do nas nie zadzwonil, nasza pani doktor zrobila awanture i od razu sie okazalo ze to wszystko tylko wina balaganu w papierach i ze mamy sie stawic od razu jutro najlepiej i zostac 2- 3 dni.
no to idziemy - prosze trzymac kciuki :-)
denerwuje sie co nas czeka, czy tylko eeg czy tez mrt pod narkoza, czy beda kluc maluszka,
czy bedzie sie bardzo bal i znow pare miesiecy przezywal szpital .
z drugiej strony ciesze sie,ze juz niedlugo sie wszystko wyjasni.
idziemy do szpitala bo po tym jak szanowny szpital do nas nie zadzwonil, nasza pani doktor zrobila awanture i od razu sie okazalo ze to wszystko tylko wina balaganu w papierach i ze mamy sie stawic od razu jutro najlepiej i zostac 2- 3 dni.
no to idziemy - prosze trzymac kciuki :-)
wczoraj :-) i dzis :-(
no wlasnie wczoraj mielismy bardzo mila ,rodzinna niedziele z
szalenstwami basenowymi, popoludniowa wizyta na placu zabaw, wspolnymi
lodami u stop fontanny i po polozeniu dziecia spac kapiel w wannie
(wspolna
)
jak juz wczesniej pisalam dzis odbyly sie badania u7 - to chyba jest bilans dwulatka.
maz specjalnie sie na przedpoludnie zwolnil z pracy ,zeby pojsc z nami.
pani pediatra poswiecila nam ponad godzine.
rozwoj malucha w normie poza opoznieniem mowy
.jest wysoki ponad norme i wazy ponizej normy - ale to tez jest w pozadku.
wyniki eeg z naszego pobytu w szpitalu dotarly dopiero!!! 3 dni temu.
no i lekarka byla zbulwersowana tym ,ze nas w ogole wtedy do domu wypuscili ,a nie przeniesli od razu na neurologie
.
poszly w ruch telefony i faksy i zrobilo sie wokol nas goraco.
teraz siedze w domu ,maluszek spi ,a ja czekam na telefon z kliniki dzieciecej kiedy mamy isc do szpitala
jestem rozzalona i zdenerwowana i mam nadzieje ,ze wszystko sie teraz szybko potoczy.
troche nieskladny ten moj wpis ,ale mam chaos w glowie .
pa
wasza probujaca z calych sil bycia supermama
ania
)jak juz wczesniej pisalam dzis odbyly sie badania u7 - to chyba jest bilans dwulatka.
maz specjalnie sie na przedpoludnie zwolnil z pracy ,zeby pojsc z nami.
pani pediatra poswiecila nam ponad godzine.
rozwoj malucha w normie poza opoznieniem mowy
.jest wysoki ponad norme i wazy ponizej normy - ale to tez jest w pozadku.wyniki eeg z naszego pobytu w szpitalu dotarly dopiero!!! 3 dni temu.
no i lekarka byla zbulwersowana tym ,ze nas w ogole wtedy do domu wypuscili ,a nie przeniesli od razu na neurologie
.poszly w ruch telefony i faksy i zrobilo sie wokol nas goraco.
teraz siedze w domu ,maluszek spi ,a ja czekam na telefon z kliniki dzieciecej kiedy mamy isc do szpitala
jestem rozzalona i zdenerwowana i mam nadzieje ,ze wszystko sie teraz szybko potoczy.
troche nieskladny ten moj wpis ,ale mam chaos w glowie .
pa
wasza probujaca z calych sil bycia supermama
ania
środa, 17 czerwca 2009
troska czy branie rodzicow za idiotow ?
wczoraj i przedwczoraj widzialam na telefonie ,ze ktos w czasie mojej
nieobecnosci probowal sie do nas dodzwonic.numer miejscowy - mnie nie
znany - pomyslalam ,ze jak ten ktos bedzie chcial to sie dodzwoni.
dzis rano o godzinie osmej dzwoni telefon ,a w sluchawce pan z kliniki dzieciecej milym glosem sie przedstawia i mowi ze jakis czas temu lezalam z synkiem w szpitalu i czy zrozumialam , ze synek ma prawdopodobnie powazna chorobe i dlaczego sie jeszcze z nim w klinice nie stawilam do ponownego badania eeg.
ja odpowiedzialam ,ze wedle ich zalecen poszlam do naszej lekarki dzieciecej i pytalam co dalej itd .
okazalo sie wtedy ,ze klinika nie raczyla wyslac jeszcze wtedy wynikow badan do naszej lekarki ,a bez wynikow eeg i zalecen szpitalnych lekarzy nie mogla podjac zadnych decyzji dotyczacych dalszego postepowania.umowilysmy sie wtedy ,ze jak sie cos bedzie dziac to mam od razu do szpitala jechac ,a jezeli nie to mam przyjsc do niej w nastepny poniedzialek - wtedy mamy i tak badania okresowe a i pewnie papiery ze szpitala wtedy do niej dotra.
pan wysluchal moja historie ,podal numer telefonu i powiedzial ,ze mamy sie dosc szybko stawic na badaniach, bo to nie ma zartow.
ja panu bardzo podziekowalam za troske i w pierwszej chwili ucieszylam sie ,ze sie tak o nas zatroszczyl, w drugiej poczulam sie jak wyrodna matka co to sie o dziecko nie troszczy.
nie mogli oni wczesniej wyslac papierow do naszej lekarki?
jezeli to na prawde takie pilne to dlaczego powiedzieli nam w szpitalu wczesniej ,ze mamy sie za trzy miesiace stawic?
dlaczeko nie dali szczegolowych instrukcji dalszego postepowania?
i w koncu dlaczego wczesniej do nas nie zadzwonili?
normalnie zaraz wybuchne ,albo sie zaplacze - jeszcze sie nie zdecydowalam!!!
dzis rano o godzinie osmej dzwoni telefon ,a w sluchawce pan z kliniki dzieciecej milym glosem sie przedstawia i mowi ze jakis czas temu lezalam z synkiem w szpitalu i czy zrozumialam , ze synek ma prawdopodobnie powazna chorobe i dlaczego sie jeszcze z nim w klinice nie stawilam do ponownego badania eeg.
ja odpowiedzialam ,ze wedle ich zalecen poszlam do naszej lekarki dzieciecej i pytalam co dalej itd .
okazalo sie wtedy ,ze klinika nie raczyla wyslac jeszcze wtedy wynikow badan do naszej lekarki ,a bez wynikow eeg i zalecen szpitalnych lekarzy nie mogla podjac zadnych decyzji dotyczacych dalszego postepowania.umowilysmy sie wtedy ,ze jak sie cos bedzie dziac to mam od razu do szpitala jechac ,a jezeli nie to mam przyjsc do niej w nastepny poniedzialek - wtedy mamy i tak badania okresowe a i pewnie papiery ze szpitala wtedy do niej dotra.
pan wysluchal moja historie ,podal numer telefonu i powiedzial ,ze mamy sie dosc szybko stawic na badaniach, bo to nie ma zartow.
ja panu bardzo podziekowalam za troske i w pierwszej chwili ucieszylam sie ,ze sie tak o nas zatroszczyl, w drugiej poczulam sie jak wyrodna matka co to sie o dziecko nie troszczy.
nie mogli oni wczesniej wyslac papierow do naszej lekarki?
jezeli to na prawde takie pilne to dlaczego powiedzieli nam w szpitalu wczesniej ,ze mamy sie za trzy miesiace stawic?
dlaczeko nie dali szczegolowych instrukcji dalszego postepowania?
i w koncu dlaczego wczesniej do nas nie zadzwonili?
normalnie zaraz wybuchne ,albo sie zaplacze - jeszcze sie nie zdecydowalam!!!
wtorek, 16 czerwca 2009
pan mnie rozumie?- bo ja siebie nie ;-)
weszlam sobie dzis tak poprostu na pierwsza strone blogow "o dzieciach"i
zucilo mi sie w oczy ,ze ktos nazwal swojego synka tadzikiem. jak
wiadomo wszem i wobec moj synek ma na imie tadeusz i- tu wlasnie zaczyna
sie - problem? ,nie to zle slowo - dziwne uczucie.imie tadeusz ma dla
mnie osobiscie bardzo wazne znaczenie i kojazy mi sie z najwazniejszym
,najodwazniejszym i najwspanialszym czlowiekiem mojego dziecinstwa -
ktorego opisalam w poscie 06.01.09.roku.
imie tadeusz jest pieknym imieniem - i - chociaz wszyscy sie i w polsce - jak przyjezdzalismy w odwiedziny do moich rodzicow i tutaj dziwili,nadalismy je maluchowi. tu sie dziwia - ze to bardzo nieznane i dziwne imie - przede wszystkim pisane po polsku - a w polsce ,ze takie staroswieckie i niemodne.
i jakos tak sie do tego przyzwyczailam ,ze tadeusz jest tylko nasz - jeden jedyny ,ze chyba mnie jakas dziwna zazdrosc kluje jak kto inny tak nazwie swoje dziecko.
ba nawet jak slysze ,ze czyjs tato sie tak nazywa.
-dziwne ,co?
imie tadeusz jest pieknym imieniem - i - chociaz wszyscy sie i w polsce - jak przyjezdzalismy w odwiedziny do moich rodzicow i tutaj dziwili,nadalismy je maluchowi. tu sie dziwia - ze to bardzo nieznane i dziwne imie - przede wszystkim pisane po polsku - a w polsce ,ze takie staroswieckie i niemodne.
i jakos tak sie do tego przyzwyczailam ,ze tadeusz jest tylko nasz - jeden jedyny ,ze chyba mnie jakas dziwna zazdrosc kluje jak kto inny tak nazwie swoje dziecko.
ba nawet jak slysze ,ze czyjs tato sie tak nazywa.
-dziwne ,co?
czwartek, 11 czerwca 2009
"napisz do kasi"
pamietacie listy w gazecie mlodziezowej popcorn " napisz do kasi"? mam takie wlasnie odczucie piszac tego posta
- no wiec zaczynamy:mam nadzieje ,ze nikt mnie zle nie zrozumie - taka sobie oto refleksja :-)
od jakiegos czasu chodze na fizykoterapie w zwiazku z moimi bolami glowy ,ktore sa bolami napieciowymi od karku - mniejsza z tym - wazne to ,ze jestem masowana ,naciagana i wygrzewana przez calkiem niczego sobie mlodego wysportowanego i interesujacego fizykoterapeute
.rozmawiamy sobie o tym i owym - zawsze na interesujace tematy i mam takie dziwne wrazenie ,ze nie jestem chlopakowi calkiem obojetna.
zachowuje sie on jednak calkiem profesjonalnie - a mnie oczywiscie do glowy nie przyjdzie dac do zrozumienia panu ,ze cos zauwazylam ...
nie mniej jednak delektuje sie tym zainteresowaniem i zaprzata to z lekka moja glowe - ktora przestala juz nota bene bolec i juz tylko trzy posiedzenia u pana fizykoterapeuty zostaly .mojemu mezowi opowiadam oczywiscie o chlopaku - a maz jest lekko zazdrosny - a jak mu powiedzialam ,ze ostatnio lezac na brzuchu zapomnialam rozpiac stanika do masazu plecow i chlopak przyszedl i rozpial mi go w ciagu pol sekundy
- maz zrobil sie czerwony na twarzy - a ja poczulam sie baaardzo dobrze hi hi...droga kasiu ,czy jestem normalna?
(przypis polistowny - zeby az tak goraco nie bylo - najczesciej rozmawiam z moim masazysta o moim synku i wyprawach na ktore sie z mezem udajemy - ale ciiicho - nie wszyscy o tym musza wiedziec.)
środa, 10 czerwca 2009
pfff
mlody nie spal dzis w nocy od 2 - 5 rano.
rzeski byl jak skowronek i za nic w swiecie nie chcial zostac w lozeczku.krzyczal strasznie.za to jak meza wygonilam do duzego pokoju na kanape i wzielam malego do lozka byl wniebowziety - robil wszystko byle by nie spac. w koncu zszedl z lozka i biegal w spiworku po ciemnym mieszkaniu , znalazl swoja lopatke do piasku i walil nia o podloge.
o wpol do czwartej paleczke przejal maz i maly po poltorej godzinnej zabawie i awanturowaniu sie zasnal.
teraz zjadl obiadek (dobre i to) i zasnal a ja zaraz sie tez poloze.
na szczescie jutro zaczyna sie dlugi weekend - moze choc troche odpoczne.
gdzie sie podzial moj grzeczny(przynajmniej czasami ) synek?
rzeski byl jak skowronek i za nic w swiecie nie chcial zostac w lozeczku.krzyczal strasznie.za to jak meza wygonilam do duzego pokoju na kanape i wzielam malego do lozka byl wniebowziety - robil wszystko byle by nie spac. w koncu zszedl z lozka i biegal w spiworku po ciemnym mieszkaniu , znalazl swoja lopatke do piasku i walil nia o podloge.
o wpol do czwartej paleczke przejal maz i maly po poltorej godzinnej zabawie i awanturowaniu sie zasnal.
teraz zjadl obiadek (dobre i to) i zasnal a ja zaraz sie tez poloze.
na szczescie jutro zaczyna sie dlugi weekend - moze choc troche odpoczne.
gdzie sie podzial moj grzeczny(przynajmniej czasami ) synek?
wtorek, 9 czerwca 2009
burza
burza za burza, nie tylko na dworze ,ale i w domu,
burza emocji mamino - synkowych i ustalanie czy jak dzis spsoce to samo co wczoraj to mama tez zareaguje?
nie pisze wiec wiecej do czasu ustabilizowania emocji:-)
chyba ,ze sie cos nieoczekiwanego wydazy - choc mam nadzieje ,ze nie.
ach - za osiem dni bede mezatka od czterech lat,a partnerka od dziewieciu - ojojojoj! (tego samego faceta oczywiscie ;-))
burza emocji mamino - synkowych i ustalanie czy jak dzis spsoce to samo co wczoraj to mama tez zareaguje?
nie pisze wiec wiecej do czasu ustabilizowania emocji:-)
chyba ,ze sie cos nieoczekiwanego wydazy - choc mam nadzieje ,ze nie.
ach - za osiem dni bede mezatka od czterech lat,a partnerka od dziewieciu - ojojojoj! (tego samego faceta oczywiscie ;-))
sobota, 6 czerwca 2009
spokojna sobota
po dwoch meczacych dniach sam na sam z zabkujacym prawie dwulatkiem
wymarzylam sobie sobote - sobote ,w ktorej pospie conajmniej do osmej
,wykapie sie w spokoju ducha,zjem pyszne sniadanie z synem i mezem i
rowniez z nimi spedze sloneczny dzien na luzie.
dzis - sobota - pobudka o godz 5.30 - maluch nie wierzy ,ze jest srodek nocy ,maz spi jak zabity ,a ja wstaje.
dzidziol przesikany az po pachy ,bo zapomnialam mu wieczorem wyciagnac butli z woda i wytrabil cala.
rozpoczyna sie walka na przewijaku z wierzgajacym kurczakiem - w koncu sie udaje - sciagnac pizamke i pieluche na lezaco , a czystego pampersa musze zakladac juz na stojaco jakos podtrzymujac mlodego zeby nie spadl.
reszta ubierania odbywa sie w biegu,pomiedzy jednym fikolkiem a drugim.
szybka kawa,przedtem prysznic ,bo cala sie potem oblalam przewijajac malucha.
po prysznicu znow przebieranie malucha bo wszedl do polowy pod moj prysznic.
w miedzyczasie wstaje maz- i szybkie postanowienie ,bo mlody wciaz piszczy ,biadoli i miejsca sobie znalezc nie moze pomiedzy takimi zajeciami jak :wylanie na dywan mojej niedopitej kawy, a wyciagnieciem wszystkich czasopism z regalu w duzym pokoju
- ja mam wybyc z mlodym gdzies - a maz posprzata w mieszkaniu.
szybkie sniadanie - w miedzyczasie ja ,albo maz musimy koniecznie obejzec z mlodym 100 ksiazeczek ,dac buzi,wytrzec nos,uratowac kota z objec malucha ,ubrac go na nowo bo sie rozebral do rosolu itd.
o godz. 9.30 siedzialam z malym w tramwaju ,lekko podmeczona i zirytowana wydawalam odglosy pociagu ,a maly ruszal do taktu raczkami rozczulajac wszystkich naokolo.
wysiedlismy juz w lepszych nastrojach i udalismy sie do sklepu z zabawkami , w poszukiwaniu czarnego malego drewnianego jamnika z zotymi uszami na gwozdzikach i sprerzynka zamiast ogonka- takiego na kolkach ze sznureczkiem do ciagniecia- dokladnie Takiego jakiego ma dziewczynka na placu zabaw i z ktorym tadeuszek najchetniej udalby sie na koniec swiata.ku uciesze wszystkich dostalismy w tym sklepie takiego i byl niedrogi wiec maly musial natychmiast wydostac sie z wozka i ciagnac na sznurek isc przez cale miasto.
wytrwaly byl bardzo - szedl daleko ,jednak za nic w swiecie nie dal sie wzac za reke czy sterowac tam gdzie ja chce isc - co oznajmial glosnym krzykiem,a ze ja nie mialam w tym momecie nic innego do roboty podazalam za malym popijajac kawe "to go".
po dluzszym jednak czasie mlody opadl z sil ,a i czas obiadu sie zblizal, wiec postanowilam pokierowac malego w kierunku przystanku tramwajowego ...
i wtedy byl koniec - koniec moich i jego sil - odbyl sie taki teatr z rzucaniem na ziemie ,ciskaniem psa w powietrze - a ze on na sznurku - wrocil spowrotem uderzajac malego w glowe - wtedy ryk byl poprostu ogluszajacy.
nie mogac go utrzymac na rekach wcisnelam go do wozka, psa wsadzilam do torby i z czerwonym ,spoconym malcem wracalam w zastraszajacym tepie do domu.
mieszkanie blyszczace- maluch odmieniony -uff... czas drzemki poobiedniej slodkiego juz prawie-dwulatka.
w planie mielismy polozyc sie w tym samym czasie...
zdazylismy sie do siebie przytulic ,gdy z sasiedniego pokoju dobieglo mnie - maaamaaa.- spal 15 min.
byla godzina 12.30
tak podopnie wygladala druga polowa dnia - humory malucha zmienialy sie jak w kalejdoskopie - po kazdej scenie rozpaczy ,krzyku zlosci i lamentu nastepowal moment slodki i rozbrajajacy...
jest 21.52 po sprzatnieciu mieszkania nic juz nie widac ,maly spi jak aniolek ,a ja jak zwykle padam na nos - tylko ciekawe dlaczego?
dzis - sobota - pobudka o godz 5.30 - maluch nie wierzy ,ze jest srodek nocy ,maz spi jak zabity ,a ja wstaje.
dzidziol przesikany az po pachy ,bo zapomnialam mu wieczorem wyciagnac butli z woda i wytrabil cala.
rozpoczyna sie walka na przewijaku z wierzgajacym kurczakiem - w koncu sie udaje - sciagnac pizamke i pieluche na lezaco , a czystego pampersa musze zakladac juz na stojaco jakos podtrzymujac mlodego zeby nie spadl.
reszta ubierania odbywa sie w biegu,pomiedzy jednym fikolkiem a drugim.
szybka kawa,przedtem prysznic ,bo cala sie potem oblalam przewijajac malucha.
po prysznicu znow przebieranie malucha bo wszedl do polowy pod moj prysznic.
w miedzyczasie wstaje maz- i szybkie postanowienie ,bo mlody wciaz piszczy ,biadoli i miejsca sobie znalezc nie moze pomiedzy takimi zajeciami jak :wylanie na dywan mojej niedopitej kawy, a wyciagnieciem wszystkich czasopism z regalu w duzym pokoju
- ja mam wybyc z mlodym gdzies - a maz posprzata w mieszkaniu.
szybkie sniadanie - w miedzyczasie ja ,albo maz musimy koniecznie obejzec z mlodym 100 ksiazeczek ,dac buzi,wytrzec nos,uratowac kota z objec malucha ,ubrac go na nowo bo sie rozebral do rosolu itd.
o godz. 9.30 siedzialam z malym w tramwaju ,lekko podmeczona i zirytowana wydawalam odglosy pociagu ,a maly ruszal do taktu raczkami rozczulajac wszystkich naokolo.
wysiedlismy juz w lepszych nastrojach i udalismy sie do sklepu z zabawkami , w poszukiwaniu czarnego malego drewnianego jamnika z zotymi uszami na gwozdzikach i sprerzynka zamiast ogonka- takiego na kolkach ze sznureczkiem do ciagniecia- dokladnie Takiego jakiego ma dziewczynka na placu zabaw i z ktorym tadeuszek najchetniej udalby sie na koniec swiata.ku uciesze wszystkich dostalismy w tym sklepie takiego i byl niedrogi wiec maly musial natychmiast wydostac sie z wozka i ciagnac na sznurek isc przez cale miasto.
wytrwaly byl bardzo - szedl daleko ,jednak za nic w swiecie nie dal sie wzac za reke czy sterowac tam gdzie ja chce isc - co oznajmial glosnym krzykiem,a ze ja nie mialam w tym momecie nic innego do roboty podazalam za malym popijajac kawe "to go".
po dluzszym jednak czasie mlody opadl z sil ,a i czas obiadu sie zblizal, wiec postanowilam pokierowac malego w kierunku przystanku tramwajowego ...
i wtedy byl koniec - koniec moich i jego sil - odbyl sie taki teatr z rzucaniem na ziemie ,ciskaniem psa w powietrze - a ze on na sznurku - wrocil spowrotem uderzajac malego w glowe - wtedy ryk byl poprostu ogluszajacy.
nie mogac go utrzymac na rekach wcisnelam go do wozka, psa wsadzilam do torby i z czerwonym ,spoconym malcem wracalam w zastraszajacym tepie do domu.
mieszkanie blyszczace- maluch odmieniony -uff... czas drzemki poobiedniej slodkiego juz prawie-dwulatka.
w planie mielismy polozyc sie w tym samym czasie...

zdazylismy sie do siebie przytulic ,gdy z sasiedniego pokoju dobieglo mnie - maaamaaa.- spal 15 min.
byla godzina 12.30
tak podopnie wygladala druga polowa dnia - humory malucha zmienialy sie jak w kalejdoskopie - po kazdej scenie rozpaczy ,krzyku zlosci i lamentu nastepowal moment slodki i rozbrajajacy...
jest 21.52 po sprzatnieciu mieszkania nic juz nie widac ,maly spi jak aniolek ,a ja jak zwykle padam na nos - tylko ciekawe dlaczego?
piątek, 5 czerwca 2009
to chcialam napisac zanim sie zmylo ;-)
chcialam napisac ,ze schematy sie powielaja -
schematy zachowan ,pytan i odpowiedzi.
dotyczy to w najwiekszej mierze ,"przyjacolek"od serca i zyczliwych sasiadow - tych z przyklejonymi usmiechami do twarzy.
zaczelo sie jak bylam w ciazy - czy juz kopie?? - nie!!??
jak maly sie urodzil - czy juz sie usmiecha?- oj juz powinien ,
czy juz sie potrafi obracac?
czy juz siedzi,raczkuje ,chodzi- NIe???
- o , na pewno nie ma powodow do obaw ALE...
teraz doszlismy do punktu - czy juz mowi???
czy robi na nocnik?
co juz potrafi?
i powatpiewajace kiwanie glowami z lekkim politowaniem .
nosz cholera jasna mnie trzepie - bo moj slodki lobuz, moja mala madrala jest Moja i to co robi robi swoim tempem i co komu do tego?
jest sliczny ,a ja strasznie dumna z niego!
to co ,ze nie potrafi tego czy tamtego - ale potrafi chodzic na pietach i skakac po kanapie i przytulac swoja pluszowa kure wolajac ko ko ko.
i potrafi wlezc wszedzie z szybkoscia swiatla ,i tanczyc i chlapac woda i robic smieszne miny i kochac mnie z calego serca .
maly jest wiekszy od swoich rowiesnikow o glowe czesto i mam juz dosc tlumaczenia ,ze nie ma jeszcze dwoch lat i dlatego jezdzi w wozku i ma jeszcze czasami smoczek w buzi.
a ze prawie nie mowi - to co - ja go rozumiem i to najwazniejsze -
tylko serce mi peka jak widze spojrzenia innych matek.
no - i prosze mnie pocieszyc ;-)
schematy zachowan ,pytan i odpowiedzi.
dotyczy to w najwiekszej mierze ,"przyjacolek"od serca i zyczliwych sasiadow - tych z przyklejonymi usmiechami do twarzy.
zaczelo sie jak bylam w ciazy - czy juz kopie?? - nie!!??
jak maly sie urodzil - czy juz sie usmiecha?- oj juz powinien ,
czy juz sie potrafi obracac?
czy juz siedzi,raczkuje ,chodzi- NIe???
- o , na pewno nie ma powodow do obaw ALE...teraz doszlismy do punktu - czy juz mowi???
czy robi na nocnik?
co juz potrafi?
i powatpiewajace kiwanie glowami z lekkim politowaniem .
nosz cholera jasna mnie trzepie - bo moj slodki lobuz, moja mala madrala jest Moja i to co robi robi swoim tempem i co komu do tego?
jest sliczny ,a ja strasznie dumna z niego!
to co ,ze nie potrafi tego czy tamtego - ale potrafi chodzic na pietach i skakac po kanapie i przytulac swoja pluszowa kure wolajac ko ko ko.
i potrafi wlezc wszedzie z szybkoscia swiatla ,i tanczyc i chlapac woda i robic smieszne miny i kochac mnie z calego serca .
maly jest wiekszy od swoich rowiesnikow o glowe czesto i mam juz dosc tlumaczenia ,ze nie ma jeszcze dwoch lat i dlatego jezdzi w wozku i ma jeszcze czasami smoczek w buzi.
a ze prawie nie mowi - to co - ja go rozumiem i to najwazniejsze -
tylko serce mi peka jak widze spojrzenia innych matek.
no - i prosze mnie pocieszyc ;-)
poniedziałek, 1 czerwca 2009
co bylo jak mnie nie bylo :-)
- czyli impresje z dlugiego weekendu :)
wlasnie zainstalowalam program ,ktorym pewna fajna babka oprawia swoje zdjecia od niedawna :-))
-rewelacja!
oto zdjeciowa relacja dzidziulowa z minionych dni - ktore byly baardzo fajne.
odwiedzili nas nasi byli sasiedzi z synkiem w wieku naszego urwisa i pobyli u nas przez piec dni.pojezdzilismy po okolicy , odwiedzilismy mnostwo placow zabaw i bylismy na chwile we francji.pojedlismy dobre rzeczy ,nagadalismy sie do syta .,dzieci sie wybawily za wszystkie czasy ,a teraz delektujemy sie cisza :-))
wlasnie zainstalowalam program ,ktorym pewna fajna babka oprawia swoje zdjecia od niedawna :-))
-rewelacja!
oto zdjeciowa relacja dzidziulowa z minionych dni - ktore byly baardzo fajne.
odwiedzili nas nasi byli sasiedzi z synkiem w wieku naszego urwisa i pobyli u nas przez piec dni.pojezdzilismy po okolicy , odwiedzilismy mnostwo placow zabaw i bylismy na chwile we francji.pojedlismy dobre rzeczy ,nagadalismy sie do syta .,dzieci sie wybawily za wszystkie czasy ,a teraz delektujemy sie cisza :-))
Subskrybuj:
Posty (Atom)