najwiekszym problemem w mojej szkole sa dzieci ... - mowi zmartwiony Tadeuszek.
- ciagle sie ruszaja , bez zadnych zasad!mowi coraz bardziej wzburzony. ciagle trzeba sie rozgladac na prawo i lewo , jak przed przejsciem przez ulice - bo ciagle biegaja i na mnie wpadaja - a to boli - mowi coraz bardziej smutny. powinny byc tam swiatla, zeby dzieci mialy czerwone swiatlo i zebym mogl spokojnie przejsc na druga strone.
ostatnio biegalem z dziecmi - i zasada byla taka, ze chodzimy za jednym dzieckiem tak dlugo az to dziecko pojdzie za nami.potem znowu chcialem sie bawic z tymi dziecmi , i sie okazalo , ze to inne dzieci.
zapamietalem , ze te dzieci mialy zielone kurtki, ale potem (nastepnego dnia) juz nie.
- wiesz co, kochanie,mowie - czasami trzeba spojrzec dzieciom w twarz i ja zapamietac, bo ludzie czesto zmieniaja ubrania.
to jest problem , bo one wygladaja tak samo , i ciagle sie ruszaja (dzieci) i czesto trzeba za nimi biec , zeby im spojzec w twarz, a one sie mnie boja i uciekaja.