no wlasne
postanowilam dzis nie pisac nic ,ale wydalo mi sie to jakies nieprzyzwoite ;-),
dzieje sie duzo i malo zarazem.
duzo
- przedewszystkim w mojej glowie - troche za sprawa lekarstwa ,ktore
musze wziac, ktore biore od dzis , ktore ma poczatkowo przez pare dni
dzialania niepozadane by po jakichs 2 tygodniach zamienic sie w te
pozadane,i korego sie boje.
pozatym jestem znow przeziebiona i smarkata ,co nie ulatwia sprawy.
na
szczescie maz jest jeszcze do pierwszego kwietnia w domu i mnie wspiera
jak moze,pomaga ujazmic pewnego slodkiego potwora, ktory ma znowu
wszystko na nie-gdyby chociaz "nie"mowil, byloby pol biedy - ale on po
prostu krzyczy - ze szczescia ,ze zlosci ,tak po prostu, bo glodny ,bo
nie chce jesc , bo slonce swieci,itd -caly dzien przepelniony jest
wrzaskami o roznym nasileniu, do ktorego dolacza czasami przytup nozka,
badz tez gustowne rzucenie sie na ziemie:-( - gdzie moge ignoruje, ale
np .na chodniku,przy ulicy czy w tramwaju? - to klops(nie mylic z
klapsem)czasami krzykne,czesto sie tak wkurzam ,ze najchetniej to bym za
uszy wytargala....grrr
poczym sie maluszek odwraca , przytula ,usmiecha i co - no najslodsze dziecko na swiecie ...
bunt dwulatka? -juz teraz? - no to sie niezle szykuje...
teraz maz malego usypia,
ja siedze z kotem na kolanach i zuzywam tony chusteczek.
pa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz