pamietam niedziele , mieszkanie posprzatane,
pachnie latem,za oknem
lataja samoloty - mieszkalismy na przedluzeniu pasa startowego na
osiedlu wojskowym- te samoloty byly dla mnie takim normalnym zjawiskiem
,ze nalezaly nieodzownie do odglosow przytulnych domowo -
niedzielnych.(teraz pewnie tych odglosow bym sie bala)
pamietam mame
stojaca w kuchni w fartuchu w brazowa kratke z wielkimi
kieszeniami,piekaca placek drozdzowy tak wielki ,ze sie do buzi nie
miescil - mama wtedy kroila go wpol i smarowala maslem.
druga reka
planowala albo wyimaginowane ogrody swoich marzen na jakims swistku
papieru,badz tez czytala(wlasciwie trzeba powiedziec polykala)kolejne
ksiazki - albo fantastyczne , albo historyczne - ona chyba czytala
wszystkie mozliwe ksiazki ,ktore jej w rece wpadly.w naszym M3 wszedzie
byly regaly na ksiazki,w KAZDYM pomieszczeniu.
to kojazy mi sie z mila przytulnoscia domu mojego jeszcze polskiego.
pamietam
,ze mimo iz nam sie chwilowo lepiej finansowo powodzilo ,nie bylo
specjalnie duzo rzeczy jadalnych w lodowce, my dostawalismy ciuchy w
paczkach z zachodu,moja mama farbowala swoje krotkie wtedy wlosy na
rozne kolory ,ubierala mie w "odjechane"ciuchy(jak ogladam sie teraz na
zdjeciach to uwazam ze byla super) - a ja --- sie wstydzilam i to
jeszcze jak.
nie chcialam nosic miekkiej sztruksowej spodnicy do pol
kolanka na rozpoczecie roku szkolnego - tylko chcialam miec ,plisowana
granatowa spodniczke - tak jak WSZYSCY,nie chcialam nosic chusteczki na
glowie,chcialam miec lalke barbie a nie piekna szmaciana uszyta przez
mame.
a przede wszystkim chcialam ,zeby mama zadala mi po prostu kare
badz tez zrobila awanture, a nia dyskutowala przez wiele dni i
analizowala ze mna problem.
chcialam sie niewyrozniac(za nim zaczelam sie wyrozniac bardzo celowo)
teraz sie wstydze i jednoczesnie probuje swoj kliku(nasto)letni punkt widzenia swiata zrozumiec.
dumna jestem z rodzicow ze w czasach prl-u ,nie mieli mebloscianki i wykladziny z przydzialu,dzieci wiedzialy co i jak.
bylismy
jednak tak inni niz wszystkie rodziny dookola ,tacy alternatywni ,
ateistyczni, (to kolejny problem dziecka wyrozniajacego sie sposrod
tlumow chodzacych na religie w latach osiemdziesiatych)z tak silnymi
tradycjami zydowskimi (ktore skrupulatnie ukrywano by nie przysporzyc
rodzinie wiekszych problemow),
ze nie pozostawalo nic innego niz
zadrzec troche nosa do gory ,udajac odjechana indywidualistke
,przekonana o tym co robi i ze ma w nosie brak wiekszej ilosci
znajomych...
czy wyszlo mi to wszystko na dobre ,czy tez bokiem - nie wiem
wiem
,ze niezupelnie zgadzam sie z modelem wychowania moich rodzicow ,ktorzy
sie przeciez (na pewno)starali,widzac swiat w sposob dosc czarno
-bialy,wychowac nas na "ludzi"
ze duzo glebokich ran we mnie pochodzi z dziecinstwa - mojego tak naprawde
przytulnego w ktorym bylam chowana troche pod kloszem ,ale nie za przyjemnie wspominanego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz