piątek, 13 marca 2009

subiektywnie

pamietam niedziele , mieszkanie posprzatane,
pachnie latem,za oknem lataja samoloty - mieszkalismy na przedluzeniu pasa startowego na osiedlu wojskowym- te samoloty byly dla mnie takim normalnym zjawiskiem ,ze nalezaly nieodzownie do odglosow przytulnych domowo - niedzielnych.(teraz pewnie tych odglosow bym sie bala)
pamietam mame stojaca w kuchni w fartuchu w brazowa kratke z wielkimi kieszeniami,piekaca placek drozdzowy tak wielki ,ze sie do buzi nie miescil - mama wtedy kroila go wpol i smarowala maslem.
druga reka planowala albo wyimaginowane ogrody swoich marzen na jakims swistku papieru,badz tez czytala(wlasciwie trzeba powiedziec polykala)kolejne ksiazki - albo fantastyczne , albo historyczne - ona chyba czytala wszystkie mozliwe ksiazki ,ktore jej w rece wpadly.w naszym M3 wszedzie byly regaly na ksiazki,w KAZDYM pomieszczeniu.
to kojazy mi sie z mila przytulnoscia domu mojego jeszcze polskiego.

pamietam ,ze mimo iz nam sie chwilowo lepiej finansowo powodzilo ,nie bylo specjalnie duzo rzeczy jadalnych w lodowce, my dostawalismy ciuchy w paczkach z zachodu,moja mama farbowala swoje krotkie wtedy wlosy na rozne kolory ,ubierala mie w "odjechane"ciuchy(jak ogladam sie teraz na zdjeciach to uwazam ze byla super) - a ja --- sie wstydzilam i to jeszcze jak.
nie chcialam nosic miekkiej sztruksowej spodnicy do pol kolanka na rozpoczecie roku szkolnego - tylko chcialam miec ,plisowana granatowa spodniczke - tak jak WSZYSCY,nie chcialam nosic chusteczki na glowie,chcialam miec lalke barbie a nie piekna szmaciana uszyta przez mame.
a przede wszystkim chcialam ,zeby mama zadala mi po prostu kare badz tez zrobila awanture, a nia dyskutowala przez wiele dni i analizowala ze mna problem.
chcialam sie niewyrozniac(za nim zaczelam sie wyrozniac bardzo celowo)
teraz sie wstydze i jednoczesnie probuje swoj kliku(nasto)letni punkt widzenia swiata zrozumiec.
dumna jestem z rodzicow ze w czasach prl-u ,nie mieli mebloscianki i wykladziny z przydzialu,dzieci wiedzialy co i jak.
bylismy jednak tak inni niz wszystkie rodziny dookola ,tacy alternatywni , ateistyczni, (to kolejny problem dziecka wyrozniajacego sie sposrod tlumow chodzacych na religie w latach osiemdziesiatych)z tak silnymi tradycjami zydowskimi (ktore skrupulatnie ukrywano by nie przysporzyc rodzinie wiekszych problemow),
ze nie pozostawalo nic innego niz zadrzec troche nosa do gory ,udajac odjechana indywidualistke ,przekonana o tym co robi i ze ma w nosie brak wiekszej ilosci znajomych...
czy wyszlo mi to wszystko na dobre ,czy tez bokiem - nie wiem
wiem ,ze niezupelnie zgadzam sie z modelem wychowania moich rodzicow ,ktorzy sie przeciez (na pewno)starali,widzac swiat w sposob dosc czarno -bialy,wychowac nas na "ludzi"
ze duzo glebokich ran we mnie pochodzi z dziecinstwa - mojego tak naprawde
przytulnego w ktorym bylam chowana troche pod kloszem ,ale nie za przyjemnie wspominanego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz