czwartek, 12 marca 2009

miasto moje ,a w nim...

cala przeprowadzka byla dla mnie troche dziwnym snem , przepelniona strachem , takim paralizujacym dusze . na cale szczescie cialo nie tak mocno - ono dzialalo jak maszynka - przynajmniej w stosunku do maluszka - tak to juz jest - program - bycie mama jest juz wryty na stale - cos jak oddychanie - nie zaleznie od wszystkiego trzeba dzialac.
nie obylo sie bez klotni ,zalow i jekow pomiedzy mna a mezem.-czesto to tak juz jest ,ze sobie samej i innym stawiam poprzeczke za wysoko - oczekiwania gdy sa ogromne,czesto wychodza bokiem.
a maz moj - ma niestety duza wade tlamszenia i niewymawiania swoich zalow na czas i wtedy one eksploduja w najmniej oczekiwanym momencie i ze zdwojona sila - wtedy z malych nieporozumien wychodzi wielka draka,kiedy do tego dojdzie zmeczenie ,niewyspanie i tensknota za czyms blizej nieokreslonym to wtedy juz  KATASTROFA zaskoczony  sceptyczny .
...
no dobra - koniec biadolenia - odpoczywamy  hehehe . no bo u mnie - w nowym miescie to mozna zjesc pyszny tort ,no i jeszcze pochodzic po gorach ,no i jest zoo i wielka biblioteka ,i jeziorka dookola,i no i ludzie jacys tacy przyjemniejsi i bardziej zrelaksowani sa - i juz tak nie pedza i nie gnaja co tchu w wyscigu szczurow - bo tu troche zycie wolniejsze i dowolniejsze sie staje -no i mozna pojsc do parku i polozyc sie na trawie nie wdeptujac nowym plaszczem (przynajmniej natychmiast) w psia kupe,no i jeszcze sa tu przyjaciele - ktorzy podnosza na duchu i mozna po prostu wpasc na herbatke "ta co zwykle"(jeszcze z czasow jak tu studiowalismy)nie umawiajac sie specjalnie.
fajne to moje nowe miasto,co?
co prawda do polski baaaaaardzo daleko sie zrobilo znowu ,ale coz,
cos za cos - no nie?
ach!po raz pierwszy od 1000 lat jakis "koles" puscil mi oczko - normalnie nie uwierze  hehe ,co prawda brzydal straszny ,ale poczucie wlasnej wartosci jest gdzies nagle na gorze kosciuszki ,tum ti dum ti dum...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz