poniedziałek, 23 marca 2009

karteczki

kiedy mieszkalam jeszcze w akademiku,mialam wraz z moimi wspollokatorami odwieczny problem z balaganem .mieszkalo nas dwanascie osob na pietrze,mielismy wspolna kuchnie,ktora nam rowniez sluzyla jako salon i pokoj telewizyjny.dzielilismy rowniez lazienke i trzy ubikacje.
jako ,ze nigdy niewiadomo bylo kto zostawil balagan,badz tez zabrudzil toalete,pojawialy sie co jakis czas na scianach karteczki z napisami z cyklu "myj naczynia po sobie , to nie hotel mama","prosze uzywac szczotki do toalety","tu sikamy tylko na siedzaco","prosimy o niewrzucanie podpasek do toalety"i tym podobne.po jakims czasie stalam sie wrogiem polityki karteczkowej ,gdyz nie przynosila ona najmniejszego skutku , a  cale niemalze pietro bylo wyplakatowane takimi napisami.
nie wiem czy po prostu nasza wspolnota pietrowa nie dzielila sie na dwie czesci - tych ,ktorzy sprzatali po sobie i wkurzali sie na niesprzatajacych, piszac i przyklejajac karteczki - i tych ktorzy nie sprzatali i olewali wszelkie karteczki udajac ,ze ich one niedotycza.
postanowilam wiec ,ze juz nigdy ,zadnej takiej karteczki nie napisze.sprawa rozwiazala sie tak czy siak ,jak sie wyprowadzilam z akademika.
do dzisiaj
mieszkamy w domu - powiedziec by mozna malym wiezowcu,w ktorym jestesmy jedyna rodzina z malym jezdzacym jeszcze w wozku dzieckiem.reszta wspollokatorow to przedewszystkim rencisci.jest tez pan dozorca i pani sprzataczka.
wozek stawiamy zawsze na samym dole w korytarzu - a raczej jego zaulku prowadzacym do piwnicy - nikomu on nie wadzi ,nie zatarasowuje drogi itp.
jakis czas temu ,zauwazylam ,ze ktos przestawia nasz wozek bardzo bardzo gleboko pod schody - tak ,ze ja, wyciagajac wozek z malym i torbami na reku musze sie schylac, przebijac przez pajeczyny i w bardzo niewygodnej pozycji go wyciagac.myslalam najpierw ,ze to sprzataczka ,przychodzaca zawsze w poniedzialki.jednak wozek zostal przesuwany coraz czesciej,az doszlo do tego ze dzis wychodzac trzy razy z maluchem z domu - musialam trzy razy wtarabaniac sie pod schody ,za kazdym razem coraz glebiej i dalej.
napisalam wiec karteczke z e zdaniem co o tym mysle ,i ze nie zycze sobie zeby ktos przesuwal moj wozek i zeby sie zdobyl na odwage i mi wytlumaczyl dlaczego to robi bo ja w tym sensu nie widze.
nosz wkurzona jestem na maksa...
dziekuje za uwage!
zobaczymy czy tym razem karteczka skutek przyniesie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz