kiedy mieszkalam jeszcze w akademiku,mialam wraz z moimi wspollokatorami
odwieczny problem z balaganem .mieszkalo nas dwanascie osob na
pietrze,mielismy wspolna kuchnie,ktora nam rowniez sluzyla jako salon i
pokoj telewizyjny.dzielilismy rowniez lazienke i trzy ubikacje.
jako
,ze nigdy niewiadomo bylo kto zostawil balagan,badz tez zabrudzil
toalete,pojawialy sie co jakis czas na scianach karteczki z napisami z
cyklu "myj naczynia po sobie , to nie hotel mama","prosze uzywac
szczotki do toalety","tu sikamy tylko na siedzaco","prosimy o
niewrzucanie podpasek do toalety"i tym podobne.po jakims czasie stalam
sie wrogiem polityki karteczkowej ,gdyz nie przynosila ona najmniejszego
skutku , a cale niemalze pietro bylo wyplakatowane takimi napisami.
nie
wiem czy po prostu nasza wspolnota pietrowa nie dzielila sie na dwie
czesci - tych ,ktorzy sprzatali po sobie i wkurzali sie na
niesprzatajacych, piszac i przyklejajac karteczki - i tych ktorzy nie
sprzatali i olewali wszelkie karteczki udajac ,ze ich one niedotycza.
postanowilam
wiec ,ze juz nigdy ,zadnej takiej karteczki nie napisze.sprawa
rozwiazala sie tak czy siak ,jak sie wyprowadzilam z akademika.
do dzisiaj
mieszkamy
w domu - powiedziec by mozna malym wiezowcu,w ktorym jestesmy jedyna
rodzina z malym jezdzacym jeszcze w wozku dzieckiem.reszta
wspollokatorow to przedewszystkim rencisci.jest tez pan dozorca i pani
sprzataczka.
wozek stawiamy zawsze na samym dole w korytarzu - a
raczej jego zaulku prowadzacym do piwnicy - nikomu on nie wadzi ,nie
zatarasowuje drogi itp.
jakis czas temu ,zauwazylam ,ze ktos
przestawia nasz wozek bardzo bardzo gleboko pod schody - tak ,ze ja,
wyciagajac wozek z malym i torbami na reku musze sie schylac, przebijac
przez pajeczyny i w bardzo niewygodnej pozycji go wyciagac.myslalam
najpierw ,ze to sprzataczka ,przychodzaca zawsze w poniedzialki.jednak
wozek zostal przesuwany coraz czesciej,az doszlo do tego ze dzis
wychodzac trzy razy z maluchem z domu - musialam trzy razy wtarabaniac
sie pod schody ,za kazdym razem coraz glebiej i dalej.
napisalam wiec
karteczke z e zdaniem co o tym mysle ,i ze nie zycze sobie zeby ktos
przesuwal moj wozek i zeby sie zdobyl na odwage i mi wytlumaczyl
dlaczego to robi bo ja w tym sensu nie widze.
nosz wkurzona jestem na maksa...
dziekuje za uwage!
zobaczymy czy tym razem karteczka skutek przyniesie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz