wczoraj wyszlo slonce.mialam czas. steskniona odebralam zmeczonego(nie spi ostatnio prawie wcale) tadeuszka z przedszkola .postanowilam , ze sprawie mu przyjemnosc idac z nim na plac zabaw , na ktory uwielbia chodzic , a na ktorym dlugo juz nie bylismy. cieszylismy sie z siebie.tadeuszek gadal cala droge , slonce swiecilo nam w twarze.
dochodzac do placu zabaw tadeuszek placzliwym glosem powiedzial- o nie! duzo ludzi, a ja chcialem sie tu bawic.
wytlumaczylam mu , ze nie szkodzi, damy rade, ja mu pomoge.
wszystko funkcjonowalo super.(ja sie tak bardzo cieszylam i dumna bylam z mojego dzielniaka) w pewnym momencie tadeuszek chcial skorzystac z jednej zjezdzalni linowej. ku mojemu zaskoczeniu , ustawil sie w odpowiednim miejscu , i poczekal , az dziewczynka , ktora na tej zjezdzalni byla- przy niej stal tata , mama i mlodsza siostra, skonczy i przyniesie mu line do zjezdzania , ja dumna jak paw zawolalam tylko - tadeuszku, powiedz dziekuje! - tadeuszek powiedzial, ja sie usmiechnelam do tej mamy , a ona spuscila wzrok.
po jakims czasie tadeuszek popedzil na inna zjezdzalnie (w miedzy czasie gdzie indziej siedzielismy , cos innego robilismy) z daleka widzialam , ze to te same dziewczynki stoja na gorze tej zjezdzalni , tym razem z tata, mama stoi nieopodal. tym razem po wzroku i tempie mlodego wiedzialam, ze on tych ludzi nie widzi i pedzi po lebkach do celu.zawolalam wiec - stoj , poczekaj, (w domysle ci ludzie byli pierwsi, zaraz zjedziesz). nie zdazylam jednak, tadeuszek sie przepchnal, wdrapal, zdazylam go tylko za kurtke zlapac i mowie ( po niemiecku ) stoj!. ten ojciec sie do mnie odwraca i usmiecha i mowi-" prosze go puscic ,niech zjedzie pierwszy.", potem (jak tadeuszek juz zjechal )z tym samym usmiechem dodal " jak to sie mowi- madry glupiemu ustepuje" !!!po czym do swoich coreczek w jakims slowianskim jezyku ( chyba, bo byl podobny do polskiego) "- ha ha, przynajmniej wyczyscil swoim tylkiem zjezdzalnie dla was"
ja oniemialam i im dluzej mysle o calym zdazeniu , tym bardziej zraniona sie czuje i tym bardziej wkurzam sie na ludzi :-(
Rzeczywiście, można się źle poczuć, ale kochana, to przecież oni mają problem!
OdpowiedzUsuńSłoma z butów!
Grunt, że Wy kulturalni!
Mimo wszystko - tak trzymać!
Moc uścisków!
dzieki dosiu :-)
Usuńja sie zastanawiam , czego sie dzieci tego czlowieka od niego ucza? - mnie bardzo jego slowa zabolaly, ale jestem troche z siebie dumna , ze tego zachowania nie skomentowalam, ani nie probowalam czegokolwiek tlumaczyc, bo on i tak nic nie chcial rozumiec- ech..
OdpowiedzUsuńDosia - piękny komentarz -a ja tu się zastanawiałam, co napisać...jak pocieszać...
OdpowiedzUsuńfaktycznie: tak trzymać! i już.
dzieki i tobie bogusiu :-)
UsuńZgadzam się z Dosią, ale wiem, jak to boli- Ania- naucz się nie słuchać- rób swoje :-)
OdpowiedzUsuńNo żesz ku*#*# ale buraki ... w wielkim świecie.
OdpowiedzUsuńIga, buraki sa wszedzie - niestety
Usuń