czwartek, 3 stycznia 2013

fryzjer i milosc

wczoraj wieczorem spogladajac w lustro stwierdzilam , ze sie " zapuscilam" , odrosty na glowie, fryzura , jak u cioci na imieninach.
 zasypiajac zapytalam meza , czy mu sie jeszcze w ogole podobam - nawet o tym nie mielismy okazji ostatnimi czasy porozmawiac.
 maz mnie pocalowal i sztwierdzil oczywiscie , ze tak , ale -  idz do fryzjera - zawsze dobrze ci to robi!
dzis bylam u fryzjera .  inny kolor czerwieni, znow swiecacy, znow troche inna fryzura.
znow czuje sie mlodziej, choc kostium pod oczami coraz bardziej sie marszczy ;-)

wchodze wiec kolo 15 do domu po 3 godzinnej nieobecnosci, lekka duchem (i fryzura)i lekko steskniona.
po chwili z pokoiku wychodzi tadeuszek dopiero obudzony po drzemce w pampersie(tak tak dobrze czytacie - to problem prawie nie do pokonania, ale pracujemy nad tym od lat),
zaspany , z czerwonymi policzkami, spoglada na mnie, potem odwraca sie i peka ze smiechu, potem powaznieje i mowi :
- ich habe dich soo sehr lieb !!!
(- ja ciebie tak bardzo kocham!!!)

kurtyna -


jestem szczesliwa 



2 komentarze:

  1. cudownie ehh- a ja mojego jeża jutro przerabiam na moją starą czerwień- ha ha Anki chyba tak mają- czerwień z czasów noszenia Madzi pod sercem, a ile kilogramów temu- hmmm tajemniczo odpowiem tyle wazy dzisiaj Magdulka :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze czytać, żeś szczęśliwa - tak trzymać! :)

    OdpowiedzUsuń