piątek, 3 kwietnia 2009

jest pieknie!!

25 stopni
ptaszki spiewaja, wszystko kwitnie,dzidziol przez hulanki podworkowe w koncu znosny,slodki i zadowolony.
kupilam karte wstepu do zoo na caly rok i juz cztery razy bylismy.
czas by zakupic grilla na nasz balkon i wyczarowac cos pysznego ciepla wieczorowa pora.
dzis wieczorem tesciowie przyjezdzaja w odwiedziny na weekend - jako ,ze maz mial wczoraj urodziny.
zaraz sie rzuce w wir sprzatania choc strasznie mi sie nie chce - wolalabym od razu poleciec z maluchem do parku i posiedziec tam do wieczora.
z okazji urodzin dalam mezowi w prezencie dwie ksiazki - jedna to jego ulubiony terry pratchet, a druga nazywa sie viva polonia! i opowiada o niemieckim juz nie studencie a jeszcze nie producencie filmowym , ktory w 1992 roku pojechal do krakowa na kurs jezyka polskiego na dwa tygodnie i zostal dwanascie lat.fajna ksiazka, interesujaca,komiczna i mila  opisujaca polske i polakow z troche innej perspektywy niz zazwyczaj.
zaczelam wczoraj czytac (o ja niedobra podwedzilam meza prezent)i pewnie przez weekend skoncze.
lece sprzatac dopuki maluch spi.

środa, 1 kwietnia 2009

praca,wiosna i jeszcze raz przedszkole

psssst
moj maz idzie dzis pierwszy raz do nowej pracy - jest bardzo przejety :-)
a ja mam nadzieje ,ze podolam psychicznie samotnosci domowej, przez to wszystko mam wrazenie ,ale to tylko wrazenie ogromnej zaleznosci od niego i niemocy bez niego
trudno to tu wytlumaczyc - nie ma to uczucie bynajmniej nic wspolnego z naiwnym kokietowaniem.
wczoraj moj rozmowny wujek stwierdzil ze zrobilam ogromny krok do przodu !
dumna jestem z siebie!
...
juz wczesny wieczor -dalam rade!
najgorszy byl dla mnie czas drzemki poobiedniej malucha -
mialam za duzo czasu na myslenie.
padam na nos
jestem zmeczona psychicznie walka z moimi lekami ale i dumna jak paw ,ze dalam rade.
teraz juz tylko z gorki.
pisalam juz ,ze u nas wszystko kwitnie pieknie i pachnie i zielenieje?
nie - no wlasnie zachwycam sie tym bardzo :-)
zonkile i tulipany sa super - po szarosciach zimowych znow wiosna!!! - 20 stopni na plusie - czego wiecej chciec :-)
a ja wracam do tej wiosny z dlugiego snu w cieniu!!
moje dziecko przechodzi taki bunt dwulatka ,ze mi normalnie czasami mowe odejmuje - ciekawe jak dlugo to potrwa .hmm
...
zajmuje sie w tej chwili intensywnie poszukiwaniem przedszkola dla malego
-jedno wymarzone juz mamy - jestesmy na liscie  i potrzebujemy jakiegos wyjscia przejsciowego
wypytujemy sie znajomych i oto co uslyszelismy o jednym przedszkolu:
znajomy poszedl do niego by uzyskac jakichs informacji -o programie nauczania ,formach opieki itd.
ponoc dzwonil dlugo do drzwi i nikt mu nie otwieral - przez jakies 15 min!
w koncu drzwi otworzylo jakies dziecko i spytalo sie czego on chce ,znajomy odpowiedzial ,ze przyszedl po informacje , a dziecko na to :
-czy twoje dziecko ma na imie informacja?
smieszne i tragiczne - no bo przeciez on moglby to dziecko ze soba zabrac i nikt by sie nie zorientowal!!!
normalnie  dreszcze po pleckach jak sobie pomysle ,ze do takiego przedszkola moglabym maluszka wyslac.

sobota, 28 marca 2009

plany na pozniej,za pozniej i odkurzacz

nie wiem od czego zaczac ...
no moze tak po prostu.zaczne o tym , ze nasze plany musza zostac przesuniete na "pozniej"tj. pare lat?(a jak bedzie za pozno?).nasze plany ,ktore byly bardzo konkretne i zaplanowane,przesuniecie ich na czas nieokreslony boli i straszy.
chcemy bowiem juz od dawna adoptowac dziecko.
teraz jednak ja musze byc zdrowa - a tadeuszek mna zdrowa nacieszyc.
pozatym czysto biurokratycznie mamy w tej chwili o jeden pokoj za malo.
takie sa przepisy ,ze dziecko adoptowane musi miec swoj wlasny pokoj(a nie z rodzenstwemco mnie osobiscie wydaje sie o wiele milsze - sama mialam dlugo dlugo pokoj z bratem.).
ciesze sie z tego mieszkania i z tego ,ze zycie znow zaczyna sie z gorki ukladac ,jednak tego niepokoju czy sie uda jak sprobujemy za pare lat zlozyc wniosek o adopcje ,czy ne bedziemy juz za starzy,nie potrafie uciszyc.
pierwotnie w planach mielismy zlozenie wniosku w tym styczniu,jednak los splatal nam figla i tak oto wyladowalismy w innym miescie,mniejszym mieszkaniu, w innej sytuacji zyciowej - moze to tak ma wlasnie byc?
moze to jakis znak?
...
troche z innej beczki
zwierzylam sie mamie przez telefon z planow moich na przyszlosc - tych dotyczacych pracy i ewentualnego zmienienia przeze mnie zawodu.
ja cala podekscytowana oczekuje jakichs wybuchow radosci- czy tez cieplych slow jakiejkolwiek aprobaty - a w zamian otrzymuje zimny prysznic pod tytulem - to i to moze ci stanac na drodze, zebys tylko nie byla rozczarowana itd.
i co ? obuchem po glowie - ale tylko troche - bo sie moich planow trzymam i co  z tego ,ze moze sie je uda zrealizowac dopiero za rok?(moja mama tak sie boi mojego rozczarowania ,ze oslabia moja sile dzialania)
...
moje dziecko kocha odkurzacz.
pan odkurzacz jest odwiedzany w kuchni,karmiony jedzonkiem,ktore ja musze potem linijka wyciagac z rury,przytulany podczas odkurzania ,a wlosy maluszka rozwiewane sa cieplym zakurzonym wiatrem z tylka odkurzacza ;-)

piątek, 27 marca 2009

o kotach


mialo byc o czym innym ,ale bedzie dzis o tym,ze :
nasze koty to istoty conajmniej dziwne,
to znaczy timbuktu jest bardzo kocia,taka z harakterem,troche obrazalska,czyscioch nie-z-tej-ziemi,zawsze z zainteresowaniem przyglada sie maluchowi ,ale raczej zchodzi mu z drogi,i przyglada sie z poblazaniem.
z wygladu jest rowniez kocia - taki dachowiec jakie sie z polski zna - czarno- biala, ze zlamanym ogonem pod katem prostym (koniuszek jest rownolegly do podlogi).skacze ,spi, wygrzewa sie na kaloryferze - czyli wszystko w normie.
za to lola - czarna jak pantera ,szczupla z malym lebkiem ,zupelnie inna sierscia,nigdy nie noszace ogona do gory,jest kotem - niekotem.
drze sie w nieboglosy jak tylko cos ja zdziwi, potrafi zasnac na parapecie i z niego spasc.jak zobaczy ptaka za oknem to probuje wyskoczyc walac glowa w szybe- jednym slowen kocia ciamajda.
moj maz zrobil sobie z tego zabawe- jak tylko lola zasnie,skrada sie do niej po cichutku i mowi do ucha - buu!
wtedy lola z miejsca skacze pod sufit z ogonem jak szczotka ,
podstawowym bledem w dzialaniu loli jest to ,ze daje sie maluszkowi zlapac.
niosac piszczaca lole za ogon badz glowe - wola - koko,a ja musze zupelnie nie broniacego sie  kota ratowac z opresji.
w trakcie jak pisze ta notke - timbuktu siedzi u mnie na kolanach, a lola przytula sie do mruczacego komputera

czwartek, 26 marca 2009

o pogodzie

nie pisze ,bo nie bardzo wiem o czym.niespecjalnie wiem czy pisac o moim pomysle na przyszlosc (czyt.ja jako mama przedszkolaka),zeby nie zapeszyc.nie chce pisac w nieskonczonosc ,ze sie duzo w mojej glowie dzieje - bo chyba zaczyna sie to wszystko pomalu porzadkowac i ja chce po prostu zaczac patrzec do przodu, dac szanse zalazkom nadzieji na lepsze jutro.
zaczynam tez naprawde moje strachy nazywac po imieniu, a to chyba dobrze jak sie kolezkow zna osobiscie ,to latwiej im stawic czola.
 wszystkie moje plany sa jeszcze tak bardzo na wodzie pisane ,ze o nich pozniej ,jak stana sie bardziej namacalne.
maluszek dopadl dzis spryskiwacza do kwiatow i zanim sie obejzalam wygladal jakby spod prysznica wyszedl.
za oknem zimno,wietrznie i deszczowo ,wiec trudno o bezgraniczny optymizm i chec akcji.
maluch zasypia wlasnie ,wiec chyba sie wkulne na jakas godzinke pod koldre i poczytam ksiazke
pa

poniedziałek, 23 marca 2009

karteczki

kiedy mieszkalam jeszcze w akademiku,mialam wraz z moimi wspollokatorami odwieczny problem z balaganem .mieszkalo nas dwanascie osob na pietrze,mielismy wspolna kuchnie,ktora nam rowniez sluzyla jako salon i pokoj telewizyjny.dzielilismy rowniez lazienke i trzy ubikacje.
jako ,ze nigdy niewiadomo bylo kto zostawil balagan,badz tez zabrudzil toalete,pojawialy sie co jakis czas na scianach karteczki z napisami z cyklu "myj naczynia po sobie , to nie hotel mama","prosze uzywac szczotki do toalety","tu sikamy tylko na siedzaco","prosimy o niewrzucanie podpasek do toalety"i tym podobne.po jakims czasie stalam sie wrogiem polityki karteczkowej ,gdyz nie przynosila ona najmniejszego skutku , a  cale niemalze pietro bylo wyplakatowane takimi napisami.
nie wiem czy po prostu nasza wspolnota pietrowa nie dzielila sie na dwie czesci - tych ,ktorzy sprzatali po sobie i wkurzali sie na niesprzatajacych, piszac i przyklejajac karteczki - i tych ktorzy nie sprzatali i olewali wszelkie karteczki udajac ,ze ich one niedotycza.
postanowilam wiec ,ze juz nigdy ,zadnej takiej karteczki nie napisze.sprawa rozwiazala sie tak czy siak ,jak sie wyprowadzilam z akademika.
do dzisiaj
mieszkamy w domu - powiedziec by mozna malym wiezowcu,w ktorym jestesmy jedyna rodzina z malym jezdzacym jeszcze w wozku dzieckiem.reszta wspollokatorow to przedewszystkim rencisci.jest tez pan dozorca i pani sprzataczka.
wozek stawiamy zawsze na samym dole w korytarzu - a raczej jego zaulku prowadzacym do piwnicy - nikomu on nie wadzi ,nie zatarasowuje drogi itp.
jakis czas temu ,zauwazylam ,ze ktos przestawia nasz wozek bardzo bardzo gleboko pod schody - tak ,ze ja, wyciagajac wozek z malym i torbami na reku musze sie schylac, przebijac przez pajeczyny i w bardzo niewygodnej pozycji go wyciagac.myslalam najpierw ,ze to sprzataczka ,przychodzaca zawsze w poniedzialki.jednak wozek zostal przesuwany coraz czesciej,az doszlo do tego ze dzis wychodzac trzy razy z maluchem z domu - musialam trzy razy wtarabaniac sie pod schody ,za kazdym razem coraz glebiej i dalej.
napisalam wiec karteczke z e zdaniem co o tym mysle ,i ze nie zycze sobie zeby ktos przesuwal moj wozek i zeby sie zdobyl na odwage i mi wytlumaczyl dlaczego to robi bo ja w tym sensu nie widze.
nosz wkurzona jestem na maksa...
dziekuje za uwage!
zobaczymy czy tym razem karteczka skutek przyniesie.

sobota, 21 marca 2009

przedszkole

w ramach poluznienia uzaleznienia mamino -tadeuszkowo -maminego i przywrotu czesci niezaleznosci maminej uchwalono zecz nastepujaca: maluszek musi pojsc na pare godzin dziennie do przedszkola.i to najlepiej juz od jesieni.
maluszek bedzie mial wtedy dwa lata z haczykiem,i uzgodnilismy ,ze nic mu nie bedzie ,jezeli pojdzie np od osmej do dwunastej do przedszkola.
jako ze nie mamy tutaj zadnej babci ani jakiegokolwiek innego zaplecza socjalnego mogacego mnie odciazyc - bedzie to najlepsze wyjscie z sytuacji.
i tu zaczyna sie problem.
rodzice zapisuja tu dzieci zaraz po porodzie do wmarzonego przedszkola - a my sie dopiero tu przeprowadzilismy :-(,i takie wymarzone przedszkole wlasnie znalezlismy - i co najwazniejsze niedaleko od naszego mieszkania.
ale jest male ale lista oczekujacych jest taka dluga ,ze potrwa to pewnie jeszcze dwa lata ,zanim maluszka wezma.
zastanawiamy sie wiec czy moze poslac maluszka na pare godzin do niani - sa tu takie nianie "z urzedu"to znaczy zarejestrowane - i sprawdzone,ktore zajmuja sie np. czworka dzieci - troche jak takie miniprzedszkole.poszedl by tam do czasu ,w ktorym zwolnilo by sie miejsce w naszym wymarzonym.
wszytko brzmi prawie jak bajka gdy sie powyzszy tekst napisany przeze mnie czyta,
jednak w srodku mam bestie ktora mnie zjada na sama mysl ,ze moglabym malucha gdziekolwiek oddac,jednak musze sie przemoc ,by wyzdrowiec.
no bo w koncu gdzie wyluzowana mama ,bez leku - tam i odwazne i sczesliwe dzieci ;-))