nie wiem od czego zaczac ...
no moze tak po prostu.zaczne o tym , ze
nasze plany musza zostac przesuniete na "pozniej"tj. pare lat?(a jak
bedzie za pozno?).nasze plany ,ktore byly bardzo konkretne i
zaplanowane,przesuniecie ich na czas nieokreslony boli i straszy.
chcemy bowiem juz od dawna adoptowac dziecko.
teraz jednak ja musze byc zdrowa - a tadeuszek mna zdrowa nacieszyc.
pozatym czysto biurokratycznie mamy w tej chwili o jeden pokoj za malo.
takie
sa przepisy ,ze dziecko adoptowane musi miec swoj wlasny pokoj(a nie z
rodzenstwemco mnie osobiscie wydaje sie o wiele milsze - sama mialam
dlugo dlugo pokoj z bratem.).
ciesze sie z tego mieszkania i z tego
,ze zycie znow zaczyna sie z gorki ukladac ,jednak tego niepokoju czy
sie uda jak sprobujemy za pare lat zlozyc wniosek o adopcje ,czy ne
bedziemy juz za starzy,nie potrafie uciszyc.
pierwotnie w planach
mielismy zlozenie wniosku w tym styczniu,jednak los splatal nam figla i
tak oto wyladowalismy w innym miescie,mniejszym mieszkaniu, w innej
sytuacji zyciowej - moze to tak ma wlasnie byc?
moze to jakis znak?
...
troche z innej beczki
zwierzylam
sie mamie przez telefon z planow moich na przyszlosc - tych dotyczacych
pracy i ewentualnego zmienienia przeze mnie zawodu.
ja cala
podekscytowana oczekuje jakichs wybuchow radosci- czy tez cieplych slow
jakiejkolwiek aprobaty - a w zamian otrzymuje zimny prysznic pod tytulem
- to i to moze ci stanac na drodze, zebys tylko nie byla rozczarowana
itd.
i co ? obuchem po glowie - ale tylko troche - bo sie moich
planow trzymam i co z tego ,ze moze sie je uda zrealizowac dopiero za
rok?(moja mama tak sie boi mojego rozczarowania ,ze oslabia moja sile
dzialania)
...
moje dziecko kocha odkurzacz.
pan odkurzacz jest
odwiedzany w kuchni,karmiony jedzonkiem,ktore ja musze potem linijka
wyciagac z rury,przytulany podczas odkurzania ,a wlosy maluszka
rozwiewane sa cieplym zakurzonym wiatrem z tylka odkurzacza ;-)
w rolach glownych : Tadeuszek nieZwyczajny chlopiec urodzony w piatek trzynastego :-) latem 2007 roku, Ja czyli ania mama t.(dumna mama Tadeuszka), moj maz , kot Findus, w pozostalych rolach - autyzm,epilepsja i inne czyli pelna chata
sobota, 28 marca 2009
piątek, 27 marca 2009
o kotach
mialo byc o czym innym ,ale bedzie dzis o tym,ze :
nasze koty to istoty conajmniej dziwne,
to znaczy timbuktu jest bardzo kocia,taka z harakterem,troche obrazalska,czyscioch nie-z-tej-ziemi,zawsze z zainteresowaniem przyglada sie maluchowi ,ale raczej zchodzi mu z drogi,i przyglada sie z poblazaniem.
z wygladu jest rowniez kocia - taki dachowiec jakie sie z polski zna - czarno- biala, ze zlamanym ogonem pod katem prostym (koniuszek jest rownolegly do podlogi).skacze ,spi, wygrzewa sie na kaloryferze - czyli wszystko w normie.
za to lola - czarna jak pantera ,szczupla z malym lebkiem ,zupelnie inna sierscia,nigdy nie noszace ogona do gory,jest kotem - niekotem.
drze sie w nieboglosy jak tylko cos ja zdziwi, potrafi zasnac na parapecie i z niego spasc.jak zobaczy ptaka za oknem to probuje wyskoczyc walac glowa w szybe- jednym slowen kocia ciamajda.
moj maz zrobil sobie z tego zabawe- jak tylko lola zasnie,skrada sie do niej po cichutku i mowi do ucha - buu!
wtedy lola z miejsca skacze pod sufit z ogonem jak szczotka ,
podstawowym bledem w dzialaniu loli jest to ,ze daje sie maluszkowi zlapac.
niosac piszczaca lole za ogon badz glowe - wola - koko,a ja musze zupelnie nie broniacego sie kota ratowac z opresji.
w trakcie jak pisze ta notke - timbuktu siedzi u mnie na kolanach, a lola przytula sie do mruczacego komputera
czwartek, 26 marca 2009
o pogodzie
nie pisze ,bo nie bardzo wiem o czym.niespecjalnie wiem czy pisac o moim
pomysle na przyszlosc (czyt.ja jako mama przedszkolaka),zeby nie
zapeszyc.nie chce pisac w nieskonczonosc ,ze sie duzo w mojej glowie
dzieje - bo chyba zaczyna sie to wszystko pomalu porzadkowac i ja chce
po prostu zaczac patrzec do przodu, dac szanse zalazkom nadzieji na
lepsze jutro.
zaczynam tez naprawde moje strachy nazywac po imieniu, a to chyba dobrze jak sie kolezkow zna osobiscie ,to latwiej im stawic czola.
wszystkie moje plany sa jeszcze tak bardzo na wodzie pisane ,ze o nich pozniej ,jak stana sie bardziej namacalne.
maluszek dopadl dzis spryskiwacza do kwiatow i zanim sie obejzalam wygladal jakby spod prysznica wyszedl.
za oknem zimno,wietrznie i deszczowo ,wiec trudno o bezgraniczny optymizm i chec akcji.
maluch zasypia wlasnie ,wiec chyba sie wkulne na jakas godzinke pod koldre i poczytam ksiazke
pa
zaczynam tez naprawde moje strachy nazywac po imieniu, a to chyba dobrze jak sie kolezkow zna osobiscie ,to latwiej im stawic czola.
wszystkie moje plany sa jeszcze tak bardzo na wodzie pisane ,ze o nich pozniej ,jak stana sie bardziej namacalne.
maluszek dopadl dzis spryskiwacza do kwiatow i zanim sie obejzalam wygladal jakby spod prysznica wyszedl.
za oknem zimno,wietrznie i deszczowo ,wiec trudno o bezgraniczny optymizm i chec akcji.
maluch zasypia wlasnie ,wiec chyba sie wkulne na jakas godzinke pod koldre i poczytam ksiazke
pa
poniedziałek, 23 marca 2009
karteczki
kiedy mieszkalam jeszcze w akademiku,mialam wraz z moimi wspollokatorami
odwieczny problem z balaganem .mieszkalo nas dwanascie osob na
pietrze,mielismy wspolna kuchnie,ktora nam rowniez sluzyla jako salon i
pokoj telewizyjny.dzielilismy rowniez lazienke i trzy ubikacje.
jako ,ze nigdy niewiadomo bylo kto zostawil balagan,badz tez zabrudzil toalete,pojawialy sie co jakis czas na scianach karteczki z napisami z cyklu "myj naczynia po sobie , to nie hotel mama","prosze uzywac szczotki do toalety","tu sikamy tylko na siedzaco","prosimy o niewrzucanie podpasek do toalety"i tym podobne.po jakims czasie stalam sie wrogiem polityki karteczkowej ,gdyz nie przynosila ona najmniejszego skutku , a cale niemalze pietro bylo wyplakatowane takimi napisami.
nie wiem czy po prostu nasza wspolnota pietrowa nie dzielila sie na dwie czesci - tych ,ktorzy sprzatali po sobie i wkurzali sie na niesprzatajacych, piszac i przyklejajac karteczki - i tych ktorzy nie sprzatali i olewali wszelkie karteczki udajac ,ze ich one niedotycza.
postanowilam wiec ,ze juz nigdy ,zadnej takiej karteczki nie napisze.sprawa rozwiazala sie tak czy siak ,jak sie wyprowadzilam z akademika.
do dzisiaj
mieszkamy w domu - powiedziec by mozna malym wiezowcu,w ktorym jestesmy jedyna rodzina z malym jezdzacym jeszcze w wozku dzieckiem.reszta wspollokatorow to przedewszystkim rencisci.jest tez pan dozorca i pani sprzataczka.
wozek stawiamy zawsze na samym dole w korytarzu - a raczej jego zaulku prowadzacym do piwnicy - nikomu on nie wadzi ,nie zatarasowuje drogi itp.
jakis czas temu ,zauwazylam ,ze ktos przestawia nasz wozek bardzo bardzo gleboko pod schody - tak ,ze ja, wyciagajac wozek z malym i torbami na reku musze sie schylac, przebijac przez pajeczyny i w bardzo niewygodnej pozycji go wyciagac.myslalam najpierw ,ze to sprzataczka ,przychodzaca zawsze w poniedzialki.jednak wozek zostal przesuwany coraz czesciej,az doszlo do tego ze dzis wychodzac trzy razy z maluchem z domu - musialam trzy razy wtarabaniac sie pod schody ,za kazdym razem coraz glebiej i dalej.
napisalam wiec karteczke z e zdaniem co o tym mysle ,i ze nie zycze sobie zeby ktos przesuwal moj wozek i zeby sie zdobyl na odwage i mi wytlumaczyl dlaczego to robi bo ja w tym sensu nie widze.
nosz wkurzona jestem na maksa...
dziekuje za uwage!
zobaczymy czy tym razem karteczka skutek przyniesie.
jako ,ze nigdy niewiadomo bylo kto zostawil balagan,badz tez zabrudzil toalete,pojawialy sie co jakis czas na scianach karteczki z napisami z cyklu "myj naczynia po sobie , to nie hotel mama","prosze uzywac szczotki do toalety","tu sikamy tylko na siedzaco","prosimy o niewrzucanie podpasek do toalety"i tym podobne.po jakims czasie stalam sie wrogiem polityki karteczkowej ,gdyz nie przynosila ona najmniejszego skutku , a cale niemalze pietro bylo wyplakatowane takimi napisami.
nie wiem czy po prostu nasza wspolnota pietrowa nie dzielila sie na dwie czesci - tych ,ktorzy sprzatali po sobie i wkurzali sie na niesprzatajacych, piszac i przyklejajac karteczki - i tych ktorzy nie sprzatali i olewali wszelkie karteczki udajac ,ze ich one niedotycza.
postanowilam wiec ,ze juz nigdy ,zadnej takiej karteczki nie napisze.sprawa rozwiazala sie tak czy siak ,jak sie wyprowadzilam z akademika.
do dzisiaj
mieszkamy w domu - powiedziec by mozna malym wiezowcu,w ktorym jestesmy jedyna rodzina z malym jezdzacym jeszcze w wozku dzieckiem.reszta wspollokatorow to przedewszystkim rencisci.jest tez pan dozorca i pani sprzataczka.
wozek stawiamy zawsze na samym dole w korytarzu - a raczej jego zaulku prowadzacym do piwnicy - nikomu on nie wadzi ,nie zatarasowuje drogi itp.
jakis czas temu ,zauwazylam ,ze ktos przestawia nasz wozek bardzo bardzo gleboko pod schody - tak ,ze ja, wyciagajac wozek z malym i torbami na reku musze sie schylac, przebijac przez pajeczyny i w bardzo niewygodnej pozycji go wyciagac.myslalam najpierw ,ze to sprzataczka ,przychodzaca zawsze w poniedzialki.jednak wozek zostal przesuwany coraz czesciej,az doszlo do tego ze dzis wychodzac trzy razy z maluchem z domu - musialam trzy razy wtarabaniac sie pod schody ,za kazdym razem coraz glebiej i dalej.
napisalam wiec karteczke z e zdaniem co o tym mysle ,i ze nie zycze sobie zeby ktos przesuwal moj wozek i zeby sie zdobyl na odwage i mi wytlumaczyl dlaczego to robi bo ja w tym sensu nie widze.
nosz wkurzona jestem na maksa...
dziekuje za uwage!
zobaczymy czy tym razem karteczka skutek przyniesie.
sobota, 21 marca 2009
przedszkole
w ramach poluznienia uzaleznienia mamino -tadeuszkowo -maminego i
przywrotu czesci niezaleznosci maminej uchwalono zecz nastepujaca:
maluszek musi pojsc na pare godzin dziennie do przedszkola.i to
najlepiej juz od jesieni.
maluszek bedzie mial wtedy dwa lata z haczykiem,i uzgodnilismy ,ze nic mu nie bedzie ,jezeli pojdzie np od osmej do dwunastej do przedszkola.
jako ze nie mamy tutaj zadnej babci ani jakiegokolwiek innego zaplecza socjalnego mogacego mnie odciazyc - bedzie to najlepsze wyjscie z sytuacji.
i tu zaczyna sie problem.
rodzice zapisuja tu dzieci zaraz po porodzie do wmarzonego przedszkola - a my sie dopiero tu przeprowadzilismy :-(,i takie wymarzone przedszkole wlasnie znalezlismy - i co najwazniejsze niedaleko od naszego mieszkania.
ale jest male ale lista oczekujacych jest taka dluga ,ze potrwa to pewnie jeszcze dwa lata ,zanim maluszka wezma.
zastanawiamy sie wiec czy moze poslac maluszka na pare godzin do niani - sa tu takie nianie "z urzedu"to znaczy zarejestrowane - i sprawdzone,ktore zajmuja sie np. czworka dzieci - troche jak takie miniprzedszkole.poszedl by tam do czasu ,w ktorym zwolnilo by sie miejsce w naszym wymarzonym.
wszytko brzmi prawie jak bajka gdy sie powyzszy tekst napisany przeze mnie czyta,
jednak w srodku mam bestie ktora mnie zjada na sama mysl ,ze moglabym malucha gdziekolwiek oddac,jednak musze sie przemoc ,by wyzdrowiec.
no bo w koncu gdzie wyluzowana mama ,bez leku - tam i odwazne i sczesliwe dzieci ;-))
maluszek bedzie mial wtedy dwa lata z haczykiem,i uzgodnilismy ,ze nic mu nie bedzie ,jezeli pojdzie np od osmej do dwunastej do przedszkola.
jako ze nie mamy tutaj zadnej babci ani jakiegokolwiek innego zaplecza socjalnego mogacego mnie odciazyc - bedzie to najlepsze wyjscie z sytuacji.
i tu zaczyna sie problem.
rodzice zapisuja tu dzieci zaraz po porodzie do wmarzonego przedszkola - a my sie dopiero tu przeprowadzilismy :-(,i takie wymarzone przedszkole wlasnie znalezlismy - i co najwazniejsze niedaleko od naszego mieszkania.
ale jest male ale lista oczekujacych jest taka dluga ,ze potrwa to pewnie jeszcze dwa lata ,zanim maluszka wezma.
zastanawiamy sie wiec czy moze poslac maluszka na pare godzin do niani - sa tu takie nianie "z urzedu"to znaczy zarejestrowane - i sprawdzone,ktore zajmuja sie np. czworka dzieci - troche jak takie miniprzedszkole.poszedl by tam do czasu ,w ktorym zwolnilo by sie miejsce w naszym wymarzonym.
wszytko brzmi prawie jak bajka gdy sie powyzszy tekst napisany przeze mnie czyta,
jednak w srodku mam bestie ktora mnie zjada na sama mysl ,ze moglabym malucha gdziekolwiek oddac,jednak musze sie przemoc ,by wyzdrowiec.
no bo w koncu gdzie wyluzowana mama ,bez leku - tam i odwazne i sczesliwe dzieci ;-))
piątek, 20 marca 2009
takie tam
no wlasne
postanowilam dzis nie pisac nic ,ale wydalo mi sie to jakies nieprzyzwoite ;-),
dzieje sie duzo i malo zarazem.
duzo - przedewszystkim w mojej glowie - troche za sprawa lekarstwa ,ktore musze wziac, ktore biore od dzis , ktore ma poczatkowo przez pare dni dzialania niepozadane by po jakichs 2 tygodniach zamienic sie w te pozadane,i korego sie boje.
pozatym jestem znow przeziebiona i smarkata ,co nie ulatwia sprawy.
na szczescie maz jest jeszcze do pierwszego kwietnia w domu i mnie wspiera jak moze,pomaga ujazmic pewnego slodkiego potwora, ktory ma znowu wszystko na nie-gdyby chociaz "nie"mowil, byloby pol biedy - ale on po prostu krzyczy - ze szczescia ,ze zlosci ,tak po prostu, bo glodny ,bo nie chce jesc , bo slonce swieci,itd -caly dzien przepelniony jest wrzaskami o roznym nasileniu, do ktorego dolacza czasami przytup nozka, badz tez gustowne rzucenie sie na ziemie:-( - gdzie moge ignoruje, ale np .na chodniku,przy ulicy czy w tramwaju? - to klops(nie mylic z klapsem)czasami krzykne,czesto sie tak wkurzam ,ze najchetniej to bym za uszy wytargala....grrr
poczym sie maluszek odwraca , przytula ,usmiecha i co - no najslodsze dziecko na swiecie ...
bunt dwulatka? -juz teraz? - no to sie niezle szykuje...
teraz maz malego usypia,
ja siedze z kotem na kolanach i zuzywam tony chusteczek.
pa
postanowilam dzis nie pisac nic ,ale wydalo mi sie to jakies nieprzyzwoite ;-),
dzieje sie duzo i malo zarazem.
duzo - przedewszystkim w mojej glowie - troche za sprawa lekarstwa ,ktore musze wziac, ktore biore od dzis , ktore ma poczatkowo przez pare dni dzialania niepozadane by po jakichs 2 tygodniach zamienic sie w te pozadane,i korego sie boje.
pozatym jestem znow przeziebiona i smarkata ,co nie ulatwia sprawy.
na szczescie maz jest jeszcze do pierwszego kwietnia w domu i mnie wspiera jak moze,pomaga ujazmic pewnego slodkiego potwora, ktory ma znowu wszystko na nie-gdyby chociaz "nie"mowil, byloby pol biedy - ale on po prostu krzyczy - ze szczescia ,ze zlosci ,tak po prostu, bo glodny ,bo nie chce jesc , bo slonce swieci,itd -caly dzien przepelniony jest wrzaskami o roznym nasileniu, do ktorego dolacza czasami przytup nozka, badz tez gustowne rzucenie sie na ziemie:-( - gdzie moge ignoruje, ale np .na chodniku,przy ulicy czy w tramwaju? - to klops(nie mylic z klapsem)czasami krzykne,czesto sie tak wkurzam ,ze najchetniej to bym za uszy wytargala....grrr
poczym sie maluszek odwraca , przytula ,usmiecha i co - no najslodsze dziecko na swiecie ...
bunt dwulatka? -juz teraz? - no to sie niezle szykuje...
teraz maz malego usypia,
ja siedze z kotem na kolanach i zuzywam tony chusteczek.
pa
środa, 18 marca 2009
:-))))
jest ranek ,maluszek dal nam dzis pospac,
po wszorajszej burzy mozgu zostal lekki kacyk ,ale luz - jest ok.
wstalam ,napilismy sie z mezem kawy w lozku - po raz pierwszy od niepamietnych czasow ,maluszek co jakis czas podbiegal na pieszczoszki- pierdzioszki -rozrabiaki, sielanka.odslonilam zaluzje - wcisnelam przycisk - wwwww - podjechaly do gory - a tam - piekne slonce-
zapowiada sie cudowny dzien :-)
po wszorajszej burzy mozgu zostal lekki kacyk ,ale luz - jest ok.
wstalam ,napilismy sie z mezem kawy w lozku - po raz pierwszy od niepamietnych czasow ,maluszek co jakis czas podbiegal na pieszczoszki- pierdzioszki -rozrabiaki, sielanka.odslonilam zaluzje - wcisnelam przycisk - wwwww - podjechaly do gory - a tam - piekne slonce-
zapowiada sie cudowny dzien :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)