niedziela, 24 maja 2009

uf jak goraco

no wlasnie - dzis temperatura przekroczyla 36 stopni po poludniu,
a my zamiast moczyc tylki w wodzie na przyklad na basenie wybralismy sie na wycieczke by po godzinie zlani potem i czerwoni jak buraczki zawrocic i udac sie na zacieniony plac zabaw z woda i taplalismy sie z maluchem w blocie.
juz raz sie dzis wieczorem z maluszkiem kapalam w wannie ,teraz siedze w bieliznie ,juz po dziewiatej i nadal jest ponad 30 stopni - zaraz ide pod prysznic - i siup do lozka.
na trudniejsze tematy nie mam dzis sily filozofowac :-) - chyba mi madre mysli z mozgu wyparowaly :-))

piątek, 22 maja 2009

rewelacja (krotka relacja)

dzis rano maluszek wdrapal sie na nasze lozko
pokazal paluszkiem na tate i powiedzial - papa,
pokazal paluszkiem na mnie i powiedzial - mama ,
pokazal paluszkiem na siebie i powiedzial - tadeja!!!
a my podskoczylismy z radosci- nowe slowko - pierwsze od czasu szpitala ,a to oznacza ,ze z glowka napewno wszystko ok, maly rozwija sie dalej  hehe ,
wszoraj nam lekko zesztywnial po tym jak sie przewrocil, ale szybko doszedl do siebie,jest bladziutki i troche bardziej plaksiwy, ale kochany rozrabiaka jak zawsze, a ja dumna i blada.
lekarka mowi ,ze musimy cierpliwie czekac do badania kontrolnego eeg.no to czekamy!
dzis bylismy w zoo i bylo baaardzo fajnie,chcielismy porobic pare nowych zdjec ,ale niestety tadeuszek zrzucil nam aparat na ziemie i po aparacie.zrobilismy pare zdjec telefonem ,ale jak wiadomo wszem (wszom)i wobec, maja niefajna jakosc.

czwartek, 21 maja 2009

nie ma to jak...

... wdepnac w kupe na dywanie w swoim wlasnym duzym pokoju Aaa  -
pomyslalam dzis rano(po fakcie) dziesiec minut po sciagnieciu pieluszki mlodego w celu przewietrzenia jego dupki.
chcialam zaczac "trening" nocnikowy - ale widze ,ze na razie nic z tego bo maly nic z calej procedury nie rozumie , a do nocnika pakuje klocki i jezdzi po calym mieszkaniu. hehe
dzis zaczal sie u nas dlugi weekend wiec mam troche czasu na poleniuchowanie ,a maly czas na zabawy z tata.
ja znowu troche wymiekam i zloszcze sie sama na siebie ,ze ostatnio do ginka nie poszlam, bo chyba cos tam nie wporzadku jest :-(.siedze teraz z termoforem na brzuchu i pije herbatke i mam nadzieje ,ze do jutra mi przejdzie bo planujemy mila wycieczke.
na prawde nie mialam na celu tu narzekac na moje zdrowie ,bo to cos pachnie stara babcia - ale sobie mysle ,ze lepiej sie tu wyzalic niz biadolic wszystkim dookola.
mowilam juz ,ze wybralam sie na sport?
pewnie nie - ale jestem z siebie dumna ,a jeszcze dumniejsza bede jak wytrwam i bede regularnie tam chodzic - znow dowiedzialam sie ,ze posiadam miesnie w miejscach ,w ktorych bym ich nie przypuszczala.
no wiec kobitki - za pol roku bede znow jedrna zwiewna i powabna  luzak 

sobota, 16 maja 2009

o machaniu nogami,zielonej konewce i innych..

jak juz pisalam byla u nas tesciowa przez tydzien i sporo sie dzialo.
przede wszystkim bylo mi latwiej bo byla dodatkowa para rak do wycierania zasmarkanego nosa,ukladania wierzy z klockow,sciagania malego z mebloscianki ,wyciagania z mokrych lapek szczotki do czyszczenia kibelka i robienia herbaty.byla tez dodatkowa para oczu do uwazania na wszedobylskiego rozrabiake.

chodzilysmy na zakupy , na sport dla maluszkow i grupe zabaw dla dzieci ( chce i staram sie bardzo postepowac z maluszkiem normalnie i nie megaostroznie),
mielismy gosci i -
 tu gwozdz programu bylam z moim mezem na poltorej - godzinnej randce.

a bylo to tak: babcia uwazala na maluszka , a my trzymajac sie za rece! bez wozka i stu tysiecy zabawek do piaskownicy! poszlismy do miasta na pyyyszne lody z bita smietana i sosem czekoladowym. siedzielismy chwile w sloncu na murku i po prostu rozmawialismy i machalismy nogami w powietrzu -  tak po prostu - ptaszki spiewaly - dziki bez pachnial , a my sobie opowiadalismy kawaly i bylo fajnie!
w drodze do domu wdepnelismy do zabawkowego i kupilismy malemu zielona konewke ktora po prostu uwielbia.
smieszne ,co? byc po latach pierwszy raz we dwojke gdzies i kupowac prezenty dla dziecka ...hmm - czy jestesmy normalni?
chyba tak, bo po raz pierwszy od dluzszego czasu mimo tesciowej spiacej w sasiednim pokoju zrobilo sie baardzo goraco i namietnie hehehe  rumieniec .

nie obylo sie jednak i bez niemilych przygod.
jedna z nich bylo to ,ze maluszek nam sie znow przewrocil i uderzyl w tyl glowy i jak go bralam na rece to wywrocil oczami na druga strone i mial odruch wymiotny.
w poniedzialek wiec marsz do pediatry i zobaczymy co i jak - napiecie jednak nam przez caly czas towarzyszy i powiem szczerze ,ze sie troche tego wszystkiego boje.
druga przygoda na z tych niemilych przydazyla mi sie przed chwila.
mielismy dzis gosci - naszych przyjaciol polakow z malutkim synkiem - przyjacielem naszego synka. bylo bardzo milo i sympatycznie.
zegnajac sie z nimi zeszlam na dol zeby jeszcze z nimi dwa slowa zamienic i nagle w bramie staje jakas baba ,ktora pierwszy raz na oczy widze - jedna reka na biodrze - juz widze ,ze cala kipi ze zlosci -
i mowiac do mnie a la kali chciec ,kali miec (w koncu jak inaczej z glupia polka rozmawiac)czy ja tutaj mieszkam w tym domu . ja odpowiedzialam ,ze tak - a ona na mnie zaczyna krzyczec ,ze od kiedy ja tutaj mieszkam jest tu tylko syf i brud i ze ona tu od 31 lat mieszka i ,ze jeszcze nigdy takiego brudu nie bylo(musze do tego dodac ze jest naprawde bardzo czysto na klatce schodowej).ja zbaranialam
baba sie nawet nie przedstawila ani nic - ja cos odbaknelam ,ze jak sie ma male dzieci to czasami sie cos nabrudzi i odwrocilam sie do niej plecami i pozegnalam z przyjaciolmi i poszlam do domu.
czulam i czuje sie taka upokorzona i bezpodstawnie okrzyczana i tak nacjonalistycznie i podskornie zbluzgana ,ze az mi niedobrze.
oczywiscie natychmiast sie z mezem poklocilam ,bo stwierdzilam ,ze baba by sie nie odwazyla przy nim nic powiedziec i ,ze on ma zejsc na dol i na babe nakrzyczec.on zszedl a i owszem , ale baba mu grzecznie dzien dobry powiedziala ,to jej nic nie powiedzial , a ja mu scene z tego powodu zrobilam.
w miedzy czasie sie juz przeprosilismy i wszystko jest ok. ale gorzki smak po salej sprawie z baba pozostal.
jeszcze godzine wczesniej mowilam do przyjaciolki jak ja sie ciesze ,ze tam mieszkamy gdzie mieszkamy i jakich milych sasiadow mamy i bylam taka radosna , a teraz sie wsciekam i bez sensu dogadalam mezowi ,ktory bogu ducha byl winny i ktorego naprawde pardzo kocham i podziwiam za jego spokoj i pogode ducha

sobota, 9 maja 2009

trzeba sie cieszyc,pokory nam trzeba:-)

jak wrocilismy ze szpitala ,to wlaczajac moj blog spojzalam troche wstecz na poprzednie tematy , i pomyslalam ,jakie to wszystko - male , codzienne troski i zmartwienia staja sie trywialne wobec wiekszych zmartwien i trosk.
wracamy do normalnosci - uszy do gory i przygladamy sie jak maluch  hichocze bo mucha przelatuje kolo glowy :-)
takie to dziwne ,ze tyle problemow stwarzamy sobie sami i przeslaniaja one radosci dnia codziennego.tyle rzeczy zlych  dzieje sie niezaleznie od nas i przychodza tak nagle ,ze kurcze blade ,trzeba wykorzystywac spokojne chwile -pomiedzy - na porzyteczniejsze rzeczy niz na uzalanie sie nad soba.
prawda stara jak swiat, ale zawsze przychodzi po fakcie (jakims )
przed szpitalem chcialam juz notke napisac o tym jak to mnie juz tydzien glowa boli i
o niani i uwierajacych butach i znow o balaganie
ale napisze o tym ,ze slonce swieci i margaretki kwitna przy drogach i moj synus biegnie i wpada w moje objecia jak zawolam - kto przyjdzie do mamuuusssiii..
i ze jak tylko sie maluch obudzi to idziemy na plac zabaw potaplac sie w blocie.
(a jeszcze w nawiasie napisze ,ze najchetniej zalozylabym mu kask na glowe zeby sie nic nie stalo)

czwartek, 7 maja 2009

poszpitalnie (czyli jak nie urok to sraczka)

melduje poslusznie ,ze padam na twarz.
wlasnie przyjechalismy do domu ze szpitala ,gdzie spedzilam z maluszkiem dwa dni i dwie noce.spalam moze razem z piec godzin,i troche sie nadenerwowalam.
we wtorek wszystko bylo ok - dzien jak co dzien - gdyby nie to ,ze po poludniu maluch sie nagle przewrocil ,po czym wstal odwrocil do mnie i stracil na chwile przytomnosc.gdy ja odzyskal zaczal strasznie wymiotowac i leciala mu krew z nosa.
zadzwonilam po pogotowie i jak przyjechali to sie maluszek znow zaczal wyglupiac i skakac po kanapie.zawiezli nas do kliniki dzieciecej - diagnoza - wstrzas mozgu.
no wiec musielismy zostac .maly mial co dwie godziny mierzone cisnienie i sprawdzane odruchy zrenic i byl monitorowany przez 48 godzin. dzis mial badanie eeg ,na ktorym musial byc uspiony i ktore nie wyszlo za dobrze(wyszlo ,ze ma skonnosci padaczkowe- stad przypuszczenie ,ze te jego drgawki goraczkowe z wczesniej i ten upadek wtorkowy maja ze soba cos wspolnego). bedziemy musieli sie zglosic za 3 miesiace do powtorki.
no wiec mielismy przygody ,ze ho ho !
a moje proby nie martwienia sie o wszystko szlag znow trafil.
jutro przyjezdza tesciowka na tydzien - ciekawe czy bedzie mi to pomoca ,czy meka.
zaraz maluch zasnie ,a ja zjem frytki z keczupem:-) i majonezem - a co!