weszlam sobie dzis tak poprostu na pierwsza strone blogow "o dzieciach"i
zucilo mi sie w oczy ,ze ktos nazwal swojego synka tadzikiem. jak
wiadomo wszem i wobec moj synek ma na imie tadeusz i- tu wlasnie zaczyna
sie - problem? ,nie to zle slowo - dziwne uczucie.imie tadeusz ma dla
mnie osobiscie bardzo wazne znaczenie i kojazy mi sie z najwazniejszym
,najodwazniejszym i najwspanialszym czlowiekiem mojego dziecinstwa -
ktorego opisalam w poscie 06.01.09.roku.
imie tadeusz jest pieknym
imieniem - i - chociaz wszyscy sie i w polsce - jak przyjezdzalismy w
odwiedziny do moich rodzicow i tutaj dziwili,nadalismy je maluchowi. tu
sie dziwia - ze to bardzo nieznane i dziwne imie - przede wszystkim
pisane po polsku - a w polsce ,ze takie staroswieckie i niemodne.
i
jakos tak sie do tego przyzwyczailam ,ze tadeusz jest tylko nasz - jeden
jedyny ,ze chyba mnie jakas dziwna zazdrosc kluje jak kto inny tak
nazwie swoje dziecko.
ba nawet jak slysze ,ze czyjs tato sie tak nazywa.
-dziwne ,co?
w rolach glownych : Tadeuszek nieZwyczajny chlopiec urodzony w piatek trzynastego :-) latem 2007 roku, Ja czyli ania mama t.(dumna mama Tadeuszka), moj maz , kot Findus, w pozostalych rolach - autyzm,epilepsja i inne czyli pelna chata
wtorek, 16 czerwca 2009
czwartek, 11 czerwca 2009
"napisz do kasi"
pamietacie listy w gazecie mlodziezowej popcorn " napisz do kasi"? mam takie wlasnie odczucie piszac tego posta
- no wiec zaczynamy:mam nadzieje ,ze nikt mnie zle nie zrozumie - taka sobie oto refleksja :-)
od jakiegos czasu chodze na fizykoterapie w zwiazku z moimi bolami glowy ,ktore sa bolami napieciowymi od karku - mniejsza z tym - wazne to ,ze jestem masowana ,naciagana i wygrzewana przez calkiem niczego sobie mlodego wysportowanego i interesujacego fizykoterapeute
.rozmawiamy sobie o tym i owym - zawsze na interesujace tematy i mam takie dziwne wrazenie ,ze nie jestem chlopakowi calkiem obojetna.
zachowuje sie on jednak calkiem profesjonalnie - a mnie oczywiscie do glowy nie przyjdzie dac do zrozumienia panu ,ze cos zauwazylam ...
nie mniej jednak delektuje sie tym zainteresowaniem i zaprzata to z lekka moja glowe - ktora przestala juz nota bene bolec i juz tylko trzy posiedzenia u pana fizykoterapeuty zostaly .mojemu mezowi opowiadam oczywiscie o chlopaku - a maz jest lekko zazdrosny - a jak mu powiedzialam ,ze ostatnio lezac na brzuchu zapomnialam rozpiac stanika do masazu plecow i chlopak przyszedl i rozpial mi go w ciagu pol sekundy
- maz zrobil sie czerwony na twarzy - a ja poczulam sie baaardzo dobrze hi hi...droga kasiu ,czy jestem normalna?
(przypis polistowny - zeby az tak goraco nie bylo - najczesciej rozmawiam z moim masazysta o moim synku i wyprawach na ktore sie z mezem udajemy - ale ciiicho - nie wszyscy o tym musza wiedziec.)
środa, 10 czerwca 2009
pfff
mlody nie spal dzis w nocy od 2 - 5 rano.
rzeski byl jak skowronek i za nic w swiecie nie chcial zostac w lozeczku.krzyczal strasznie.za to jak meza wygonilam do duzego pokoju na kanape i wzielam malego do lozka byl wniebowziety - robil wszystko byle by nie spac. w koncu zszedl z lozka i biegal w spiworku po ciemnym mieszkaniu , znalazl swoja lopatke do piasku i walil nia o podloge.
o wpol do czwartej paleczke przejal maz i maly po poltorej godzinnej zabawie i awanturowaniu sie zasnal.
teraz zjadl obiadek (dobre i to) i zasnal a ja zaraz sie tez poloze.
na szczescie jutro zaczyna sie dlugi weekend - moze choc troche odpoczne.
gdzie sie podzial moj grzeczny(przynajmniej czasami ) synek?
rzeski byl jak skowronek i za nic w swiecie nie chcial zostac w lozeczku.krzyczal strasznie.za to jak meza wygonilam do duzego pokoju na kanape i wzielam malego do lozka byl wniebowziety - robil wszystko byle by nie spac. w koncu zszedl z lozka i biegal w spiworku po ciemnym mieszkaniu , znalazl swoja lopatke do piasku i walil nia o podloge.
o wpol do czwartej paleczke przejal maz i maly po poltorej godzinnej zabawie i awanturowaniu sie zasnal.
teraz zjadl obiadek (dobre i to) i zasnal a ja zaraz sie tez poloze.
na szczescie jutro zaczyna sie dlugi weekend - moze choc troche odpoczne.
gdzie sie podzial moj grzeczny(przynajmniej czasami ) synek?
wtorek, 9 czerwca 2009
burza
burza za burza, nie tylko na dworze ,ale i w domu,
burza emocji mamino - synkowych i ustalanie czy jak dzis spsoce to samo co wczoraj to mama tez zareaguje?
nie pisze wiec wiecej do czasu ustabilizowania emocji:-)
chyba ,ze sie cos nieoczekiwanego wydazy - choc mam nadzieje ,ze nie.
ach - za osiem dni bede mezatka od czterech lat,a partnerka od dziewieciu - ojojojoj! (tego samego faceta oczywiscie ;-))
burza emocji mamino - synkowych i ustalanie czy jak dzis spsoce to samo co wczoraj to mama tez zareaguje?
nie pisze wiec wiecej do czasu ustabilizowania emocji:-)
chyba ,ze sie cos nieoczekiwanego wydazy - choc mam nadzieje ,ze nie.
ach - za osiem dni bede mezatka od czterech lat,a partnerka od dziewieciu - ojojojoj! (tego samego faceta oczywiscie ;-))
sobota, 6 czerwca 2009
spokojna sobota
po dwoch meczacych dniach sam na sam z zabkujacym prawie dwulatkiem
wymarzylam sobie sobote - sobote ,w ktorej pospie conajmniej do osmej
,wykapie sie w spokoju ducha,zjem pyszne sniadanie z synem i mezem i
rowniez z nimi spedze sloneczny dzien na luzie.
dzis - sobota - pobudka o godz 5.30 - maluch nie wierzy ,ze jest srodek nocy ,maz spi jak zabity ,a ja wstaje.
dzidziol przesikany az po pachy ,bo zapomnialam mu wieczorem wyciagnac butli z woda i wytrabil cala.
rozpoczyna sie walka na przewijaku z wierzgajacym kurczakiem - w koncu sie udaje - sciagnac pizamke i pieluche na lezaco , a czystego pampersa musze zakladac juz na stojaco jakos podtrzymujac mlodego zeby nie spadl.
reszta ubierania odbywa sie w biegu,pomiedzy jednym fikolkiem a drugim.
szybka kawa,przedtem prysznic ,bo cala sie potem oblalam przewijajac malucha.
po prysznicu znow przebieranie malucha bo wszedl do polowy pod moj prysznic.
w miedzyczasie wstaje maz- i szybkie postanowienie ,bo mlody wciaz piszczy ,biadoli i miejsca sobie znalezc nie moze pomiedzy takimi zajeciami jak :wylanie na dywan mojej niedopitej kawy, a wyciagnieciem wszystkich czasopism z regalu w duzym pokoju
- ja mam wybyc z mlodym gdzies - a maz posprzata w mieszkaniu.
szybkie sniadanie - w miedzyczasie ja ,albo maz musimy koniecznie obejzec z mlodym 100 ksiazeczek ,dac buzi,wytrzec nos,uratowac kota z objec malucha ,ubrac go na nowo bo sie rozebral do rosolu itd.
o godz. 9.30 siedzialam z malym w tramwaju ,lekko podmeczona i zirytowana wydawalam odglosy pociagu ,a maly ruszal do taktu raczkami rozczulajac wszystkich naokolo.
wysiedlismy juz w lepszych nastrojach i udalismy sie do sklepu z zabawkami , w poszukiwaniu czarnego malego drewnianego jamnika z zotymi uszami na gwozdzikach i sprerzynka zamiast ogonka- takiego na kolkach ze sznureczkiem do ciagniecia- dokladnie Takiego jakiego ma dziewczynka na placu zabaw i z ktorym tadeuszek najchetniej udalby sie na koniec swiata.ku uciesze wszystkich dostalismy w tym sklepie takiego i byl niedrogi wiec maly musial natychmiast wydostac sie z wozka i ciagnac na sznurek isc przez cale miasto.
wytrwaly byl bardzo - szedl daleko ,jednak za nic w swiecie nie dal sie wzac za reke czy sterowac tam gdzie ja chce isc - co oznajmial glosnym krzykiem,a ze ja nie mialam w tym momecie nic innego do roboty podazalam za malym popijajac kawe "to go".
po dluzszym jednak czasie mlody opadl z sil ,a i czas obiadu sie zblizal, wiec postanowilam pokierowac malego w kierunku przystanku tramwajowego ...
i wtedy byl koniec - koniec moich i jego sil - odbyl sie taki teatr z rzucaniem na ziemie ,ciskaniem psa w powietrze - a ze on na sznurku - wrocil spowrotem uderzajac malego w glowe - wtedy ryk byl poprostu ogluszajacy.
nie mogac go utrzymac na rekach wcisnelam go do wozka, psa wsadzilam do torby i z czerwonym ,spoconym malcem wracalam w zastraszajacym tepie do domu.
mieszkanie blyszczace- maluch odmieniony -uff... czas drzemki poobiedniej slodkiego juz prawie-dwulatka.
w planie mielismy polozyc sie w tym samym czasie...
zdazylismy sie do siebie przytulic ,gdy z sasiedniego pokoju dobieglo mnie - maaamaaa.- spal 15 min.
byla godzina 12.30
tak podopnie wygladala druga polowa dnia - humory malucha zmienialy sie jak w kalejdoskopie - po kazdej scenie rozpaczy ,krzyku zlosci i lamentu nastepowal moment slodki i rozbrajajacy...
jest 21.52 po sprzatnieciu mieszkania nic juz nie widac ,maly spi jak aniolek ,a ja jak zwykle padam na nos - tylko ciekawe dlaczego?
dzis - sobota - pobudka o godz 5.30 - maluch nie wierzy ,ze jest srodek nocy ,maz spi jak zabity ,a ja wstaje.
dzidziol przesikany az po pachy ,bo zapomnialam mu wieczorem wyciagnac butli z woda i wytrabil cala.
rozpoczyna sie walka na przewijaku z wierzgajacym kurczakiem - w koncu sie udaje - sciagnac pizamke i pieluche na lezaco , a czystego pampersa musze zakladac juz na stojaco jakos podtrzymujac mlodego zeby nie spadl.
reszta ubierania odbywa sie w biegu,pomiedzy jednym fikolkiem a drugim.
szybka kawa,przedtem prysznic ,bo cala sie potem oblalam przewijajac malucha.
po prysznicu znow przebieranie malucha bo wszedl do polowy pod moj prysznic.
w miedzyczasie wstaje maz- i szybkie postanowienie ,bo mlody wciaz piszczy ,biadoli i miejsca sobie znalezc nie moze pomiedzy takimi zajeciami jak :wylanie na dywan mojej niedopitej kawy, a wyciagnieciem wszystkich czasopism z regalu w duzym pokoju
- ja mam wybyc z mlodym gdzies - a maz posprzata w mieszkaniu.
szybkie sniadanie - w miedzyczasie ja ,albo maz musimy koniecznie obejzec z mlodym 100 ksiazeczek ,dac buzi,wytrzec nos,uratowac kota z objec malucha ,ubrac go na nowo bo sie rozebral do rosolu itd.
o godz. 9.30 siedzialam z malym w tramwaju ,lekko podmeczona i zirytowana wydawalam odglosy pociagu ,a maly ruszal do taktu raczkami rozczulajac wszystkich naokolo.
wysiedlismy juz w lepszych nastrojach i udalismy sie do sklepu z zabawkami , w poszukiwaniu czarnego malego drewnianego jamnika z zotymi uszami na gwozdzikach i sprerzynka zamiast ogonka- takiego na kolkach ze sznureczkiem do ciagniecia- dokladnie Takiego jakiego ma dziewczynka na placu zabaw i z ktorym tadeuszek najchetniej udalby sie na koniec swiata.ku uciesze wszystkich dostalismy w tym sklepie takiego i byl niedrogi wiec maly musial natychmiast wydostac sie z wozka i ciagnac na sznurek isc przez cale miasto.
wytrwaly byl bardzo - szedl daleko ,jednak za nic w swiecie nie dal sie wzac za reke czy sterowac tam gdzie ja chce isc - co oznajmial glosnym krzykiem,a ze ja nie mialam w tym momecie nic innego do roboty podazalam za malym popijajac kawe "to go".
po dluzszym jednak czasie mlody opadl z sil ,a i czas obiadu sie zblizal, wiec postanowilam pokierowac malego w kierunku przystanku tramwajowego ...
i wtedy byl koniec - koniec moich i jego sil - odbyl sie taki teatr z rzucaniem na ziemie ,ciskaniem psa w powietrze - a ze on na sznurku - wrocil spowrotem uderzajac malego w glowe - wtedy ryk byl poprostu ogluszajacy.
nie mogac go utrzymac na rekach wcisnelam go do wozka, psa wsadzilam do torby i z czerwonym ,spoconym malcem wracalam w zastraszajacym tepie do domu.
mieszkanie blyszczace- maluch odmieniony -uff... czas drzemki poobiedniej slodkiego juz prawie-dwulatka.
w planie mielismy polozyc sie w tym samym czasie...

zdazylismy sie do siebie przytulic ,gdy z sasiedniego pokoju dobieglo mnie - maaamaaa.- spal 15 min.
byla godzina 12.30
tak podopnie wygladala druga polowa dnia - humory malucha zmienialy sie jak w kalejdoskopie - po kazdej scenie rozpaczy ,krzyku zlosci i lamentu nastepowal moment slodki i rozbrajajacy...
jest 21.52 po sprzatnieciu mieszkania nic juz nie widac ,maly spi jak aniolek ,a ja jak zwykle padam na nos - tylko ciekawe dlaczego?
piątek, 5 czerwca 2009
to chcialam napisac zanim sie zmylo ;-)
chcialam napisac ,ze schematy sie powielaja -
schematy zachowan ,pytan i odpowiedzi.
dotyczy to w najwiekszej mierze ,"przyjacolek"od serca i zyczliwych sasiadow - tych z przyklejonymi usmiechami do twarzy.
zaczelo sie jak bylam w ciazy - czy juz kopie?? - nie!!??
jak maly sie urodzil - czy juz sie usmiecha?- oj juz powinien ,
czy juz sie potrafi obracac?
czy juz siedzi,raczkuje ,chodzi- NIe???
- o , na pewno nie ma powodow do obaw ALE...
teraz doszlismy do punktu - czy juz mowi???
czy robi na nocnik?
co juz potrafi?
i powatpiewajace kiwanie glowami z lekkim politowaniem .
nosz cholera jasna mnie trzepie - bo moj slodki lobuz, moja mala madrala jest Moja i to co robi robi swoim tempem i co komu do tego?
jest sliczny ,a ja strasznie dumna z niego!
to co ,ze nie potrafi tego czy tamtego - ale potrafi chodzic na pietach i skakac po kanapie i przytulac swoja pluszowa kure wolajac ko ko ko.
i potrafi wlezc wszedzie z szybkoscia swiatla ,i tanczyc i chlapac woda i robic smieszne miny i kochac mnie z calego serca .
maly jest wiekszy od swoich rowiesnikow o glowe czesto i mam juz dosc tlumaczenia ,ze nie ma jeszcze dwoch lat i dlatego jezdzi w wozku i ma jeszcze czasami smoczek w buzi.
a ze prawie nie mowi - to co - ja go rozumiem i to najwazniejsze -
tylko serce mi peka jak widze spojrzenia innych matek.
no - i prosze mnie pocieszyc ;-)
schematy zachowan ,pytan i odpowiedzi.
dotyczy to w najwiekszej mierze ,"przyjacolek"od serca i zyczliwych sasiadow - tych z przyklejonymi usmiechami do twarzy.
zaczelo sie jak bylam w ciazy - czy juz kopie?? - nie!!??
jak maly sie urodzil - czy juz sie usmiecha?- oj juz powinien ,
czy juz sie potrafi obracac?
czy juz siedzi,raczkuje ,chodzi- NIe???
- o , na pewno nie ma powodow do obaw ALE...teraz doszlismy do punktu - czy juz mowi???
czy robi na nocnik?
co juz potrafi?
i powatpiewajace kiwanie glowami z lekkim politowaniem .
nosz cholera jasna mnie trzepie - bo moj slodki lobuz, moja mala madrala jest Moja i to co robi robi swoim tempem i co komu do tego?
jest sliczny ,a ja strasznie dumna z niego!
to co ,ze nie potrafi tego czy tamtego - ale potrafi chodzic na pietach i skakac po kanapie i przytulac swoja pluszowa kure wolajac ko ko ko.
i potrafi wlezc wszedzie z szybkoscia swiatla ,i tanczyc i chlapac woda i robic smieszne miny i kochac mnie z calego serca .
maly jest wiekszy od swoich rowiesnikow o glowe czesto i mam juz dosc tlumaczenia ,ze nie ma jeszcze dwoch lat i dlatego jezdzi w wozku i ma jeszcze czasami smoczek w buzi.
a ze prawie nie mowi - to co - ja go rozumiem i to najwazniejsze -
tylko serce mi peka jak widze spojrzenia innych matek.
no - i prosze mnie pocieszyc ;-)
poniedziałek, 1 czerwca 2009
co bylo jak mnie nie bylo :-)
- czyli impresje z dlugiego weekendu :)
wlasnie zainstalowalam program ,ktorym pewna fajna babka oprawia swoje zdjecia od niedawna :-))
-rewelacja!
oto zdjeciowa relacja dzidziulowa z minionych dni - ktore byly baardzo fajne.
odwiedzili nas nasi byli sasiedzi z synkiem w wieku naszego urwisa i pobyli u nas przez piec dni.pojezdzilismy po okolicy , odwiedzilismy mnostwo placow zabaw i bylismy na chwile we francji.pojedlismy dobre rzeczy ,nagadalismy sie do syta .,dzieci sie wybawily za wszystkie czasy ,a teraz delektujemy sie cisza :-))
wlasnie zainstalowalam program ,ktorym pewna fajna babka oprawia swoje zdjecia od niedawna :-))
-rewelacja!
oto zdjeciowa relacja dzidziulowa z minionych dni - ktore byly baardzo fajne.
odwiedzili nas nasi byli sasiedzi z synkiem w wieku naszego urwisa i pobyli u nas przez piec dni.pojezdzilismy po okolicy , odwiedzilismy mnostwo placow zabaw i bylismy na chwile we francji.pojedlismy dobre rzeczy ,nagadalismy sie do syta .,dzieci sie wybawily za wszystkie czasy ,a teraz delektujemy sie cisza :-))
Subskrybuj:
Posty (Atom)