piątek, 20 marca 2009

takie tam

no wlasne
postanowilam dzis nie pisac nic ,ale wydalo mi sie to jakies nieprzyzwoite ;-),
dzieje sie duzo i malo zarazem.
duzo - przedewszystkim w mojej glowie - troche za sprawa lekarstwa ,ktore musze wziac, ktore biore od dzis , ktore ma poczatkowo przez pare dni dzialania niepozadane by po jakichs 2 tygodniach zamienic sie w te pozadane,i korego sie boje.
pozatym jestem znow przeziebiona i smarkata ,co nie ulatwia sprawy.
na szczescie maz jest jeszcze do pierwszego kwietnia w domu i mnie wspiera jak moze,pomaga ujazmic pewnego slodkiego potwora, ktory ma znowu wszystko na nie-gdyby chociaz "nie"mowil, byloby pol biedy - ale on po prostu krzyczy - ze szczescia ,ze zlosci ,tak po prostu, bo glodny ,bo nie chce jesc , bo slonce swieci,itd -caly dzien przepelniony jest wrzaskami o roznym nasileniu, do ktorego dolacza czasami przytup nozka, badz tez gustowne rzucenie sie na ziemie:-( - gdzie moge ignoruje, ale np .na chodniku,przy ulicy czy w tramwaju? - to klops(nie mylic z klapsem)czasami krzykne,czesto sie tak wkurzam ,ze najchetniej to bym za uszy wytargala....grrr
poczym sie maluszek odwraca , przytula ,usmiecha i co - no najslodsze dziecko na swiecie ...
bunt dwulatka? -juz teraz? - no to sie niezle szykuje...
teraz maz malego usypia,
ja siedze z kotem na kolanach i zuzywam tony chusteczek.
pa

środa, 18 marca 2009

:-))))

jest ranek ,maluszek dal nam dzis pospac,
po wszorajszej burzy mozgu zostal lekki kacyk ,ale luz - jest ok.
wstalam ,napilismy sie z mezem kawy w lozku - po raz pierwszy od niepamietnych czasow ,maluszek co jakis czas podbiegal na pieszczoszki- pierdzioszki -rozrabiaki, sielanka.odslonilam zaluzje - wcisnelam przycisk - wwwww - podjechaly do gory - a tam - piekne slonce-
zapowiada sie cudowny dzien :-)

wtorek, 17 marca 2009

tematy tabu

moj"rozmowny wujek"ucieszyl sie dzis ,gdy mu oznajmilam ,ze sie "wypocam na papier",i powiedzial ,ze mam koniecznie robic to dalej - no to robie.
nie bede dalej pisac o czym my sobie tam rozmawiamy ,grunt ,ze jestem dosc jak by to powiedziec  - hmm mam na to niemieckie slowo ,ale polskiego ni w zab, moze rozkrochmalona,zdenerwowana to moze nie , ale napewno rozemocjonowana i to na maksa.
chcialabym napisac o temacie tabu jakim byla smierc w moim domu i problemach z tym zwiazanych .
nigdy nie rozmawialo sie u mnie w domu o smierci,tematu poprostu nie bylo .ludzie umierali ,ale nas to niedotyczylo.niewolno nam (dzieciom) bylo chodzic na pogrzeby - bo to za trudne i za smutne dla dzieci . o zmarlych mowilo sie tylko tak jakby zyli oni wiecznie w naszej pamieci ,o wesolych z nimi przezyciach,nigdy o akcie umierania samego w sobie.
troche to moge zrozumiec bo po takich przezyciach rodzinnych i takim ogromie smierci jaki mial miejsce podczas wojny ,trzeba bylo zyc dalej ,a moznabylo tylko w taki sposob ,w ktorym sie pewne odczucia ,zjawiska i uczucia blokowalo.
doszlo to do takiego paradoksalnego zjawiska ,ze gdy Moj dziadek umieral,nikt mi tego nie powiedzial - mialam wtedy 16 lat - czyli nie tak malo. nie moglam sie z nim pozegnac i zaakceptowac tego zjawiska i przezyc zaloby i wszystkiego co sie z nia wiaze .nie wolno mi bylo pojsc na pogrzeb - zeby chronic moje uczucia.
latami wzrastal moj strach przed smiercia, przed tym nieznanym zjawiskiem,o ktorym nigdy nie mozna bylo rozmywiac.dlaczego w wielu domach nie uczymy dzieci ,ze smierc jest czescia zycia?
jak ja bede w stanie przekazac normalnie maluszkowi na czym polega smierc i z czym sie ona wiaze tak by nie bal sie az tak bardzo jak ja. ?jak oswoic ten tak trudny temat?
dlaczego w wielu "niewierzacych " rodzinach trywializuje badz tez przemilcza sie temat?
podobna rzecz dotyczy poronien - dlaczego nie ma tego tematu ,dlaczego nie pozwala sie kobietom przezywac swojego bolu , nie ma akceptacji tego ,ze poronienie wiaze sie z zaloba niewazne w jakim wieku dziecka,plodu ,zarodka sie cos stanie?
pojawiaja sie od razu dane statystyczne,i inne madre teksty ,ale nie te ktore mowia - placz ,przezywaj, pozegnaj sie - to nalezy do zycia.dlaczego jezeli jest sie zwolennikiem prawa wyboru (aborcji)
inni dochodza do wniosku ,ze nie ma sie wtedy prawa do zaloby po poronionym dziecku?
trudny to temat i nie mam az tyle miejsca w glowie dlatego czesc tego tematu wylalam tu.

poniedziałek, 16 marca 2009

ania pomyslala,ze:

jak dobrze tym,ktorzy wierza w boga.
kogos,cos ,sile wyzsza ,ktora uwaza i czuwa.
jak dobrze tym ,ktorzy wierza ,ze z ich dusza stanie sie cos po smierci,
jak dobrze tym,ktorzy ufaja ,ze swym dobrym postepowaniem zasluza na nagrode.
moga oni przynajmniej przez chwile pobyc dziecmi i wierzyc ,ze tatus juz wszystko zalatwi.

ja sie niestety do tych szczesliwcow nie zaliczam

mysle , ze tak powstaly religie swiata - z wrodzonej potrzeby odciazenia.

ojoj zabrzmialo dosc pesymistycznie - musze wiec dodac ,ze jestem na pozytywnej drodze dazenia do wiosny,polegajacej na retrospekcji swoich przemyslen,przezyc i odczuc.
 myśli papa 

niedziela, 15 marca 2009

scena z placu zabaw

bujamy sie na hustawce(dobrze napisalam??)-tzw.koniku
maz z maluszkiem z jednej strony ,ja z drugiej.
chlopaki przewazaja.
ja-zadowolona z siebie - ale przewazacie,ciezarowcy!
maz na to:-myslisz ,ze tadeusz tak ladnie przybral na wadze??
(dlaczego nikomu do glowy nie przyjdzie ,ze ja moglam schudnac? oczko   gniew  )

sobota, 14 marca 2009

rozczulilam sie

ostatnio odwiedzili nas znajomi z dwojka dzieci ,yara - ma prawie 2 lata a jej brat niecale cztery - szalenstwa trojeczki naszych dzieci nie mialy umiaru .
my pilismy kawo -herbate i staralismy nie wtracac do dziecinnych sporow,jezeli nie dochodzilo do rekoczynow.w pewnym momencie przestraszony milan przybiegl do swojej mamy i mowi ze tadeusz chce zjesc jare ooo .
na to my (wszystkie mamusie i tatusie -sztuk4)zagladamy do pokoju ,a tam nasz maluszek biega i cmokajac goni yare po pokoju hehe .w koncu mu sie udalo i ja pocalowal!
moj syn pierwszy raz w zyciu calowal dziewczynke hehe (w dodatku starsza od siebie)

piątek, 13 marca 2009

subiektywnie

pamietam niedziele , mieszkanie posprzatane,
pachnie latem,za oknem lataja samoloty - mieszkalismy na przedluzeniu pasa startowego na osiedlu wojskowym- te samoloty byly dla mnie takim normalnym zjawiskiem ,ze nalezaly nieodzownie do odglosow przytulnych domowo - niedzielnych.(teraz pewnie tych odglosow bym sie bala)
pamietam mame stojaca w kuchni w fartuchu w brazowa kratke z wielkimi kieszeniami,piekaca placek drozdzowy tak wielki ,ze sie do buzi nie miescil - mama wtedy kroila go wpol i smarowala maslem.
druga reka planowala albo wyimaginowane ogrody swoich marzen na jakims swistku papieru,badz tez czytala(wlasciwie trzeba powiedziec polykala)kolejne ksiazki - albo fantastyczne , albo historyczne - ona chyba czytala wszystkie mozliwe ksiazki ,ktore jej w rece wpadly.w naszym M3 wszedzie byly regaly na ksiazki,w KAZDYM pomieszczeniu.
to kojazy mi sie z mila przytulnoscia domu mojego jeszcze polskiego.

pamietam ,ze mimo iz nam sie chwilowo lepiej finansowo powodzilo ,nie bylo specjalnie duzo rzeczy jadalnych w lodowce, my dostawalismy ciuchy w paczkach z zachodu,moja mama farbowala swoje krotkie wtedy wlosy na rozne kolory ,ubierala mie w "odjechane"ciuchy(jak ogladam sie teraz na zdjeciach to uwazam ze byla super) - a ja --- sie wstydzilam i to jeszcze jak.
nie chcialam nosic miekkiej sztruksowej spodnicy do pol kolanka na rozpoczecie roku szkolnego - tylko chcialam miec ,plisowana granatowa spodniczke - tak jak WSZYSCY,nie chcialam nosic chusteczki na glowie,chcialam miec lalke barbie a nie piekna szmaciana uszyta przez mame.
a przede wszystkim chcialam ,zeby mama zadala mi po prostu kare badz tez zrobila awanture, a nia dyskutowala przez wiele dni i analizowala ze mna problem.
chcialam sie niewyrozniac(za nim zaczelam sie wyrozniac bardzo celowo)
teraz sie wstydze i jednoczesnie probuje swoj kliku(nasto)letni punkt widzenia swiata zrozumiec.
dumna jestem z rodzicow ze w czasach prl-u ,nie mieli mebloscianki i wykladziny z przydzialu,dzieci wiedzialy co i jak.
bylismy jednak tak inni niz wszystkie rodziny dookola ,tacy alternatywni , ateistyczni, (to kolejny problem dziecka wyrozniajacego sie sposrod tlumow chodzacych na religie w latach osiemdziesiatych)z tak silnymi tradycjami zydowskimi (ktore skrupulatnie ukrywano by nie przysporzyc rodzinie wiekszych problemow),
ze nie pozostawalo nic innego niz zadrzec troche nosa do gory ,udajac odjechana indywidualistke ,przekonana o tym co robi i ze ma w nosie brak wiekszej ilosci znajomych...
czy wyszlo mi to wszystko na dobre ,czy tez bokiem - nie wiem
wiem ,ze niezupelnie zgadzam sie z modelem wychowania moich rodzicow ,ktorzy sie przeciez (na pewno)starali,widzac swiat w sposob dosc czarno -bialy,wychowac nas na "ludzi"
ze duzo glebokich ran we mnie pochodzi z dziecinstwa - mojego tak naprawde
przytulnego w ktorym bylam chowana troche pod kloszem ,ale nie za przyjemnie wspominanego.