wtorek, 17 marca 2009

tematy tabu

moj"rozmowny wujek"ucieszyl sie dzis ,gdy mu oznajmilam ,ze sie "wypocam na papier",i powiedzial ,ze mam koniecznie robic to dalej - no to robie.
nie bede dalej pisac o czym my sobie tam rozmawiamy ,grunt ,ze jestem dosc jak by to powiedziec  - hmm mam na to niemieckie slowo ,ale polskiego ni w zab, moze rozkrochmalona,zdenerwowana to moze nie , ale napewno rozemocjonowana i to na maksa.
chcialabym napisac o temacie tabu jakim byla smierc w moim domu i problemach z tym zwiazanych .
nigdy nie rozmawialo sie u mnie w domu o smierci,tematu poprostu nie bylo .ludzie umierali ,ale nas to niedotyczylo.niewolno nam (dzieciom) bylo chodzic na pogrzeby - bo to za trudne i za smutne dla dzieci . o zmarlych mowilo sie tylko tak jakby zyli oni wiecznie w naszej pamieci ,o wesolych z nimi przezyciach,nigdy o akcie umierania samego w sobie.
troche to moge zrozumiec bo po takich przezyciach rodzinnych i takim ogromie smierci jaki mial miejsce podczas wojny ,trzeba bylo zyc dalej ,a moznabylo tylko w taki sposob ,w ktorym sie pewne odczucia ,zjawiska i uczucia blokowalo.
doszlo to do takiego paradoksalnego zjawiska ,ze gdy Moj dziadek umieral,nikt mi tego nie powiedzial - mialam wtedy 16 lat - czyli nie tak malo. nie moglam sie z nim pozegnac i zaakceptowac tego zjawiska i przezyc zaloby i wszystkiego co sie z nia wiaze .nie wolno mi bylo pojsc na pogrzeb - zeby chronic moje uczucia.
latami wzrastal moj strach przed smiercia, przed tym nieznanym zjawiskiem,o ktorym nigdy nie mozna bylo rozmywiac.dlaczego w wielu domach nie uczymy dzieci ,ze smierc jest czescia zycia?
jak ja bede w stanie przekazac normalnie maluszkowi na czym polega smierc i z czym sie ona wiaze tak by nie bal sie az tak bardzo jak ja. ?jak oswoic ten tak trudny temat?
dlaczego w wielu "niewierzacych " rodzinach trywializuje badz tez przemilcza sie temat?
podobna rzecz dotyczy poronien - dlaczego nie ma tego tematu ,dlaczego nie pozwala sie kobietom przezywac swojego bolu , nie ma akceptacji tego ,ze poronienie wiaze sie z zaloba niewazne w jakim wieku dziecka,plodu ,zarodka sie cos stanie?
pojawiaja sie od razu dane statystyczne,i inne madre teksty ,ale nie te ktore mowia - placz ,przezywaj, pozegnaj sie - to nalezy do zycia.dlaczego jezeli jest sie zwolennikiem prawa wyboru (aborcji)
inni dochodza do wniosku ,ze nie ma sie wtedy prawa do zaloby po poronionym dziecku?
trudny to temat i nie mam az tyle miejsca w glowie dlatego czesc tego tematu wylalam tu.

poniedziałek, 16 marca 2009

ania pomyslala,ze:

jak dobrze tym,ktorzy wierza w boga.
kogos,cos ,sile wyzsza ,ktora uwaza i czuwa.
jak dobrze tym ,ktorzy wierza ,ze z ich dusza stanie sie cos po smierci,
jak dobrze tym,ktorzy ufaja ,ze swym dobrym postepowaniem zasluza na nagrode.
moga oni przynajmniej przez chwile pobyc dziecmi i wierzyc ,ze tatus juz wszystko zalatwi.

ja sie niestety do tych szczesliwcow nie zaliczam

mysle , ze tak powstaly religie swiata - z wrodzonej potrzeby odciazenia.

ojoj zabrzmialo dosc pesymistycznie - musze wiec dodac ,ze jestem na pozytywnej drodze dazenia do wiosny,polegajacej na retrospekcji swoich przemyslen,przezyc i odczuc.
 myśli papa 

niedziela, 15 marca 2009

scena z placu zabaw

bujamy sie na hustawce(dobrze napisalam??)-tzw.koniku
maz z maluszkiem z jednej strony ,ja z drugiej.
chlopaki przewazaja.
ja-zadowolona z siebie - ale przewazacie,ciezarowcy!
maz na to:-myslisz ,ze tadeusz tak ladnie przybral na wadze??
(dlaczego nikomu do glowy nie przyjdzie ,ze ja moglam schudnac? oczko   gniew  )

sobota, 14 marca 2009

rozczulilam sie

ostatnio odwiedzili nas znajomi z dwojka dzieci ,yara - ma prawie 2 lata a jej brat niecale cztery - szalenstwa trojeczki naszych dzieci nie mialy umiaru .
my pilismy kawo -herbate i staralismy nie wtracac do dziecinnych sporow,jezeli nie dochodzilo do rekoczynow.w pewnym momencie przestraszony milan przybiegl do swojej mamy i mowi ze tadeusz chce zjesc jare ooo .
na to my (wszystkie mamusie i tatusie -sztuk4)zagladamy do pokoju ,a tam nasz maluszek biega i cmokajac goni yare po pokoju hehe .w koncu mu sie udalo i ja pocalowal!
moj syn pierwszy raz w zyciu calowal dziewczynke hehe (w dodatku starsza od siebie)

piątek, 13 marca 2009

subiektywnie

pamietam niedziele , mieszkanie posprzatane,
pachnie latem,za oknem lataja samoloty - mieszkalismy na przedluzeniu pasa startowego na osiedlu wojskowym- te samoloty byly dla mnie takim normalnym zjawiskiem ,ze nalezaly nieodzownie do odglosow przytulnych domowo - niedzielnych.(teraz pewnie tych odglosow bym sie bala)
pamietam mame stojaca w kuchni w fartuchu w brazowa kratke z wielkimi kieszeniami,piekaca placek drozdzowy tak wielki ,ze sie do buzi nie miescil - mama wtedy kroila go wpol i smarowala maslem.
druga reka planowala albo wyimaginowane ogrody swoich marzen na jakims swistku papieru,badz tez czytala(wlasciwie trzeba powiedziec polykala)kolejne ksiazki - albo fantastyczne , albo historyczne - ona chyba czytala wszystkie mozliwe ksiazki ,ktore jej w rece wpadly.w naszym M3 wszedzie byly regaly na ksiazki,w KAZDYM pomieszczeniu.
to kojazy mi sie z mila przytulnoscia domu mojego jeszcze polskiego.

pamietam ,ze mimo iz nam sie chwilowo lepiej finansowo powodzilo ,nie bylo specjalnie duzo rzeczy jadalnych w lodowce, my dostawalismy ciuchy w paczkach z zachodu,moja mama farbowala swoje krotkie wtedy wlosy na rozne kolory ,ubierala mie w "odjechane"ciuchy(jak ogladam sie teraz na zdjeciach to uwazam ze byla super) - a ja --- sie wstydzilam i to jeszcze jak.
nie chcialam nosic miekkiej sztruksowej spodnicy do pol kolanka na rozpoczecie roku szkolnego - tylko chcialam miec ,plisowana granatowa spodniczke - tak jak WSZYSCY,nie chcialam nosic chusteczki na glowie,chcialam miec lalke barbie a nie piekna szmaciana uszyta przez mame.
a przede wszystkim chcialam ,zeby mama zadala mi po prostu kare badz tez zrobila awanture, a nia dyskutowala przez wiele dni i analizowala ze mna problem.
chcialam sie niewyrozniac(za nim zaczelam sie wyrozniac bardzo celowo)
teraz sie wstydze i jednoczesnie probuje swoj kliku(nasto)letni punkt widzenia swiata zrozumiec.
dumna jestem z rodzicow ze w czasach prl-u ,nie mieli mebloscianki i wykladziny z przydzialu,dzieci wiedzialy co i jak.
bylismy jednak tak inni niz wszystkie rodziny dookola ,tacy alternatywni , ateistyczni, (to kolejny problem dziecka wyrozniajacego sie sposrod tlumow chodzacych na religie w latach osiemdziesiatych)z tak silnymi tradycjami zydowskimi (ktore skrupulatnie ukrywano by nie przysporzyc rodzinie wiekszych problemow),
ze nie pozostawalo nic innego niz zadrzec troche nosa do gory ,udajac odjechana indywidualistke ,przekonana o tym co robi i ze ma w nosie brak wiekszej ilosci znajomych...
czy wyszlo mi to wszystko na dobre ,czy tez bokiem - nie wiem
wiem ,ze niezupelnie zgadzam sie z modelem wychowania moich rodzicow ,ktorzy sie przeciez (na pewno)starali,widzac swiat w sposob dosc czarno -bialy,wychowac nas na "ludzi"
ze duzo glebokich ran we mnie pochodzi z dziecinstwa - mojego tak naprawde
przytulnego w ktorym bylam chowana troche pod kloszem ,ale nie za przyjemnie wspominanego.

czwartek, 12 marca 2009

miasto moje ,a w nim...

cala przeprowadzka byla dla mnie troche dziwnym snem , przepelniona strachem , takim paralizujacym dusze . na cale szczescie cialo nie tak mocno - ono dzialalo jak maszynka - przynajmniej w stosunku do maluszka - tak to juz jest - program - bycie mama jest juz wryty na stale - cos jak oddychanie - nie zaleznie od wszystkiego trzeba dzialac.
nie obylo sie bez klotni ,zalow i jekow pomiedzy mna a mezem.-czesto to tak juz jest ,ze sobie samej i innym stawiam poprzeczke za wysoko - oczekiwania gdy sa ogromne,czesto wychodza bokiem.
a maz moj - ma niestety duza wade tlamszenia i niewymawiania swoich zalow na czas i wtedy one eksploduja w najmniej oczekiwanym momencie i ze zdwojona sila - wtedy z malych nieporozumien wychodzi wielka draka,kiedy do tego dojdzie zmeczenie ,niewyspanie i tensknota za czyms blizej nieokreslonym to wtedy juz  KATASTROFA zaskoczony  sceptyczny .
...
no dobra - koniec biadolenia - odpoczywamy  hehehe . no bo u mnie - w nowym miescie to mozna zjesc pyszny tort ,no i jeszcze pochodzic po gorach ,no i jest zoo i wielka biblioteka ,i jeziorka dookola,i no i ludzie jacys tacy przyjemniejsi i bardziej zrelaksowani sa - i juz tak nie pedza i nie gnaja co tchu w wyscigu szczurow - bo tu troche zycie wolniejsze i dowolniejsze sie staje -no i mozna pojsc do parku i polozyc sie na trawie nie wdeptujac nowym plaszczem (przynajmniej natychmiast) w psia kupe,no i jeszcze sa tu przyjaciele - ktorzy podnosza na duchu i mozna po prostu wpasc na herbatke "ta co zwykle"(jeszcze z czasow jak tu studiowalismy)nie umawiajac sie specjalnie.
fajne to moje nowe miasto,co?
co prawda do polski baaaaaardzo daleko sie zrobilo znowu ,ale coz,
cos za cos - no nie?
ach!po raz pierwszy od 1000 lat jakis "koles" puscil mi oczko - normalnie nie uwierze  hehe ,co prawda brzydal straszny ,ale poczucie wlasnej wartosci jest gdzies nagle na gorze kosciuszki ,tum ti dum ti dum...

środa, 11 marca 2009

jestesmy :-)

och jak mi tego pisactwa brakowalo!!!
jestesmy ,zyjemy ,mieszkamy,juz po tej cholernej przeprowadzce:-)
opisze wszystko i pewnie na raty juz wkrotce,dzis nam dopiero wlaczyli internet.
teraz pora by odpoczac, poukladac wszystko w glowie i postarac sie w koncu odpoczac duszy.
bylam u lekarza ,dostalam skierowanie do "wujka od rozmow"(czyt.psychologa)zobaczymy co madrego wymysli  oczko .
jest jakos tak przytulnie, co prawda nie wszystkie kartony rozpakowane, ale koty sie juz czuja jak u siebie w domu - a to baaardzo dobry znak:-)
maluszek sie oczywiscie zarazil - co prawda nie wszami ,ale jakims paskudnym wirusem, ale juz jest lepiej.
jest dobrze - bedzie coraz lepiej - tylko troche zmarszczek mi przybylo.
lece ponadrabiec zaleglosci blogowe,pa
do nastepnego postu