środa, 15 listopada 2017

znaki

Mama jest juz po operacji , ponoc juz sie nawet wczoraj usmiechala :-),
Teraz musimy czekac , co moze potrwac do 2 tygodni na bardzo szczegolowe badania , ktore tak jak zrozumialam zawaza o tym czy trzeba bedzie jeszcze cos "dociac" czy nie i o tym jak bedzie wygladalo dalsze leczenie. Na 100% wiemy ze bedzie radioterapia , a jaka chemia i czy hormonoterapia to sie okaze.


Jadac wczoraj do pracy po 2 tygodniach ciaglego deszczu nagle oslepilo mnie slonce - i mimo , ze przesadna nie jestem , ale pomyslalam , ze to naprawde dobry znak.
Na chodniku przed wejsciem do pracy znalazlam 1 cent , podnioslam , pochuchalam , wsadzilam do kieszeni i pomyslalam : - ty niedowiarku!
Jednak jak po pracy dowiedzialam sie , ze wszystko poszlo dobrze opanowal mnie tak okropny bol glowy, na ktory nie zadzialal zaden paracetamol.
Wtedy dopiero poczulam jak bardzo zestresowana jestem.
Takich boli glowy nie mialam chyba od ostatnich pobytow Tadeuszka w szpitalu.

poniedziałek, 13 listopada 2017

jutro

po wielu zbiegach okolicznosci i zawirowaniach moja mama jest w koncu w szpitalu.

Dzis ostatnie badania , jedno z nich bardzo nieprzyjemne bo dostala zastrzyk z kontrastem w piers.

Niepewnosc i stres u mnie,dobra mina do zlej gry u mamy.

Mama jest niemozliwa - starala sie nie mowic mi prawdy o tym , ze operacja juz jutro , zeby mnie na odleglosc nie stresowac, ale jej sie nie udalo.

Mam nadzieje , ze nie bedzie za bardzo cierpiec, ze wszystko sie uda, ze nie bedzie komplikacji itd.

Ja cale szczescie jutro do 13 pracuje , wiec bede miala jakas odskocznie w czasie czekania na wiesci z Polski.

o Tadeuszku i o mnie bedzie nastepnym razem , teraz z wiadomych przyczyn blog zmienil nieco temat.

środa, 8 listopada 2017

dziwny jest ten swiat + dopisek

w obliczu roznych ciezkich diagnoz, dramtow zyciowych itd okazuje sie zazwyczaj kto ma jaki charakter i czego sie najbardziej boi.
Za kazdym razem jak cos jest nie tak z Tadeuszkiem lub ze mna rodzice moi , a w szczegolnosci moj Tata a dziadek Tadeuszka(mam nadzieje , ze nie zostane teraz odebrana za nie uczuciowa i nie wdzieczna)powtarza - " tylko dzwon, bo ja sie tu tak denerwuje" powiekszajac zawsze wtedy moje obciazenie psychiczne o 10 razy , bo do mojego i tak juz wielkiego stresu musze sie martwic i myslec zeby w miedzy czasie pisac i dzwonic bo biedny Tato sie tak bardzo denerwuje.
Teraz jest podobnie, ale i odwrotnie.
Mama przesadza z niby dobrym humorem u rztem w wir pracy,
Ja dzwoniac staram sie krotko i rzeczowo z nia o raku i tematach lekarskich rozmawiac, a pozniej przechodze na inne tematy.
Z tata o mamy chorobie nie da sie rozmawiac w ogole.
Tata sie martwi NAJBARDZIEJ i jest biedny  .
Jest biedny bo tak sie z MAMA cieszyli na przyjazd do nas na swieta , a teraz nic z tego.
To co , ze powiedzielismy , ze jak sie wyjazd nie uda to przyjedziemy do nich.
To co , ze wszyscy mowia , ze teraz leczenie mamy jest najwazniejsze.To taka absurdalna reakcja.
On teraz podswiadomie stawia wszystkich pod presja tego , ze ONI sie tak cieszyli ,a teraz nici, a szczegolnie mame , ktora akurat nie chce planowac nic oprucz swojej taktyki oderwania sie od myslenia o raku i planowania nastepnej wizyty u lekarza.
Tata pociesza SIEBIE mame powtarzajac wszystkim w okol , ze " jak juz mama bedzie zdrowa to tak okolo lutego zabierze ja na wakacje" - to nic , ze wszyscy powtarzaja , ze do lutego nie bedzie po "sprawie", ze nie wiadomo jak mama bedzie sie czula, ze niech nie wywiera na niej takiej presji.itd.
Bardzo dziwnie reaguje.
Moj brat za to szuka ciagle ziolek, korzeni , cudow i wiankow zeby mamie pomoc.
Ja - sama nie wiem co robie- gadam o tym za duzo, czytam za duzo i obarczam tym dodatkowo meza i Tadeuszka, ktorzy tez sie martwia.

Dopisek : przykro mi , ze tak skrytykowalam ojca - trudna to sytuacja i trudne emocje 

poniedziałek, 6 listopada 2017

Procedury

Moja mama dzis zwarta i gotowa pojechala z tata do 100 kilometrow oddalonego Poznania do Onkologii.Pojechala tam z torba spakowana na wszelki wypadek do szpitala i pelna nadziei , ze wyciecie dziada odbedzie sie jak najszybciej .Miala termin na 12.45 i numerek 65 .Jak przyjechala i weszla do kliniki o 12.20 to wchodzil numerek 30.Ponoc tlumy dzikie, duszno , za malo krzesel.Wszyscy zestresowani.
Przez to ze odkopalismy znajomosci dostala sie do lekarza z tylko godzinnym poslizgiem.
Dowiedziala sie tylko tyle, ze to w sumie nie ma roznicy czy wytna jej guza z kawalkiem piersi czy cala piers - ryzyko jest ponoc takie samo ( mama miala nadzieje , ze jak jej amputuja cala piers ,albo i obie to sie pozbedzie dziada skuteczniej).
Zrobiono jej RTG pluc z zaleceniem przyjazdu ponownego w czwartek po opis i omowienie ( znow kolejka) i kolejny przyjazd we wtorek w przyszlym tygodniu( znow kolejka) , bo wtedy odbedzie sie konsylium lekarskie - i tyle .Niby mowi sie , ze w przypadku wykrycia guza w piersi liczy sie kazda chwila - chyba jednak nie dla wszystkich Mama oszolomiona  stamtad wyszla i wrocila sie spowrotem spytac pania w rejestracji czy to napewno konieczne , zeby przyjezdzala osobno najpierw w czwartek po opis , a potem we wtorek na konsylium , czy nie byloby logiczniej , zeby zrobic wszystko za jednym zamachem, to ponoc pani w rejestracji na nia fuknela , ze skoro tak napisane to tak ma byc.
pozostalo nam czekac
i czekac
i czekac


czwartek, 2 listopada 2017

kiedy ziemia usuwa sie spod nog ...

Moja Mama ma raka.Raka piersi.Mieszka1100 kilometrow ode mnie.
Za kazdym razem kiedy mysle, ze nadrabiamy mina i ukladamy nasz swiat dzieje sie cos bardzo niedobrego.Tym razem AZ tak niedobrego.Czarna Dupa
Czy ktos  z WAS ma doswiadczenia z szpitalem onkologicznym w Poznaniu na Garbarach?

piątek, 11 sierpnia 2017

jest moc

kolejny bardzo rozbiegany Tydzien wakacji , kolejna nieprzespana przez Tadeuszka , ale tez i nas wszystkich noc.
Siedzimy przy kolacji , po mega wycieczce ze schroniskowym psem przez lasy i laki, wspolnym pieczeniu pierozkow drozdzowych i niesamowicie zmeczona, tak bardzo bardzo bardzo, uslyszalam od mlodego
"chce ci dac buziaka"
jest moc

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Burmistrz

wracamy z Polski,
Tadeuszek szeptem:
- ciocia Hania sie w domu modli.....
Ja: Tak, to prawda
T: a wy nie...
Ja... tak to tez prawda , niektorzy wierza w Boga , niektorzy nie
T: - ja nie wierze w Boga takiego co stworzyl zwierzeta i ludzi , bo ja WIEM jak to wszystko powstalo.ja wierze w takiego Boga,ktory jest szefem wszystkich aniolow, ich Burmistrzem
zdjecie , ktore dostalam ze szkoly Tadeuszka, z jego lipcowych urodzin