poniedziałek, 6 listopada 2017

Procedury

Moja mama dzis zwarta i gotowa pojechala z tata do 100 kilometrow oddalonego Poznania do Onkologii.Pojechala tam z torba spakowana na wszelki wypadek do szpitala i pelna nadziei , ze wyciecie dziada odbedzie sie jak najszybciej .Miala termin na 12.45 i numerek 65 .Jak przyjechala i weszla do kliniki o 12.20 to wchodzil numerek 30.Ponoc tlumy dzikie, duszno , za malo krzesel.Wszyscy zestresowani.
Przez to ze odkopalismy znajomosci dostala sie do lekarza z tylko godzinnym poslizgiem.
Dowiedziala sie tylko tyle, ze to w sumie nie ma roznicy czy wytna jej guza z kawalkiem piersi czy cala piers - ryzyko jest ponoc takie samo ( mama miala nadzieje , ze jak jej amputuja cala piers ,albo i obie to sie pozbedzie dziada skuteczniej).
Zrobiono jej RTG pluc z zaleceniem przyjazdu ponownego w czwartek po opis i omowienie ( znow kolejka) i kolejny przyjazd we wtorek w przyszlym tygodniu( znow kolejka) , bo wtedy odbedzie sie konsylium lekarskie - i tyle .Niby mowi sie , ze w przypadku wykrycia guza w piersi liczy sie kazda chwila - chyba jednak nie dla wszystkich Mama oszolomiona  stamtad wyszla i wrocila sie spowrotem spytac pania w rejestracji czy to napewno konieczne , zeby przyjezdzala osobno najpierw w czwartek po opis , a potem we wtorek na konsylium , czy nie byloby logiczniej , zeby zrobic wszystko za jednym zamachem, to ponoc pani w rejestracji na nia fuknela , ze skoro tak napisane to tak ma byc.
pozostalo nam czekac
i czekac
i czekac


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz