jak zwykle co roku przed wyjazdem do polski rozklada mnie przeziebienie. mialabym akurat czas , zeby tak w spokoju ducha cos posprzatac, pomyslec co musze ze soba zabrac, zrobic jakies zakupy... a tu klops - z nosa leci , w kosciach lamie , glos jakis taki bardziej seksi ;-)
dlaczego tak jest , ze zawsze kiedy mam wolne w pracy musze byc chora?- no dobra koniec.
jeszcze ja to pol biedy , ale mlodego zaczyna lapac , ma lekka goraczke i spi- zobaczymy co dalej...
przydaly by sie jakies witaminki - a tu kolejna d...pa bo w niemczech jak juz pewnie wiecie drodzy czytelnicy ludzie padaja jak kawki z powodu skazonych witaminek. zmutowane bakterie e- coli objawiajace sie krwawym rozwolnieniem i okropnymi powiklaniami siedza na warzywach i owocach i nie wiadomo gdzie jeszcze i czychaja na nas ...
- ja jako czolowy trzesidupek poludniowych niemiec - dostalam z nerwow... no co?...
zaczelismy wszystko gotowac , nawet banany sparzam przed obraniem ze skorki.
mlodemu biedaczkowi wysuszyla sie juz bardzo skora od ciaglego mycia rak... no ale jak trzeba to trzeba.
nic nam nie bedzie, prawda?
mamy w domu nowego domownika na weekend - nazywa sie kussi (calusek)
zeby to zrozumiec musze cos wam opowiedziec...;-)
jakis czas temu tadeusz zauwazyl bardzo dziwnego robala i spytal meza co to jest? - na to maz - jak to co? - kuss käfer (buziaczkowy zuczek) - on napada na dzieci i rozdaje caluski :-))
wieczorem mlody ogladajac po raz 1000000 swoj leksykon robalowy znalazl obrazek takowego i cmokajac z rozanielona mina nam go pokazal :-)
okazalo sie , ze jest to larwa biedronki (wyglada jak potwor)
pare dni pozniej w przedszkolu dzieci byly na spacerze i tadeusz znalazl taka larwe i pokazal paniom. panie zapytaly co to? - on na to - tuss tefa !!!(panie zostaly przez nas oswiecone o co chodzi i strasznie sie smialy)
nastepnego dnia z pieczolowitoscia zabraly robala do przedszkola , wlozyly do sloika , nasypaly piasku i lisci i postanowily poczekac co sie stanie.
w piatek z robala zrobila sie biedronka, ktora zostala przez dzieci ochrzczona kussi, nakarmiona mszycami i przez weekend musimy uwazac co by jej sie nic nie stalo i byla najedzona i nabierala intensywnego czerwonego koloru.
w poniedzialek po sniadaniu ma sie odbyc ceremonia pozegnalna i kussi zostanie wypuszczony na lake przyprzedszkolna :-)))
a ja wlasnie sie zastanawiam czy mooje dziecko nie z tego powodu dostalo temperatury... ;-)
w rolach glownych : Tadeuszek nieZwyczajny chlopiec urodzony w piatek trzynastego :-) latem 2007 roku, Ja czyli ania mama t.(dumna mama Tadeuszka), moj maz , kot Findus, w pozostalych rolach - autyzm,epilepsja i inne czyli pelna chata
niedziela, 29 maja 2011
wtorek, 24 maja 2011
prawie profesjonalisci
za nami 24h szpitala.
niby juz "normalka" a jednak emocje jak zwykle wychodza "po" i zmeczenie trzymaniem fasonu :-) daje we znaki.
Bylo to tak:
w sobote szykowalismy sie bardzo podekscytowani do festynu w tadeuszkowym przedszkolu.
Ja mialam wyjechac tramwajem wczesniej bo zapisalam sie by pomoc w kuchni przez pierwsze dwie godziny imprezy, maz z tadeuszkiem mieli pojsc na spacer i do mnie dojechac pozniej.
w momencie ,w ktorym wychodzilam z domu mlody bardzo biegal, a maz pakowal plecak na spacer.
zeszlam na dol po schodach i nagle slysze lup! (my mieszkamy na pierwszym pietrze ,a lomot slyszalam na parterze)- cisza i potem taki placz(mamy wiedza o co chodzi)typowy , kiedy dziecku naprawde sie cos stalo.ja do gory biegiem. mlodego na rece, ktory zaczal od razu wymiotowac :-(
uspokoil sie jednak szybko , mial rozcieta gorna warge .
szybka decyzja: mlody sie uspokoil , wyglada ok , zrenice reaguja ok(po tylu wstrzasach mozgu jestesmy juz troche mniej szybkolecacydoszpitala (to tak na nasze usprawiedliwienie)
wsiedlismy razem do auta i ja pojechalam pomagac w kuchni.mlody zasnal w aucie.zgodnie z pnem chlopaki do mnie dojechaly i spedzilismy milo i spokojnie dzien.
tadeusz byl b. zmeczony i poszedl wczesnie spac , a ja obok niego. wszystko bylo ok.nastepny ranek tez normalnie i milo.
az tu nagle ni z tego ni z owego tadeusz zaczal wiecej niz 24h. po upadku wymiotowac.
no i ... spakowalismy torbe i do szpitala.
po 3!! godzinach w izbie przyjec(byla piekna pogoda i strasznie duzo wypadkow dzieciecych)dostalismy lozko- na szczescie sami w duzym pokoju, na znajomym oddziale, mlody zostal podlaczony do wszelkich mozliwych kabelkow i alarmow i poszlismy spac.
lekki szok byl tez w miedzyczasie , bo mldemu zaczela drgac cala lewa strona - utrzymac kubeczka nie mogl i ciagnal lewa nozka.
jednak juz wszystko ok.
lekki wstrzas mozgu prawdopodobnie z napadem pad.przed albo tuz po stad ta lewostronnosc . na 100 procent jednak nie mozna tego potwierdzic.
tadeuszek byl bardzo kochany, jadl pieknie, byl grzeczny i w ogole - jakby mi ktos w tym szpitalu dziecko podmienil ;-)
myslalam , ze juz na zimno podchodze do pobytow szpitalnych, ze to iz mam doswiadczenie, wiem co z soba zabrac, jak sie tam zajac mlodym , jak rozmawiac z pielgniarkami i czytac wyniki sprawi ze bede bardziej cool ;-)ale jednak tak do konca nie jest.leki bol brzucha i kac zostaja - no i oczywiscie pytania 1000 pytan czy dobrze postapilismy itd.
mlody czuje sie juz swietnie, znow poszedl do przedszkola.
ja odpoczywam i zbieram sily. :-)
niby juz "normalka" a jednak emocje jak zwykle wychodza "po" i zmeczenie trzymaniem fasonu :-) daje we znaki.
Bylo to tak:
w sobote szykowalismy sie bardzo podekscytowani do festynu w tadeuszkowym przedszkolu.
Ja mialam wyjechac tramwajem wczesniej bo zapisalam sie by pomoc w kuchni przez pierwsze dwie godziny imprezy, maz z tadeuszkiem mieli pojsc na spacer i do mnie dojechac pozniej.
w momencie ,w ktorym wychodzilam z domu mlody bardzo biegal, a maz pakowal plecak na spacer.
zeszlam na dol po schodach i nagle slysze lup! (my mieszkamy na pierwszym pietrze ,a lomot slyszalam na parterze)- cisza i potem taki placz(mamy wiedza o co chodzi)typowy , kiedy dziecku naprawde sie cos stalo.ja do gory biegiem. mlodego na rece, ktory zaczal od razu wymiotowac :-(
uspokoil sie jednak szybko , mial rozcieta gorna warge .
szybka decyzja: mlody sie uspokoil , wyglada ok , zrenice reaguja ok(po tylu wstrzasach mozgu jestesmy juz troche mniej szybkolecacydoszpitala (to tak na nasze usprawiedliwienie)
wsiedlismy razem do auta i ja pojechalam pomagac w kuchni.mlody zasnal w aucie.zgodnie z pnem chlopaki do mnie dojechaly i spedzilismy milo i spokojnie dzien.
tadeusz byl b. zmeczony i poszedl wczesnie spac , a ja obok niego. wszystko bylo ok.nastepny ranek tez normalnie i milo.
az tu nagle ni z tego ni z owego tadeusz zaczal wiecej niz 24h. po upadku wymiotowac.
no i ... spakowalismy torbe i do szpitala.
po 3!! godzinach w izbie przyjec(byla piekna pogoda i strasznie duzo wypadkow dzieciecych)dostalismy lozko- na szczescie sami w duzym pokoju, na znajomym oddziale, mlody zostal podlaczony do wszelkich mozliwych kabelkow i alarmow i poszlismy spac.
lekki szok byl tez w miedzyczasie , bo mldemu zaczela drgac cala lewa strona - utrzymac kubeczka nie mogl i ciagnal lewa nozka.
jednak juz wszystko ok.
lekki wstrzas mozgu prawdopodobnie z napadem pad.przed albo tuz po stad ta lewostronnosc . na 100 procent jednak nie mozna tego potwierdzic.
tadeuszek byl bardzo kochany, jadl pieknie, byl grzeczny i w ogole - jakby mi ktos w tym szpitalu dziecko podmienil ;-)
myslalam , ze juz na zimno podchodze do pobytow szpitalnych, ze to iz mam doswiadczenie, wiem co z soba zabrac, jak sie tam zajac mlodym , jak rozmawiac z pielgniarkami i czytac wyniki sprawi ze bede bardziej cool ;-)ale jednak tak do konca nie jest.leki bol brzucha i kac zostaja - no i oczywiscie pytania 1000 pytan czy dobrze postapilismy itd.
mlody czuje sie juz swietnie, znow poszedl do przedszkola.
ja odpoczywam i zbieram sily. :-)
czwartek, 19 maja 2011
sceny z zycia smokow i chaos ogolno myslowo tekstowy
piatek 6 rano : pobudka
ubrac mlodego ,jazda na 7.45 do logopedy
terapia przebiega sprawnie, pomyslnie , a zadowolony maluch wychodzi z gabinetu.
Ja- rozmawiam przez 3 min. z pania logopedka
Tadeusz - rozwala w tym czasie poczekalnie.
9.00 jedziemy do przedszkola.tadeuszek zostaje , ja jade do domu.
stoje na obwodnicy przez 45 min. w korku.
w domu lyk zimnej kawy, kromka suchego chleba , 4 telefony odnosnie terapii mlodego i mojej pracy.
11.30 - ania na obwodnicy w drodze do poradni w sprawie wyboru szkoly dla mlodzika i innych terapii.
wszystko przeciaga sie do 14.30.
pedem po tadeuszka do przedszkola.
15.30 znow na obwodnicy, znow korek.
16- wracajac do domu widzimy w szkole na przeciwko naszego domu festyn wiosenny z atrakcjami dla dzieci - tadeusz nie chce oczywiscie isc do domu, tylko tam.
idziemy - tzn. tadeusz biegnie , a ja za nim.
jemy ciasto, skaczemy na trampoline, mlody ma rysunek kotka na twarzy - uff - goraco - w cieniu 32 stopnie - leb mi peka.
spocona z krzyczacym tadeuszkiem ide do domu - jest 17.30
lyk wody, mlody po raz setny wykopal ziemie z kwiatkow na balkonie ,a sekunde pozniej wsmarowal sobie pol butelki szamponu we wlosy.
siadamy w koncu z ksiazeczka w pokoiku na dywanie, 10 min. pozniej przychodzi maz i przejmuje mlodzika.
ja - szybka zmniana koszulki , do auta i do pracy.
22- ja na obwodnicy - uff na szczescie o tej porze nie ma korkow.
szybki telefon do meza , ze ide jeszcze na chwile do knajpki za rog cos cieplego zjesc.
22.45 wchodze do domu umordowana , przejedzona pierwszym cieplym posilkiem w tym dniu i marze o polozeniu sie spac.
maz lezy z ogromnym bolem glowy w lozku , ja klade sie z termoforem obok niego i zamykam oczy.
23.10 - mama - bzzzzz
mama bzzzz - ige(fliege- mucha )angen angen angen angen (fangen - lapac) bzzzzz bzzzzz bzzzz.
ja do mlodego 2 ml. melatoniny , mleko , lezymy.
23. 30 bzzz bzzzzz bzzzz - mlody biega po mieszkaniu ,lapie , pacyfikuje, probuje wszystkiego, sytuacja zaczyna sie wymykac spod kontroli .
moje serce zaczyna walic, zle sie czuje - mlody sie smieje - histerycznie - i biega - bzzz bzzz bzzzzz...
maz wstaje , przejmuje mlodego - trzyma go w objeciach , tadeusz bije , krzyczy , wrzeszczy , w koncu zaczyna bardzo glosno spiewac.- nasluchujemy oboje , czy juz ktos wezwal policje.maz puszcza tadeuszka - on zdejmuje pieluche i sika po calym mieszkaniu.ja nie wytrzymuje - daje klapa mlodemu- on tego nie zauwarza i sie smieje i biega - mama oncek (pajaczek) lapiemy lapiemy i smiech - ja oddaje mlodzika znow mezowi.
on sie zamyka z nim w pokoju , kolejna dawka melatoniny - zmeczenie wychodzi oczami tadeuszka , lecz male nozki ciagle biegaja , mala buzia pluje nam w twarz.
2.00 w nocy robi sie ciszej - ja slysze glosny szloch meza
i tadeuszka - madzu papa? (was machst du ? co robisz) madzu? madzu? papa?
ja biegne do pokoiku - maz siedzi skulony w kacie i placze , tadeuszek ma niepewna mine i przytula sie do mnie - w koncu placzemy wszyscy- tadeusz - bo zaczyna zdawac sobie sprawe , ze cos niedobrego sie dzialo, my z bezsilnosci i strachu o jutro, z potepienia samych siebie , bo mielismy agresywne mysli, nie lubilismy go, nie moglismy wytrzymac,ze wstydu , ze obojgu przyszlo nam na mysl go choc na jedna noc oddac do miejsca opieki nad dziecmi uposledzonymi.
0 3 rano po przeczytaniu 6 ksiazeczki o robakach zasnelam w tadeuszkowym lozeczku.
0 6. 30 - mama? - oncek?(pajaczek)
mama lapiemy -
mama jib (Lieb - kocham)
6 czerwca mamy termimn u naszej psychiatry dzieciecej
10 czerwca jedziemy do polski - strasznie sie cieszymy i denerwujemy zarazem - podroza, i tadeuszkowymi zachowaniami w drodze.
mlody jest kochany - naprawde - pomiedzy tymi jego "napadami"cieszymy sie strasznie , ze mamy takiego fajnego synka.
- ostatnio jechalismy w trojke starym pociagiem parowym - tak bylo fajnie.
- ostatnio chodzimy bardzo czesto na plac zabaw i czasami jest bardzo niefajnie.
- z fajnosci jeszc - to wczoraj mielismy panierowanego tadeuszka
najpierw skakal po wodzie (na placu zabaw jest pompa i system do zabawy woda)
z taka luboscia, ze my mielismy przez caly czas usmiech na twarzy, po czym sie wytarzal w kurzu i byl caly czarny:-))
- tadeusz liczy do 10!
ubrac mlodego ,jazda na 7.45 do logopedy
terapia przebiega sprawnie, pomyslnie , a zadowolony maluch wychodzi z gabinetu.
Ja- rozmawiam przez 3 min. z pania logopedka
Tadeusz - rozwala w tym czasie poczekalnie.
9.00 jedziemy do przedszkola.tadeuszek zostaje , ja jade do domu.
stoje na obwodnicy przez 45 min. w korku.
w domu lyk zimnej kawy, kromka suchego chleba , 4 telefony odnosnie terapii mlodego i mojej pracy.
11.30 - ania na obwodnicy w drodze do poradni w sprawie wyboru szkoly dla mlodzika i innych terapii.
wszystko przeciaga sie do 14.30.
pedem po tadeuszka do przedszkola.
15.30 znow na obwodnicy, znow korek.
16- wracajac do domu widzimy w szkole na przeciwko naszego domu festyn wiosenny z atrakcjami dla dzieci - tadeusz nie chce oczywiscie isc do domu, tylko tam.
idziemy - tzn. tadeusz biegnie , a ja za nim.
jemy ciasto, skaczemy na trampoline, mlody ma rysunek kotka na twarzy - uff - goraco - w cieniu 32 stopnie - leb mi peka.
spocona z krzyczacym tadeuszkiem ide do domu - jest 17.30
lyk wody, mlody po raz setny wykopal ziemie z kwiatkow na balkonie ,a sekunde pozniej wsmarowal sobie pol butelki szamponu we wlosy.
siadamy w koncu z ksiazeczka w pokoiku na dywanie, 10 min. pozniej przychodzi maz i przejmuje mlodzika.
ja - szybka zmniana koszulki , do auta i do pracy.
22- ja na obwodnicy - uff na szczescie o tej porze nie ma korkow.
szybki telefon do meza , ze ide jeszcze na chwile do knajpki za rog cos cieplego zjesc.
22.45 wchodze do domu umordowana , przejedzona pierwszym cieplym posilkiem w tym dniu i marze o polozeniu sie spac.
maz lezy z ogromnym bolem glowy w lozku , ja klade sie z termoforem obok niego i zamykam oczy.
23.10 - mama - bzzzzz
mama bzzzz - ige(fliege- mucha )angen angen angen angen (fangen - lapac) bzzzzz bzzzzz bzzzz.
ja do mlodego 2 ml. melatoniny , mleko , lezymy.
23. 30 bzzz bzzzzz bzzzz - mlody biega po mieszkaniu ,lapie , pacyfikuje, probuje wszystkiego, sytuacja zaczyna sie wymykac spod kontroli .
moje serce zaczyna walic, zle sie czuje - mlody sie smieje - histerycznie - i biega - bzzz bzzz bzzzzz...
maz wstaje , przejmuje mlodego - trzyma go w objeciach , tadeusz bije , krzyczy , wrzeszczy , w koncu zaczyna bardzo glosno spiewac.- nasluchujemy oboje , czy juz ktos wezwal policje.maz puszcza tadeuszka - on zdejmuje pieluche i sika po calym mieszkaniu.ja nie wytrzymuje - daje klapa mlodemu- on tego nie zauwarza i sie smieje i biega - mama oncek (pajaczek) lapiemy lapiemy i smiech - ja oddaje mlodzika znow mezowi.
on sie zamyka z nim w pokoju , kolejna dawka melatoniny - zmeczenie wychodzi oczami tadeuszka , lecz male nozki ciagle biegaja , mala buzia pluje nam w twarz.
2.00 w nocy robi sie ciszej - ja slysze glosny szloch meza
i tadeuszka - madzu papa? (was machst du ? co robisz) madzu? madzu? papa?
ja biegne do pokoiku - maz siedzi skulony w kacie i placze , tadeuszek ma niepewna mine i przytula sie do mnie - w koncu placzemy wszyscy- tadeusz - bo zaczyna zdawac sobie sprawe , ze cos niedobrego sie dzialo, my z bezsilnosci i strachu o jutro, z potepienia samych siebie , bo mielismy agresywne mysli, nie lubilismy go, nie moglismy wytrzymac,ze wstydu , ze obojgu przyszlo nam na mysl go choc na jedna noc oddac do miejsca opieki nad dziecmi uposledzonymi.
0 3 rano po przeczytaniu 6 ksiazeczki o robakach zasnelam w tadeuszkowym lozeczku.
0 6. 30 - mama? - oncek?(pajaczek)
mama lapiemy -
mama jib (Lieb - kocham)
6 czerwca mamy termimn u naszej psychiatry dzieciecej
10 czerwca jedziemy do polski - strasznie sie cieszymy i denerwujemy zarazem - podroza, i tadeuszkowymi zachowaniami w drodze.
mlody jest kochany - naprawde - pomiedzy tymi jego "napadami"cieszymy sie strasznie , ze mamy takiego fajnego synka.
- ostatnio jechalismy w trojke starym pociagiem parowym - tak bylo fajnie.
- ostatnio chodzimy bardzo czesto na plac zabaw i czasami jest bardzo niefajnie.
- z fajnosci jeszc - to wczoraj mielismy panierowanego tadeuszka
najpierw skakal po wodzie (na placu zabaw jest pompa i system do zabawy woda)
z taka luboscia, ze my mielismy przez caly czas usmiech na twarzy, po czym sie wytarzal w kurzu i byl caly czarny:-))
- tadeusz liczy do 10!
wtorek, 17 maja 2011
slodkosci
tadeusz przychodzi do nas wczoraj rano do sypialni i mowi, ze chce posiac marchewki na balkonie :-)
ja zdziwiona pytam , bo nie wiem czy dobrze zrozumialam.
tadeusz mowi tak !- miga posiac i mowi oten!(karotten- marchewki)
potem dodaje - i jajka tez!
i wisnie tez! :-))))
popoludniu:
ja kupilam nasiona marchewki i pietruszki, i donice i mala konewke dla mlodego.
upackalismy cale mieszkanie i balkon, i nas ...
posialismy,udalo sie - tadeusz byl strasznie dumny.
teraz biega co 10 minut i oglada doniczki i mowi:
mama! me ma noch(nie ma jeszcze)
ja zdziwiona pytam , bo nie wiem czy dobrze zrozumialam.
tadeusz mowi tak !- miga posiac i mowi oten!(karotten- marchewki)
potem dodaje - i jajka tez!
i wisnie tez! :-))))
popoludniu:
ja kupilam nasiona marchewki i pietruszki, i donice i mala konewke dla mlodego.
upackalismy cale mieszkanie i balkon, i nas ...
posialismy,udalo sie - tadeusz byl strasznie dumny.
teraz biega co 10 minut i oglada doniczki i mowi:
mama! me ma noch(nie ma jeszcze)
środa, 16 września 2009
bobr ( :-( )
siedze i rycze
jak bobr
jestem wykonczona ,przedewszystkim psychicznie.
do d. ze mnie mama.
dzis dalam klapa mlodemu na pupe .
strasznie mi wstyd i zal.
rano wstalam o szostej i po oporzadzeniu siebie i tadeuszka
gotowalismy razem zupe -ja przy kuchence, tadeusz na stoleczku obok.
potem bylismy w grupie zabaw.
maly caly czas biegal w koleczko i nie mogl usiedziec jak inne dzieci 5 minut podczas spiewania piosenek – wiec ja sie z nim bawilam na boku i caly czas uwazalam ,zeby nie zrobil sobie krzywdy,potem bylo lepienie i malowanie.
droga powrotna do domu wygladala tak , ze maly nie chcial siedziec w wozku
byl juz za bardzo zmeczony ,zeby chodzic wiec stal co chwile ,a ja staralam sie go zmotywowac,zeby szedl dalej.w koncu sie na mnie zezloscil i zaczal uciekac na ulice.
raz,drugi , trzeci – zrobilo sie za niebezpieczine,wiec wcisnelam go w wozek.
przeszlismy pare krokow,maly sciagnal pasy i zaczal wyskakiwac z wozka – wiec ja tlumacze,ze moze isc ,ale przy mamie – a on znow w dluga- wozek ,wyskok,wozek,wyskok…
przyszlismy do domu byla 12 w poludnie- przekazka i do lozeczka, a ja do lozka- plecy mnie tak bolaly ,ze nie moglam usnac.zamknelam w koncu oczy i uslyszalam – mama !- maly spal godzine.
blady byl i co chwile sie przewracal – plakal i nie pozwalal sie utulic.
chcialam dac mu obiadek – zupe ktora gotowalismy rano- ja mu lyzke do buzi ,a on pluje i w placz.
w koncu po dodaniu przyprawy magi na jego oczach zjadl pare lyzek.
chcialam troche w domu posprzatac – nie dalam rady – z placzacym i zloszczacym sie malcem u boku.
poszlismy wiec na spacer- na jeden plac zabaw, na drugi, do lasu i na zakupy.
przyszlismy o 18-tej(maz musial dzisiaj zalatwic pare spraw i wiedzialam ,ze wroci pozno)i wtedy zaczela sie jazda.to znaczy kolacje zjedlismy sobie razem ,poczytalismy pana tralalinskiego,i lokomotywe, i murzynka bambo.
po czym maluch zaczal powtarzac pa pa pa – co oznacza kapiel ,wode lub plywanie i zaczal rozbierac sie do rosolu. ja napuscilam wody do wanny ,a on w placz ,rzut na podloge i nie pozwoli sie dotknac.po zalagodzeniu sprawy przyniosl mi golusienki plywaczki i mnie olsnilo ,ze chcialby pojsc na basen!
tlumacze,ze moze do wanny ,i ze pozno juz itd.
histeria
potem zaproponowalam mu jeszcze raz wanne i jak rykiem odmowil to stwierdzilam dobitnie ,ze idziemy sie ubrac w pizamke(byl juz lodowaty)
ja go na przewijak – on czerwony od krzyku , ja staram sie mu zalozyc pampersa – on go z siebie zrywa,w koncu zaczal mnie kopac – histeria taka ze ja juz sily nie mialam i mu dalam klapa…
jak on zareagowal?- zaczal sie bic po buzi!!!
w koncu przytrzymalam maluszkowi raczki i go na sile do mnie przytulilam – wtedy pomalu zaczal sie uspokajac.
tego wieczoru jeszcze 2 razy wpadl w histerie, mimo ,ze bylo wszystko tak jak zwykle , poza tym ze meza nie bylo przy wieczornym kladzeniu spac- no wlasnie – maluch zasnal dopiero jak papa przyszedl-
a ja placze
jak bobr
z bezsilnosci.
dzieje sie cos znow zlego w glowce tadeuszka ,czy to ja jestem mama do d…?
jak bobr
jestem wykonczona ,przedewszystkim psychicznie.
do d. ze mnie mama.
dzis dalam klapa mlodemu na pupe .
strasznie mi wstyd i zal.
rano wstalam o szostej i po oporzadzeniu siebie i tadeuszka
gotowalismy razem zupe -ja przy kuchence, tadeusz na stoleczku obok.
potem bylismy w grupie zabaw.
maly caly czas biegal w koleczko i nie mogl usiedziec jak inne dzieci 5 minut podczas spiewania piosenek – wiec ja sie z nim bawilam na boku i caly czas uwazalam ,zeby nie zrobil sobie krzywdy,potem bylo lepienie i malowanie.
droga powrotna do domu wygladala tak , ze maly nie chcial siedziec w wozku
byl juz za bardzo zmeczony ,zeby chodzic wiec stal co chwile ,a ja staralam sie go zmotywowac,zeby szedl dalej.w koncu sie na mnie zezloscil i zaczal uciekac na ulice.
raz,drugi , trzeci – zrobilo sie za niebezpieczine,wiec wcisnelam go w wozek.
przeszlismy pare krokow,maly sciagnal pasy i zaczal wyskakiwac z wozka – wiec ja tlumacze,ze moze isc ,ale przy mamie – a on znow w dluga- wozek ,wyskok,wozek,wyskok…
przyszlismy do domu byla 12 w poludnie- przekazka i do lozeczka, a ja do lozka- plecy mnie tak bolaly ,ze nie moglam usnac.zamknelam w koncu oczy i uslyszalam – mama !- maly spal godzine.
blady byl i co chwile sie przewracal – plakal i nie pozwalal sie utulic.
chcialam dac mu obiadek – zupe ktora gotowalismy rano- ja mu lyzke do buzi ,a on pluje i w placz.
w koncu po dodaniu przyprawy magi na jego oczach zjadl pare lyzek.
chcialam troche w domu posprzatac – nie dalam rady – z placzacym i zloszczacym sie malcem u boku.
poszlismy wiec na spacer- na jeden plac zabaw, na drugi, do lasu i na zakupy.
przyszlismy o 18-tej(maz musial dzisiaj zalatwic pare spraw i wiedzialam ,ze wroci pozno)i wtedy zaczela sie jazda.to znaczy kolacje zjedlismy sobie razem ,poczytalismy pana tralalinskiego,i lokomotywe, i murzynka bambo.
po czym maluch zaczal powtarzac pa pa pa – co oznacza kapiel ,wode lub plywanie i zaczal rozbierac sie do rosolu. ja napuscilam wody do wanny ,a on w placz ,rzut na podloge i nie pozwoli sie dotknac.po zalagodzeniu sprawy przyniosl mi golusienki plywaczki i mnie olsnilo ,ze chcialby pojsc na basen!
tlumacze,ze moze do wanny ,i ze pozno juz itd.
histeria
potem zaproponowalam mu jeszcze raz wanne i jak rykiem odmowil to stwierdzilam dobitnie ,ze idziemy sie ubrac w pizamke(byl juz lodowaty)
ja go na przewijak – on czerwony od krzyku , ja staram sie mu zalozyc pampersa – on go z siebie zrywa,w koncu zaczal mnie kopac – histeria taka ze ja juz sily nie mialam i mu dalam klapa…
jak on zareagowal?- zaczal sie bic po buzi!!!
w koncu przytrzymalam maluszkowi raczki i go na sile do mnie przytulilam – wtedy pomalu zaczal sie uspokajac.
tego wieczoru jeszcze 2 razy wpadl w histerie, mimo ,ze bylo wszystko tak jak zwykle , poza tym ze meza nie bylo przy wieczornym kladzeniu spac- no wlasnie – maluch zasnal dopiero jak papa przyszedl-
a ja placze
jak bobr
z bezsilnosci.
dzieje sie cos znow zlego w glowce tadeuszka ,czy to ja jestem mama do d…?
poniedziałek, 14 września 2009
jesien
jakos tak jesiennie sie bardzo zrobilo,dzieci zaczely szkole,
drzewa zaczely sie przebarwiac, kwiaty przekwitac, a przed domami leza pieknie udrapowane dynie roznych rodzajow.
dzis rano maluch w swojej pregowanej czapeczce biegal w parku od drzewa do drzewa i zbieral kasztany. wolal przy tym za kazdym razem O!
i pakujac kolejnego kasztana do wozka bil sobie brawo.
tak zdecydowanie zaczyna sie jesien.
drzewa zaczely sie przebarwiac, kwiaty przekwitac, a przed domami leza pieknie udrapowane dynie roznych rodzajow.
dzis rano maluch w swojej pregowanej czapeczce biegal w parku od drzewa do drzewa i zbieral kasztany. wolal przy tym za kazdym razem O!
i pakujac kolejnego kasztana do wozka bil sobie brawo.
tak zdecydowanie zaczyna sie jesien.
sobota, 12 września 2009
„brudne”dziecko
est taka zasada u nas na placu zabaw – dzieci bawia sie wszystkie
przyniesionymi zabawkami – foremkami itd jezeli mali wlasciciele akurat
sie nimi nie bawia – generalnie zasada – jak ty sie bawisz moimi
zabawkami to ja sie bawie twoimi.
mamy sie specjalnie nie wtracaja(na szczescie) do zabaw dzieci- ot poprostu pilnuja co by sie pociechy nie pozabijaly wzajemnie i za duzo piasku nie zjadaly, sa jednak sobie i innym dzieciom zyczliwe, np. jak przynosimy np.owoce na plac zabaw to inne dzieci sa tez czestowane, a i tadeuszek czasami podchodzi do ktorejs z mam i mowi am i czesto jakas drobnostke dostaje – taka niepisana umowa.mile to bardzo i
bardzo mi ten uklad odpowiada.
to tak – gwoli wstepu
na jednym placu zabaw – najwiekszym i jednym z najladniejszych w naszej dzielnicy zaobserwowalismy nietypowe specjalnie tu zjawisko.
przychodza tam pewne panie – nazwalismy je (maz i ja)- big mama`s,
jak sama nazwa wskazuje sa one przeogromne – w rozowych sweterkach ,z gromadka dzieci(takie” towarzystwo z wesolego miasteczka”) , koszami pelnymi slodyczy , piwkiem i papierosami, zasiadaja lub zaleguja stolik i lawki na samym srodku placu zabaw – najczesciej juz rano,rozkladajac tony zabawek dookola siebie – dyryguja dzieci od czasu do czasu na odleglosc- (najczesciej bardzo nieprzyjemnym tonem) co by nie musiec wstawac.
dzieci te bawia sie tylko miedzy soba i maja wyrazny zakaz dotykania zabawek innych dzieci, a jak ktores z obcych dzieci zbliza sie do ponetnego(zabawki i slodycze na wierzchu)obozowiska sa natychmiast piorunowane wzrokiem,a mamy owych mierzone od stop do glow z pogarda.
dzis dzieci wielkich mam przyszly z rozowym ,swiecacym wozkiem dla lalek z cekinami – czyli wszystko to co moj synek po prostu kocha.
podchody do tego wozka robil rozpaczliwe – nikt sie tym wozkiem nie bawil , az w koncu maz moj powiedzial ,zebysmy pozwolili maluchowi podejsc i obejrzec ten wozek(stal na uboczu placu zabaw).
maluch podszedl i poglaskal jednym paluszkiem lale lezaca w tym wozku – od razu zawirowalo w obozowisku – big mamas.
jedno dziecko,dziewczynka zostalo zawolane – tadeuszek wytkniety palcem ,ja zmierzona wzrokiem, dziewczynka odepchnela malucha i powiedziala – iii on dotknal moich zabawek swoimi brudnymi lapami – teraz bedziemy musieli wszystko myc.
tadeuszek sie przestraszyl i zaczal plakac.
ot taka sobotnia historia ,ktora mnie baardzo zadziwila i powiem szczerze zrobilo mi sie przykro .i choc wiem ,ze takie zachowania sa normalne niestety i tak jest mi przykro! O!
maly juz napewno o wszystkim zapomnial i i tak mielismy fajny dzien.
zawsze sie chyba takim zachowaniom dziwic bede i juz.
mamy sie specjalnie nie wtracaja(na szczescie) do zabaw dzieci- ot poprostu pilnuja co by sie pociechy nie pozabijaly wzajemnie i za duzo piasku nie zjadaly, sa jednak sobie i innym dzieciom zyczliwe, np. jak przynosimy np.owoce na plac zabaw to inne dzieci sa tez czestowane, a i tadeuszek czasami podchodzi do ktorejs z mam i mowi am i czesto jakas drobnostke dostaje – taka niepisana umowa.mile to bardzo i
bardzo mi ten uklad odpowiada.
to tak – gwoli wstepu
na jednym placu zabaw – najwiekszym i jednym z najladniejszych w naszej dzielnicy zaobserwowalismy nietypowe specjalnie tu zjawisko.
przychodza tam pewne panie – nazwalismy je (maz i ja)- big mama`s,
jak sama nazwa wskazuje sa one przeogromne – w rozowych sweterkach ,z gromadka dzieci(takie” towarzystwo z wesolego miasteczka”) , koszami pelnymi slodyczy , piwkiem i papierosami, zasiadaja lub zaleguja stolik i lawki na samym srodku placu zabaw – najczesciej juz rano,rozkladajac tony zabawek dookola siebie – dyryguja dzieci od czasu do czasu na odleglosc- (najczesciej bardzo nieprzyjemnym tonem) co by nie musiec wstawac.
dzieci te bawia sie tylko miedzy soba i maja wyrazny zakaz dotykania zabawek innych dzieci, a jak ktores z obcych dzieci zbliza sie do ponetnego(zabawki i slodycze na wierzchu)obozowiska sa natychmiast piorunowane wzrokiem,a mamy owych mierzone od stop do glow z pogarda.
dzis dzieci wielkich mam przyszly z rozowym ,swiecacym wozkiem dla lalek z cekinami – czyli wszystko to co moj synek po prostu kocha.
podchody do tego wozka robil rozpaczliwe – nikt sie tym wozkiem nie bawil , az w koncu maz moj powiedzial ,zebysmy pozwolili maluchowi podejsc i obejrzec ten wozek(stal na uboczu placu zabaw).
maluch podszedl i poglaskal jednym paluszkiem lale lezaca w tym wozku – od razu zawirowalo w obozowisku – big mamas.
jedno dziecko,dziewczynka zostalo zawolane – tadeuszek wytkniety palcem ,ja zmierzona wzrokiem, dziewczynka odepchnela malucha i powiedziala – iii on dotknal moich zabawek swoimi brudnymi lapami – teraz bedziemy musieli wszystko myc.
tadeuszek sie przestraszyl i zaczal plakac.
ot taka sobotnia historia ,ktora mnie baardzo zadziwila i powiem szczerze zrobilo mi sie przykro .i choc wiem ,ze takie zachowania sa normalne niestety i tak jest mi przykro! O!
maly juz napewno o wszystkim zapomnial i i tak mielismy fajny dzien.
zawsze sie chyba takim zachowaniom dziwic bede i juz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)