wtorek, 24 maja 2011

prawie profesjonalisci

za nami 24h szpitala.
niby juz "normalka" a jednak emocje jak zwykle wychodza "po" i zmeczenie trzymaniem fasonu :-) daje we znaki.
Bylo to tak:
w sobote szykowalismy sie bardzo podekscytowani do festynu w tadeuszkowym przedszkolu.
Ja mialam wyjechac tramwajem wczesniej bo zapisalam sie by pomoc w kuchni przez pierwsze dwie godziny imprezy, maz z tadeuszkiem mieli pojsc na spacer i do mnie dojechac pozniej.
w momencie ,w ktorym wychodzilam z domu mlody bardzo biegal, a maz pakowal plecak na spacer.
zeszlam na dol po schodach i nagle slysze lup! (my mieszkamy na pierwszym pietrze ,a lomot slyszalam na parterze)- cisza i potem taki placz(mamy wiedza o co chodzi)typowy , kiedy dziecku naprawde sie cos stalo.ja do gory biegiem. mlodego na rece, ktory zaczal od razu wymiotowac :-(
uspokoil sie jednak szybko , mial rozcieta gorna warge .
szybka decyzja: mlody sie uspokoil , wyglada ok , zrenice reaguja ok(po tylu wstrzasach mozgu jestesmy juz troche mniej szybkolecacydoszpitala (to tak na nasze usprawiedliwienie)
wsiedlismy razem do auta i ja pojechalam pomagac w kuchni.mlody zasnal w aucie.zgodnie z pnem chlopaki do mnie dojechaly i spedzilismy milo i spokojnie dzien.
tadeusz byl b. zmeczony i poszedl wczesnie spac , a ja obok niego. wszystko bylo ok.nastepny ranek tez normalnie i milo.
az tu nagle ni z tego ni z owego tadeusz zaczal wiecej niz 24h. po upadku wymiotowac.
no i ... spakowalismy torbe i do szpitala.
po 3!! godzinach w izbie przyjec(byla piekna pogoda i strasznie duzo wypadkow dzieciecych)dostalismy lozko- na szczescie sami w duzym pokoju, na znajomym oddziale, mlody zostal podlaczony do wszelkich mozliwych kabelkow i alarmow i poszlismy spac.
lekki szok byl tez w miedzyczasie , bo mldemu zaczela drgac cala lewa strona - utrzymac kubeczka nie mogl i ciagnal lewa nozka.
jednak juz wszystko ok.
lekki wstrzas mozgu prawdopodobnie z napadem pad.przed albo tuz po stad ta lewostronnosc . na 100 procent jednak nie mozna tego potwierdzic.
tadeuszek byl bardzo kochany, jadl pieknie, byl grzeczny i w ogole - jakby mi ktos w tym szpitalu dziecko podmienil ;-)
myslalam , ze juz na zimno podchodze do pobytow szpitalnych, ze to iz mam doswiadczenie, wiem co z soba zabrac, jak sie tam zajac mlodym , jak rozmawiac z pielgniarkami i czytac wyniki sprawi ze bede bardziej cool ;-)ale jednak tak do konca nie jest.leki bol brzucha i kac zostaja - no i oczywiscie pytania  1000 pytan czy dobrze postapilismy itd.
mlody czuje sie juz swietnie, znow poszedl do przedszkola.
ja odpoczywam i zbieram sily. :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz