jak zwykle co roku przed wyjazdem do polski rozklada mnie przeziebienie. mialabym akurat czas , zeby tak w spokoju ducha cos posprzatac, pomyslec co musze ze soba zabrac, zrobic jakies zakupy... a tu klops - z nosa leci , w kosciach lamie , glos jakis taki bardziej seksi ;-)
dlaczego tak jest , ze zawsze kiedy mam wolne w pracy musze byc chora?- no dobra koniec.
jeszcze ja to pol biedy , ale mlodego zaczyna lapac , ma lekka goraczke i spi- zobaczymy co dalej...
przydaly by sie jakies witaminki - a tu kolejna d...pa bo w niemczech jak juz pewnie wiecie drodzy czytelnicy ludzie padaja jak kawki z powodu skazonych witaminek. zmutowane bakterie e- coli objawiajace sie krwawym rozwolnieniem i okropnymi powiklaniami siedza na warzywach i owocach i nie wiadomo gdzie jeszcze i czychaja na nas ...
- ja jako czolowy trzesidupek poludniowych niemiec - dostalam z nerwow... no co?...
zaczelismy wszystko gotowac , nawet banany sparzam przed obraniem ze skorki.
mlodemu biedaczkowi wysuszyla sie juz bardzo skora od ciaglego mycia rak... no ale jak trzeba to trzeba.
nic nam nie bedzie, prawda?
mamy w domu nowego domownika na weekend - nazywa sie kussi (calusek)
zeby to zrozumiec musze cos wam opowiedziec...;-)
jakis czas temu tadeusz zauwazyl bardzo dziwnego robala i spytal meza co to jest? - na to maz - jak to co? - kuss käfer (buziaczkowy zuczek) - on napada na dzieci i rozdaje caluski :-))
wieczorem mlody ogladajac po raz 1000000 swoj leksykon robalowy znalazl obrazek takowego i cmokajac z rozanielona mina nam go pokazal :-)
okazalo sie , ze jest to larwa biedronki (wyglada jak potwor)
pare dni pozniej w przedszkolu dzieci byly na spacerze i tadeusz znalazl taka larwe i pokazal paniom. panie zapytaly co to? - on na to - tuss tefa !!!(panie zostaly przez nas oswiecone o co chodzi i strasznie sie smialy)
nastepnego dnia z pieczolowitoscia zabraly robala do przedszkola , wlozyly do sloika , nasypaly piasku i lisci i postanowily poczekac co sie stanie.
w piatek z robala zrobila sie biedronka, ktora zostala przez dzieci ochrzczona kussi, nakarmiona mszycami i przez weekend musimy uwazac co by jej sie nic nie stalo i byla najedzona i nabierala intensywnego czerwonego koloru.
w poniedzialek po sniadaniu ma sie odbyc ceremonia pozegnalna i kussi zostanie wypuszczony na lake przyprzedszkolna :-)))
a ja wlasnie sie zastanawiam czy mooje dziecko nie z tego powodu dostalo temperatury... ;-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz