czwartek, 10 września 2009

hip hip hurrraaaa!

mezowi mojemu wlasnemu ,madremu i kochanemu przedluzono umowe o prace na czas nieokreslony!!!!!
dostal pochwaly i premie !!
niby taka przyziemna sprawa ,ale od wczoraj fruwamy pod sufitem z radosci
:-) )))

środa, 9 września 2009

podsumowanie wakacji i przedszkole cd.

jakie byly nasze wakacje ?
powiem tak ,
las,
gory,
cisza ,nasza trojka,
hotel dla rodzin,
wyrozumiala obsluga,
cudowne jedzenie,
atrakcje dla dzieci,
odprezony maluch,
odprezeni i my,i mimo przeziebienia i zapalenia dziasel moich i meza,
wakacje byly suuuuper!
moze przez to ,ze sobie zupelnie odpuscilismy, nie nastawialismy sie na nic i niczego nie planowalismy – ot tak zycie z dnia na dzien. :-)
dzis poszlam zapisac maluszka do jeszcze jednego przedszkola.
lista oczekujacych na przyjecie dzieci jest taka dluga , ze pani nie mogla nam obiecac ze znajdzie sie miejsce dla tadeuszka na przyszly rok.
wspomnialam pani o naszej sytuacji, jako ze to jest przedszkole integracyjne- i wspomnialam ze nam (na razie) nie przysluguje miejsce integracyjne, i ze wisimy pomiedzy- bo do normalnych przedszkoli – na normalne miejsce nie chca malego przyjac .pani szepnela mi na uszko ,ze istnieje jeszcze wyjscie pomiedzy- ze jezeli pani z urzedu do spraw nieletnich uwaza ,ze maly jest potrzebujacy „specjalnej opieki”to ma nam przepisac ta dodatkowa opieke w postaci chlopaka odrabiajacego wojsko lub wolontariusza ktory zostanie wcielony w zycie przedszkolne,ktory bedzie mial za zadanie pomoc tadeuszkowi w razie potrzeby.
swietnie ,co?
wtedy dostalibysmy takie miejsce od reki! – tylko dlaczego nam nikt o tym wczesniej nie powiedzial?
zamierzamy isc wiec za ciosem i postarac sie wywalczyc sprawe.

niedziela, 6 września 2009

nowonarodzeni :-)

jestesmy,
jeszcze nie ochlonelam,przeziebiona,opalona,z odciskami na stopach,szczesliwa,spokojna,optymistyczna,zalujaca,ze to juz po- czyli tak jak byc powinno po wakacjach!
bylo suuper!cale dnie spedzalismy razem ,jedlismy dobre rzeczy, duzo spalismy i chodzilismy po gorach,plywalismy w basenie(maluch zuch nauczyl sie sam z plywaczkami plywac!- moj dzielny dwulatek -a my puchniemy z dumy :-) )
c.d.n…jak ochlone:-)
 

czwartek, 20 sierpnia 2009

„sloneczka”

poznalam wczoraj telefonicznie pewna mame chlopca z epilepsja – o wiele silniejsza od tadeuszka.
przechodzila ona ta sama odyseje przadszkolno-szpitalno -lekarsko – nianiowa.
dowiedzialam sie od niej mnostwo przydatnych rzeczy. min. takiej ,ze ta klinika w ktorej dotychczas malego leczylismy jest pod  wzgledem neuro- pediatrycznym katastrofalna. dostalismy namiary na klinike specjalistyczna oddalona tylko o 35 km. od nas
tak wiec dzis robimy tam termin i prawdopodobnie czeka nas 6-cio tygodniowy pobyt w tej klinice – tzw. diagnozujacy.
wtedy bedziemy miec dwa zdania na ten sam temat i bedziemy pewni co i jak.
z naszej kliniki nie dostalismy jeszcze papierow od ostatniego pobytu w szpitalu.
nowopoznana mama powiedziala nam tez, ze jezeli bedziemy mieli diagnoze czarno na bialym ,to dostaniemy legitymacje dla osob niepelnosprawnych , ktora upowaznia nas min. do miejsca integracyjnego w przedszkolu.
tamta mama dzwonila juz do pani urzedniczki ktora sie zajmuje przydzielaniem takich miejsc w przedszkolach dla zdrowych dzieci,i pani urzedniczka odpowiedziala jej ,ze ma wyslac swoje dziecko do przedszkola dla dzieci z ciezkimi uposledzeniami ,bo oni chetniej przyjmuja dzieci z zespolem downa ,bo to takie sloneczka.
 Aaa

środa, 19 sierpnia 2009

zalamka

juz jakis czas temu pisalam ,ze maly ma pojsc do niani od pazdziernika (cos jak mini przedszkole z jedna wychowawczynia).ja z niania rozmawialam ,bylam u niej i sie umowilam na koniec sierpnia na poczatek okresu przyzwyczajania ,ktory mia<l potrwac ok. 6. tygodni.
w miedzy czasie wyszla cholerna sprawa z epilepsja ,a niania byla na urlopie i nie sposob sie bylo z nia skontaktowac ,zeby obgadac co i jak.
na placu zabaw inne mamy slaszaly o taseuszku i radzily mi sie dowiedziec czy prawnie jest to w ogole mozliwe ,zeby taka niania zajmowala sie chorym dzieckiem (chodzi o ubezpieczenie itd.).
zadzwonilam wiec do urzedu do spraw nieletnich z pytaniem o to, a tam na mnie prawie nakrzyczano,ze chce dziecko oddac do niani za ich plecami,i dla czego sie jeszcze u nich nie przedstawilam.poczulam sie jak przestepca, umowilam sie z pania urzedniczka na termin ,poszlam – spieszylam sie z tadeuszkiem, doszlam i okazalo sie ,ze pani jest chora,i dostalam termin na dzis.
mowilam juz ze tadeuszek ma ciezki okres akurat?jezeli nie to powiem co nastapilo.
moje dziecko plakalo ,rzucalo sie na ziemie ,nie interesowalo sie zadnymi zabawkami ,a z  glupia urzedniczka w ogole nie chcial miec nic doczynienia. chcial caly czas do tletletle (toalety znajdujacej sie na koncu korytarza),byl blady i umeczony ,a ja pocac sie ,pocieszajac malucha jak moglam i tlumaczac ,ze zaraz wyjdziemy ,wypelnialam formularze i odpowiadalam na pytania pani pt. czy on sie zawsze tak zachowuje. koniec koncow uslyszalam ,ze moje dziecko sie do zadnej niani nie nadaje – ze go skrzywdze oddajac do nawet najlepszego przedszkola,ze mam dziecko specjalnej troski z deficytami wymagajace indywidualnej opieki,i ze niania bylaby nieodpowiedzialna biorac go do siebie – slowem mam uposledzone jej zdaniem dziecko i ona nam nawet szans nie dala ,zeby pokazac jak moj maluszek pieknie sie bawic potrafi i jaki jest kochany!!!
po powrocie do domu zadzwonila do nas niania i mowila,ze pani urzedniczka do niej dzwonila i jej odradzila brania tadeuszka na 3! godziny dziennie!
nie bede pisala co jeszcze sie wydarzylo i czego sie jeszcze dowiedzialam ale czuje sie zdruzgotana i pokrzywdzona i strasznie mi przykro.
jestesmy w sytuacji:
za bardzo uposledzony ,zeby pojsc do normalnego przedszkola /niani , za malo zeby dostac miejsce integracyjne!

wtorek, 18 sierpnia 2009

2 dni galopem

glowa w mur – tak trzeba by nazwac zachowanie ostatnich dni malucha.
spi malo ,je jeszcze mniej, porusza sie ciagle biegiem i ciagle sie zlosci.
bilans wczorajszego dnia- dwa guzy na glowie,rozbite czolo, zjechany lokiec i kolano.
w niedziele wieczorem wyskoczyl na glowke z lozeczka!
nic sie na szczescie nie stalo ,ale my sie strachu najedlismy.
dzis wstal juz o 5.30 i galopik dookola mieszkania.juz o osmej z nim w domu wytrzymac nie moglam ,bo go energia rozpychala, i wyszlismy na mega spacer.chodzilismy,biegalismy ,bylismy na jezynach ,na rynku i na placu zabaw.kopalismy pilke ,ogladalismy robale i cieszylismy sie z much.
wrocilismy do domu o 11-stej ,mlody sie popluskal w wannie na balkonie ,zjadl dwa pulpeciki drobiowe i padl.
ja pije kawe i szykuje sie mentalnie na dalsze galopy,ktore napewno bardzo niedlugo sie zaczna.

sobota, 15 sierpnia 2009

sobota

jest rano.
ja stoje pod prysznicem i z odzywka na wlosach myje zeby.maz stoi przed umywalka i sie goli.pod umywalka na stoleczku stoi tadeusz i z powazna mina pedzlem do golenia  mydli sobie uszy i wlosy :-)