wtorek, 21 lipca 2009

plotki o tesciowej

po napisaniu poprzedniego postu zaczelam od razu zalowac ,ze go napisalam ;-) - no ale coz - napisane - zaklepane.
wlasciwie to chcialam troche o mojej tesciowej poplotkowac,ktora tak naprawde ma dobre serce,i dobre checi ,lecz czasem niestety brak dobrego rozumu.
i tak na przyklad - ciagle sie do mnie porownuje wagowo i robi uwagi odnosnie tego co i jak ja jem.
rozmawia i opowiada mi w tramwaju o tym jaki krem najlepiej smarowac na wargi sromowe , gdy cos tam swedzi.
na lodach w kawiarni opisuje mi problemy intymne mojego tescia .
jest zachwycona tadeuszkiem ,ale od jakiegos czasu powtarza wszystkim w okol jakie to maly ma deficyty i robi z niego opoznionego umyslowo chlopca- porownujac go do innych dzieci - i zupelnie nie zdajac sobie z tego sprawy co tak wlasciwie wygaduje.
powtarza mi w kolko ,i moim znajomym , ze matce jest taaak ciezko jak syn sie zeni,
ze traci go dla innej kobiety - zupelnie tak jakby powtarzala slowa zaczytane w pismach ilustrowanych dla pan w podeszlym wieku!
gdy tak naprawde to sie zupelnie nie zgadza , bo ma caly czas dobry kontakt z synem wnukiem,ktorego w koncu tak ubostwia ,i znosny kontakt ze mna.

tym razem o mnie (wstyd)

jak juz wiadomo wszem i wobec zmagam sie z potworem -depresja i stanami lekowymi - na ktore biore lekarstwa ,zeby latwiej mi bylo zyc.
trudna to sprawa - naprawde .jako,ze z natury jestem wszedobylska ,bardzo optymistyczna osoba, nie bardzo chce mi sie w glowie pomiescic,ze mnie cholera dopadla.
z pobytow na plaszczyznie gorskiej wpadam w taka przepasc, ze wydaje mi sie ,ze sie z niej juz nigdy nie wydostane - a jednak wydostaje sie - za kazdym razem.czasami kilka razy dziennie.najgorsze sa wieczory, kiedy ciemnosc i zmeczenie nie pozwalaja na walke ze strachami i smutkami.
do tego dochodzi wstyd i wyrzuty sumienia - w stosunku do najblizszych -
i brak ochoty na sex - a co za tym idzie jakis podswiadomy lek o nasz zwiazek.
nie znaczy to ,ze chodze smutna i przygnebiona caly dzien,usmiecham sie, jestem pelna nadzieji i planow na przyszlosc - gdyby nie te czarne dziury i hipochondria w stosunku do mnie i wszystkich w okol.

niedziela, 19 lipca 2009

:-))

   

relacja po :-)

no wiec jak to bylo :-)
bylo bardzo fajnie.
ale zacznijmy od tego ,ze pare dni przed urodzinkami maluszka nie bylo wcale tak fajnie- najpierw tadeuszek mial 3!- male ataki jednego przedpoludnia, potem dowiedzialam sie ,bardzo smutnej rzeczy ,ktora mnie niesamowicie przygnebila i spowodowala jeszcze wiekszgo stracha i stresa o maluszka.
potem na szczescie przyjechala tesciowa i nie mialam juz specjalnie czasu ,zeby sie martwic.
w dzien urodzin tadeuszek wstal juz bardzo wczesnie rano i pobiegl do duzego pokoju ,gdzie byly prezenty i baloniki i slodycze - byl baaardzo podekscytowany -
myslalam ,ze bedzie rozpakowywal prezenty i nie bardzo sie im przygladal ,tylko biegl do nastepnych, ale nie - bylam bardzo zdziwiona - ogladal kazdy papier,kazda wstazeczke i kartke z zyczeniami (dostal paczke od babci i dziadka i cioci i wujka z polski)
po czym wsiadl na swoj rowerek i nie rozstawal sie juz z nim do wieczora - caly czas pokazywal ,zeby mu zalozyc kask na glowe i zapiac pod broda :-).
czasami sobie sam kask na glowe zakladal (odwrotnie) i wygladal jak maly luzak ,-)
bylo i dmuchanie swieczek i plac zabaw w urodziny i niemoc spania z nadmiaru wrazen.
wczoraj byla powtorka ciastowo - swieczkowa(przyjechal tesc) i pyszny pourodzinowy obiadek i przyjaciel antos w odwiedzinach.
dzis jest katar kapiacy z nosa i podwyzszona temperatura (u moich obu facetow)
mam nadzieje ,ze mnie przeziebienie tym razem ominie.
z tesciowa bylo fajnie (pomogla mi w domu) i niefajnie (gadala glupoty)ale o tym innym razem.
pa

niedziela, 12 lipca 2009

wspomnieniowo zdjeciowo

jezeli mi sie uda to wkleje tu zaraz trzy zdjecia - na pierwszym jestem ja dokladnie dwa lata temu z wieelkim brzuchem (dzis waze 35 kilo mniej :-),
i tadeuszek krotko po urodzeniu i aktualnie :-)       

przedurodzinkowo ,odwiedzinowo

melduje poslusznie ,ze mam gosci w domu, dlatego mnie tu mniej.podekscytowana jestem bardzo przed urodzinkami tadeuszka ,wspominam jak to bylo dwa lata temu ,jak bylo goraco ,a ja wazylam ponad 100 kilo i mialam spuchniete nogi . czekalam wtedy z utesknieniem na cesarke ktora sie miala odbyc nastepnego dnia i mialam nadzieje ,ze dzidzius wytrzyma jeszcze w srodku.i ze bedzie zdrowy!
pamietam,ze prosilam meza ,zeby nie zaspal nastepnego dnia i przyszedl do mnie jak najwczesniej(nie wiedzialam ,ze z przejecia nie spal cala noc) kocham .
dzis pakujemy prezenty - jutro beda cukierki czekoladowe na sniadanie  hehe .
tesciowa zostanie do przyszlego weekendu wiec bede sie rzadziej odzywac , relacje z urodzin bedzie oczywiscie okraszona zdjeciami :-)

piątek, 3 lipca 2009

notesik

upaly u nas sa straszne wiec mniej mnie tu ,bo mozg mi sie lasuje ;-),
wychodzimy na plac zabaw wczesnym rankiem i poznym popoludniem ,bo inaczej to padamy jak muchy.popoludniami maluch moczy dupke w misce na balkonie,a i ja sie ciagle prysznicuje co by nie uschnac zupelnie.
jak bylismy w szpitalu to powiedziano mi ,ze mam koniecznie kupic sobie notesik i zapisywac w nim wszystko , co mnie niepokoi, czyli ,jezeli maluszek zacznie mi sztywniec ,czy wykrecac oczy , czy jak sie bedzie jakos inaczej zachowywal , mam to skrupulatnie notowac i zapisywac w jakiej kolejnosci sie wszystko dzieje.
pomoze to lekarzom sklasyfikowac napady tadeuszka.
dostalam tez mnostwo innych polecen - miedzy innymi formularz do wypelnienia na 20 stron chyba z wywiadem dochodzacym jeszcze do pradziadkow - odnosnie chorob ,uposledzen itd.-wszystko wypelnilam ,dostalam skierowanie do centrum dla dzieci przewlwkle chorych i z zaburzeniami rozwoju,gdzie beda sie nami zajmowac przez caly czas ,az do skonczenia szkoly przez tadeuszka. - i to wszystko zrobilam z duzym luzikiem,wszystko ,poza kupieniem notesika.
bylo to dla mnie jakas taka bariera psychiczna - to tak jakbym caly czas nie mogla zaakceptowac tego ,ze naprawde cos z malym nie tak.
troche jak wyrok podpisany na nas.
wczoraj kupilam notesik...