sobota, 9 maja 2009

trzeba sie cieszyc,pokory nam trzeba:-)

jak wrocilismy ze szpitala ,to wlaczajac moj blog spojzalam troche wstecz na poprzednie tematy , i pomyslalam ,jakie to wszystko - male , codzienne troski i zmartwienia staja sie trywialne wobec wiekszych zmartwien i trosk.
wracamy do normalnosci - uszy do gory i przygladamy sie jak maluch  hichocze bo mucha przelatuje kolo glowy :-)
takie to dziwne ,ze tyle problemow stwarzamy sobie sami i przeslaniaja one radosci dnia codziennego.tyle rzeczy zlych  dzieje sie niezaleznie od nas i przychodza tak nagle ,ze kurcze blade ,trzeba wykorzystywac spokojne chwile -pomiedzy - na porzyteczniejsze rzeczy niz na uzalanie sie nad soba.
prawda stara jak swiat, ale zawsze przychodzi po fakcie (jakims )
przed szpitalem chcialam juz notke napisac o tym jak to mnie juz tydzien glowa boli i
o niani i uwierajacych butach i znow o balaganie
ale napisze o tym ,ze slonce swieci i margaretki kwitna przy drogach i moj synus biegnie i wpada w moje objecia jak zawolam - kto przyjdzie do mamuuusssiii..
i ze jak tylko sie maluch obudzi to idziemy na plac zabaw potaplac sie w blocie.
(a jeszcze w nawiasie napisze ,ze najchetniej zalozylabym mu kask na glowe zeby sie nic nie stalo)

czwartek, 7 maja 2009

poszpitalnie (czyli jak nie urok to sraczka)

melduje poslusznie ,ze padam na twarz.
wlasnie przyjechalismy do domu ze szpitala ,gdzie spedzilam z maluszkiem dwa dni i dwie noce.spalam moze razem z piec godzin,i troche sie nadenerwowalam.
we wtorek wszystko bylo ok - dzien jak co dzien - gdyby nie to ,ze po poludniu maluch sie nagle przewrocil ,po czym wstal odwrocil do mnie i stracil na chwile przytomnosc.gdy ja odzyskal zaczal strasznie wymiotowac i leciala mu krew z nosa.
zadzwonilam po pogotowie i jak przyjechali to sie maluszek znow zaczal wyglupiac i skakac po kanapie.zawiezli nas do kliniki dzieciecej - diagnoza - wstrzas mozgu.
no wiec musielismy zostac .maly mial co dwie godziny mierzone cisnienie i sprawdzane odruchy zrenic i byl monitorowany przez 48 godzin. dzis mial badanie eeg ,na ktorym musial byc uspiony i ktore nie wyszlo za dobrze(wyszlo ,ze ma skonnosci padaczkowe- stad przypuszczenie ,ze te jego drgawki goraczkowe z wczesniej i ten upadek wtorkowy maja ze soba cos wspolnego). bedziemy musieli sie zglosic za 3 miesiace do powtorki.
no wiec mielismy przygody ,ze ho ho !
a moje proby nie martwienia sie o wszystko szlag znow trafil.
jutro przyjezdza tesciowka na tydzien - ciekawe czy bedzie mi to pomoca ,czy meka.
zaraz maluch zasnie ,a ja zjem frytki z keczupem:-) i majonezem - a co!

piątek, 1 maja 2009

ojej!

no wlasnie ojej!
chyba mamy nianie - to znaczy maz rozmawial z jedna u ktorej sie zwolnilo nagle jedno miejsce.- tutaj to wyglada tak ,ze sie dzieci do takiej niani przywozi do domu i one maja najczesciej pare dzieci pod domowa opieka - troche jak takie mini przedszkole.
jak juz wczesniej pisalam - tutaj o miejsce w przedszkolu dla dzieci do lat trzech lub u niani bardzo trudno.ciesze sie ,a za razem mam straszna kluche w zeladku.
moj maluszek!
wiem ,ze to dla nas bardzo wazny krok - krok milowy do mojego wyzdrowienia i w ogole wszystkim to na dobre wyjdzie ... mam nadzieje -chlip chlip
a jesli ta niania to potwor straszliwy? - jak sie o tym dowiem? - przeciez maluszek jeszcze mowic nie potrafi?!!!
nic to- w poniedzialek jestesmy umowione na wstepna rozmowe ,zeby sie poznac i zdecydowac w ta czy we w ta !
ojej ojej ojej.
normalnie spac nie moge!

wtorek, 28 kwietnia 2009

zastanawiam sie

zastanawiam sie ,jako ,ze duzo mi w glowie siedzi ,o czym mam dzis napisac .

a)czy o tym jak panikuje i boje sie swinskiej grypy

b)o tym jak mocno padal dzis deszcz

c)czy moze o tym jak to mnie dzis pewien facet wkurzyl ,a ja jak zwykle zadnej glupiej odzywki nie moglam z siebie wycisnac,

d)a moze o tym ,ze mojemu dziecku nadal jest niedobrze i smarka i ,ze jutro z nim w koncu ide do lekarza ,bo chudy jest jak szczapka

e)a moze o tym jak to kupilam maluszkowi kurtke i spodenki przeciwdeszczowe i kalosze i jak skakalismy sobie po kaluzach ,a ludzie dookola MILO SIE USMIECHALI;

f)a moze tez o tym ze jestem piekielnie zmeczona i w moim mieszkaniu nie nadazam znow za najprostszymi pracami domowymi.

g)czy w koncu o tym,ze zamowilam sobie dwie ksiazki przez internet i juz sie na nie ciesze :-)
no wiec jako ,ze nie moge sie zdecydowac ,pojde chyba spac (patrz f)

ps. h) i w koncu moze o tym ,ze zdaje sobie z tego sprawe, jakie straszne bledy ortograficzne tutaj popelniam i jak sie z tego powodu wstydze - no coz - potrzeba pisania silniejsza jest od wstydu...

poniedziałek, 27 kwietnia 2009

zapach laczki pelnej kwiatow ;-)

dzis na spacerze przedpoludniowym zatrzymalam sie z maluszkiem przy lace by mlody pohasal i powachal sobie kwiatki(stokrotki i blawatki;-)
nachylajac sie nad dmuchawcem ,zeby go malemu pokazac poczulam przykry zapach i pomyslalam - acha - mlody puszcza baki...

idziemy dalej - ja zatrzymuje sie i kucam kolo wozka,zeby zawiazac buta.przechodzi obok nas pan - znow cos smierdzi - pomyslalam ,ze kiepsko u pana z higiena.

gdy doszlismy do placu zabaw , wyciagnelismy foremki ,lopatke i wiaderko i gotowi do robienia babek z piasku zasiedlismy pupami na ziemi- znow cos poczulam. wiec jak nic sciagam dziecku spodenki ,rozpinam body (maly protestuje bardzo glosno),zagladam do pieluchy - a tam.. nic!

i wtedy mnie oswiecilo i zajzalam pod mojego gleboko profilowanego buta do wedrowek  ble  rumieniec

sobota, 25 kwietnia 2009

slowa

jak bylam mala to lezac w lozku rozmyslalam nad przeroznymi rzeczami.
jedno z przemyslen bylo takie:
dlaczego nos sie nazywa nos?
zastanawialam sie kto to wymyslil ze taki a nie inny zbior literek twozy takie a nie inne slowo o takim a nie innym znaczeniu.
i zastanawialam sie jak by to bylo gdyby nos nazywal sie na przyklad "ano" - czy inaczej bym go wtedy odczuwala?
moje podzielenie sie dzieciecymi przemysleniami nawiazuje do jednego postu antycznej :) - calusy

o grzecznym synku

moj synek byl wczoraj bardzo grzeczny - musze go naprawde pochwalic.
wczoraj przedpoludniem musialam jednak pojechac do lekarza bo zaba nadal siedzi mi w brzuchu i nie chcialam z tym fantem na weekend zostac .
no wiec dziecie pod pache - wozek ,torba z pieluszkami ,prowiant,ciuchy do przebrania (bo to nigdy nie wiadomo),dokumenty,klucze,komorka...
i do lekarza.
w tramwaju mlody wywijal,nie chcial siedziec w wozku ,zdejmowal sobie buty itd - wiec ja z nieco bladymi policzkami myslalam z przerazeniem jak to u lekarza bedzie .
a tu niespodzianka .w poczekalni maluch flirtowal ze starszymi paniami ,ogladal ksiazeczki i tulil sie do mnie.u pana doktora mial mine troche niepewna ,ale jak odkryl ,ze to nie on badany bedzie to od razu humor wrocil.
i tak w dobrych humorach wrocilismy do domu.
ja kupilam lekarstwa i wszystko byloby dobrze gdyby nie to ,ze  razem z lekarstwami ktore teraz biore sie one nie toleruja.
no wiec pozostalo mi nadal pic herbatke i przeczekac sprawe.