niedziela, 15 lutego 2009

do startu,gotowi,start...

no to jutro sadny dzien -nerwy zzeraja mnie od srodka .jak juz przezyje podroz,to bedzie juz z gorki mam nadzieje.
zeby tylko maluszek zdrowy byl przez ten czas przeprowadzki i zebym dala rade sama do czasu zanim maz nie dojedzie tydzien pozniej z meblami.
mozliwe ,ze internet bedziemy miec dopiero w marcu,moze uda mi sie jednak zajzec tu w miedzyczasie na chwilke...
prosze za mnie trzymac kciuki ;-)
dzis typowo dla takich sytuacji ,maluszek przewrocil sie i udezyl tak mocno glowka w rog sciany ,ze myslalam ,ze nigdzie nie wyjedziemy i czeka na nas ostry dyzur.
chlodzilismy ,pozniej czolko i poza zmeczeniem(sytuacja pewnie ) nic mu nie jest - minely juz trzy godziny i mam nadzieje ,ze juz bedzie dobrze.
maz kladzie malego wlasnie spac,koty szaleja,balagan okropny ,a ja musze nas jeszcze do konca zapakowac.
pa!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz