środa, 8 listopada 2017

dziwny jest ten swiat + dopisek

w obliczu roznych ciezkich diagnoz, dramtow zyciowych itd okazuje sie zazwyczaj kto ma jaki charakter i czego sie najbardziej boi.
Za kazdym razem jak cos jest nie tak z Tadeuszkiem lub ze mna rodzice moi , a w szczegolnosci moj Tata a dziadek Tadeuszka(mam nadzieje , ze nie zostane teraz odebrana za nie uczuciowa i nie wdzieczna)powtarza - " tylko dzwon, bo ja sie tu tak denerwuje" powiekszajac zawsze wtedy moje obciazenie psychiczne o 10 razy , bo do mojego i tak juz wielkiego stresu musze sie martwic i myslec zeby w miedzy czasie pisac i dzwonic bo biedny Tato sie tak bardzo denerwuje.
Teraz jest podobnie, ale i odwrotnie.
Mama przesadza z niby dobrym humorem u rztem w wir pracy,
Ja dzwoniac staram sie krotko i rzeczowo z nia o raku i tematach lekarskich rozmawiac, a pozniej przechodze na inne tematy.
Z tata o mamy chorobie nie da sie rozmawiac w ogole.
Tata sie martwi NAJBARDZIEJ i jest biedny  .
Jest biedny bo tak sie z MAMA cieszyli na przyjazd do nas na swieta , a teraz nic z tego.
To co , ze powiedzielismy , ze jak sie wyjazd nie uda to przyjedziemy do nich.
To co , ze wszyscy mowia , ze teraz leczenie mamy jest najwazniejsze.To taka absurdalna reakcja.
On teraz podswiadomie stawia wszystkich pod presja tego , ze ONI sie tak cieszyli ,a teraz nici, a szczegolnie mame , ktora akurat nie chce planowac nic oprucz swojej taktyki oderwania sie od myslenia o raku i planowania nastepnej wizyty u lekarza.
Tata pociesza SIEBIE mame powtarzajac wszystkim w okol , ze " jak juz mama bedzie zdrowa to tak okolo lutego zabierze ja na wakacje" - to nic , ze wszyscy powtarzaja , ze do lutego nie bedzie po "sprawie", ze nie wiadomo jak mama bedzie sie czula, ze niech nie wywiera na niej takiej presji.itd.
Bardzo dziwnie reaguje.
Moj brat za to szuka ciagle ziolek, korzeni , cudow i wiankow zeby mamie pomoc.
Ja - sama nie wiem co robie- gadam o tym za duzo, czytam za duzo i obarczam tym dodatkowo meza i Tadeuszka, ktorzy tez sie martwia.

Dopisek : przykro mi , ze tak skrytykowalam ojca - trudna to sytuacja i trudne emocje 

poniedziałek, 6 listopada 2017

Procedury

Moja mama dzis zwarta i gotowa pojechala z tata do 100 kilometrow oddalonego Poznania do Onkologii.Pojechala tam z torba spakowana na wszelki wypadek do szpitala i pelna nadziei , ze wyciecie dziada odbedzie sie jak najszybciej .Miala termin na 12.45 i numerek 65 .Jak przyjechala i weszla do kliniki o 12.20 to wchodzil numerek 30.Ponoc tlumy dzikie, duszno , za malo krzesel.Wszyscy zestresowani.
Przez to ze odkopalismy znajomosci dostala sie do lekarza z tylko godzinnym poslizgiem.
Dowiedziala sie tylko tyle, ze to w sumie nie ma roznicy czy wytna jej guza z kawalkiem piersi czy cala piers - ryzyko jest ponoc takie samo ( mama miala nadzieje , ze jak jej amputuja cala piers ,albo i obie to sie pozbedzie dziada skuteczniej).
Zrobiono jej RTG pluc z zaleceniem przyjazdu ponownego w czwartek po opis i omowienie ( znow kolejka) i kolejny przyjazd we wtorek w przyszlym tygodniu( znow kolejka) , bo wtedy odbedzie sie konsylium lekarskie - i tyle .Niby mowi sie , ze w przypadku wykrycia guza w piersi liczy sie kazda chwila - chyba jednak nie dla wszystkich Mama oszolomiona  stamtad wyszla i wrocila sie spowrotem spytac pania w rejestracji czy to napewno konieczne , zeby przyjezdzala osobno najpierw w czwartek po opis , a potem we wtorek na konsylium , czy nie byloby logiczniej , zeby zrobic wszystko za jednym zamachem, to ponoc pani w rejestracji na nia fuknela , ze skoro tak napisane to tak ma byc.
pozostalo nam czekac
i czekac
i czekac


czwartek, 2 listopada 2017

kiedy ziemia usuwa sie spod nog ...

Moja Mama ma raka.Raka piersi.Mieszka1100 kilometrow ode mnie.
Za kazdym razem kiedy mysle, ze nadrabiamy mina i ukladamy nasz swiat dzieje sie cos bardzo niedobrego.Tym razem AZ tak niedobrego.Czarna Dupa
Czy ktos  z WAS ma doswiadczenia z szpitalem onkologicznym w Poznaniu na Garbarach?

piątek, 11 sierpnia 2017

jest moc

kolejny bardzo rozbiegany Tydzien wakacji , kolejna nieprzespana przez Tadeuszka , ale tez i nas wszystkich noc.
Siedzimy przy kolacji , po mega wycieczce ze schroniskowym psem przez lasy i laki, wspolnym pieczeniu pierozkow drozdzowych i niesamowicie zmeczona, tak bardzo bardzo bardzo, uslyszalam od mlodego
"chce ci dac buziaka"
jest moc

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Burmistrz

wracamy z Polski,
Tadeuszek szeptem:
- ciocia Hania sie w domu modli.....
Ja: Tak, to prawda
T: a wy nie...
Ja... tak to tez prawda , niektorzy wierza w Boga , niektorzy nie
T: - ja nie wierze w Boga takiego co stworzyl zwierzeta i ludzi , bo ja WIEM jak to wszystko powstalo.ja wierze w takiego Boga,ktory jest szefem wszystkich aniolow, ich Burmistrzem
zdjecie , ktore dostalam ze szkoly Tadeuszka, z jego lipcowych urodzin


niedziela, 16 lipca 2017

10 !!!!!

zdrowy tort do szkoly
Moj chlopczyk skonczyl 10 lat !!! , w dzien urodzin , tak jak i juz ostatnie 2 tygodnie praktycznie nie spal, wiec o czwartej nad ranem przed szkola i moja praca zrobilismy takie oto cudo dla dzieci do szkoly :Tort sklada sie z 3 okraglych czesci arbuza i koreczkow owocowych.Dopiero jak skonczylismy dzielo zaczely mnie oblewac poty , bo zaczelam sie zastanawiac jak ja to cudo do szkoly przetransportuje- na szczescie dzieki 10000 warstwom cienkiej folii spozywczej okreconej w okol wszystko sie udalo. 
wczoraj za to mielismy niezle wyzwanie : zorganizowanie imprezy dla dzieci w domu. Mielismy z Tadeuszkiem w sumie osmioro super dzieci . ALE w sklad grupy wchodzilo 3 autystow , 2 innych specjalistow, 1 super wrazliwa dziewieciolatka, 1 mega rezolutna 6 latka i zabkujace niemowle, a nas doroslych byla czworka.Na szczescie mimo paru zalaman nerwowych wsrod dzieci (glownie Tadeusz)jednego rozcietego palca,jednego bolacego kolana i oka, wszystko sie udalo i wszyscy byli b. zadowoleni. Zadanie bylo naprawde trudne jako ,ze dzieci byly na tak roznych poziomach rozwojowo - sprawnosciowych , ze wymyslanie wspolnych zabaw ,takich zeby wszyscy mogli i chieli sie bawic bylo nie lada wyczynem.Ale udalo sie , za to dzis jestesmy mega zmeczeni - ale szczesliwi - STO LAT Synku :-)
wszystko gotowe na przyjscie gosci
najpierw kalorie

potem ich spalanie

a tu wszyscy szczesliwi i zmeczeni ,ze znalezionym na podchodach skarbem



sobota, 8 lipca 2017

Lato

niebo jest fioletowe , w koncu zaczelo sie ruszac powietrze.Jest 21.30 a my nadal mamy 34 stopnie.Siedze w ogrodku, bo w mieszkaniu , ktore nas przez caly dzien chronilo przed palacym sloncem jest w tej chwili duszno i potliwie.Tadeuszek spi w samych majtkach bez przykrycia u nas w lozku , bo nie mam serca wysylac go do jeszcze cieplejszego pokoju dzieciecego na poddaszu.
Cykaja swierszcze , i wydaje sie ze cala natura zamarla w nadzieji na deszcz.
Tak jest u nas od tygodni , w nocy temperatura spada maksymalnie do 25 stopni, w dzien jest po 37, 38 i bardzo wysoka wilgotnosc powietrza.
Sasiadom zza sciany urodzil sie synek, a ja z przejeciem wspominam narodziny Tadeuszka ,i jak co roku jest mi bardzo sentymentalnie.
W czwartek moj duzy chlopiec skonczy 10 lat i to jest niesamowite, jakos mi sie w czaszce nie miesci , ze to juz DZIESIEC !!!! lat.
Szykujemy impreze i ciasta , zapraszamy dzieci i dziadkow. Mlody juz od tygodnia nie spi z przejecia.
Szykujemy tez dokumentacje medyczna na konsultacje w szpitalu specjalizujacym sie w zaburzeniach polykania itd. ale o tm kiedy indziej