czwartek, 30 czerwca 2011

troche chwalenia , troche reklamy

pare miesiecy temu zaczelam brac udzial w nowopowstalym portalu internetowym DAMY RADE zwiazanym z niepelnosprawnoscia.
bardzo dobrze sie tam poczulam, tak cieplo i swojsko i ze zrozumieniem.
jakis zostalam poproszona przez kasie , pomyslodawczynie i redaktorke naczelna portalu , zeby jakis artykulik napisac.
i napisalam, ... potem nastepny i nastepny.
i z tym pisaniem przyszla ulga i jakies takie spelnienie.
no i duma ... po jakims czasie.
jakis czas poniej zadzwonila do mnie kasia i opowiedziala o nowym projekcie , ktory ma powstac , a mianowicie o stworzeniu szeregu bajek psychoedukacyjnych przeznaczonych dla dzieci zdrowych o dzieciach, czy zwierzatkach z niepelnosprawnoscia . zapytala mnie ,czy nie chcialabym sprobowac taka bajke napisac.
napisalam... - bajka o chlopcu z autyzmem pt."kuba".
jakis czas pozniej okazalo sie , ze bajki te zostana czytane przez znanych i lubianych w polsce - rozne gwiazdy,  i wydane w formie plyty i ksiazeczki.
i... moja bajke czyta szymon majewski - juz ja  slyszalam- wzruszylam sie strasznie.
czytaja jeszcze inni min. pani prezydentowa, majka jezowska , czy olek klepacz z formacji niezywych schabuff...
teraz powstaje podklad muzyczny i ilustracje do ksiazki.
zbior bedzie nosil nazwe "TUŻ POD MOIM NOSEM".
juz niedlugo bedzie mozna te bajeczki kupic.
jestem bardzo dumna i poruszona , mam nadzieje , (poza faktem , ze ja osobiscie wlozylam w ten projekt kawalek mojego serca),ze cos te bajki porusza , chociazby dyskusje w przedszkolu , czy szkole, rozmowe miedzy dziecmi a rodzicami, czy chociaz krotki przystanek myslowy o tym co obok , a niedostrzegalne.

środa, 29 czerwca 2011

zalacznik tekstowy ;-)

to byly naprawde udane wakacje.
gdyby nie stres zwiazany z ehec i jednym groznym upadkiem mlodego(i atakiem padaczki) - byloby w ogole idealnie.
po pierwsze podzielilismy nasza podroz do pl. na dwa etapy jak w zeszlym roku i nocowalismy w polowie drogi w tym samym hoteliku i nawet w tym samym pokoju.
to sa rzeczy , ktore tadeusz lubi najbardziej :-)
wiedzial co i jak , mial w glowie dokladny plan i byl spokojny - a my z nim.
u rodzicow - jak widac na zdjeciach ;-)
sielanka i bieganie po ogrodzie i lesie od rana do nocy.
mlody wstawal okolo 4  rano i zabieral sie za lapanie robali z malymi przerwami na drzemke, hipoterapie,gaskanie kotow i jedzenie - ewtroche chwalenia , troche reklamyentualnie kapiel w jeziorze -  lapal robale non stop do wieczora , kiedy to po krotkim prysznicu padal kolo 19.
my latalismy na zmiane za nim , a za nami moja mama proponujac co jakis czas kawe , badz cos do jedzenia.
gdyby nie te pobudki...cud miod.

czwartek, 2 czerwca 2011

nadal chorzy

dziewczyny odpowiem  napewno na wasze przemile komentarze, ale musimy najpierw wyzdrowiec !
mlody ma juz 5 dzien b wysoka goraczke i inne przyjemnosci
pozdrawiam was b. serdecznie i trzymajcie kciuki , zebysmy zdazyli wyzdrowiec przed podroza za poltorej tyg.
pa

niedziela, 29 maja 2011

bakterie i biedronki

jak zwykle co roku przed wyjazdem do polski rozklada mnie przeziebienie. mialabym akurat czas , zeby tak w spokoju ducha cos posprzatac, pomyslec co musze ze soba zabrac, zrobic jakies zakupy... a tu klops - z nosa leci , w kosciach lamie , glos jakis taki bardziej seksi ;-)
dlaczego tak jest , ze zawsze kiedy mam wolne w pracy musze byc chora?- no dobra koniec.
jeszcze ja to pol biedy , ale mlodego zaczyna lapac , ma lekka goraczke i spi- zobaczymy co dalej...
przydaly by sie jakies witaminki - a tu kolejna d...pa bo w niemczech jak juz pewnie wiecie drodzy czytelnicy ludzie padaja jak kawki z powodu skazonych witaminek. zmutowane bakterie e- coli objawiajace sie krwawym rozwolnieniem i okropnymi powiklaniami siedza na warzywach i owocach i nie wiadomo gdzie jeszcze i czychaja na nas ...
- ja jako czolowy trzesidupek poludniowych niemiec - dostalam z nerwow... no co?...
zaczelismy wszystko gotowac , nawet banany sparzam przed obraniem ze skorki.
mlodemu biedaczkowi wysuszyla sie juz bardzo skora od ciaglego mycia rak... no ale jak trzeba to trzeba.
nic nam nie bedzie,  prawda?
mamy w domu nowego domownika na weekend - nazywa sie kussi (calusek)
zeby to zrozumiec musze cos wam opowiedziec...;-)
jakis czas temu tadeusz zauwazyl bardzo dziwnego robala i spytal meza co to jest? - na to maz - jak to co? - kuss käfer (buziaczkowy zuczek) - on napada na dzieci i rozdaje caluski :-))
wieczorem mlody ogladajac po raz 1000000 swoj leksykon robalowy znalazl obrazek takowego i cmokajac z rozanielona mina nam go pokazal :-)
okazalo sie , ze jest to larwa biedronki (wyglada jak potwor)
pare dni pozniej w przedszkolu dzieci byly na spacerze i tadeusz znalazl taka  larwe i pokazal paniom. panie zapytaly co to? - on na to - tuss tefa !!!(panie zostaly przez nas oswiecone o co chodzi i strasznie sie smialy)
nastepnego dnia z  pieczolowitoscia zabraly robala do przedszkola , wlozyly do sloika , nasypaly piasku i lisci i postanowily poczekac co sie stanie.
w piatek z robala zrobila sie biedronka, ktora zostala przez dzieci ochrzczona kussi, nakarmiona mszycami i przez weekend musimy uwazac co by jej sie nic nie stalo i byla najedzona i nabierala intensywnego czerwonego koloru.
w poniedzialek po sniadaniu ma sie odbyc ceremonia pozegnalna i kussi zostanie wypuszczony na lake przyprzedszkolna :-)))
a ja wlasnie sie zastanawiam czy mooje dziecko nie z tego powodu dostalo temperatury... ;-)

wtorek, 24 maja 2011

prawie profesjonalisci

za nami 24h szpitala.
niby juz "normalka" a jednak emocje jak zwykle wychodza "po" i zmeczenie trzymaniem fasonu :-) daje we znaki.
Bylo to tak:
w sobote szykowalismy sie bardzo podekscytowani do festynu w tadeuszkowym przedszkolu.
Ja mialam wyjechac tramwajem wczesniej bo zapisalam sie by pomoc w kuchni przez pierwsze dwie godziny imprezy, maz z tadeuszkiem mieli pojsc na spacer i do mnie dojechac pozniej.
w momencie ,w ktorym wychodzilam z domu mlody bardzo biegal, a maz pakowal plecak na spacer.
zeszlam na dol po schodach i nagle slysze lup! (my mieszkamy na pierwszym pietrze ,a lomot slyszalam na parterze)- cisza i potem taki placz(mamy wiedza o co chodzi)typowy , kiedy dziecku naprawde sie cos stalo.ja do gory biegiem. mlodego na rece, ktory zaczal od razu wymiotowac :-(
uspokoil sie jednak szybko , mial rozcieta gorna warge .
szybka decyzja: mlody sie uspokoil , wyglada ok , zrenice reaguja ok(po tylu wstrzasach mozgu jestesmy juz troche mniej szybkolecacydoszpitala (to tak na nasze usprawiedliwienie)
wsiedlismy razem do auta i ja pojechalam pomagac w kuchni.mlody zasnal w aucie.zgodnie z pnem chlopaki do mnie dojechaly i spedzilismy milo i spokojnie dzien.
tadeusz byl b. zmeczony i poszedl wczesnie spac , a ja obok niego. wszystko bylo ok.nastepny ranek tez normalnie i milo.
az tu nagle ni z tego ni z owego tadeusz zaczal wiecej niz 24h. po upadku wymiotowac.
no i ... spakowalismy torbe i do szpitala.
po 3!! godzinach w izbie przyjec(byla piekna pogoda i strasznie duzo wypadkow dzieciecych)dostalismy lozko- na szczescie sami w duzym pokoju, na znajomym oddziale, mlody zostal podlaczony do wszelkich mozliwych kabelkow i alarmow i poszlismy spac.
lekki szok byl tez w miedzyczasie , bo mldemu zaczela drgac cala lewa strona - utrzymac kubeczka nie mogl i ciagnal lewa nozka.
jednak juz wszystko ok.
lekki wstrzas mozgu prawdopodobnie z napadem pad.przed albo tuz po stad ta lewostronnosc . na 100 procent jednak nie mozna tego potwierdzic.
tadeuszek byl bardzo kochany, jadl pieknie, byl grzeczny i w ogole - jakby mi ktos w tym szpitalu dziecko podmienil ;-)
myslalam , ze juz na zimno podchodze do pobytow szpitalnych, ze to iz mam doswiadczenie, wiem co z soba zabrac, jak sie tam zajac mlodym , jak rozmawiac z pielgniarkami i czytac wyniki sprawi ze bede bardziej cool ;-)ale jednak tak do konca nie jest.leki bol brzucha i kac zostaja - no i oczywiscie pytania  1000 pytan czy dobrze postapilismy itd.
mlody czuje sie juz swietnie, znow poszedl do przedszkola.
ja odpoczywam i zbieram sily. :-)

czwartek, 19 maja 2011

sceny z zycia smokow i chaos ogolno myslowo tekstowy

piatek 6 rano : pobudka
ubrac mlodego ,jazda na 7.45 do logopedy
terapia przebiega sprawnie, pomyslnie , a zadowolony maluch wychodzi z gabinetu.
Ja- rozmawiam przez 3 min. z pania logopedka
Tadeusz - rozwala w tym czasie poczekalnie.
9.00 jedziemy do przedszkola.tadeuszek zostaje , ja jade do domu.
stoje na obwodnicy przez 45 min. w korku.
w domu lyk zimnej kawy, kromka suchego chleba , 4 telefony odnosnie terapii mlodego i mojej pracy.
11.30 - ania na obwodnicy w drodze do poradni w sprawie wyboru szkoly dla mlodzika i innych terapii.
wszystko przeciaga sie do 14.30.
pedem po tadeuszka do przedszkola.
15.30 znow na obwodnicy, znow korek.
16- wracajac do domu widzimy w szkole na przeciwko naszego domu festyn wiosenny z atrakcjami dla dzieci - tadeusz nie chce oczywiscie isc do domu, tylko tam.
idziemy - tzn. tadeusz biegnie , a ja za nim.
jemy ciasto, skaczemy na trampoline, mlody ma rysunek kotka na twarzy - uff - goraco - w cieniu 32 stopnie - leb mi peka.
spocona z krzyczacym tadeuszkiem ide do domu - jest 17.30
lyk wody, mlody po raz setny wykopal ziemie z kwiatkow na balkonie ,a sekunde pozniej wsmarowal sobie pol butelki szamponu we wlosy.
siadamy w koncu z ksiazeczka w pokoiku na dywanie, 10 min. pozniej przychodzi maz i przejmuje mlodzika.
ja - szybka zmniana koszulki , do auta i do pracy.
22- ja na obwodnicy - uff na szczescie o tej porze nie ma korkow.
szybki telefon do meza , ze ide jeszcze na chwile do knajpki za rog cos cieplego zjesc.
22.45 wchodze do domu umordowana , przejedzona pierwszym cieplym posilkiem w tym dniu i marze o polozeniu sie spac.
maz lezy z ogromnym bolem glowy w lozku , ja klade sie z termoforem obok niego i zamykam oczy.
23.10 - mama - bzzzzz
mama bzzzz - ige(fliege- mucha )angen angen angen angen (fangen - lapac) bzzzzz bzzzzz bzzzz.
ja do mlodego 2 ml. melatoniny , mleko , lezymy.
23. 30 bzzz bzzzzz bzzzz - mlody biega po  mieszkaniu ,lapie , pacyfikuje, probuje wszystkiego, sytuacja zaczyna sie wymykac spod kontroli .
moje serce zaczyna walic, zle sie czuje - mlody sie smieje - histerycznie - i biega - bzzz bzzz bzzzzz...
maz wstaje , przejmuje mlodego - trzyma go w objeciach , tadeusz bije , krzyczy , wrzeszczy , w koncu zaczyna bardzo glosno spiewac.- nasluchujemy oboje , czy juz ktos wezwal policje.maz puszcza tadeuszka - on zdejmuje pieluche i sika po calym mieszkaniu.ja nie wytrzymuje - daje klapa mlodemu- on tego nie zauwarza i sie smieje i biega - mama oncek (pajaczek) lapiemy lapiemy i smiech - ja oddaje mlodzika znow mezowi.
on sie zamyka z nim w pokoju , kolejna dawka melatoniny - zmeczenie wychodzi oczami tadeuszka , lecz male nozki ciagle biegaja , mala buzia pluje nam w twarz.
2.00 w nocy robi sie ciszej - ja slysze glosny szloch meza
i tadeuszka - madzu papa? (was machst du ? co robisz) madzu? madzu? papa?
ja biegne do pokoiku - maz siedzi skulony w kacie i placze , tadeuszek ma niepewna mine i przytula sie do mnie - w koncu placzemy wszyscy- tadeusz - bo zaczyna zdawac sobie sprawe , ze cos niedobrego sie dzialo, my z bezsilnosci i strachu o jutro, z potepienia samych siebie , bo mielismy agresywne mysli, nie lubilismy go, nie moglismy wytrzymac,ze wstydu , ze obojgu przyszlo nam na mysl go choc na jedna noc oddac do miejsca opieki nad dziecmi uposledzonymi.
0 3 rano po przeczytaniu 6 ksiazeczki o robakach zasnelam w tadeuszkowym lozeczku.
0 6. 30 - mama? - oncek?(pajaczek)
mama lapiemy -
mama jib (Lieb - kocham)


6 czerwca mamy termimn u naszej psychiatry dzieciecej
10 czerwca jedziemy do polski - strasznie sie cieszymy i denerwujemy zarazem - podroza, i tadeuszkowymi zachowaniami w drodze.
mlody jest kochany - naprawde - pomiedzy tymi jego "napadami"cieszymy sie strasznie , ze mamy takiego fajnego synka.
- ostatnio jechalismy w trojke starym pociagiem parowym - tak bylo fajnie.
- ostatnio chodzimy bardzo czesto na plac zabaw i czasami jest bardzo niefajnie.
- z fajnosci jeszc - to wczoraj mielismy panierowanego tadeuszka
najpierw skakal po wodzie (na placu zabaw jest pompa i system do zabawy woda)
z taka luboscia, ze my mielismy przez caly czas usmiech na twarzy, po czym sie wytarzal w kurzu i byl caly czarny:-))
- tadeusz liczy do 10!