czwartek, 8 stycznia 2009

czwarta nad ranem

maluszek obudzil sie dwadziescia po drugiej w nocy i postanowil wstac.wytrzymalam do czwartej nie wyciagajac go z lozeczka ,teraz siedzi w niebieskich rajstopach i oglada teletubisie.niedlugo mu tez antenka na glowie wyrosnie,no ale ja nie mam sily sie ze smykiem bawic o 4!nad ranem- no kurcze bez przesadyzmu prosz.

wtorek, 6 stycznia 2009

dziadek

byl sobie pewien chlopiec,mial na imie tadeusz,byl poczatek lat trzydziestych.zyl sobie z mamusia,tatusiem i starszym bratem w duzym miescie w polsce.rodzice byli nauczycielami,dziadek rabinem.dziadkowie robili dziwne dla chlopca rzeczy,podobaly mu sie jednak plonace czesto swiece.
chlopcy jezdzili czesto z rodzicami w gory ,bawili sie z goralskimi dziecmi,mamusia im spiewala, a tatus opowiadal rozne historie.ktoregos wyjazdu w gory maly tadeusz po przebytym zapaleniu pluc ,byl mocno oslabiony i nie wolno bylo mu kapac sie w stumieniu;tatus z bratem mieli jednak na to wielka ochote.zadaniem jego bylo wiec bieganie wzdluz brzegu i wolanie - ach,ach jaka zimna woda:-),
byla polowa lat trzydziestych. chlopiec chodzil do szkoly.co niedziele tatus zabieral go na dlugie spacery i opowiadal piekne bajki.
mamusia zajmowala sie pisaniem elementarza dla dzieci.
brat byl zawadiaka bardzo kochajacym tadka.
byl koniec lat trzydziestych,tatusia gdzies zabrano,
dzieciom nie wolno bylo sie nagle bawic z sasiadami.
byl poczatek lat czterdziestych
mamusie i babcie zamykaja w gettcie warszawskim,brat nie chcac wyjawic waznych informacji popelnia samobojstwo na oczach tadeusza.
on sam trafia do obozu w oswiecimiu.
tu zaczyna sie pieklo.
koniec lat czterdziestych - oslabiony mlody mezczyzna dowiaduje sie ze wlasciwie jako jedyny z najblizszej rodziny pozostal przy zyciu.uzyskuje informacje ,ze siostra cioteczna jest gdzies w rosji w domu dziecka i brat cioteczny jest gdzies ukryty we francji.udaje mu sie odnalezc te dzieci i zapewnic im dom.
jest poczatek lat piecdziesiatych
najprzystojniejszy oficer - nauczyciel historii i polityki idzie aleja jednostki wojskowej.przez okno wyglada dziewczyna pracujaca tam jako maszynistka.
trzy miesiace pozniej biora slub.
sa lata szescdziesiate -tadeusz wozi zone na kierownicy roweru z pracy,sam uczy w  liceum.zawsze kladzie dzieci do lozka i wstaje w nocy gdy czegos im brakuje.co wieczor dzieci zasypiaja przy slowach :dobranoc pchly na noc, karaluchy pod poduchy , a szczypawki do zabawki -jak was beda gryzc-prosze do mnie przyjsc!
pare razy traci prace ze wzgledu na pochodzenie,nie przejmuje sie tym jednak zabardzo poniewaz jak mowi zawsze sa wazniejsze zeczy na tym swiecie.
sa lata osiemdziesiate
wnuczka prowadzi z tadeuszem wielogodzinne dyskusje,on jej podsuwa ciekawe ksiazki,zabiera na spacery, opowiada bajki,zagadki i historie.
to on jezdzi z wnukami na wczasy .pozwala spac w hamaku przed namiotem.
jest poczatek lat dziewiecdziesiatych
otwieraja sie granice .tadeusz zaczyna uczyc sie niemieckiego.
jest polowa lat dziewiecdziesiatych
bardzo bardzo chory wcale nie stary czlowiek lezy w szpitalu onkologicznym.
mlode pielegniarki wiozac go na badanie zauwazaja tatuaz z numerem obozowym na przedramieniu - jedna z nich mowi -pan to chyba musi niemcow nienawidziec!-on odpowiada - nie , ja nienawidze ludzkiej glupoty.
jest rok dwutysieczny osmy
w duzym miescie gdzies w swiecie mamusia malego tadeuszka przed snem mowi:dobranoc pchly na noc, karaluchy pod poduchy , a szczypawki do zabawki -jak was beda gryzc-prosze do mnie przyjsc!

poniedziałek, 5 stycznia 2009

ufffffff:-)))

kamien z serca
zadnych zlosliwosci,same baranki!
bedzie ta nowa cholera znow usuwana i badana ale bedzie napewno ok!
za niedlugo napisze notke ktora mi od dawna chodzi po glowie - ale na razie nozki w gore i relaks:)

niedziela, 4 stycznia 2009

wszystko...

probuje zachowac fason,naprawde,dzis bylismy na sniadaniu w knajpce, bylo tak milo,ale teraz moje zdenerwowanie siega zenitu,a strach siedzi w piersi jak potwor ktory probuje sie uwolnic.jutro bede wiedziec czy cholerstwo zlosliwe jest czy nie,
naprawde nie chce przez to wszystko znowu przechodzic,co z maluszkiem,co..
wszystko bedzie dobrze,prawda?-wszystko..

sobota, 3 stycznia 2009

koza

znacie opowiesc o kozie rabina?opowiadal mi ja kiedys moj dziadek a brzmi ona mniej wiecej tak:
pewnego dnia sklopotany mosiek przychodzi do rabina i mowi
-rabi rabi ,o ja biedny co ja mam robic?
mam bardzo male mieszkanie ,piecioro dzieci,gruba zone i jeszcze tesciowa ktora z nami mieszka i ciagle narzeka.
rabi na to :
-kup sobie koze,
???
mosiek sie bardzo zdziwil ale zastosowal sie do rady rabina.
po trzech tygodniach blady ,umeczony mosiek znow przychodzi do rabina i mowi
-rabi rabi ,o ja biedny co ja mam robic?
mam bardzo male mieszkanie ,piecioro dzieci,gruba zone , tesciowa ktora z nami mieszka i ciagle narzeka i jeszcze do tego ta wstretna koze
rabi na to :
sprzedaj koze
po trzech tagodniach przychodzi mosiek do rabina
-rabi,o,rabi - jestem taki szczesliwy mam coprawda bardzo male mieszkanie ,piecioro dzieci,gruba zone ,tesciowa ktora z nami mieszka i ciagle narzeka ,ale w koncu nie mam juz tej wstretnej kozy

tak mniej wiecej bylo z nami przed swietami
jakis miesiac przed swietami waroslo mi cos na wewnetrznej stronie ust,cos jak kulka z czyms w srodku.panikara ja, hipochondryk pierwsza woda - zaczelam sie obczytywac w internecie i popadalam w coraz to wieksza panike.zamiast jednak pojsc do lekarza, chcialam udac ,ze sprawy nie ma.
po jakims czasie cos owe zaczelo szybko rosnac -w koncu z dusza na ramieniu wybralam sie do dentysty.ten tylko popatrzyl i powiedzial ze mam pojsc jak najszybciej do chirurga szczekowego ,moje kolana -trzesawka na maksa,
termin dostalam dosc szybko ,ba jak opisalam owe cos to mialam przyjsc tego samego dnia.chirurg obejrzal i powiedzial ze to na 90%niezlosliwy guz slinianki ,dwa dni pozniej mialam zabieg pozbycia sie owego czegos.wycieli i odetchnelam z ulga - troche jak ten mosiek,ale - jest jedno ale i to duze dzis zaczelo w tym miejscu znow cos narastac -a tak sie ladnie goilo...
w poniedzialek mam i tak kontrole i wyniki badania histopatologicznego - i co?- i boje sie tak ,ze mi powietrza brakuje.

piątek, 2 stycznia 2009

mysli nad i pod myslami

pada snieg,chyba zaczal padac w nocy bo jest juz bielusienko i tak jakos magicznie.ulice sa ciche jakby wytlumione ,to tak troche jak wtedy gdy jest mgla i dzwieki sa troszke jak we snie.
zawsze mowie ze zima moglaby dla mnie byc od listopada do sylwestra,bo potem to ja juz czekam na wiosne,ale dzis jest jakos wyjatkowo.maluszek wstal w dobrym humorze i wlasnie wymyslam co dzis bedziemy robic.najchetniej wpadlabym do kogos w odwiedziny :-)),ale wiekszosc nie wrocila jeszcze od swoich rodzin ,ze swiat spowrotem.
moze ten dzisiejszy snieg przyniesie jakies oczyszczenie?
moze w koncu cos sie rozwiaze - ja tak nie lubie zyc w niepewnosci.
brzmi to wszystko troszke smutno.tak naprawde to mam zazwyczaj dobry humor i probuje przekazac maluchowi jakas taka beztroske i lekkosc ,ktora powinno czuc kazde dziecko,staram sie,naprawde ,bardzo bardzo.tylko w brzuchu mi tak jakbym polknela wielki kamien.-daje on o sobie znac przewaznie w nocy kiedy jestem sam na sam ze swoimi myslami,obawami,lekami.
ale... kiedy juz zasne - to wtedy sni mi sie np.ostatnio ze leze w lozku ze stuhrem (tym od kinksajz) -he???i co to ma oznaczac???:-)))

czwartek, 1 stycznia 2009

godzina piata, minut trzydziesci...

no wlasnie ,jakze moglabym sie spodziewac ze tylko z racji tego ,ze jest nowy rok i ze wyjatkowo fajnie bylo wczoraj wieczor z sasiadami u nas przy dobrym piwku i jedzonku,tego ze maluszek bedzie spal jak kamien i do conajmniej dziewiatej?nici -5.30 - zaczely sie poranne usmiechy ,ciagniecie za koldre ,obrzucanie smoczkami,by potwora malego uwolnic ze spiworka i cieplo ubrac.maz wstal i przejal "pierwszy dyzur "do 7.30 no i teraz ja...zaraz bedzie sniadanko,spacerek itd itp.
wszystkiego naj w nowym roku!:-)