piątek, 24 marca 2017

przejazdzka

ostatnio pisalam o Tadeuszkowych problemach ze zdrowiem i (chyba o tym pisalam) rozwalonym aucie.
no wiec:
Po wczorajszym pelnym wrazen dniu ( Tadeuszek byl ze szkola w malpim gaju i wrocil zachwycony choc bardzo zmeczony) nagle zaczelo sie mlodemu bardzo krecic w glowie. Bardzo go to stresowalo , nie mogl zasnac , mial wrazenie spadania w przepasc jak tylko zamknal oczy.
Bylismy tym mocno zaniepokojeni , ale stwierdzilismy, ze moze nadmiar wrazen, lub zmeczenie , lub wszystko razem.
Dzis rano jednak po przebudzeniu Tadeuszek sie zataczal , probowal lapac rownowage i sie bal tych zawrotow glowy.
Po krotkiej konsultacji z mezem zadzwonilam do kliniki Epilepsji , gdzie okazalo sie , ze ktos odmowil Termin i , ze mozemy zaraz przyjezdzac.Zaraz jednak jest relatywne, bo klinika oddalona jest o godzine drogi autostrada.
Jako ze maz byl w pracy swoim autkiem, nie mialam innego wyboru tylko wsiadlam do mojego zepsutego auta i pojechalam. Po drodze na autostradzie auto terkotalo jak traktor i gubilam plastikowe czesci nadkola niczym Malgosia z Jasia i Malgosi okruszki chleba .
Dojechalam zlana potem, ale dojechalam .Mlody mial EEG, pobrana krew i badanie Neurologiczne. od razu mielismy podniesc dawke leku,w poniedzialek mamy zadzwonic zdac relacje jak sie mlody czuje, i wtedy dowiemy sie co nam powiedza wyniki krwi.Neurolozka jest przekonana , ze mlody ma jeszcze jedna mutacje genetyczna o nazwie CACNA 1A i ona jest odpowiedzialna za  tak zwana ataksje rdzeniowo - mozdzkowa  , ktora napadowo powoduje takie rozne rewelacje.Jednak genetyk potrzebuje jeszcze troche czasu , zeby to potwierdzic lub wykluczyc .Jezeli to to jest , to wprowadzi jeszcze inny lek , ktory powiniem Tadeuszkowi bardzo pomoc.
Mamy byc czujni , (pic herbatke) i czekac.
do domu wracalam juz nie autostrada, dwie godziny , ale powoli i w jednym kawalku.Tadeusz sie troche lepiej czuje , choc go brzuszek boli.
Ja jestem pozadnie zmeczona

2 komentarze:

  1. Oj, jak ja nie lubię i boję się takich dni, kiedy muszę wszystko rzucić i biec gdzieś z dzieckiem pod pachę, a wszystko się sypie, i rozpada.
    A my i tak biegniemy, choć mokre ze strachu i umęczenia, bo mama zniesie wszystko :)

    Całusy dla was

    OdpowiedzUsuń