środa, 31 grudnia 2008

o synkomamie i mamisynku

zrobilo sie kolorowo na tym blogu poniewaz probowalam sprawic by komentarze byly widoczne,i chyba na razie tak zostawie.troche kolorow nikomu jeszcze nie zaszkodzilo.
ja pije kawe - maluszek oglada- czyli nasz coranny - poranny rytulal ostatnio.
maz spi ostatnio z malym na goze a ja wysypiam sie pierwszy raz od poltorej roku.
kosztuje mnie to duuzo samodyscypliny zeby nie latac co chwile do lozeczka i nie patrzec czy aby napewno maluszek oddycha.taki mam wlasnie problem,ciagle sie o malego boje - poza mezem nie jestem w stanie komu innemu powierzyc malucha , nawet na 5 minut...- jest to dla mnie najwieksza tortura psychiczna.
maluszek to bardzo czuje i jest calkowicie ode mnie zalezny, wisi na mnie od rana do nocy(poza pora ogladania teletubisiow),probuje go naprawde mniej nosic ,ale tak sobie to wychodzi.i tu sie kolo (to bledne)zamyka.poza tym zle bardzo spi w nocy, tylko godzine -jak dobrze pojdzie w dzien i efekt jest taki ze jest permanentnie przemeczony i rozkrecony,a my z nim.to tak jakby co chwilke musial sprawdzac - mamusiu jeszcze tu jestes?skomplikowane to wszystko.jestesmy calkowicie zalezni od siebie i ja zdaje sobie sprawe z tego, ze za bardzo malucha trzymam za kurczowo i sama jestem winna jego zachowaniom.ale to naprawde trudne po takich przezyciach zachowywac sie inaczej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz