wtorek, 30 grudnia 2008

o smarkach i innych

gdy chodzilam jeszcze do szkoly - a bylo to bardzo bardzo dawno temu w kraju o imieniu polska  hehe ,
musialam dojezdzac potorej godziny tramwajem i autobusem ,a potem isc 15 min. wietrzna ( i to zawsze) ulica.mimo ze zima bylam cieplo opatulona w dwie pary rajstop pod spodniami naprzyklad,mimo ze szalik zawiazywany byl tak mocno ze twarzy nie bylo widac,po okolo 5 minutach zaczynalo sie robic dziwnie twardo w nosie  myśli .po jakims czasie doszlam do tego, ze to smarki w nosie zamarzaja!
no wiec wczoraj historia sie powtorzyla a szlam z maluchem tylko po buleczki do sklepu!
jest koszmarnie zimno!!!
i jako ze wszyscy przeziebieni jestesmy , ma co w nosie zamarzac!

maluszek budzi sie ostatnio zawsze o 5.30 rano .teraz siedzi i oglada teletubisie.
nie jestem zwolenniczka ogladania telewizji u dzieci,ale jej jakie to wygodne -przynajmniej raz dziennie wypije spokojnie kawe!
wczoraj pierwszy raz pokazal gdzie ma nosek - zapytany przez mame i tate!!!
mam wrazenie ze on zeczywiscie nie widzi roznicy w obu jezykach,poprostu musi sie nauczyc podwojnej ilosci slow.
smieszny jest taki,
ostatnio troche sie u nas w domu zakurzylo - bo mam tylko sile na podstawowe rzeczy i czynnosci dnia codziennego,ostatnio maluszek znalazl taki pek kurzu rumieniec
-i zaczal sie do niego przytulac ooo jakby to byl kotek albo co...hmmm

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz