w rolach glownych : Tadeuszek nieZwyczajny chlopiec urodzony w piatek trzynastego :-) latem 2007 roku, Ja czyli ania mama t.(dumna mama Tadeuszka), moj maz , kot Findus, w pozostalych rolach - autyzm,epilepsja i inne czyli pelna chata
czwartek, 20 czerwca 2013
jedziemy
dziekuje dziewczyny kochane za mile slowa , zacisniete kciuki i pozytywna energie. wlasnie pakujemy ostatnie rzeczy , dopijamy kawe i jedziemy. do przeczytania!!! bede miala internet w klinice, ale nie wiem czy sily starczy , zeby cos napisac. o kciuki prosimy w dalszym ciagu !!! :-)
poniedziałek, 17 czerwca 2013
martwie sie
dzis tadeuszkowi tak sie w trakcie lezenia krecilo w glowie , ze wstawal pare razy i patrzyl , czy kanapa ma kolka :-(
dzis wieczorem mowil nam : jakos tak podloga jest krzywa, ale to nie jest naprawde, mamo?
jeszcze trzy dni i jedziemy do kliniki w kehl - kork .
nie wiem , czy jutro nie pojsc z nim jeszcze raz do pediatry...
z drugiej strony , to tylko trzy dni , i bedzie w bardzo dobrych rekach, a u pediatry narazony jest na dodatkowe wirusy...
badz tu czlowieku madry...
dzis wieczorem mowil nam : jakos tak podloga jest krzywa, ale to nie jest naprawde, mamo?
jeszcze trzy dni i jedziemy do kliniki w kehl - kork .
nie wiem , czy jutro nie pojsc z nim jeszcze raz do pediatry...
z drugiej strony , to tylko trzy dni , i bedzie w bardzo dobrych rekach, a u pediatry narazony jest na dodatkowe wirusy...
badz tu czlowieku madry...
niedziela, 16 czerwca 2013
snilo mi sie
...ze jest zima, jest mnostwo sniegu, ja ide z moja mama i tadeuszkiem w bardzo sliskich butach na sanki.tadeuszek ma kombinezon na sobie, czerwona czapke- komin i czerwone rekawiczki. on idzie przed nami. w pewnym momencie zarowno ja , jak i moja mama zaczynamy sie sliskac i zjezdzac z boku gorki , jak ze zjezdzalni. mnie ogarnia przerazenie, - przeciez tadeusz jest tam sam ze swoimi sankami i idzie do przodu nie ogladajac sie nawet! - my zjezdzamy w dol - coraz nizej i nizej, ja probuje hamowac, ale to na nic - tadeuszek znika mi z pola widzenia. w koncu jestem na dole i probuje sie szybko wspiac na gorke, ale buty mi sie tak sliskaja , ze od razu zjezdzam spowrotem.
zaczynam wolac, nikt nie zwraca na mnie ugagi, nawet moja mama bagatelizuje sprawe.
robi sie ciemno, zaczyna padac marznacy snieg z deszczem - ja wpadam w rozpacz.
policja- musze pojsc na policje!
lece , sliskam sie - komisariat jest w wierzowcu - na 63 pietrze!
nie wiem dlaczego biegne w nieskonczonosc po schodach.
wkoncu wpadam do komisariatu, w ktorym znudzeni panowie wcale sie nie spiesza - ja krzycze , a oni tym bardziej dziwnie sie zachowuja- musze wypelnic stosy formularzy, a z tylu glowy mam obraz tadeuszka w czerwonych rekawiczkach marznacego i wolajacego mama!
w koncu wypelniam ostatni formularz dotyczacy nagrobka i parceli na cmentarzu...
wybiegam stamtad i dopiero zauwazam , ze schody po ktorych przez 63pieter do gory bieglam sa niezabezpieczone i z jednej strony mozna tych 63 pieter tak poprostu sprysnac w dol, zaczyna mi sie krecic w glowie, czolgam sie do windy , ktora sie chwieje i trzeszczy, w ktorej jezdza jacys ludzie , ktorzy z usmiechem ignoruja moja historie o zaginieciu mlodego , musze sie niesamowicie przemoc , zeby do tej windy wsiasc...
budzi mnie glosne - juz kroliczek w zegarku wstal! juz jest rano!!! - moge cos slodkiego?
zaczynam wolac, nikt nie zwraca na mnie ugagi, nawet moja mama bagatelizuje sprawe.
robi sie ciemno, zaczyna padac marznacy snieg z deszczem - ja wpadam w rozpacz.
policja- musze pojsc na policje!
lece , sliskam sie - komisariat jest w wierzowcu - na 63 pietrze!
nie wiem dlaczego biegne w nieskonczonosc po schodach.
wkoncu wpadam do komisariatu, w ktorym znudzeni panowie wcale sie nie spiesza - ja krzycze , a oni tym bardziej dziwnie sie zachowuja- musze wypelnic stosy formularzy, a z tylu glowy mam obraz tadeuszka w czerwonych rekawiczkach marznacego i wolajacego mama!
w koncu wypelniam ostatni formularz dotyczacy nagrobka i parceli na cmentarzu...
wybiegam stamtad i dopiero zauwazam , ze schody po ktorych przez 63pieter do gory bieglam sa niezabezpieczone i z jednej strony mozna tych 63 pieter tak poprostu sprysnac w dol, zaczyna mi sie krecic w glowie, czolgam sie do windy , ktora sie chwieje i trzeszczy, w ktorej jezdza jacys ludzie , ktorzy z usmiechem ignoruja moja historie o zaginieciu mlodego , musze sie niesamowicie przemoc , zeby do tej windy wsiasc...
budzi mnie glosne - juz kroliczek w zegarku wstal! juz jest rano!!! - moge cos slodkiego?
piątek, 14 czerwca 2013
środa, 12 czerwca 2013
poszpitalnie - przedszpitalnie
czy wy tez tak dlugo dochodzicie do siebie po nawet najkrotszych pobytach w szpitalu z waszymi dziecmi? - ja jestem wykonczona...
w zeszlym tygodniu tadeuszek po antybiotyku czul sie tak dobrze , ze puscilam go do przedszkola.
w piatek po wizycie u logopedy , ktora byla super i tadeuszek jak zwykle przednio sie bawil, odwiozlam go do przedszkola. odpinajac go z pasow stwierdzilam, ze patrzy w jeden punkt i nie reaguje na moje pytania, czy dotyk .nie trwalo to dlugo, jednak odmienilo jego humor diametralnie - zaczal plakac i krzyczec, chcial szukac robakow, nie chcial zostac w przedszkolu do ktorego tak chetnie chodzi.
zostawilam go tam , mowiac , ze mam caly czas telefon przy sobie i przyjade natychmiast gdyby cos bylo nie tak.
o godzinie 14 pani z przedszkola zadzwonila mowiac, ze tadeuszek po spaniu nie chce wyjsc na dwor z innymi dziecmi , lezy i kreci mu sie w glowie, jest mu niedobrze i ma zawroty glowy.
odebralam go oczywiscie , a on sie lepiej poczul. popoludniu zostal z mezem, bo ja musialam jeszcze wyskoczyc do pracy.
po powrocie zrobilam awanture mezowi , ze znow sie wyglupial z tadeuszkiem i ma od jego brody wysypke na policzkach ....
w sobote dziecko obudzilo sie cale w wysypce.
pojechalismy wiec na pogotowie - diagnoza - reakcja alergiczna na
antybiotyk ( po 7 dniach brania) - dostalismy leki , przykazanie odstawienia antybiotyku i do domu.
mimo lekow wysypka sie pogarszala. w niedziele rano tadeuszek mial problemy z utrzymaniem rownowagi, byl caly spuchniety, wysypka ognistoczerwona, gdzieniegdzie rany, na calym ciele lacznie z pupa i stopami - buzia wygladala, jakby byl poparzony.
wiec sio na ostry dyzur i od razu na oddzial- kroplowka, leki , monitor czuwajacy nad funkcjami zyciowymi. w miedzy czasie zawroty glowy mlodego, szczegolnie przy kladzeniu go do lozka.
w szpitalu bylismy do wczoraj wieczorem - wysypka jest nadal, ale juz duzo bledsza i opuchlizna zeszla, lecz ze wzgledu na zawroty i bole glowy i to , ze mlody jest pacjentem kliniki specjalistycznej w kehl- kork - mielismy sie do nich zglosic na konsultacje - i tak 20 czerwca czyli za 8 dni jedziemy do nastepnego szpitala na rezonans glowki ( trzeba sprawdzic czy cisnienie w glowie nie wzroslo) , eeg i pukanie mlotecziem w kolanka ...(mielismy i tak tam jechac , teraz sie termin przyspieszyl)
ja jestem emocjonalnie wypompowana, mlody znow skacze(na szczescie) ale nie moge go na razie oczywiscie do przedszkola wyslac - tak wiec nie moche isc do pracy i egzaminy w szkole tez zawale... najwazniejsze jednak , zeby mlody znow sie dobrze czul
w zeszlym tygodniu tadeuszek po antybiotyku czul sie tak dobrze , ze puscilam go do przedszkola.
w piatek po wizycie u logopedy , ktora byla super i tadeuszek jak zwykle przednio sie bawil, odwiozlam go do przedszkola. odpinajac go z pasow stwierdzilam, ze patrzy w jeden punkt i nie reaguje na moje pytania, czy dotyk .nie trwalo to dlugo, jednak odmienilo jego humor diametralnie - zaczal plakac i krzyczec, chcial szukac robakow, nie chcial zostac w przedszkolu do ktorego tak chetnie chodzi.
zostawilam go tam , mowiac , ze mam caly czas telefon przy sobie i przyjade natychmiast gdyby cos bylo nie tak.
o godzinie 14 pani z przedszkola zadzwonila mowiac, ze tadeuszek po spaniu nie chce wyjsc na dwor z innymi dziecmi , lezy i kreci mu sie w glowie, jest mu niedobrze i ma zawroty glowy.
odebralam go oczywiscie , a on sie lepiej poczul. popoludniu zostal z mezem, bo ja musialam jeszcze wyskoczyc do pracy.
po powrocie zrobilam awanture mezowi , ze znow sie wyglupial z tadeuszkiem i ma od jego brody wysypke na policzkach ....
w sobote dziecko obudzilo sie cale w wysypce.
pojechalismy wiec na pogotowie - diagnoza - reakcja alergiczna na
antybiotyk ( po 7 dniach brania) - dostalismy leki , przykazanie odstawienia antybiotyku i do domu.
mimo lekow wysypka sie pogarszala. w niedziele rano tadeuszek mial problemy z utrzymaniem rownowagi, byl caly spuchniety, wysypka ognistoczerwona, gdzieniegdzie rany, na calym ciele lacznie z pupa i stopami - buzia wygladala, jakby byl poparzony.
wiec sio na ostry dyzur i od razu na oddzial- kroplowka, leki , monitor czuwajacy nad funkcjami zyciowymi. w miedzy czasie zawroty glowy mlodego, szczegolnie przy kladzeniu go do lozka.
w szpitalu bylismy do wczoraj wieczorem - wysypka jest nadal, ale juz duzo bledsza i opuchlizna zeszla, lecz ze wzgledu na zawroty i bole glowy i to , ze mlody jest pacjentem kliniki specjalistycznej w kehl- kork - mielismy sie do nich zglosic na konsultacje - i tak 20 czerwca czyli za 8 dni jedziemy do nastepnego szpitala na rezonans glowki ( trzeba sprawdzic czy cisnienie w glowie nie wzroslo) , eeg i pukanie mlotecziem w kolanka ...(mielismy i tak tam jechac , teraz sie termin przyspieszyl)
ja jestem emocjonalnie wypompowana, mlody znow skacze(na szczescie) ale nie moge go na razie oczywiscie do przedszkola wyslac - tak wiec nie moche isc do pracy i egzaminy w szkole tez zawale... najwazniejsze jednak , zeby mlody znow sie dobrze czul
poniedziałek, 3 czerwca 2013
skrotowy post o bardzo fajnych,wzruszajacych, bardzo intensywnych i bardzo meczacych wakacjach
trzy dni przed naszym wyjazdem do polski tadeuszka , ktory juz od miesiecy walczy z katarem i nawracajacym przeziebieniem rozbolal brzuszek.denerwowalismy sie bardzo jak to w podrozy bedzie , czy sie teraz zupelnie rozchoruje itd. po 2 dniach jego stan sie poprawil i zaryzykowalismy jednak. 1200 km to nie bulka z maslem , wiec nocowalismy po drodze w hotelu.w drugim dniu naszej podrozy juz w polsce podczas jednej z wielu przerw mlodemu nagle jakis latajacy zuk plecial do ucha!!! - przezylismy chwile grozy, nie wiedzielismy ,czy on gryzie, nie chcielismy go wepchnac glebiej, nie mielismy tez zadnego przyzadu , zeby delikwenta z uszka mlodego wyciagnac. tadeusz panika - po poerwsze, ze zabijemy robaka, po drugie , ze robak wejdzie mu do glowy ;-/ .
po krotkiej naradzie z nasza nawigacja stwierdzilismy , ze do najblizszego szpitala mamy 25 km , wiec przypielismy mlodego, ja mu raczki trzymalam i w droge. krotko przed celem tadeuszek zaczal sie bardzo smiac i stwierdzil , ze go robak laskocze. maz zatrzymal szybko samochod i szybkim ruchem patyczka znalezionego przy drodze usunal delikwenta , ktory wyszedl na tyle , ze przymusowa ewakuacja sie powiodla bez odwiedzin w szpitalu. mocno rozdygotani i z poczuciem wielkiej ulgi dotarlismy do moich rodzicow.
tadeuszek z babcia na lalusiu
jak sie okazalo tadeuszek przez caly rok snul plany co bedzie u babci i dziadka robil ( podlewal wszystko co sie rusza i nie rusza , zbieral robaki i zaby i slimaki , biegal, biegal , biegal,lowil ryby z wujkiem maciejem, jezdzil konno , glaskal koty,karmil kury, zbieral jajka, piekl ciasto,ogladal mini mnini, brudzil sie do woli, zbieral robaki pajaki robaki , pajaki ... ) i zaczal wykonywac powyzszy plan w momencie odpiecia go od fotelika samochodowego przez nastepne 2 dni i 2 noce non stop. trzeciego dnia sie uspokoil .zaczal wykonywac ten sam plan , tylko wolniej ;-P
czwartego dnia wyjechalismy do kolobrzegu .
zostalismy tam zaproszeni przez Kasie Lukasiewicz z fundacji oswoic los i portalu damy rade na zjazd fundacyjny - bylo naprawde wspaniale , poznalismy kupe bardzo fajnych ludzi, niektorych znalismy juz wirtualnie, innych dopiero poznawalismy - opis zjazdu (napisany o niebo lepiej niz ja kiedykolwiek moglabym to zrobic tutaj: http://www.damy-rade.org/publicystyka/2881-damy-rade-oswoic-los-w-kolobrzegu.html wszystko okraszone zdjeciami ;-) )
my sie poza zbiorowymi wzruszeniami delektowalismy w miedzy czasie rowniez bardzo prywatnie morzem i plaza
po 4 dniach intensywnych wrazen , wzruszen i przygod wrocilismy do moich rodzicow , gdzie w pieknym ogrodzie i ciszy spedzilismy reszte naszego pobytu . niestety 2 dni przed powrotem do domu mlody mial atak padaczki , ktory poprzedzil bardzo wysoka goraczke mlodego i straszliwy kaszel.w piatek przed wyjazdem snulismy sie wiec po pogotowiu, aptekach itd denerwujac sie , jak to zrobimy z powrotem sobotnim .
po 24 godzinach goraczka spadla na tyle, ze zdecydowalismy sie na podroz powrotna. po 12 godzinach w podrozy dojechalismy przedwczoraj do domu. dzis mlody dostal kolejny antybiotyk i skacze po domu mialczac i piszczac (jak to zwykle po antybiotyku )nie mogac sie doczekac pojscia do przedszkola. jeszcze troche bedzie musial poczekac, a ja , po bardzo bardzo fajnych lecz megameczacych wakacjach moglabym udac sie na urlop ;-P
przy tak wysokiej temperaturze nawet tadeuszek nie
skakal( u babci i dziadka z prawdziwym i pluszowym
kotem ;-) )
po krotkiej naradzie z nasza nawigacja stwierdzilismy , ze do najblizszego szpitala mamy 25 km , wiec przypielismy mlodego, ja mu raczki trzymalam i w droge. krotko przed celem tadeuszek zaczal sie bardzo smiac i stwierdzil , ze go robak laskocze. maz zatrzymal szybko samochod i szybkim ruchem patyczka znalezionego przy drodze usunal delikwenta , ktory wyszedl na tyle , ze przymusowa ewakuacja sie powiodla bez odwiedzin w szpitalu. mocno rozdygotani i z poczuciem wielkiej ulgi dotarlismy do moich rodzicow.
jak sie okazalo tadeuszek przez caly rok snul plany co bedzie u babci i dziadka robil ( podlewal wszystko co sie rusza i nie rusza , zbieral robaki i zaby i slimaki , biegal, biegal , biegal,lowil ryby z wujkiem maciejem, jezdzil konno , glaskal koty,karmil kury, zbieral jajka, piekl ciasto,ogladal mini mnini, brudzil sie do woli, zbieral robaki pajaki robaki , pajaki ... ) i zaczal wykonywac powyzszy plan w momencie odpiecia go od fotelika samochodowego przez nastepne 2 dni i 2 noce non stop. trzeciego dnia sie uspokoil .zaczal wykonywac ten sam plan , tylko wolniej ;-P
czwartego dnia wyjechalismy do kolobrzegu .
zostalismy tam zaproszeni przez Kasie Lukasiewicz z fundacji oswoic los i portalu damy rade na zjazd fundacyjny - bylo naprawde wspaniale , poznalismy kupe bardzo fajnych ludzi, niektorych znalismy juz wirtualnie, innych dopiero poznawalismy - opis zjazdu (napisany o niebo lepiej niz ja kiedykolwiek moglabym to zrobic tutaj: http://www.damy-rade.org/publicystyka/2881-damy-rade-oswoic-los-w-kolobrzegu.html wszystko okraszone zdjeciami ;-) )
my sie poza zbiorowymi wzruszeniami delektowalismy w miedzy czasie rowniez bardzo prywatnie morzem i plaza
po 4 dniach intensywnych wrazen , wzruszen i przygod wrocilismy do moich rodzicow , gdzie w pieknym ogrodzie i ciszy spedzilismy reszte naszego pobytu . niestety 2 dni przed powrotem do domu mlody mial atak padaczki , ktory poprzedzil bardzo wysoka goraczke mlodego i straszliwy kaszel.w piatek przed wyjazdem snulismy sie wiec po pogotowiu, aptekach itd denerwujac sie , jak to zrobimy z powrotem sobotnim .
po 24 godzinach goraczka spadla na tyle, ze zdecydowalismy sie na podroz powrotna. po 12 godzinach w podrozy dojechalismy przedwczoraj do domu. dzis mlody dostal kolejny antybiotyk i skacze po domu mialczac i piszczac (jak to zwykle po antybiotyku )nie mogac sie doczekac pojscia do przedszkola. jeszcze troche bedzie musial poczekac, a ja , po bardzo bardzo fajnych lecz megameczacych wakacjach moglabym udac sie na urlop ;-P
przy tak wysokiej temperaturze nawet tadeuszek nie
skakal( u babci i dziadka z prawdziwym i pluszowym
kotem ;-) )
piątek, 17 maja 2013
odmeldowuje sie :-)
jutro jedziemy do Polski. jestesmy wszyscy nieco chorzy:-( - trzymajcie kciuki , zebysmy sie dalej nie rozchorowali , a wyzdrowieli. ciesze sie strasznie na wyjazd . do przeczytania po powrocie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)









