piątek, 13 kwietnia 2012

wkurzenie na onet, po swietach i wspomnienia podejscie 2 (onet Grrrr)

Czy was tez tak ostatnio onet wkurza? -za kazdym razem , jak chce moj blog otworzyc, badz tez jakis mi znajomy pojawia sie – przepraszamy nastapil blad , ale twojemu blogowi napewno nic nie jest – nosz cholera jasna mnie trafia ! Ten fakt odebral mi troche ochote do pisania – stad przerwa.Od teraz wszystko musze w wordzie pisac i  kopiowac tutaj, zeby moje wypociny nie rozpuscily sie za kazdym razem w nirwanie.

Dziewczyny – dzieki wielkie za mile slowa!!!
ta sprawa z nowa(stara) diagnoza podciela nam nieco skrzydelka , ale juz jestesmy na etapie otrzepywania tylka po upadku ;-). nadal czekamy na termin szpitalny– odbedzie sie on pewnie na poczatku maja. Dadza nam znac z mniejwiecej 2 dniowym wyprzedzeniem – wiec jestem wciaz zwarta i gotowa;-)

w miedzyczasie minely swieta , na ktore pierwszy raz w moim zyciu upieklam dwa przepyszne mazurki (tzn.Pierwszy raz mazurki , a to , ze byly przepyszne to efekt uboczny)
przed swietami bylismy 2 dni u kuzynki meza w okolicach bonn , bylo przemilo, bardzo intensywnie –spedzilismy mimo ochlodzenia straszliwego te dwa dni praktycznie na dworze , wdrapujac sie na ruiny klasztoru, maczajac patyki w strumykach i wystawiajac pyski do sloneczka.
Mlody poznal kota sasiadow o imieniu thaddeus i smial sie strasznie , ze chlopiec tadeusz glaszcze kota tadeusza :-)))
i gdyby nie fakt , ze mlody praktycznie przez ten czas nie spal bylo by git ;-)

po swietach z przemeczenia dopadlo mnie oczywiscie przeziebienie i tak siedze z pekajaca czaszka i zasmarkanym nosem i probuje sie leczyc herbatkami i czekolada – hihi

tadeuszek wczoraj w przedzskolu przewrocil sie na spacerze na glowe nie potykajac o nic:-(
pewnie znow nasza przyjaciolka epi mocniej daje o sobie znac.
Na szczescie nasz dzielniaczek sie wykaraskal, nie wymiotowal i nawet powiedzial gdzie go co boli.
Juz nas widzialam na obserwacji w szpitalu, ale na szczescie wszystko sie dobrze skonczylo.
u kuzynki meza wczesnie rano gruchala gdzies za oknem synogarlica czy tez inny golab i tak mnie wzielo na wspominki...
czasami jeden odglos, czy zapach przywoluje nasze wspomnienia – nie wiem czy juz o tym pisalam, ale moi dziadkowie mieszkali w malym mieszkaniu w bloku z lat 50 w poznaniu.
Czasami u nich nocowalam na kanapie w duzym pokoju.
Jako , ze ten pokoj byl przejsciowy,mozna bylo wczesnie rano skoro swit:-) obserwowac babcie jak sie po mieszkanku krzata.
Lodowka brzeczala bardzo glosno , wkuchni bulgotala woda na herbate i na jajka na sniadanie, pachnialokawa, ktora babcia robila sobie zawsze w szklance zkoszyczkiem(pamietacie koszyczki na szklanki?)- woda musiala bycnalana na rowno z brzegiem szklanki , a kawa gorzka i czarna.
Po jakims czasie krzatania sie babcinego obserwowalam przez szpare w powiekach, jak babcia otwiera okno , i zapala stojac w nim i wychylajac sie papierosa klubowego. Zdworu slychac bylo synogarlice czy tez inne golebie gruchajace w nieboglosy i to brzeczenie lodowki , zapach kawy i papierosa,pomieszanego z zapachem swierzego zimnego, slonecznego powietrza powodowalo, ze czulam sie bezpiecznie, przytulnie i domowo.
Juz prawie 10 lat odkad babcia jest juz tylko w naszych wspomnieniach – ale te wspomnienia sa takie domowe i pachnace …:-)

2 komentarze:

  1. Zrobiliście zdjęcie pamiątkowe Tadeuszów dwóch? :) Na ścianę w ramkę i rozśmieszajka gotowa.
    Jak dobrze móc dodać komentarz w minutę bez angażowania nerwów :)))
    Decyzja doskonała i jak tu ładnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety nie zrobilismy ,a szkoda:-) ciesze sie ,ze ci sie tu podoba - ja poczuje sie lepiej jak wkleje tu juz wszystkie posty do przeczytania, kochana :-)

      Usuń