tadeusz i jego inny design zycia ;-)
tadeuszek ciagle czegos chcial, ja mocno juz zmeczona,spelniam jak moge jego prosby
tadeuszek chce banana - ja mu go daje
tadeuszek nie chce brazowej kropki na bananie , ja przelamuje banana na pol i odgryzam kropke, poczym wkaldam jedna polowke banana tadeuszkowi do jednej reki , druga do drugiej.
tadeusz patrzy to na jedna reke , to na druga , zaczyna histeryzowac i biegac.
ja mocno juz wkurzona i z pelnym nastawieniem-" jak nie chcesz banana to nie"
ide w kierunku biegajacego kompletnie wygupionego tadeuszka, zeby mu tego banana zabrac.
w tym momencie wkracza mniej zirytowany maz, lapie mlodego i pyta co sie stalo?
a on na to z buzia w podkowke i mokrymi wielkimi oczami - no bo ja nie wiem gdzie ja mam zaczac!
i jak tu nie poczuc sie jak wyrodna matka ?
w rolach glownych : Tadeuszek nieZwyczajny chlopiec urodzony w piatek trzynastego :-) latem 2007 roku, Ja czyli ania mama t.(dumna mama Tadeuszka), moj maz , kot Findus, w pozostalych rolach - autyzm,epilepsja i inne czyli pelna chata
czwartek, 2 lutego 2012
mial byc wpis o mlodym , bedzie szymborska
moj ulubiony wiersz JEJ
Umrzeć - tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.
Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.
Coś sie tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.
Do wszystkich szaf sie zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.
Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
O żadnych skoków pisków na początek.
Kot w pustym mieszkaniu
WisławaSzymborskaUmrzeć - tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.
Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.
Coś sie tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.
Do wszystkich szaf sie zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.
Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
O żadnych skoków pisków na początek.
poniedziałek, 23 stycznia 2012
praca ubranie
szykujemy sie poznym popoludniem do wyjscia do restauracji ( z tadeuszkiem:-) , ale to osobna opowiesc!)
Maz z braku czystej pozadnej bluzy zaklada koszule, ja nie chcac pozostac w tyle tez.
tadeuszek przyglada sie papie z uwielbieniem i mowi :
oooo - papa praca ubranie!!!!
poczym parskajac smiechem:
oooo - mama tez !!!
Maz z braku czystej pozadnej bluzy zaklada koszule, ja nie chcac pozostac w tyle tez.
tadeuszek przyglada sie papie z uwielbieniem i mowi :
oooo - papa praca ubranie!!!!
poczym parskajac smiechem:
oooo - mama tez !!!
sobota, 21 stycznia 2012
tadeusz i robale
jak juz czesto pisalam - moj maly autik ma bardzo specyficzne upodobania zabawkowe i interesowe w ogole :-) - to jego ukochane robale poukladane w najlogiczniejszym porzadku
piątek, 13 stycznia 2012
hmmm
jedziemy autem , z tylnego siedzenia slysze :
- hmmm nie wiem , maja ?czy nie maja ?hmmm nie wiem
- hmmm nie wiem , maja ?czy nie maja ?hmmm nie wiem
- czego nie wiesz syneczku?
dopisek do historyjki
dziewczyny mycie racje- pod komentarzem edydy napisalam, ze ma racje i wy macie racje - stanelam troche w obronie tych chlopcow , zeby ochronic sama siebie przed swiadomoscia niesprawiedliwosci.pa - bo sie rozkleilam
środa, 11 stycznia 2012
historyjka
minal juz ponad tydzien od pewnego zdazenia. najpierw chcialam o tym od razu napisac, potem jednak stwierdzilam , ze potrzebuje troche czasu , zeby sprawe przemyslec.
odwiedzila nas moja kuzynka i razem z na udalismy sie pewnego pochmurnego dnia na plac zabaw. tadeuszek w dobrej formie i humorze poganial na swoim rowerku biegowym , a my : moj maz, kuzynka i ja poganialislekkim truchtem za nim.dotarlszy jako jedyni na plac zabaw mlody pieknie sie bawil biegajac i wspinajac sie jak zwykle na wszelkie wierze , zjezdzalnie i drabinki. w pewnym momencie pojawily sie na owym placu dwie mamy z gromadka dzieci - miedzy innymi dwoma dobrze rozwinietymi okolo 4- latkami.
chlopcy ci opanowali dla siebie najwyzsza zjezdzalnie, ukochany obiekt tadeuszkowy.siedzieli tam i zatarasowali zjezdzalnie.tadeuszek oczywiscie sie tez tam wspial i - co mnie bardzo ucieszylo interesowal sie dziecmi . wszedl (ja trzy metry od zjezdzalni ) i sliniac sie jak zwykle i usmiechajac od ucha do ucha powdzial -hallo ich heisse tadeusz - czyli halo nazywam sie tadeusz ( w tadeuszkowym wydaniu brzmi to jak: auo i aisie tadeusz) - ci chlopcy zareagowali jak chlopcy - popatrzyli na siebie popukali po glowach i powiedzieli - co on gada? i costam malo przychylnie zagadneli do mlodego , a on na to z usmiechem - auo i aisie tadeusz!! .ja sie nie wtracalam , bo uwazalam , z wszystko jeszcze pod kontrola, mlody jest kochany , chlopcy niegrozni. w pewnym momencie tadeuszek chcial zjezdzac ze zjezdzalni , a chlopcy nie byli zbyt chetni ustepowac miejsca. w koncu jednak zjechali i tadeuszek nie odczekujac wystarczajaco zjechal za nimi zahaczajac jednego z chlopcow noga. ten chlopiec sie odwrocil i zawolal ej! co robisz - tadeusz na to przepraszam (entschuldigung) co niestety w tadeuszkowym wydaniu brzmi - kuguhung i nikt poza nami specjalnie tego nie rozumie. nie znajac socjalnych interreakcji tadeuszek w takich sytuacjach - jak zawsze zreszta sie smieje , badz usmiecha i biega , co u dzieci odczytywane jest jako prowokacja ( wszystko to przemyslenia po fakcie) tadeuszek zaczal biec , a chlopcy za nim - ja naiwnie sie niezorientowalam w intencjach tamtych dzieci - a byly one baaardzo agresywnie nastawione - tadeuszek byl zachwycony , bo ktos za nim biegnie - w pernym momencie chlopcy wparowali po drabince do drewnianego domku i ja przeczuwajac cos zlego pobieglam (wszyscy stalismy doslownie 3 metry obok) tam szybko i slyszalam w tym momencie - nazywam sie tadeusz!!! nazywam sie tadeusz!!! i - "ty glupku" i potem przerazliwy pisk tadeuszka przerazliwy pisk tadeuszka - maz zlapal jednego z tych chlopcow - w tym czasie podbiegla jego matka , tadeuszek mial cala twarz w piasku i zamkniete oczy - plakal tak strasznie , ze wymiotowal -
te dzieci mu z najblizszej odleglosci rzucily piach z kamieniami w oko - kontem ucha slyszalam niepewne - ooo rasmus powinienes przeprosic chlopca - nie chcesz - ooo.
my bylismy jednak zbyt zajeci mlodym zeby walnac tej matce w nos.
wiedzielismy , ze napewno cos nie tak bo tadeuszek jest normalnie bardzo odporny na bol. wiec malego na rece , rowerek pod pache i wszyscy do lekarki dzieciecej. przyjela nas od razu slyszac krzyk tadeuszka. 15 minut trzymajac mlodego we czworke probowalismy mu wyplukac strzykawka oko , z ktorego wyplywaly kamyczki , patyczki i szkielka...
po tym czasie tadeuszek ze spuchnietym okiem i jeszcze masa piasku w tym oku sie uspokoil - maz za to plakal jak bobr - z bezsilnosci i niesprawiedliwosci i w ogole. potem mielismy przyjemnosc jechania na pogotowie okulistyczne , gdzie oko zostalo znieczulone i wtedy na szczescie z bardzo zainteresowanym wszystkimi urzadzeniami tadeuszkiem zajela sie okulistka , ktora po nastepnej pol godzinie zabiegow przeroznych na moim dziecku - powiedziala, ze na szczescie ani nerw ani wazne sprzety w oczku nie zostaly uszkodzone.
po przyjezdzie do domu tadeuszek namalowal od razu obrazek i powidzial - pokazujac na pionowe kreski- to piasek oko - a na pozioma - to jest-" nie"
i dla niego bylo po fakcie - my jeszcze pare nocy spac nie moglismy.
fakt jest taki - dzieci sa dziecmi i mysle , ze mlody kurcze zawsze bedzie przesladowany przez dzieci, a my nie jestesmy w stanie go przed tym obronic - nie moge go przeciez wsadzic pod klosz , nie moge mu przykleic karteczki na czapke - prosze o wyrozumialosc- on jest niepelnosprawny- nie moge i nie chce tlumaczyc w ciaz i w kolko i tak niezainteresowanym ludziom(rodziom) co i jak.ja swiadomie dalam pewna wolnosc tadeuszkowi na placu zabaw , bo on mi ciagle mowi , ze jest juz duzy i widzi inne dzieci za ktorymi nie biegaja ich rodzice krok w krok. i on tez tak chce - chce byc duzy i pewny siebie - i nauczyl sie , ze jak sie przedstawi to my dorosli sie wszyscy cieszymy . kurcze - ja bym go chciala chronic , a jednoczesnie dac mu oddychac i przy pierwszej probie taki klops...
odwiedzila nas moja kuzynka i razem z na udalismy sie pewnego pochmurnego dnia na plac zabaw. tadeuszek w dobrej formie i humorze poganial na swoim rowerku biegowym , a my : moj maz, kuzynka i ja poganialislekkim truchtem za nim.dotarlszy jako jedyni na plac zabaw mlody pieknie sie bawil biegajac i wspinajac sie jak zwykle na wszelkie wierze , zjezdzalnie i drabinki. w pewnym momencie pojawily sie na owym placu dwie mamy z gromadka dzieci - miedzy innymi dwoma dobrze rozwinietymi okolo 4- latkami.
chlopcy ci opanowali dla siebie najwyzsza zjezdzalnie, ukochany obiekt tadeuszkowy.siedzieli tam i zatarasowali zjezdzalnie.tadeuszek oczywiscie sie tez tam wspial i - co mnie bardzo ucieszylo interesowal sie dziecmi . wszedl (ja trzy metry od zjezdzalni ) i sliniac sie jak zwykle i usmiechajac od ucha do ucha powdzial -hallo ich heisse tadeusz - czyli halo nazywam sie tadeusz ( w tadeuszkowym wydaniu brzmi to jak: auo i aisie tadeusz) - ci chlopcy zareagowali jak chlopcy - popatrzyli na siebie popukali po glowach i powiedzieli - co on gada? i costam malo przychylnie zagadneli do mlodego , a on na to z usmiechem - auo i aisie tadeusz!! .ja sie nie wtracalam , bo uwazalam , z wszystko jeszcze pod kontrola, mlody jest kochany , chlopcy niegrozni. w pewnym momencie tadeuszek chcial zjezdzac ze zjezdzalni , a chlopcy nie byli zbyt chetni ustepowac miejsca. w koncu jednak zjechali i tadeuszek nie odczekujac wystarczajaco zjechal za nimi zahaczajac jednego z chlopcow noga. ten chlopiec sie odwrocil i zawolal ej! co robisz - tadeusz na to przepraszam (entschuldigung) co niestety w tadeuszkowym wydaniu brzmi - kuguhung i nikt poza nami specjalnie tego nie rozumie. nie znajac socjalnych interreakcji tadeuszek w takich sytuacjach - jak zawsze zreszta sie smieje , badz usmiecha i biega , co u dzieci odczytywane jest jako prowokacja ( wszystko to przemyslenia po fakcie) tadeuszek zaczal biec , a chlopcy za nim - ja naiwnie sie niezorientowalam w intencjach tamtych dzieci - a byly one baaardzo agresywnie nastawione - tadeuszek byl zachwycony , bo ktos za nim biegnie - w pernym momencie chlopcy wparowali po drabince do drewnianego domku i ja przeczuwajac cos zlego pobieglam (wszyscy stalismy doslownie 3 metry obok) tam szybko i slyszalam w tym momencie - nazywam sie tadeusz!!! nazywam sie tadeusz!!! i - "ty glupku" i potem przerazliwy pisk tadeuszka przerazliwy pisk tadeuszka - maz zlapal jednego z tych chlopcow - w tym czasie podbiegla jego matka , tadeuszek mial cala twarz w piasku i zamkniete oczy - plakal tak strasznie , ze wymiotowal -
te dzieci mu z najblizszej odleglosci rzucily piach z kamieniami w oko - kontem ucha slyszalam niepewne - ooo rasmus powinienes przeprosic chlopca - nie chcesz - ooo.
my bylismy jednak zbyt zajeci mlodym zeby walnac tej matce w nos.
wiedzielismy , ze napewno cos nie tak bo tadeuszek jest normalnie bardzo odporny na bol. wiec malego na rece , rowerek pod pache i wszyscy do lekarki dzieciecej. przyjela nas od razu slyszac krzyk tadeuszka. 15 minut trzymajac mlodego we czworke probowalismy mu wyplukac strzykawka oko , z ktorego wyplywaly kamyczki , patyczki i szkielka...
po tym czasie tadeuszek ze spuchnietym okiem i jeszcze masa piasku w tym oku sie uspokoil - maz za to plakal jak bobr - z bezsilnosci i niesprawiedliwosci i w ogole. potem mielismy przyjemnosc jechania na pogotowie okulistyczne , gdzie oko zostalo znieczulone i wtedy na szczescie z bardzo zainteresowanym wszystkimi urzadzeniami tadeuszkiem zajela sie okulistka , ktora po nastepnej pol godzinie zabiegow przeroznych na moim dziecku - powiedziala, ze na szczescie ani nerw ani wazne sprzety w oczku nie zostaly uszkodzone.
po przyjezdzie do domu tadeuszek namalowal od razu obrazek i powidzial - pokazujac na pionowe kreski- to piasek oko - a na pozioma - to jest-" nie"
i dla niego bylo po fakcie - my jeszcze pare nocy spac nie moglismy.
fakt jest taki - dzieci sa dziecmi i mysle , ze mlody kurcze zawsze bedzie przesladowany przez dzieci, a my nie jestesmy w stanie go przed tym obronic - nie moge go przeciez wsadzic pod klosz , nie moge mu przykleic karteczki na czapke - prosze o wyrozumialosc- on jest niepelnosprawny- nie moge i nie chce tlumaczyc w ciaz i w kolko i tak niezainteresowanym ludziom(rodziom) co i jak.ja swiadomie dalam pewna wolnosc tadeuszkowi na placu zabaw , bo on mi ciagle mowi , ze jest juz duzy i widzi inne dzieci za ktorymi nie biegaja ich rodzice krok w krok. i on tez tak chce - chce byc duzy i pewny siebie - i nauczyl sie , ze jak sie przedstawi to my dorosli sie wszyscy cieszymy . kurcze - ja bym go chciala chronic , a jednoczesnie dac mu oddychac i przy pierwszej probie taki klops...
Subskrybuj:
Posty (Atom)