Jak wiecie w szkolach specjalnych sa nie tylko dzieci z dbajacych kochajacych rodzin,wytesknione , zadbane itd , ktore obdarzone inaczej przez los rozwijaja sie innym torem niz rowiesnicy " normowi".
Sa tez dzieci , ktorym rodzice byli tym "losem" .Rodzice alkoholicy, narkomani, rodzice agresywni , ktorzy dziecko potrzasneli , zeby uciszyc itd.(tak ,tak na calym swiecie sa tacy niestety)
Ja o tym wszystkim wiem , niby wiem ... jednak moj mozg i serce maja pewna blokade samoobronna , ktora nie pozwala zazwyczaj wiedziec tego tak naprawde , a nie tylko teoretycznie.
Tadeuszek ma pierwszy raz w zyciu kolege - takiego prawdziwego kolege z klasy.
Kolega jest slodkim chlopcem w wieku mlodego , ktory ma zupelnie inne specjalnosci od Tadeuszka.
Chlopiec ten najchetniej u nas by mieszkal, bardzo chetnie chce nas odwiedzic.
Bierze wtedy telefon swojej mamy i dzwoni do nas .Wsiadam wtedy w samochod i odbieram dziecko od mamy ( mama nie ma samochodu , a kolega za daleko mieszka, zeby mama przyprowadzila go na piechote,) a po skonczonej zabawie przywoze spowrotem do mamy.
Mama nie znajac mnie przeciez nie miala kompletnie obiekcji, zeby jej dziecko do nas pojechalo.Nie byla nigdy u nas, ale nie stawiala nigdy ZADNYCH pytan , nawet takich , kiedy przywieziemy jej synka do domu.
Chlopiec ten ma mlodszego brata , bez "dodatkow specjalnych", chlopiec zawsze jest smutny.
Zwrocilam uwage na to , ze mieszkanie tej rodziny jest bardzo bardzo skromne, i tym tlumaczylam sobie zaniedbane ubrania tych dzieci, dziurawe buty, za duze lub za male sweterki itd.
Rozmawialam nawet na ten temat z wychowawczynia , ktora ze wzgledu na ochrone danych osobowych nie mogla mi nic na temat tej rodziny, ale zareagowala ze zmarszczonym czolem i troska.
Ostatnio bylam w szkole u Tadeuszka, ktory wpakowal mi sie od razu jak tylko usiadlam na kolana.Po chwili przyszedl jego kolega i tez chcial, wiec mialam 2 chlopcow na kolanach.Nauczyciekla ktora przechodzila obok powiedziala do kolegi mojego synka - ooo tobie sie takie siedzenie na kolanach przyda- laduj bateryjki chlopie!
Tyle przedmowy.
Dzien przed wigilia maz z Tadeuszkiem pojechali na basen samochodem. Ja z tesciowa mialysmy braki tlenowe i stwierdzilysmy , ze pojdziemy piechota na ten basen , tam sie wszyscy spotkamy i wrocimy wszyscy razem samochodem do domu.
tak tez sie stalo , spotkalismy sie pod basenem 2 godziny pozniej ( tak , szlysmy 1,5 godziny).
Tadeuszek stwierdzil , ze jest taaaaaki glodny , ze on do domu nie wytrzyma, wiec podjelismy wyjatkowa decyzje, ze podjedziemy po drodze do knajpy fastfoodowej w wielkim , zoltym M i kupimy mlodemu frytki i lemoniade.
Wchodzac do srodka uslyszalam charakterystyczny glos Tadeuszkowego przyjaciela.Tadeusz od razu do niego pobiegl, my za nim .Zastalismy taki obrazek : Tadeuszek trzymajacy zaplakanego kolege w ramionach, Mama siedzaca w rogu stolika z butami na krzesle , wszedzie dookola porozrzucane smieci, frytki itd. Przyjaciel i jego brat siedzacy w bardzo cieplym pomieszczeniu w czapkach i kurtkach. Na poczatki nie do konca realizowalicmy tego , co widzielismy, a , ze Tadeuszek tak sie ucieszyl ze spotkania , usiedlismy na chwile przy stoliku obok.Z mama i dziecmi , byl jeszcze przyjaciel matki , ktory zaczal sie skandalicznie zachowywac, a matka ( mloda dziewczyna , wygladajaca na jeszcze mlodsza niz jest) caly czas wie tylko usmiechala. Po chwili zauwazylismy skad te zachowania . Na stole wsrod tony smieci stala ogromna , pusta butelka rumu.
Facet ten rechoczac dziko rzucil w twarz matke dzieci cheesburgerem, ketchup rozprysl sie wszedzie .Dziewczyna skwitowala to zakochanym smiechem, dzieci na to patrzyly.Po czym powiedzial , ze oni wszyscy sa troche szaleni , dlatego on , - tu wskazal palcem na przyjaciela mojego synka jest taki niespelna rozumu- rechot.
Facet w "zabawie" zatykal buzie mlodszego brata kolegi Tadeuszka kapturem prowadzac i popychajac po lokalu , tak , ze tamten sie przewrocil,matka sie usmiechala, a starszy niepelnosprawny brat podszedl i powiedzial "zostaw mojego brata w spokoju".
My bylismy coraz bardziej przerazeni, to bylo jak zly film.
Wyszlismy z tamtad po tym jak facet przyprowadzil mlodszego brata Tadeuszkowego przyjaciela do stolika obok , gdzie siedziala mama z trzema corkami ,i powiedzial do nich , ze jego chlopiec(lat7) lubi blond dziewczynki .
ja nie moge uspokoic sie do teraz.
Nie wiedzielismy co zrobic, zeby np. dzieci nie poniosly strat, zeby Tadeuszek nie stracil kontaktu z chlopcem, zeby braciom nikt krzywdy nie zrobil itd.
Napisalam o calej sytuacji wychowawczyni chlopcow.Ta mimo ferii mi natychmiast odpisala, ze sie sprawa zajmie , ale ze nie moze mi wiecej niestety o tej rodzinie opowiedziec. Troche ma zwiazane rece teraz , bo swieta , ale zaraz po swietach powaznie zajma sie sprawa, ze mi dziekuje , ze jej o tym powiedzialam.itd.
Martwimy sie , cien padl na swieta
OdpowiedzUsuńNie rozumiem, jak w jakiejkolwiek konfiguracji, można dokonać innego wyboru niż "moje dziecko".
Z drugiej strony, zastanawiam się, czy ktoś, kto nie szanuje swojej godności, potrafi dostrzec, że ktoś odziera z niej innych.
Nie wiem jak jest w Niemczech, ale słyszymy historie pełne grozy o tym z jaką łatwością Jugendamt odbiera dzieci rodzicom, którzy choć bardzo je kochają, nie spełniają innych wymogów. Słyszymy też do jakich nadużyć dochodzi w ramach tej struktury.
To sytuacje, w których nie ma łatwych rozwiązań.
Piszę, i łzy napływają mi do oczu.
Nigdy osobiście, wśród rodziny czy znajomych, nie spotkałam się z sytuacją w której mam podejrzenia, że dzieciom dzieje się krzywda, że dorosły dręczy je fizycznie czy psychicznie. A mimo to, od kilku lat, ten temat spędza mi sen z powiek (pewnie od kiedy sama zostałam mamą i dostrzegłam tę kruchość i bezbronność dzieci).
Nie ma nocy, bym przed snem o tym nie myślała. Modlę się, trochę niezdarnie, po cichu, do poduszki, za wszystkie te dzieciaki, o których choć nie wiem, to przecież gdzieś są, i czekają aż ktoś im pomoże.
Same nie mogą z tym zrobić nic...
Dobrze, że o tym napisałaś. Nie można żyć w słodkiej nieświadomości, i nie widzieć, nie słyszeć...
Trzymam kciuki za tych chłopców, wierzę, że twoja reakcja, zmieni kierunek ich życia. Starszy brat poczuje, że jeszcze ktoś oprócz niego martwi się o nich, że są ludzie którym nie są obojętni. To ważne, żeby poczuł, że nie jest z tym wszystkim sam, że ktoś widzi i reaguje.
Jesteś Aniu mądrą kobietą , i dobrym człowiekiem <3
to bardzo trudna decyzja , naskarzyc o cudzych rodzicach , gdyz to napewno przyniesie powazne konsekwencje - to naprawde nielatwa sprawa , gdyz niestety w takich przypadkach nic nie jest czarno - biale - dzieci zawsze kochaja swoich rodzicow, niewazne co oni wyprawiaja, a rodzice czesto kochaja swoje dzieci nawet czyniac im krzywde gdyz maja problemy sami ze soba, jednak strach przed tragedia ( jakakolwiek jak piszesz psychiczna czy fizyczna) podpowiedzial mi , ze trzeba dzialac - ale serce peka
Usuńa z tym Jugendamtem to troche prawdy w tym jest , ale w wiekszosci przypadkow stoja oni naprawde po stronie dzieci. To ogromny urzad , a jego pracownicy stoja pod ogromna presja tego , zeby przypadkiem niczego nie przeoczyc, nie zadzialac za pozno- i jak w kazdym takim urzedzie pracuja w nim rozni ludzie - nadgorliwcy , badz flegmatycy ,badz idioci, badz ludzie z lbem na karku , czesto przemeczeni i zestresowani nadmiarem pracy.
UsuńPozdrowienia!