sobota, 12 lipca 2014

siedem lat temu

siedem lat temu lezac w szpitalu juz od 3 tygodni , wlasnie pozegnalam meza , cztery razy sie upewniajac , czy na pewno jutro nie zaspi , i czy mi obiecuje , ze wszystko nastepnego dnia rano bedzie dobrze.bardzo sie balam.siedem lat temu przywieziono akurat dziewczyne z bolami porodowymi i "polozono" u mnie na sali.pocieszalam ja wtedy jak moglam, bo ona tak bardzo chciala , zeby jej dziecko urodzilo sie jeszcze przed polnoca, no bo przeciez po polnocy zacznie sie PIATEK TRZYNASTEGO - i jak to - jej dziecko ma sie w taka date urodzic???? ja czekalam na ta date jak na zbawienie - w koncu wyciagna mojego chlopca z brzucha , juz nie bede sie musiala o niego bac.
siedem lat temu tak przejelam sie ta mloda dziewczyna , ze prawie zapomnialam jak sama sie boje .
siedem lat temu tez tak jak dzis nie moglam spac.

dzis mufinki i tort upieczone, balony nadmuchane , prezenty zapakowane, girlanda z napisem happy birthday rozwieszona.
postaram sie spac , bo za pare godzin pewnie ok. 5 rano jutrzejszy solenizant juz nie wytrzyma w lozku i poleci rozpakowywac prezenty - moj maluszek - okruszek - wazyl troszke ponad 2 kilo i mierzyl 45 centymetrow - taki malutki, taki wyczekany i taki wyjatkowy - jutro skonczy 7 lat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz