doigralam sie.
sprawy i strachy mnie przerosly , takie nieracjonalne dodatkowe windowanie problemow pod niebo.
moje stany lekowe sie poglebily. do tego stopnia , ze wczoraj ok poludnia poczulam najpierw ni z tego ni z owego taki wewnetrzny niepokoj, stawal on sie coraz silniejszy, po czym doszly zawroty glowy, a po jakiejs godzince moje serce stwierdzili , ze zacznie sie potykac, i uzadzilo mi popis w postaci dodatkowych skurczy. co dwa oddechy bum bum w gardle, ze tchu brak, co trzeci oddech bolesne bum b um w klatce piersiowej. moj strach siegnal zenitu. zadzwonilam do meza, ktory lekko sprawe zbagatelizowal (on lest moja panika juz naprawde zmeczony...) wiec sie ubralam i poszlam na trzesacych sie nogach do szpitala. a tam juz ostra jazda bez trzymanki - strach mnie oplatal tak , jak chyba ludzi stojacych przed sciana smierci i czekajacych na rozstrzelanie.
na ekg widac bylo wyraznie moje rozlatane serduszko , a ja prawie ze w spodnie narobilam.
dostalam tabletke przeciw lekowa - i po jakichs 40 min. wrocilam do racjonalnego myslenia.
za chwile ide do rodzinnego po skierowanie do kardiologa.
siedze i mysle - musze sie znow wziac za siebie. kurcze chyba musze wrocic do tabletek na strachy - choc tym razem postanowilam , ze poradze sobie sama. przeroslo mnie - nawal spraw , lekow o przyszlosc mlodego, moja,zmiana pracy meza, tysiace spraw do zalatwienia,szkola malego , odroczenie od niej, badania, terapie, strach przed rezonansem mlodego pod narkoza ktory bedzie - uwaga: - dopiero latem ( a ja juz sie martwie) nieracjonalne wyrzuty sumienia , z moze tadeuszek nie jest az tak niepelnosprawny jak "w papierach" napisane, tylko my mamy zryte berety itd itp.
co za duzo to nie zdrowo.
zaraz lece do doktora i nie wyjde z tamtad dopuki nie znajdziemy wspolnie jakiegos rozwiazania.
zadzwonilam do pani pomagajacej zalatwiac sanatorium- mam nadzieje , ze szybko cos postawimy na nogi... tylko, ze tym razem maz z nami pojechac nie bedzie mogl - zobaczymy jak bedzie - szukam tak usilnie szukam rozwiazania - nie chce sie tak bac, nie che wszystkich dookola tymi stachami obciazac:-(. i klops. - a mlody - slodki jak zwykle ;-)
Aniu, zapraszam na Przystań - odetchnij tam troszkę.
OdpowiedzUsuńI chyba nie bądź taką zosią-samosią i daj sobie też pomóc :)
I wszystkich nie musisz obciążać - pisz tutaj, będziemy wspierać.
Ściski i uściski
Nie bede klamac, ze czasem podobny strach mnie chwyci, ale nie w takim natezeniu. Nie moge pomoc inaczej, wiec zycze, zeby wszystkiego nierozwiazane sprawy zaczely sie ukladac w sensowna, pokrzepiajaca calosc!
OdpowiedzUsuńdzieki dziewczyny - fajnie , ze jestescie:-D
OdpowiedzUsuńwlasnie umowilam sie na 15 do doktora od "zrytych glow ;-)" zobaczymy co wspolnie wymyslimy
pisz- a my będziemy!
OdpowiedzUsuńAnia dopiero dzisiaj dotarłam- nie jest to pocieszenie, ale lęki mamy podobne, lejków nie możesz odstawić od tak sobie- wiem co mówię, bo nie tylko brak słońca w te lęki wprowadza, Jesteś Matką, Żoną i Kobietą- Człowiekiem myślącym to nie dziwne że się boisz- Dosia ma rację wybierz się na Przystań, spróbuj odpocząć choć dwa dni, wizyta u " zrytych głów" wskazana- Mądra Dziewczyna :-)
OdpowiedzUsuńAniu, ja chyba też mam podobne napady lęku - tyle, że nie aż tak intensywne. Ale znam to okropne uczucie trzepotania, czy też dodatkowych uderzeń, i braku tchu, paskudztwo. Co te nerwy z nami robią! Mam nadzieję, że uda Ci się jakoś ukoić nerwy,każda metoda dobra - wygadaj się/wypłacz, idź do lekarza i jeśli trzeba bierz tabletki. ściskam
OdpowiedzUsuńAniutek ty moj, sciskam mocnooo!!!
OdpowiedzUsuńJak cos, pisz, wiesz,ze jestem zawsze dla ciebie :)
Te leki musisz jakos przegonic,nieciekawa to sprawa.Mam przyjaciolke,ktora przez to przechodzila.U niej to pozostalosci z kiepskiego dziecinstwa.
Tule!
Aniu, to z serduchem to może być wypadanie płatka zastawki, taka drobna ale dokuczliwa pierdułka, podobno po 30 bardzo często zdarza się kobietom. Objawy paskudne, jak zawał długotrwały, myślisz, że zaraz umrzesz. I im większa panika, tym bardziej serducho wariuje. Ale to nic poważnego. Zrób ECHO SERCA, tylko to badanie wykazuje czy się to ma czy nie. EKG nie wykazuje. Pomagają betablokery, ale to już musi zadysponować kardiolog.
OdpowiedzUsuńAnno Ty się trzymaj i nie dawaj! Co Ci powiedział doktor od "pi pi głów" - ja tak brzydko nie mówię.
OdpowiedzUsuńdoktor przepisal leki :-( i terapie :-)jak juz leki zaczna dzialac i nie bede kazdej rozmowy przyplacac palpitacjami
UsuńAnia....tule mocno. Sama przezylam takie ataki i wiem jak strach poglebia atak..taki catch 22,,,,,
OdpowiedzUsuńtrafiłam tu przypadkiem od Bogusi. Przeczytałam wpis i... poczulam, że ktoś mnie rozumie!! Też miewam takie stany lękowe... czasem serce wali mi tak mocno, że nie mogę złapać tchu... wszystko zaczęlo się od częstych pobbytów z Synkiem w szpitalu. Niby to było 2 lata temu, ale trauma trwa :( i jak cos sie dzieje, to drżę... tylko u mnie wszyscy to bagatelizują, bo ja zawsze nerwowa byłam... W szkole przeżywałam każde pytanie czy sprawdzian... codziennie modlę się o siły, o wytchnienie i by to wszystko przeszło. Postępy są, ale ja wciąż na nowo się zapętlam... Trzymaj się!! Mam nadz., że uda Ci się zacząć normalnie funkcjonować, tak na luzie!! Wszystkiego dobregO!!
OdpowiedzUsuńdziekuje Malgosi , fajnie , ze tu do mnie dotarlas :-) - wiesz, u mnie to tak od czasu ciazy tadeuszka,kazdy pobyt w szpitalu ta traume poglebial, raz jest lepiej, potem znow troche gorzej- chyba masz racje - to rodzaj traumy .Ja mam nadzieje , ze i tym razem uda mi sie wykaraskac.mam dobrego lekarza i mam nadzieje , ze i tym razem postawi mnie do pionu - czasami faktycznie dobrze jest siegnac po profesjonalna pomoc:-) - a ja trzymam kciuki za Ciebie - i pozdrawiam serdecznie
Usuń