niebo jest fioletowe , w koncu zaczelo sie ruszac powietrze.Jest 21.30 a my nadal mamy 34 stopnie.Siedze w ogrodku, bo w mieszkaniu , ktore nas przez caly dzien chronilo przed palacym sloncem jest w tej chwili duszno i potliwie.Tadeuszek spi w samych majtkach bez przykrycia u nas w lozku , bo nie mam serca wysylac go do jeszcze cieplejszego pokoju dzieciecego na poddaszu.
Cykaja swierszcze , i wydaje sie ze cala natura zamarla w nadzieji na deszcz.
Tak jest u nas od tygodni , w nocy temperatura spada maksymalnie do 25 stopni, w dzien jest po 37, 38 i bardzo wysoka wilgotnosc powietrza.
Sasiadom zza sciany urodzil sie synek, a ja z przejeciem wspominam narodziny Tadeuszka ,i jak co roku jest mi bardzo sentymentalnie.
W czwartek moj duzy chlopiec skonczy 10 lat i to jest niesamowite, jakos mi sie w czaszce nie miesci , ze to juz DZIESIEC !!!! lat.
Szykujemy impreze i ciasta , zapraszamy dzieci i dziadkow. Mlody juz od tygodnia nie spi z przejecia.
Szykujemy tez dokumentacje medyczna na konsultacje w szpitalu specjalizujacym sie w zaburzeniach polykania itd. ale o tm kiedy indziej