minal juz ponad tydzien od pewnego zdazenia. najpierw chcialam o tym od razu napisac, potem jednak stwierdzilam , ze potrzebuje troche czasu , zeby sprawe przemyslec.
odwiedzila nas moja kuzynka i razem z na udalismy sie pewnego pochmurnego dnia na plac zabaw. tadeuszek w dobrej formie i humorze poganial na swoim rowerku biegowym , a my : moj maz, kuzynka i ja poganialislekkim truchtem za nim.dotarlszy jako jedyni na plac zabaw mlody pieknie sie bawil biegajac i wspinajac sie jak zwykle na wszelkie wierze , zjezdzalnie i drabinki. w pewnym momencie pojawily sie na owym placu dwie mamy z gromadka dzieci - miedzy innymi dwoma dobrze rozwinietymi okolo 4- latkami.
chlopcy ci opanowali dla siebie najwyzsza zjezdzalnie, ukochany obiekt tadeuszkowy.siedzieli tam i zatarasowali zjezdzalnie.tadeuszek oczywiscie sie tez tam wspial i - co mnie bardzo ucieszylo interesowal sie dziecmi . wszedl (ja trzy metry od zjezdzalni ) i sliniac sie jak zwykle i usmiechajac od ucha do ucha powdzial -hallo ich heisse tadeusz - czyli halo nazywam sie tadeusz ( w tadeuszkowym wydaniu brzmi to jak: auo i aisie tadeusz) - ci chlopcy zareagowali jak chlopcy - popatrzyli na siebie popukali po glowach i powiedzieli - co on gada? i costam malo przychylnie zagadneli do mlodego , a on na to z usmiechem - auo i aisie tadeusz!! .ja sie nie wtracalam , bo uwazalam , z wszystko jeszcze pod kontrola, mlody jest kochany , chlopcy niegrozni. w pewnym momencie tadeuszek chcial zjezdzac ze zjezdzalni , a chlopcy nie byli zbyt chetni ustepowac miejsca. w koncu jednak zjechali i tadeuszek nie odczekujac wystarczajaco zjechal za nimi zahaczajac jednego z chlopcow noga. ten chlopiec sie odwrocil i zawolal ej! co robisz - tadeusz na to przepraszam (entschuldigung) co niestety w tadeuszkowym wydaniu brzmi - kuguhung i nikt poza nami specjalnie tego nie rozumie. nie znajac socjalnych interreakcji tadeuszek w takich sytuacjach - jak zawsze zreszta sie smieje , badz usmiecha i biega , co u dzieci odczytywane jest jako prowokacja ( wszystko to przemyslenia po fakcie) tadeuszek zaczal biec , a chlopcy za nim - ja naiwnie sie niezorientowalam w intencjach tamtych dzieci - a byly one baaardzo agresywnie nastawione - tadeuszek byl zachwycony , bo ktos za nim biegnie - w pernym momencie chlopcy wparowali po drabince do drewnianego domku i ja przeczuwajac cos zlego pobieglam (wszyscy stalismy doslownie 3 metry obok) tam szybko i slyszalam w tym momencie - nazywam sie tadeusz!!! nazywam sie tadeusz!!! i - "ty glupku" i potem przerazliwy pisk tadeuszka przerazliwy pisk tadeuszka - maz zlapal jednego z tych chlopcow - w tym czasie podbiegla jego matka , tadeuszek mial cala twarz w piasku i zamkniete oczy - plakal tak strasznie , ze wymiotowal -
te dzieci mu z najblizszej odleglosci rzucily piach z kamieniami w oko - kontem ucha slyszalam niepewne - ooo rasmus powinienes przeprosic chlopca - nie chcesz - ooo.
my bylismy jednak zbyt zajeci mlodym zeby walnac tej matce w nos.
wiedzielismy , ze napewno cos nie tak bo tadeuszek jest normalnie bardzo odporny na bol. wiec malego na rece , rowerek pod pache i wszyscy do lekarki dzieciecej. przyjela nas od razu slyszac krzyk tadeuszka. 15 minut trzymajac mlodego we czworke probowalismy mu wyplukac strzykawka oko , z ktorego wyplywaly kamyczki , patyczki i szkielka...
po tym czasie tadeuszek ze spuchnietym okiem i jeszcze masa piasku w tym oku sie uspokoil - maz za to plakal jak bobr - z bezsilnosci i niesprawiedliwosci i w ogole. potem mielismy przyjemnosc jechania na pogotowie okulistyczne , gdzie oko zostalo znieczulone i wtedy na szczescie z bardzo zainteresowanym wszystkimi urzadzeniami tadeuszkiem zajela sie okulistka , ktora po nastepnej pol godzinie zabiegow przeroznych na moim dziecku - powiedziala, ze na szczescie ani nerw ani wazne sprzety w oczku nie zostaly uszkodzone.
po przyjezdzie do domu tadeuszek namalowal od razu obrazek i powidzial - pokazujac na pionowe kreski- to piasek oko - a na pozioma - to jest-" nie"
i dla niego bylo po fakcie - my jeszcze pare nocy spac nie moglismy.
fakt jest taki - dzieci sa dziecmi i mysle , ze mlody kurcze zawsze bedzie przesladowany przez dzieci, a my nie jestesmy w stanie go przed tym obronic - nie moge go przeciez wsadzic pod klosz , nie moge mu przykleic karteczki na czapke - prosze o wyrozumialosc- on jest niepelnosprawny- nie moge i nie chce tlumaczyc w ciaz i w kolko i tak niezainteresowanym ludziom(rodziom) co i jak.ja swiadomie dalam pewna wolnosc tadeuszkowi na placu zabaw , bo on mi ciagle mowi , ze jest juz duzy i widzi inne dzieci za ktorymi nie biegaja ich rodzice krok w krok. i on tez tak chce - chce byc duzy i pewny siebie - i nauczyl sie , ze jak sie przedstawi to my dorosli sie wszyscy cieszymy . kurcze - ja bym go chciala chronic , a jednoczesnie dac mu oddychac i przy pierwszej probie taki klops...