wyobrazcie sobie co mi sie przytrafilo: - pare dni temu kupowalam bilety na pociag do polski - bylo to skomplikowane , poniewaz tadeusz ma legitymacje 100 % niepelnosprawnosci , wiec on placi jako dziecko polowe ceny , a ja jako osoba towarzyszaca niepelnosprawnemu nie musze placic nic. w niemczech jest tak , ze normalnie dzieci (pelnosprawne)do lat 15 w towarzystwie rodzica placacego za pelny bilet nie placa nic
i jako , ze moj maz bedzie z nami jechal polowe drogi , pani kasjerka zadala sobie duzo trudu i wymyslila, ze jako maz jest pelnoplatnym rodzicem to policzy tadeuszkowi za bilet polowe drogi
kupno tych biletow bylo skomplikowane , rezerwacje itd, maz jadacy polowe drogi, wracajacy tego samego dnia , nasza podroz powrrotna tydzien pozniej , miejsca w przedziale,itd - pani w kasie zadala sobie mnostwo trudu , poswiecila mi ok. 40 min. i wyciagnela wszystkie mozliwe znizki i udogodnienia dla nas
dwa dni pozniej kolo poludnia - dzwonek do drzwi - w domofonie jakas pani pyta , czy kupowalam ostatnio bilety u niej na dworcu
ja ja wpuscilam do domu , a ona zaczyna tlumaczyc , ze cala noc spac nie mogla , bo jej sie przypomnialo , ze popelnila blad wypisujac jeden bilet i nie wpisala znizki na jeden krotki odcinek naszej podrozy , i , ze ona dla mnie juz wypisala poprawnie nowy bilet , i czy mozemy go po prostu zamienic
wyobrazacie sobie?! pani specjalnie odszukala nasz adres , przyjechala do mnie do domu , zeby swoj minimalny blad naprawic?!!!!i przeprosic? - ja z niedowierzaniem zapytalam czy chce kawy , badz herbaty , ale nic nie chciala, wiec ja objelam , chociaz to , ale ciagle jeszcze jestem w szoku
Uwielbiam takie osoby. To ciche anioły, które spotykamy na naszej drodze. Dają wiarę w ludzi. Dobrze, że przytuliłaś. Ludzki odruch. Miód na me serce, bo ja desperacko wierzę w ludzi i też spotykam takie ludzkie anioły. Na autostradzie w drodze z Berlina zepsuł się nam samochód. Dosłownie po kilku minutach spotkaliśmy anioła, który zatrzymał się, łamaną polszczyzną wyjaśnił , że będzie za chwilę z lawetą i tak było. dowiózł nas do granicy i jakiś grosz tylko na paliwo wziął. wypiliśmy razem kawkę na stacji benzynowej czekając na lawetę z Polski. Pogadaliśmy trochę . Powiedział, że lubi pomagać. Cudny , pozytywny człowiek. A my zapewne w swojej bezradności wyglądaliśmy na mocno zagubionych i zrozpaczonych sytuacją. Takie chwile są bezcennymi wspomnieniami.Pozdrawiam i udanego pobytu w Polsce życzę Danka
OdpowiedzUsuńAniu bo Wy jestescie dobrymi ludzmi. A dobroc powraca♥♥
OdpowiedzUsuńSciskam mocno.
To rzeczywiście niesamowite, oby więcej takich pozytywów :)))
OdpowiedzUsuńpozdrawiam ciepło
Agnieszka