zaczela sie jesien ,
codziennie zbieramy kasztany, orzeszki bukowe (a raczej ich piekne lupinki , zoledzie i kolorowe liscie , ktore zaczely sie pojawiac.
Tadeuszek podekscytowany caly w atmoaferze tworzenia - wiec tworzymy - ludki , obrazki , stoiki - kleimy , lepimy , rozwalamy, ukladamy i liczymy.
Dzis postanowilismy pojsc na grzyby ( my tu nigdy grzybow nie zbieramy , zawsze w polsce , ale chcialam pokazac Tadeuszkowi , ze to tez do jesieni nalezy.
dzis przed wyprawa najpierw bylo bardzo trudno przekonac mlodego, zebysmy jednak zostawili jego 2 tomowa encyklopedie przyrody w domu.Potem Tadeuszek chwycil olowek i kartke i namalowal (!) 4 grzyby i stwierdzil : - plan jest taki - za kazdym razem , jak znajdziemy grzyba to jednego na obrazku skreslimy - czy ty to slyszales mamo? to nasze zadanie !
nie znalezlismy ani jednego znanego mi grzyba jadalnego - mielismy za to piekny 3 godzinny rodzinny spacer po lesie pachnacym i mieniacym sie swiatlem slonecznym odbijajacy sie od kropelek rosy w trawach , i pajeczynach.

A węże były? Tak bardzo boję się wszystkiego co pełza, że mimo iż kocham las i jego zapach, to spotkanie nawet z byle padalcem (który niby wężem nie jest) powoduje, że unikam spacerów po lesie przez długi czas :(
OdpowiedzUsuńtak spacery po lasach, parkach to i nasze ulubione chwile, choć mieszkamy koło lasu nie zawsze uda się do niego pójść- mimo, ze niby mamy wolne do południa.
OdpowiedzUsuńMadzia pewnie i Madzia tworzyłaby gdyby mama miała siły :-(
pozdrawiam Was serdecznie