niedziela. przedpoludnie.nasze mieszkanie .piekne slonce za oknem
sytuacja eskaluje - mlody ma napad wscieklosci przeplatany histeria, moje nerwy porwane na strzepy .cierpliwosc meza tez mierzona szczypta ( a maz do bardzo cierpliwych nalezy)
nie wytrzymujac napiecia , wrzaskow , plucia i trzaskania drzwiami, bierzemy mlodego " za frak" pakujemy do samochodu,przyczepke rowerowa ktora mozna pchac jak wozek i jedziemy do lasu.po drodze mlody sie nieco uspokoil i , jak czesto w takiej sytuacji byl wykonczony.
w lesie , mlody wykonczony i bezsilny do przyczepki , a my pchajac go idac energicznym krokiem staramy sie uspokoic zszargane nerwy.
wyprzedza nasz grupka panow lekko po trzydziestce.jeden z nich sie odwraca, nachyla nad przyczepka i mowi do Tadeuszka:
- czy nie jestes juz na tyle duzy , zeby chodzic na wlasnych nogach?
... ja w tym momencie (nie poznaje samej siebie) popatrzylam na faceta , mysle , ze z niezlym ogniem w oczach i odpowiedzialam ( chyba pierwszy raz w zyciu w takiej sytuacji)
- a czy ty nie jestes juz na tyle duzy , zeby wiedziec , ze istnieja dzieci niepelnosprawne???
na to UWAGA !! - odpowiedz doroslego faceta:
- ale nie widac!!!
bardzo dobrze mu powiedzialas. nastepnym razem MOZE pomysli....
OdpowiedzUsuńech, smutne to wszystko, Aniu wiem, jak jest trudno, dlatego żeby nie zwariować niie dać się, patrzę na uśmiech Madzi, choć i to nie zawsze pomaga jak się jest zrezygnowanym z bezsilności
OdpowiedzUsuńPrawda? Jak nie widać, to nie ma "biletu ulgowego"... Współczuję Ci, że obcy pcha swój nos nieproszony w nieswoje sprawy. Zbłaźnił się i tyle.
OdpowiedzUsuń