musze wam sie przyznac, ze mimo ogromnej ulgi , ze tadeuszek nie jest chory na ta straszna chorobe - co mamy teraz czarno na bialym (na papierze) , jestem straumatyzowana. moj maz tez.
kto raz zetknal sie z chocby uzasadniona mysla o tym , czy wlasne dziecko dozyje nastepnych urodzin, kto przez 3 tygodnie zyje w takim strachu , ten wie , chocby byl niewiem jakim optymista i mial niesamowity system automatyczno- samozachowawczy organizmu, z modusem usmiechania sie sodko i mowienia grzecznie sasiadom "dzien dobry" , ze sluchajac wczesniej przet tym strachem opowiesci od znajomych o chorych dzieciach, ogladajac jakies tam filmy i reportarze o chorobach dotykajacych ludzi myslal, ze wie jaki to strach i tragedia i bol - to powiem tak - nie wiedzial o tym jaki to strach.
czerpie zycie garsciami - zdajac sobie sprawe jakie jest ono kruche.
strach moj i stres zwiazany z tamtym podejzeniem choroby wychodzi nocami, myslami, porami.
nie moglam wytrzymac na cmentarzu na 1 listopada, choc zawsze lubilam atmosfere tam panujaca i chcialam tadeuszkowi pokazac swieczki na grobach, bo tu u nas nie ma tego w takich ilosciach jak w polsce.bylismy tam 5 minut - tadeuszek czujac chyba moje zdenerwowanie , najpierw chcial odkopac groby, zeby zobaczyc co jest w srodku, poczym zaczal krzyczec i wymachiwac raczkami.
bardzo czesto mysle sobie o tym jak duzo rodzicow w tym momencie czeka na potwierdzenie , lub wykluczenie jakiejs cholernej diagnozy, ilu nie mialo takiego szczescia jak my - ile dzieci umiera
rosyjska ruletka - pyk ,pyk, pyk ,trafiony,pyk,pyk...
powiem wam - przestalam nawet myslec o tadeuszkowych dotychczasowych diagnozach, terapiach, ilosci lekarstw - on jest - genialny, moj , nasz , z wielka szczerba ,bez 3 jedynek, niech bedzie taki jaki jest , niech bedzie , z tymi pobudkami nocnymi , burczeniem, mruczeniem, krzykami, fruwaniem po mieszkaniu,i innymi - bez tego nie byl by on tym tadeuszkiem ktorego znam i tak bardzo kocham, niech bedzie!!!! jak najdluzej!!! badzmy my wszyscy!!!
ale nasze zycie czy tez jego swiadomosc zmienilo sie diametralnie - w srodku , czuje sie bardzio krucho i porcelanowo - tak powiedzial wczoraj moj maz , i ja tez sie pod tym podpisuje.
a jutro - idziemy do wesolego miasteczka :-)
Nie jestem w stanie sobie tego wszystkiego, przez co przechodziliscie, wyobrazic. Nie jestem w stanie wyobrazic sobie tego, jak w tej chwili sie czujecie, ale ciesze sie, ze tak pieknie o tym piszesz, ze sie tym dzielisz i ze dajesz cudowne swiadectwo Waszego zycia, Waszej postawy, Waszego nastawienia, Waszej walki, Waszego jestem- tu i teraz.
OdpowiedzUsuńDzieki, Aniu, pozdrawiam!
Bardzo zmieniłaś się "po tym wydarzeniu"- cenisz życie i każdą chwilę, ja dzięki temu - może nie przeżyciom- bo tych sobie nie wyobrażam...., - wyciszyłam się i spokojniej podchodzę do wielu spraw/może to Twój wpis u mnie- o świadomości liczenia.... i nie tylko - uświadomił mi, że jest jak jest, trzeba to przyjąć co jest... i żyć jak najlepiej. Aniu trzymajcie się - cała trójka, no i kot też :-) zęby urosną ;-)
OdpowiedzUsuńNo to opancerzenia życzę, zewnętrznego i od środka, takiego ochronnego. Wiadomo, że wszystko trzeba kiedyś i jakoś odreagować, mam nadzieję, że jak się tak we trójkę zbierzecie, pośmiejecie, pocieszycie swoją obecnością w komplecie, to traumy wymiękną i sobie w końcu pójdą w ..., daleko ;)
OdpowiedzUsuńAmen.
OdpowiedzUsuńodreagowywanie - tak to już jest. Bawcie się dobrze w tym wesołym miasteczku
OdpowiedzUsuń